Postęp naukowy nie zależy od pojawiania się w mediach i wygłaszania poglądów dopasowanych do preferencji odbiorców czy podporządkowanych zasadom popularności – zaznacza prof. Andrzej Szeptycki, podsekretarz stanu w ministerstwie nauki i edukacji.
prof. Andrzej Szeptycki
Marcin Piasecki
Reklama
Coraz częściej stykamy się z nieprawdziwymi informacjami na temat nauki. Z jakiego powodu?
W życiu publicznym dostrzegamy nasilający się brak zaufania do nauki. Jest to powiązane – przynajmniej w Polsce, ale również w innych państwach Zachodu – ze wzrostem roli ugrupowań populistycznych, antyunijnych. Ponadto platformy społecznościowe umożliwiają łatwe rozpowszechnianie treści sprzecznych z nauką. Istnieją także głębsze przyczyny wzrastającej dezinformacji i wspomnianego populizmu. Są to przede wszystkim kwestie polityczne, społeczne, ekonomiczne czy dotyczące bezpieczeństwa, z którymi jako Zachód zmagamy się od około 20 lat. Ekspansja NATO i Unii Europejskiej to była szansa, którą Polska wykorzystała bardzo dobrze. Później zaczęły się poważniejsze problemy: globalny kryzys gospodarczy i finansowy, kryzys migracyjny, agresywna polityka Rosji, terroryzm islamski, Covid-19.
Reklama Reklama
Prawo dla Ciebie Kupowane recenzje i artykuły naukowe z „papierni”. Kryzys w nauce trwa
Działalność tzw. papierni produkujących publikacje z dowolnym „autorstwem” i ich oceny, które uka…
Otoczenie stało się bardziej złożone. W obliczu tej komplikacji wielu ludzi poszukuje prostych i szybkich rozwiązań. Nierzadko są to rozwiązania, które mają charakter dezinformacji. Proponują iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa, uproszczone, zero-jedynkowe narracje i błędne wyjaśnienia, które wydają się bardziej kuszące niż solidna wiedza. Nauka z definicji bywa wymagająca, opiera się na faktach, dowodach i może być skomplikowana, a co za tym idzie mało atrakcyjna. Pojawia się potrzeba łatwych odpowiedzi, a tych udzielają osoby szerzące dezinformację. Wykorzystują to umyślnie, wzmagając strach, niepewność i podziały w społeczeństwie.
Jak określić dezinformację w odniesieniu do nauki?
Aby przedstawić to zagadnienie, często podaję dwa bardzo jasne przykłady. Jest to brak wiary w zmiany klimatyczne. Lub też brak wiary w to, że człowiek jest przyczyną tych zmian. Drugi przykład to nieufność wobec szczepień. Albo przekonanie, że szczepionki to spisek jakiejś dużej firmy farmaceutycznej, której celem jest zmniejszenie liczby ludności, zatrucie naszych dzieci czy zwiększenie zysków korporacji farmaceutycznych.
Podsumowując, dezinformacja w dziedzinie nauki to głoszenie tez, które są w wyraźnej sprzeczności z aktualnym stanem współczesnej wiedzy naukowej. Dobrym przykładem jest niedawna sytuacja, gdy w programie wystąpiła pani profesor, która wygłaszała kontrowersyjne poglądy dotyczące na przykład rzekomej szkodliwości diety wegetariańskiej. Wypowiedzi te spotkały się z jednoznaczną krytyką środowiska naukowego. Pomimo tego obrońcy pani profesor twierdzą, że to niemal „przypadek Galileusza” czy „przypadek Giordana Bruna”, robiąc z niej ofiarę nauki i argumentując, że nauka musi się rozwijać.
Reklama Reklama Reklama
Internet i prawo autorskie Apel do Marty Nawrockiej. Chodzi o kontrowersyjną ustawę
Fundacja Panoptykon wraz ze 132 ekspertami i ekspertkami wystosowała apel do pierwszej damy Marty…
Przecież sednem nauki jest zwątpienie czy zadawanie pytań, podważanie obecnych prawd i poszukiwanie nowych.
Co do tego pełna zgoda. Ale postęp naukowy nie zależy od występowania w mediach i wygłaszania poglądów dopasowanych do oczekiwań odbiorców czy podporządkowanych zasadom popularności. Na szczęście żyjemy w zupełnie innych czasach niż Mikołaj Kopernik, Galileusz i Giordano Bruno.
Mamy opracowaną metodologię nauki, ale także coś, co być może można nazwać metodyką postępu naukowego. W nauce proces przebiega jasno. Bazując na istniejących danych, ktoś proponuje nową teorię – na przykład w fizyce – i poddaje ją weryfikacji empirycznej. Jeżeli eksperymenty potwierdzają tę teorię, oznacza to, że ma ona związek z rzeczywistością. Następnie te wyniki prezentuje się na konferencjach. Potem rezultaty są publikowane w czasopismach naukowych. Im bardziej renomowane pismo, z rozbudowanym oraz rygorystycznym procesem recenzji, tym lepiej. Niemal każdemu badaczowi zdarzyło się, że nawet w jego ocenie dobry artykuł został odrzucony.
Opis tego mechanizmu prowadzi mnie do bardziej ogólnej konstatacji. W sprawnie funkcjonującym środowisku naukowym w skali krajowej, regionalnej czy globalnej badaczowi jest dość trudno szerzyć dezinformację. Nie opublikuje zmyślonego i nieprawdziwego artykułu. Z drugiej strony naukowiec, zwłaszcza w obecnych czasach, ma możliwości, aby uprawiać taką pseudonaukową dezinformację. Może jako profesor wystąpić w mediach i opowiadać dziwne rzeczy. Może także przedstawiać swoje przemyślenia na platformach społecznościowych.
Dlaczego to robi? Przecież podważa swoją wiarygodność jako przedstawiciela nauki.
Powstaje swego rodzaju połączenie badacza i publicysty. W pewnym uproszczeniu człowieka, który ma „papiery” naukowca, ale jednocześnie z jakichś przyczyn rezygnuje z tej drogi. Może szuka uznania, może odrzucili mu zbyt wiele publikacji i to prowadzi do frustracji. A może realizuje jakiś program polityczny? Albo też jest pożytecznym idiotą tego czy innego polityka.
A może zagranicznego mocarstwa? Nie jest sekretem, że główny strumień inspiracji do dezinformacji napływa do Polski ze Wschodu.
Istnieją badania, które pokazują, że Federacja Rosyjska jeszcze przed pandemią Covid-19 wspierała w Europie ruchy antyszczepionkowe w niektórych krajach.
Reklama Reklama Reklama
Po co i dlaczego?
Głównie dlatego, że Rosja dąży do tego, abyśmy wątpili w funkcjonowanie naszych państw i naszego systemu politycznego. Dlatego pojawiają się narracje sugerujące domniemany kryzys świata Zachodu, jego upadek, a także opinie podważające wiarygodność instytucji publicznych i intencje władz, w tym w dziedzinie ochrony zdrowia. Przekazy te często odwołują się do strachu i nieufności, przedstawiając fałszywe teorie dotyczące działań państwa czy sektora farmaceutycznego. To jest pierwszy element. Drugi – ci, którzy w to uwierzą, nie zaszczepią siebie i swoich dzieci. To spowoduje osłabienie odporności zbiorowej. Wystarczy, że część społeczeństwa się nie zaszczepi i w sąsiednim państwie, z którym Rosja ma napięte relacje, pojawia się problem. Powraca odra lub inna choroba. Wydatki na ochronę zdrowia rosną, ludzie chorują i utwierdzają się w przekonaniu, że coś jest nie w porządku.
Globalne Interesy ChatGPT zaprzeczał inwazji na Wenezuelę. Sztuczna inteligencja w chaosie
Gdy światowe media informowały o inwazji USA na Wenezuelę i schwytaniu Nicolása Maduro, część cha…
I wreszcie trzeci element, który w kontekście polskim również ma znaczenie. Mianowicie w Polsce rosyjska dezinformacja nie może otwarcie opierać się na narracji prorosyjskiej. To byłoby nieskuteczne. Jednak gra na innych obszarach, w tym na obszarze antyukraińskim, jest dużo bardziej efektywna. W polskiej nauce występuje rosyjska narracja, która głosi, że Ukraina jest państwem upadającym. Mamy naukowców – politologów, historyków, filozofów – którzy angażują się w ten temat. Piszą artykuły do gazet, wydają książki, ponieważ w naukach społecznych jest to łatwiejsze niż przy wspomnianych procedurach w naukach ścisłych czy medycznych.
Ponadto, jak rozumiem, nie musi to być publikacja naukowa – mogą to być eseje, szkice, elementy reportażu i tak dalej.
