
Marynarka Wojenna USA miała już projekt niszczyciela rakietowego DDG(X), który miałby zastąpić okręty klasy Arleigh Burke, ale wybór między wozami bojowymi o zasięgu 93 km a 3500 km okazał się dla Pentagonu bardzo trudny.
Plan budowy pancerników nazwanych imieniem Trumpa dla Marynarki Wojennej USA, które będą droższe niż lotniskowce, spotkał się z dużym sceptycyzmem i niezrozumieniem wśród amerykańskiej społeczności zawodowej, co do potrzeby budowy takich okrętów w erze dronów i morskiego pola bitwy.
Jednak podczas konferencji zorganizowanej pod auspicjami Surface Navy Association, dyrektor ds. wojny powierzchniowej Marynarki Wojennej USA, kontradmirał Derek Trinkew, wyjaśnił potrzebę posiadania takich okrętów.
Stwierdził, że podczas projektowania nowych niszczycieli rakietowych DDG(X), które miały zastąpić niszczyciele klasy Arleigh Burke, zespół projektowy stanął przed poważnym dylematem: czy wybrać system artyleryjski, czy hipersoniczną broń rakietową, która wkrótce zostanie przyjęta przez Marynarkę Wojenną USA, jak cytuje Breaking Defense urzędnika.

A ponieważ rozmiary niszczyciela były ograniczone, rozważano nawet stworzenie dwóch odrębnych konfiguracji okrętu: z uzbrojeniem artyleryjskim, ale bez pocisków hipersonicznych, oraz z uzbrojeniem, ale bez działa.
„Nie chcieliśmy narzucać dowódcy floty takich ograniczeń. Dlatego kiedy przywódcy państw wyrazili zainteresowanie budową pancernika, była to doskonała okazja” – powiedział Derek Trincue.
Według Defense Express nowa broń hipersoniczna nawiązuje do broni Conventional Prompt Strike, znanej również jako broń hipersoniczna dalekiego zasięgu i jej lądowej wersji – Dark Eagle, która, jak się okazało, ma bardzo kontrowersyjną głowicę bojową o zasięgu około 3500 km.
Ze względu na rozmiar pocisków, wymagają one wyrzutni o odpowiednich rozmiarach. A rany są tak duże, że na niszczycielu rakietowym Zumwalt muszą one zastąpić jeden z systemów artyleryjskich.

Jednak w przypadku DDG(X) wyrzutnie te miały najwyraźniej zastąpić jedyne dziobowe stanowisko artyleryjskie Mk 45 Mod 4 kal. 127 mm. Marynarka Wojenna USA nie chciała jednak pozostać bez uzbrojenia artyleryjskiego, więc zaczęła pracować nad opcjami zwiększenia wyporności.
Jednocześnie tradycyjnym problemem z takimi poszukiwaniami jest to, że trudno je na czas zatrzymać. Chęć dodania kilku pocisków, kilku dni autonomii i stworzenia kolejnego systemu obrony jest bowiem całkiem zrozumiała.
Doskonale widać to na przykładzie projektu pancernika Trump, który ma wszystko: 12 pocisków hipersonicznych, 128 wyrzutni pocisków manewrujących i przeciwlotniczych, cztery lasery bojowe, dwa stanowiska artyleryjskie kal. 127 mm, raycotron, cztery moduły artyleryjskie kal. 30 mm, dwa dodatkowe systemy obrony powietrznej i hangar na śmigłowiec V-22 Ospreay.

Jednocześnie, kwestia, czy współczesny okręt wojenny rzeczywiście potrzebuje systemu artyleryjskiego kal. 127 mm, jest kwestią dyskusyjną. W końcu jego zasięg rażenia tradycyjną amunicją do 37 km, a nawet obiecującymi pociskami HVP o dużej prędkości, wynoszący 93 km, ma niewielkie znaczenie dla współczesnych operacji bojowych na morzu i jest wielokrotnie mniejszy niż zasięg nawet starych pocisków przeciwokrętowych.

Z drugiej strony, istnieje potrzeba pokrycia wszystkich zasięgów bojowych. Warto również zauważyć, że instalacje artyleryjskie kal. 127 mm w Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych są również traktowane jako środek obrony okrętu przed celami powietrznymi. Ponadto Marynarka Wojenna zawsze wyróżnia się konserwatyzmem i przywiązaniem do tradycji.
