Biskup diecezji tarnowskiej, Andrzej Jeż, stanął przed obliczem tarnowskiego sądu rejonowego. Oskarżyciele zarzucają dostojnikowi, iż zbyt ociągał się z powiadomieniem służb o nieprawidłowościach popełnionych przez dwóch podporządkowanych mu duchownych – Stanisława P. i Tomasza K. To premierowe tego rodzaju postępowanie w naszym kraju. Hierarcha zjawił się w sądzie osobiście i nie poczuwa się do winy w odniesieniu do przedstawionych zarzutów.

Biskup Andrzej Jeż stawił się w tarnowskim sądzie w procesie dotyczącym zwłoki w zgłoszeniu nadużyć
W Sądzie Rejonowym w Tarnowie (woj. małopolskie) zainicjowany został proces biskupa Andrzeja Jeża, który został obwiniony o opóźnione zawiadomienie organów ścigania w kwestii molestowania osób nieletnich, którego mieli dopuszczać się księża z jego diecezji. Mowa o Stanisławie P. i Tomaszu K., którzy mieli dopuścić się czynów seksualnych wobec niepełnoletnich poniżej piętnastego roku życia.
Biskup Andrzej Jeż osobiście pojawił się na rozprawie. Dostojnik nie uznał, że popełnił przypisywane mu czyny.
Obaj duchowni służyli pod zwierzchnictwem Jeża, ordynariusza diecezji tarnowskiej. Według osób prowadzących dochodzenie, duchowny nie wystarczająco wcześnie poinformował organy ścigania o przestępczym postępowaniu.
Tuż przed rozpoczęciem procesu Kuria Diecezjalna w Tarnowie opublikowała oświadczenie, w którym oznajmiła, że władze diecezji zgłaszały przypadki molestowania seksualnego duchownych także organom państwowym, postępując zgodnie z zasadą “zerowej tolerancji”. Wokół przypadków, w których Jeż rzekomo zbyt późno poinformował organy ścigania, toczyły się wewnątrzkościelne postępowania kanoniczne.
– To jest pierwszy akt sprawiedliwości, którego doświadczam – powiedziała przed salą rozpraw Lilianna Kupaj, która w rozmowie z dziennikarzami stwierdziła, że jako ośmioletnia dziewczynka była ofiarą przemocy seksualnej ze strony innego księdza z diecezji tarnowskiej. Jak dodała, jej sprawa została przez sąd uznana za przedawnioną.
Jedna z osób zgromadzonych przed salą rozpraw zapytała przechodzącego biskupa, czy “Kościół okaże skruchę” w związku z zaniedbaniami. W środę w tradycji rzymsko-katolickiej obchodzona jest Środa Popielcowa. Dostojnik zlekceważył to pytanie.
Biskup tarnowski odpowie przed sądem. Domniemane opóźnienie w zgłoszeniu nadużyć
To premierowy w Polsce proces sądowy biskupa, który dotyczy zgłaszania czynów pedofilskich duchownych. Zarówno obecny szef Biura Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży ks. dr Wojciech Rzeszowski, jak i jego poprzednik ks. dr Piotr Studnicki przekazali PAP, że nie posiadają informacji, aby wcześniej przed sądem toczyła się analogiczna sprawa.
Przez długi czas nie było jasne, gdzie i kiedy rozpocznie się proces. Pierwotnie, w listopadzie 2024 roku, tarnowski sąd wystąpił do Sądu Najwyższego z wnioskiem o przekazanie sprawy innemu równorzędnemu organowi. Motywowano to tym, że tamtejsi sędziowie znają bpa Jeża z organizowanych co roku spotkań opłatkowych, co doprowadziło do “niejednokrotnie bliskich relacji osobistych i towarzyskich”, a to może wywoływać obawy co do bezstronnego i obiektywnego rozpatrzenia sprawy.
W grudniu Sąd Najwyższy odrzucił ten wniosek, argumentując w uzasadnieniu, że zażyłe relacje są podstawą do złożenia wniosku o wyłączenie ze sprawy sędziego, któremu ją przydzielono, a nie całego sądu. Podkreślono także, że sąd nie może unikać spraw trudnych lub szeroko komentowanych w mediach z powodu pełnionych przez oskarżonego funkcji. SN zauważył, że gdyby to uniemożliwiało sprawiedliwe rozstrzygnięcie, podawałoby w wątpliwość możliwość sądzenia w mniejszych miejscowościach lokalnych prominentów.
Dodatkowo podkreślono, że sąd rejonowy w Tarnowie jest w stanie orzekać “bezstronnie, bazując na przepisach i wolny od jakichkolwiek zewnętrznych wpływów”.
Po odrzuceniu wniosku sądu proces miał rozpocząć się w Tarnowie w kwietniu 2025 roku, lecz z powodu choroby sędziego termin rozprawy został przełożony. W końcu do sprawy przydzielono innego sędziego. Pod koniec ubiegłego roku na posiedzeniu przygotowawczym ustalono nowy termin rozprawy.
Wiedział o nadużyciach, nie zgłosił tego od razu. Biskup stanie przed sądem
Podstawą zarzutów dotyczących niezawiadomienia organów ścigania przez władze kościelne były postępowania dotyczące molestowania osób nieletnich przez dwóch kapłanów. Sprawa ks. Stanisława P. została w 2022 roku umorzona z powodu przedawnienia karalności. Z kolei w przypadku ks. Tomasza K. tarnowska prokuratura w grudniu 2024 r. skierowała do Sądu Rejonowego w Nowym Sączu akt oskarżenia. W obu przypadkach kwestię zgłaszania tych nadużyć wyłączono do odrębnego postępowania, dotyczącego przełożonego kapłanów.
Z informacji kurii wynika, że o nadużyciach seksualnych Stanisława P. biskup dowiedział się w 2019 roku. Wówczas diecezja powiadomiła watykańską Dykasterię Nauki Wiary, która zarządziła przeprowadzenie dochodzenia. Kiedy kanoniczne postępowanie potwierdziło oskarżenia wobec duchownego, w sierpniu 2020 roku biskup zgłosił sprawę państwowym organom ścigania.
Natomiast o przypadku molestowania małoletnich przez ks. Tomasza K. – według kurii – biskup poinformował organy ścigania niezwłocznie po otrzymaniu tej wiadomości pod koniec grudnia 2021 roku. Wcześniej w tej sprawie toczyło się postępowanie kościelne.
Premierowy taki proces w Polsce. Biskup może zostać osądzony
Według prokuratury Kościół, który prowadził wewnętrzne postępowania w sprawie obu księży, dysponował wcześniej pewnymi informacjami o przestępstwach pedofilskich kapłanów i powinien był je od razu zgłosić.
Osoby prowadzące śledztwo dostrzegły, że władze kościelne złożyły zawiadomienie odnośnie do obu księży, ale zdaniem prokuratury uczyniły to zbyt późno – nie nastąpiło to bez zwłoki, jak wymaga przepis.
Zgodnie z przepisami obowiązującymi od 2017 roku, wśród przestępstw, które należy bezzwłocznie zgłaszać organom ścigania, jest także wykorzystanie seksualne osoby małoletniej. Ponadto są to m.in. gwałt, morderstwo, ludobójstwo, zamach, pozbawienie wolności, szpiegostwo.
Dostrzegłeś coś istotnego? Prześlij nagranie, zdjęcie lub opisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
WIDEO: Bożena Dykiel nie żyje. "Pojawiała się, grała i zdobywała nasze serca"
Alicja Krause/Maciej Olanicki/polsatnews.pl/PAP
