
Rosjanie dysponują jednocześnie kilkoma systemami łączności satelitarnej, w tym zarówno opcjami realnymi, jak i takimi, które zupełnie nie nadają się do zastąpienia Starlinku. Jednak każdy z nich ma swoje ważne niuanse i pokazuje prawdziwe zacofanie technologiczne Federacji Rosyjskiej.
Dzięki udanej współpracy Ministerstwa Obrony Ukrainy i amerykańskiej firmy Space X, udało się zablokować wszystkie niezarejestrowanych terminali Starlink na terytorium Ukrainy. To z kolei wpłynęło nie tylko na możliwość wystrzeliwania przez Rosjan dronów sterowanych za pośrednictwem internetu satelitarnego Starlink. Wyłączenie Starlink było poważniejszym ciosem dla operatorów dronów i dowództwa.
Dzięki tak szybkiemu i stabilnemu internetowi wszyscy otrzymali na przykład możliwość transmisji obrazu z dronów, co jest niezwykle istotne dla dowodzenia na współczesnym polu walki.

Obecnie internet można zapewnić jedynie za pośrednictwem fizycznego połączenia kablowego lub mostów Wi-Fi, co nie jest zbyt praktyczne. Operatorzy dronów raczej nie będą ciągnąć kabla do miejsca startu, zwłaszcza biorąc pod uwagę dronizację i transparentność pola walki.
Dlatego Rosjanie będą szukać alternatywnej komunikacji satelitarnej i mają kilka możliwości. Najpierw jednak przypomnijmy sobie, jak działa Starlink. Satelity tej grupy, których jest już kilka tysięcy, znajdują się na niskiej orbicie okołoziemskiej (około 550 km nad powierzchnią Ziemi).

Sam terminal Starlink jest płaski, a nie ma kształtu czaszy, dzięki zastosowaniu aktywnej anteny z układem fazowym, która umożliwia szybkie przełączanie między satelitami bez utraty sygnału. Prędkość połączenia wynosi ponad 200 Mb/s, a opóźnienie około 40 ms.
A teraz do rosyjskich „analogów”. Najpierw wskażmy prawdopodobnie najlepszą z dostępnych opcji, która mogłaby zastąpić Starlink – system łączności satelitarnej Gazpromu oparty na satelitach Jamał.

Te satelity (oznaczone jako operacyjne Yamal 601, Yamal-300K, Yamal-401 i Yamal-402) znajdują się na orbicie geostacjonarnej, na wysokości 36 000 km nad powierzchnią Ziemi. Jeden satelita wysyła kilkadziesiąt wiązek promieniowania na Ziemię, pokrywając swoim zasięgiem terytorium Federacji Rosyjskiej, w tym okupowaną część Ukrainy.

Istnieją różne rodzaje anten, które można do niego podłączyć. Pierwsze to anteny stałe, fizycznie skierowane w stronę satelity. Drugie to anteny obrotowe, które mogą samodzielnie kierować się w stronę satelity i regulować się, nawet jeśli są zamontowane na ruchomym obiekcie.

Tę drugą opcję reprezentuje obecnie seria anten łączności satelitarnej RS-30M/S. Rosjanie zainstalowali je już na swoich dronach morskich, a także w pociągach pasażerskich. Oba typy anten są większe, co utrudnia ich ukrycie, a ponadto nie można ich montować na dronach latających.

System ten ma jednak wiele wad i problemów w porównaniu ze Starlinkiem. Ze względu na to, że satelity Jamału znajdują się na orbicie geostacjonarnej, komunikacja za ich pośrednictwem charakteryzuje się dużym opóźnieniem, wynoszącym 600–1200 ms. Ponadto, aby terminal mógł dotrzeć do satelity, musi on emitować znacznie silniejszy sygnał radiowy niż Starlink. Co więcej, Rosjanie często narzekają, że sprzęt walki elektronicznej Sił Obronnych Ukrainy jest w stanie zakłócić ten kanał komunikacji.

Ale problem z tą opcją nie polega tylko na tym, ponieważ ma ona również niską przepustowość. Przykładowo, dla anteny RS-30M deklarowane są 80 Mbit/s dla odbioru i 5 Mbit/s dla transmisji. Chociaż maksymalna taryfa Gazpromu deklaruje możliwość połączenia odpowiednio do 100 Mbit/s i 10 Mbit/s, nakłada ograniczenia transferu danych – nie ma „nielimitowanych” – „pakietów biznesowych” przeznaczonych do transferu do 60 Gb/s w ciągu 30 dni. Tańsze oferty dla klientów indywidualnych – do 58 Gb/s przy prędkości odpowiednio 20 Mbit/s i 1 Mbit/s.

