Przejście na umowę o pracę zamiast umowy zlecenia. Inspektor Pracy: Urzędnicy bezstronni, bez miejsca dla lobbystów.

Sejm rozpatruje nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Naczelny Inspektor Pracy Marcin Stanecki zapewnia, że to transformacja systemowa, która umożliwi uporządkowanie rynku bez generowania gwałtownych zmian, umocni ochronę zatrudnionych i ustanowi czytelne reguły postępowania.

Decyzja o etacie zamiast zlecenia. Szef PIP: Lobbyści nie mają czego szukać w apolitycznym urzędzie

fot. GRZEGORZ KRZYZEWSKI / / FORUM

W środę Sejm odrzucił pomysł oddalenia projektu nowelizacji Państwowej Inspekcji Pracy w pierwszym czytaniu. Z takim wnioskiem wystąpili posłowie PiS, argumentując, że przepis jest niekorzystny zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Projekt został skierowany do dalszych prac w komisji.

PAP: Czy pana zdaniem to, że reforma PIP została w gruncie rzeczy zneutralizowana i osłabiona jeszcze w trakcie procesu legislacyjnego, stanowi klęskę samej Inspekcji, a nie wyłącznie polityków? Zreformowany projekt ograniczono do tego stopnia, że newralgiczne instrumenty – takie jak natychmiastowa wykonalność decyzji czy możliwość ubiegania się o zaległe składki – zostały wycofane lub istotnie zredukowane.

Marcin Stanecki, Naczelny Inspektor Pracy: Stanowczo się z tym nie zgadzam. Po pierwsze, Inspekcja uzyska instrumenty, o których wprowadzenie zabiegała od długiego czasu. Fakt, że pierwotna wersja uległa złagodzeniu, nie oznacza, że zmiana będzie nieefektywna. W tym wypadku potrzebna jest nam ewolucja w obszarze rynku pracy, a nie przewrót. Po drugie, sednem procesu legislacyjnego jest debata nad proponowanymi zmianami, która prowadzi do ich korekty.

Odstąpienie od niezwłocznej wykonalności decyzji inspektorek i inspektorów pracy o przeobrażeniu kontraktu w etat jest elementem reformy, który w niedługim czasie pozwoli sądom pracy na wypracowanie jednolitej linii orzeczniczej w takich sprawach.

Chciałbym przypomnieć, że sądy, do których trafi apelacja pracodawcy od decyzji o przekształceniu, będą mogły rozpatrzyć sprawę na posiedzeniu zamkniętym, jeśli sędziowie uznają, że zebrany materiał dowodowy jest wystarczający do wydania orzeczenia w danej sprawie. To oznacza, że dzięki temu stosunkowo szybko po wejściu reformy w życie może stać się jasne dla wszystkich, która umowa podlega pod kodeks cywilny, a która powinna być realizowana z poszanowaniem uprawnień pracownika określonych w kodeksie pracy. Wyłącznie sądy pracy mają pełne prawo do rozstrzygania wątpliwości w tego rodzaju sprawach.

PAP: Kilka miesięcy temu premier zawetował reformę PIP, a jej nowy kształt dopiero teraz jest procedowany – czy PIP nie powinna była wyraźniej zaprotestować przeciwko takim opóźnieniom? Te opóźnienia spowodowały, że Inspekcja przez wiele miesięcy nie dysponowała realnym narzędziem do zwalczania fikcyjnego zatrudnienia.

M.S.: Cieszy mnie, że ma pani tak wysoką opinię o pozycji ustrojowej Państwowej Inspekcji Pracy, jednak zapewniam, że naszym obowiązkiem jest działanie z poszanowaniem przepisów obowiązującego prawa. Decyzje dotyczące tego, jak te przepisy mają wyglądać i kiedy mają wchodzić w życie zmiany w regulacjach, należą do polityków. W związku z tym możemy jedynie liczyć na szybkie zakończenie prac legislacyjnych nad reformą i przygotowywać się do jej wdrożenia.

Jednak nie pozostajemy bezczynni. Każdego roku inspektorzy i inspektorki pracy kontrolują warunki pracy na kontraktach u kilkudziesięciu tysięcy osób. W wyniku tych kontroli kilka tysięcy umów cywilnoprawnych jest przekształcanych przez przedsiębiorców na umowy o pracę. Całkowicie dobrowolnie, jedynie na podstawie niezobowiązującej interwencji Inspekcji Pracy w tej kwestii. Uważam to za nasz spory sukces.