Oczywiście. Wówczas ów badacz mówi: przedstawiam tylko swój punkt widzenia. Rzeczywiście, jestem profesorem, ale to są moje osobiste poglądy wyrażone w formie eseju. Następnie wspomniany filozof, politolog, historyk może iść do radia i telewizji, do mediów „niepokornych” czy „niezależnych” albo sam publikować swoje opinie na platformach społecznościowych. A te nie są specjalnie weryfikowane.
Platformy tylko na to czekają. Jeżeli ja na takiej platformie – przykład hipotetyczny – napiszę, że dzisiaj rozpoczynam Kongres Polityki Społecznej, to nie spotka się to ze szczególnym odzewem. Natomiast jeśli napiszę, że na tym kongresie jeden z prelegentów domagał się podniesienia wieku emerytalnego, a inni w ogóle likwidacji powszechnego systemu emerytur, wtedy mój wpis z pewnością zyska popularność. A im bardziej będzie się rozprzestrzeniał, tym bardziej platformy będą go promować, aby zwiększyć zasięgi. Świat został podporządkowany algorytmom. Dlatego działalność merytoryczna coraz częściej przegrywa z tym, co niemerytoryczne. Znacznie większą „karierę” robi naukowiec, który mówi, że szczepionki są szkodliwe, niż ten, który opowiada o odporności zbiorowej, o poziomie wyszczepialności czy o skuteczności szczepionek na poziomie 80 proc. To jest mało interesujące.
Jak z tym walczyć?
Na różne sposoby. Przy wsparciu ministerstwa na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęliśmy specjalny projekt „Nauka sprawdza”, którego celem jest przeciwdziałanie dezinformacji naukowej. Jest to wszechstronny projekt, który UW ma dla nas zrealizować. Chodzi o promocję nauki, pokazywanie jej istotności, budowanie odporności społecznej na dezinformację i wzmocnienie dialogu między środowiskiem akademickim a jego otoczeniem społecznym. Będziemy ujawniać i wyjaśniać mechanizmy działania i powstawania fake newsów. Będziemy prowadzić monitoring sieci i mediów społecznościowych, aby wykrywać fałszywe informacje naukowe. Będziemy je dementować również za pośrednictwem utworzonych w tym celu profili na platformach społecznościowych. Zamierzamy to robić we współpracy z influencerami – osobami, które docierają do młodzieży.
Reklama Reklama Reklama
IT „Prawilne Polki” pod lupą Brukseli. Rząd uderza w TikToka za propagandę Polexitu
Ministerstwo Cyfryzacji domaga się pilnej reakcji Komisji Europejskiej w sprawie zorganizowanej k…
Pojawią się także pomniejsze narzędzia. Kurs online z informacji naukowej, specjalny konkurs dla studentów i doktorantów – „Fakebusters”, czyli „Pogromcy fejków”. Ogólnie chodzi o diagnozę, wyjaśnienie oraz zwalczanie dezinformacji przy użyciu odpowiednich narzędzi.
Tylko jak dotrzeć z tym do zwykłego internauty, który widzi te nonsensy, nie wie, co o tym myśleć… Jest po prostu zdezorientowany.
Ci, którzy zdecydowanie negują zmiany klimatyczne i szczepienia, to grupa dosyć wyraźna, ale niezbyt duża. Natomiast rzeczywiście są osoby, które mają wątpliwości i które będą szukać informacji, zanim zaszczepią dziecko i mogą kierować się tym, co znajdą w internecie.
Jednak nasze ostatnie doświadczenia pokazują, że przynajmniej w niektórych obszarach można przekazywać informacje naukowe społeczeństwu. Na przykład dr Sławosz Uznański-Wiśniewski realizuje obecnie trasę technologiczno-naukową w 16 województwach i odwiedza tamtejsze uczelnie z merytorycznymi wykładami. Są to spotkania z udziałem kilkuset osób. Przykład polskiego astronauty pokazuje, że nauka może być atrakcyjna. Jest on naukowcem, specjalistą od elektroniki odpornej na promieniowanie kosmiczne. Umie on przyciągnąć ludzi i opowiadać o doświadczeniach na orbicie.
To jeden ze sposobów, niezależnie od projektu „Nauka sprawdza”. Należy ukazywać pozytywny aspekt działalności naukowej. Kreować, propagować, budować kapitał społeczny nauki. Obecnie robimy to poprzez współpracę ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim. Jego przykład pokazuje, że o nauce można mówić w ciekawy sposób i że to trafia do dużych grup odbiorców.
