Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi inspekcje w placówkach handlowych już od początku stycznia. Zapytaliśmy naczelnika PIP o efekty. Okazuje się, że łącznie kontrolerzy wykonali blisko 150 inspekcji, lecz zaledwie 18 proc. sfinalizowali. Jak wynika z danych inspekcji, to rezultat zmiany procedur przez sieć. Ten manewr może być także stosowany w inspekcjach powiązanych z nadużywaniem umów cywilnoprawnych.

- Pracownicy odczuwają chłód, ponieważ w niektórych sklepach Dino panuje niska temperatura
- Państwowa Inspekcja Pracy, mimo że prowadzi inspekcje już od stycznia, wciąż większości z nich nie ukończyła
- Według kontrolerów po stronie sieci brakuje osoby upoważnionej do podpisu protokołu z inspekcji, a to jest niezbędny warunek do jej zakończenia i wydania nakazów lub nałożenia sankcji
- Ten wymóg miała zlikwidować planowana przez rząd reforma PIP. W końcowej fazie projekt został zmieniony
- Jak może wpłynąć na pracę kontrolerów, objaśnia Marcin Stanecki, główny inspektor pracy
- Więcej informacji o biznesie znajdziesz na Businessinsider.com.pl
Niskie temperatury w placówkach handlowych sieci Dino Polska wywołały ogólnokrajową dyskusję na temat warunków zatrudnienia w handlu oraz efektywności działań Państwowej Inspekcji Pracy. Intensyfikuje ją Adrian Zandberg, poseł i lider partii Razem, natomiast Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, usiłuje ostudzić debatę i złagodzić emocje. W szumie medialnym umyka jednak jeden zasadniczy problem, z którym boryka się Państwowa Inspekcja Pracy. Problem, który może uwidaczniać się także podczas kontroli nieprawidłowo zawieranych umów o świadczenie usług.
Zobacz też: Reforma rynku pracy. Szef PIP będzie wydawał interpretacje o umowach zlecania. Czy zyska władzę jak fiskus?
Ponad 80 proc. inspekcji wciąż trwa
Dotychczas inspektorzy rozpoczęli w całym kraju 146 inspekcji, z czego aż 120 nie zostało doprowadzonych do końca. Z jakiego powodu? — Z przyczyn formalnych — wyjaśnia Marcin Stanecki, główny inspektor pracy, zwierzchnik Państwowej Inspekcji Pracy.
Zgodnie z obowiązującą procedurą administracyjną reprezentant pracodawcy musi poświadczyć własnym podpisem zaznajomienie się z raportem z kontroli. Dopiero wówczas rozpoczyna bieg 7-dniowy termin na wniesienie uwag przez pracodawcę do wspomnianego protokołu. Bez dopełnienia tych czynności inspekcja nie może zostać oficjalnie ukończona i nie może zostać wydana decyzja w tej sprawie.
— Obecnie aż 57 protokołów ukończonych już inspekcji oczekuje na podpis pod protokołem — wymienia Stanecki.
Zobacz też: Nowe zasady PIP mogą zmienić pracę Polaków. Szef Inspekcji mówi wprost
Szef PIP: upoważnienia kierowników sklepów zostały zmienione
Dlaczego uzyskanie podpisów trwa tak długo? Kłopotem okazała się wewnętrzna zmiana zakresu obowiązków po stronie pracodawcy. Chodzi o zakres upoważnienia kierowników sklepów.
— Z informacji, które otrzymaliśmy od kierowników sprawdzanych sklepów, wynika, że ich upoważnienia do działania w imieniu pracodawcy zostały przeorganizowane, w związku z czym nie mogą już parafować raportów pokontrolnych Inspekcji Pracy w miejscu przeprowadzonej inspekcji. Ta czynność została przeniesiona na szczebel regionalny — tłumaczy Główny Inspektor Pracy.
Zadaliśmy pytanie sieci Dino, czy upoważnienia zostały zmodyfikowane, lecz do niedzieli nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Zmiana upoważnienia przedłuża inspekcję
Taka zmiana po stronie pracodawcy obliguje Inspekcję do podjęcia dodatkowych czynności proceduralnych. Jakie to dodatkowe czynności?
Chodzi o właściwe doręczenie protokołów osobom upoważnionym do poświadczenia ich odbioru. Po pierwsze podpisanie protokołu może mieć miejsce w siedzibie Okręgowego Inspektoratu Pracy, a po drugie taki protokół może zostać wysłany pocztą tradycyjną, za potwierdzeniem odbioru, lub przekazany takim osobom drogą elektroniczną.
— Z przyczyn niezależnych od urzędu wydłuża to procedury administracyjne, które muszą być w tym przypadku zrealizowane, ponieważ ich niedopełnienie zniweczy efekty zrealizowanej kontroli i uniemożliwi wydanie decyzji pokontrolnej przez inspektora pracy — wyjaśnia Marcin Stanecki.
Inspekcja musi respektować procedury
Podkreśla jednak, że przestrzeganie procedur administracyjnych zawsze wymaga czasu.
