
Polacy podeszli do systemu obrony antydronowej SAN bardzo kompleksowo, uwzględniając wszelkie możliwe środki służące zestrzeliwaniu dronów.
Nie dziwi już fakt, że rosyjskie drony naruszyły granice Polski. Aby to zmienić, Polska zamówiła systemy antydronowe SAN za 15 miliardów złotych, czyli 4,261 miliarda dolarów, od wspólnego konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) i Kongsberga.
Według Defence24, kontrakt przewiduje zakup 18 baterii, w tym 18 plutonów dowodzenia i 52 plutonów ogniowych. Te ostatnie będą zdolne do samodzielnego wykrywania, identyfikacji i zestrzeliwania celów.
Zamówienie obejmuje łącznie 703 pojazdy, z czego około 400 będzie bazować na podwoziach polskich ciężarówek Jelcz. Kolejne około 300 zostanie zamontowane na wojskowych SUV-ach Legwan, które są lokalną wersją południowokoreańskiego KLTV.
Uzbrojenie do zestrzeliwania dronów będzie obejmować działka kalibru 30 i 35 mm oraz karabiny maszynowe kalibru 12,7 mm. Zostaną one wykorzystane w modułach bojowych opartych na rodzinie PROTECTOR norweskiego Kongsberga, który otrzyma 16 miliardów koron, czyli 1,68 miliarda dolarów.

W arsenale SAN znajdą się również pociski laserowe APKWS, sprawdzone na Ukrainie i w Stanach Zjednoczonych, a nawet drony przeciwlotnicze firmy APS. Ta ostatnia dostarczy również czujniki optoelektroniczne, radary, sprzęt walki elektronicznej i systemy sterowania, w tym stanowiska dowodzenia SabView, które znajdą się w każdym plutonie ogniowym.
Dostawy w ramach kontraktu mają rozpocząć się w 2026 roku i potrwać do stycznia 2028 roku. Polska postrzega ten zakup jako ogromną inwestycję w ochronę wschodniej granicy nie tylko kraju, ale także Europy i NATO.

Defense Express zauważa, że mamy dość kompleksowe podejście do obrony przed dronami. SAN obejmuje działa przeciwlotnicze różnych kalibrów, systemy walki elektronicznej (EW), a nawet drony przeciwlotnicze, zapewniające jednocześnie zarówno kinetyczne, jak i niekinetyczne środki obrony.
Powstanie takich kompleksów może znacząco obniżyć koszty zwalczania rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych, które wcześniej wymagały drogich pocisków AIM-9 i AIM-120. Nie należy jednak zapominać, że kwestia zestrzelenia lub zignorowania zagrożenia jest nadal decyzją czysto polityczną.