A takie parametry wyglądają dość „smutno”, bo przy takiej prędkości raczej nie uda się nadać choćby jednej stabilnej transmisji w normalnej rozdzielczości. Do tego dochodzą wymiary anteny, skomplikowany mechanizm jej pozycjonowania i wysokie zużycie energii.
Podsumowując, wariant Gazpromu charakteryzuje się niską przepustowością, dużym opóźnieniem, dużym rozmiarem anteny i lepszą widocznością dla PER. Chociaż Rosjanie już teraz dość aktywnie wykorzystują go na froncie.

Kolejną opcją zastąpienia Starlinka przez Rosjan jest propozycja firmy „Bureau 1440”. Opracowują oni pełnoprawnego, szybkiego następcę Starlinka, z satelitami na niskiej orbicie okołoziemskiej.
Firma planuje rozpocząć komercyjną eksploatację tego systemu w 2027 roku, z 288 satelitami już wówczas rozmieszczonymi na orbicie. Jednak nawet tutaj nie obyło się bez problemów. Na przykład, pierwsza partia 16 satelitów miała zostać wyniesiona na orbitę już w 2025 roku, ale start nigdy nie doszedł do skutku i został przełożony na 2026 rok.

Nawet jeśli rozpoczną starty w tym roku, jest mało prawdopodobne, że uda im się wystrzelić aż 288 satelitów do 2027 roku. Przy mniejszej liczbie satelitów zasięg prawdopodobnie nie będzie pełny i mogą wystąpić okresy, w których satelity nie będą widoczne nad terminalem. Dlatego start systemu w 2027 roku wydaje się obecnie wątpliwy. Pojawia się bowiem pytanie, jakie rakiety i jakim kosztem te satelity zostaną umieszczone na orbicie, o ile w ogóle do tego dojdzie.
Następnie warto rozważyć wojskowe opcje łączności satelitarnej. Istnieje kilka konstelacji satelitarnych, ale najpotężniejszą konstelacją jest seria satelitów Blagovest, rozmieszczona na potrzeby tzw. Ministerstwa Obrony Rosji w latach 2017-2019. Składa się ona z czterech satelitów umieszczonych na orbicie geostacjonarnej.

Dokładne parametry nie są znane, ale zaznaczono, że jest on przeznaczony do szybkiej transmisji danych, programów telewizyjnych i radiowych, zapewniania połączeń telefonicznych i wideokonferencji oraz dostępu do globalnej sieci internetowej. Zasadniczo ma on zapewniać łączność dla centrali i centrów dowodzenia. Do połączenia można używać różnych terminali i stacji, ale wszystkie one charakteryzują się dużymi rozmiarami i wysoką widocznością dla środków PER.

Ze względu na zastosowanie dużych, nieporęcznych i drogich anten mało prawdopodobne jest, aby mogły one zapewnić zasięg na wszystkich szczeblach dowodzenia, a jedynie na najwyższych szczeblach, w brygadzie i dowództwie wyższego szczebla, nie wspominając o operatorach dronów na stanowiskach.
Prawdopodobnie najmniejszą i najlżejszą stacją do połączeń z “Blagovestem” jest “Auriga-1.2V”. Jednak nawet ona ma dość spore wymiary, wagę i wymaga dodatkowego sprzętu radiowego. Jest też znacznie trudniejsza w konfiguracji, choć może ją zainstalować jedna osoba.

Jednak pomimo tych wszystkich problemów, Rosjanie nadal z nich korzystają. Co ciekawe, Siłom Zbrojnym Ukrainy udało się zdobyć taki terminal już w 2022 roku w obwodzie kijowskim, więc istniała już możliwość jego zbadania.
To nie wszystkie systemy konstelacji satelitarnych zaprojektowane do zapewnienia łączności, którymi dysponuje Federacja Rosyjska. Jednak inne mają wyjątkowo niską przepustowość i nawet nie zbliżą się do zastąpienia Starlinka.

Niektóre z nich, jak np. „Messenger” na niskiej orbicie okołoziemskiej, mogą przesyłać wyłącznie wiadomości tekstowe. Satelita najpierw rejestruje dane, a następnie wykonuje niezbędny obrót wokół Ziemi, aż w polu widzenia pojawi się odbiornik lub stacja bazowa, i dopiero wtedy przesyła informacje dalej.
Bardziej zaawansowane systemy, które mogłyby zastąpić Starlink, wciąż znajdują się w fazie rozwoju, a daty uruchomienia lub przynajmniej wystrzelenia pierwszych satelitów nieustannie „przesuwają się w prawo”.

Oznacza to, że Federacja Rosyjska jest generalnie w tyle w dziedzinie łączności satelitarnej w porównaniu z krajami zachodnimi. Dostępne obecnie systemy mają swoje dość istotne braki i w rzeczywistości odpowiadają poziomowi technologicznemu lat 90. i 2000. Jednak nawet one raczej nie będą w stanie zapewnić dowodzenia wszystkimi szczeblami wojsk i operatorów bezzałogowych statków powietrznych. Tym bardziej, że Starlink obecnie nie działa, a działania wojenne nie ustają.