— Chroni to pracodawców, gwarantuje im czas na zapoznanie się z naszymi wnioskami i ustosunkowanie się do nich. W przypadku niskich temperatur ustalenia inspektorów pracy są bezsporne i z prawnego punktu widzenia konsekwencje zostaną poniesione. Rozumiem, że z praktycznego punktu widzenia może to wywoływać niezadowolenie zatrudnionych. Na szczęście w sytuacji, gdy zagrożone jest zdrowie pracowników, możemy wydawać decyzje ustne, które powinny zostać wykonane jeszcze w trakcie trwania inspekcji i takie decyzje w wielu tego typu przypadkach były wydawane, co poskutkowało wzrostem temperatur w sklepach, które odwiedziliśmy — wyjaśnia Stanecki
Formalnie większość inspekcji się przeciągnęła i formalnie nadal trwa, a PIP czeka na reakcję na nasze wnioski ze strony pracodawcy.
Jakie są możliwe konsekwencje nie tylko dla Dino
Pojawia się pytanie o konsekwencje ewentualnego umyślnego opóźniania procedur. Czy przedsiębiorcom grożą negatywne następstwa?
— Uważam, że nie można postawić pracodawcy zarzutu wydłużania kontroli, jeśli chce w ten sposób zunifikować na poziomie regionalnym odpowiedzi na wnioski pokontrolne inspektorów pracy w poszczególnych sklepach tej sieci — mówi Stanecki.
Jednocześnie zaznacza, że w sytuacjach zagrożenia zdrowia kontrolerzy reagują bezzwłocznie.
— Co innego w przypadku stwierdzenia podczas kontroli naruszenia przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy — wyjaśnia Stanecki.
W takich przypadkach PIP ma możliwość nałożenia kar.
— Inspekcja ma w takim przypadku bogaty wachlarz możliwości, od decyzji wstrzymującej wykonywanie pracy w niskich temperaturach, poprzez decyzję pokontrolną wskazującą na konkretne działania i nakłady finansowe, jakie należy ponieść, aby poprawić warunki pracy, po mandat w wysokości do dwóch tysięcy złotych za narażenie zdrowia pracowników, czy wniosek o ukaranie do sądu karą grzywny do 30 tys. zł — wyjaśnia Stanecki.
Co z kontrolami umów cywilnoprawnych?
Obserwując przebieg kontroli w sklepach Dino, gdzie wyraźnie widać nieprawidłowości, nie wolno zapominać o projekcie reformy PIP. W jego początkowej wersji planowano uproszczenie procedur — tak, aby protokołu nie trzeba było sygnować.
Stanecki przyznaje, że w wstępnej wersji nowelizacji ustawy o PIP planowano uproszczenie procedur kontrolnych, tak aby wystarczyło przekazanie pracodawcy protokołu z kontroli, bez potrzeby potwierdzania tego jego podpisem.
— Ta zmiana miała dotyczyć wszystkich naszych inspekcji, nie tylko tych dotyczących umów cywilnoprawnych. Przyspieszyła by więc także nasze działania w przypadku naruszenia przepisów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy — mówi Stanecki.
Zaznacza, że na dalszych etapach nic by się nie zmieniło, nadal taki podmiot miałby siedem dni na ustosunkowanie się do naszych ustaleń.
Reforma PIP bez uproszczenia inspekcji
Niestety korzystna dla Inspekcji zmiana wypadła z finalnej wersji nowelizacji ustawy o PIP. W czwartek została ona zaaprobowana przez Stały Komitet Rady Ministrów. Aktualnie zajmuje się nim Komisja Prawnicza, ponieważ SKRM uwzględnił wiele ze zgłoszonych uwag.
Jeśli przepis o konieczności sygnowania protokołu przez kierownika kontrolowanej placówki pozostanie, to będzie kolejna możliwość do wydłużania procedury?
— Państwowa Inspekcja Pracy jest związana procedurą administracyjną i przeprowadzanie kontroli przez inspektorów pracy faktycznie nie należy do najłatwiejszych. Zapewniam jednak, że nasze działania, prędzej czy później, przynoszą efekty — podsumowuje Marcin Stanecki.
Przykład inspekcji w sklepach Dino pokazuje jednak, że ta procedura, może być narzędziem w rękach pracodawców.
W Dino zimno
Już od początku roku Inspektorzy pracy prowadzą inspekcje warunków termicznych panujących w sieci Dino. To właśnie wtedy zaczęły napływać pierwsze sygnały o zbyt niskich temperaturach w niektórych sklepach. Co wynika z inspekcji?
Po pierwsze nie we wszystkich sklepach, które odwiedzili, stwierdzili nieprawidłowości, lecz w części przypadków interwencja okazała się niezbędna. — Na początku stycznia inspektor kontrolujący jeden ze sklepów w Skierniewicach odnotował, że na stanowisku kasowym było jedynie 3,2 st. C — mówi Marcin Stanecki, główny inspektor pracy.
W następstwie kontroli w niektórych sklepach zostały zamontowane grzejniki, w innych została zwiększona moc ogrzewania.
— Nasze ponowne kontrole potwierdzają poprawę temperatur w placówkach, które odwiedziliśmy — dodaje Stanecki.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami temperatura w pomieszczeniach, w których odbywa się praca, nie może być niższa niż 14 st. C. We wszystkich miejscach, gdzie odbywa się lekka praca, niewymagająca wysiłku i w biurach, temperatura nie może być niższa niż 18 st. C. Mowa tu o standardowych pomieszczeniach pracy, a nie chłodniach, czy halach, gdzie temperatura musi być niższa ze względu na procesy technologiczne.
— W takim przypadku pracodawca ma obowiązek zapewnić zatrudnionym ciepłą odzież, posiłki, gorące napoje i przerwy — wyjaśnia szef PIP.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