PAP: Pracownicy i eksperci od lat podkreślają, że PIP jest bezsilna wobec umów śmieciowych i samozatrudnienia – czy obecny projekt reformy nie stanowi jedynie zabiegu kosmetycznego?

M.S.: Wręcz przeciwnie. Nowe regulacje są skonstruowane w taki sposób, aby na wstępnym etapie pracodawca mógł podjąć rozmowy z zatrudnionym, aby wspólnie ustalić, jak może wyglądać zamiana kontraktu na etat. Dopiero w sytuacji, gdy te negocjacje nie przyniosą rezultatu, wtedy inspektorka czy inspektor pracy będą mogli wydać decyzje o przekształceniu, które w przypadku odwołania pracodawcy trafią na przyspieszoną ścieżkę w sądzie pracy. To nie jest kosmetyka, lecz systemowa zmiana, na którą czekaliśmy w Inspekcji od wielu lat.

PAP: Czy brak możliwości wstecznego przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę nie implikuje, że wielu pracowników wciąż pozostanie poza systemem realnej ochrony?

M.S.: Już na samym początku prac nad reformą publicznie deklarowałem, że decyzje o przekształceniu umowy powinny obowiązywać wyłącznie na przyszłość. Skutkiem przekształcenia kontraktu w etat powinna być bowiem stabilna umowa o pracę na przyszłe okresy. Tym bardziej, że zarówno przepisy podatkowe, jak i składkowe, przewidują mniejsze obciążenia publiczne od wynagrodzeń zatrudnionych na kontraktach, czy osób prowadzących działalność gospodarczą, co w efekcie zachęciło wiele osób do korzystania z tych rozwiązań.

Zatem trudno jest odróżnić sytuacje, gdy zawarcie kontraktu nastąpiło za zgodą wykonawcy kontraktu, ponieważ dzięki temu zapłacił on mniejsze składki i podatki oraz zarobił więcej na rękę niż koleżanka czy kolega na etacie.

Chciałbym przypomnieć, że jeszcze niedawno na polskim rynku pracy funkcjonowało powszechne przekonanie, że nie warto płacić składek, bo ZUS i tak zbankrutuje. Zapewniam, że nie zbankrutuje, ale należy uzdrowić nasz rynek pracy, aby wydatki publiczne były finansowane w równym stopniu przez wszystkich pracujących w Polsce, a nie tak jak obecnie – przez osoby zatrudnione na etatach, które wnoszą najwyższe daniny do budżetu państwa od swoich dochodów. To jest element podstawowej sprawiedliwości społecznej.

Poza systemem realnej ochrony znajdują się natomiast osoby zatrudnione na czarno, bez jakiejkolwiek umowy, ubezpieczenia czy odprowadzania podatków od ich zarobków. W ich przypadku nowelizacja przewiduje możliwość interwencji dla Państwowej Inspekcji Pracy, co uważam za bardzo korzystne rozwiązanie.

PAP: Reforma PIP uległa znacznemu osłabieniu w wyniku presji ze strony środowisk biznesowych. Czy Inspekcja uważa się za niezależny organ państwa, czy raczej za instytucję uzależnioną od aktualnej koniunktury politycznej?

M.S.: Państwowa Inspekcja Pracy to apolityczny urząd, który podlega Sejmowi. Nie dysponujemy inicjatywą ustawodawczą, czyli prawem do opracowywania projektów ustaw. Natomiast korzystamy z możliwości kierowania wniosków legislacyjnych do ministerstwa pracy, jednak nie zawsze znajdują one odzwierciedlenie w projektach przygotowywanych w tym resorcie.

PAP: Czy PIP posiada strategię mającą na celu zwiększenie swojej odporności na naciski lobbingowe ze strony dużych pracodawców i platform technologicznych?

M.S.: Lobbyści, o których pani wspomina, nie mają czego szukać w apolitycznym urzędzie, pozbawionym inicjatywy ustawodawczej, w którym obowiązuje kodeks etyki.

PAP: Czy komunikaty o „niepokojących wynikach kontroli” bez szybkiego efektu egzekucyjnego nie podważają zaufania do Inspekcji jako rzeczywistego strażnika praw pracowniczych?

M.S.: Nie wszędzie i nie zawsze rezultaty naszych kontroli są niepokojące, a tam, gdzie stwierdzamy nieprawidłowości, przeprowadzamy ponowne kontrole, aby sprawdzić, czy decyzje oraz zalecenia pokontrolne inspektorek i inspektorów pracy zostały zrealizowane. Te kolejne kontrole mają zasadnicze znaczenie w tym obszarze.

Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)

mir/ agz/

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *