Praca w Amazonie mnie zrujnowała. Teraz stawiam na swój interes.

Andrew poszukiwał sposobu, żeby bardziej uczestniczyć w życiu rodzinnym. Zdecydował się opuścić etat w dużej korporacji technologicznej, wrócić do rodzinnego miasta i zająć się hodowlą tulipanów. Dzisiaj oznajmia, że jego bliscy mogą skorzystać z trzech tygodni urlopu w lecie dzięki temu, jak sumiennie pracują przez pozostałą część roku.

Ten artykuł w formie osobistej relacji bazuje na rozmowie z 50-letnim Andrew Millerem z Mount Vernon w stanie Waszyngton, właścicielem Tulip Valley Farms. Treść została skorygowana pod kątem długości i czytelności.

Pamiętam moment, kiedy spojrzałem wokoło w biurze i dostrzegłem jedynie kulturę fasady, która wpatrywała się we mnie z każdej strony. Pomiędzy 70-godzinnymi tygodniami pracy rozpoczynającymi się o czwartej rano a rosnącymi sporami co do tego, jak firma była zarządzana, byłem pewien, że coś musi ulec zmianie.

Nie obawiałem się ciężkiej pracy. Zanim wszedłem do świata korporacji, spędziłem 14 lat w Siłach Powietrznych i Gwardii Narodowej. Niemniej jednak, gdy moja rodzina się rozrastała, zacząłem podawać w wątpliwość obrany kurs. Nigdy nie zostałem wysłany na misję, lecz byłem świadomy, że to możliwe. Mając w domu dwójkę dzieci ze spektrum autyzmu, moja rodzina potrzebowała mojej obecności.

Po zakończeniu służby wojskowej znalazłem posadę w korporacji Amazon. Przez jakiś czas wszystko się układało, ale rzadko widywałem najbliższych i nie było to życie, o jakim marzyłem. Uświadomiłem sobie, że choć niektórzy żyją swoją pracą, dla mnie najistotniejszą rolą było bycie ojcem — mam sześcioro dzieci.

Żona Andrew Millera, Holly, poparła jego decyzję o odejściu z pracy
Żona Andrew Millera, Holly, poparła jego decyzję o odejściu z pracy | Andrew Miller (archiwum prywatne)

Zatem w 2015 r. zrezygnowałem z pracy w Amazonie. Moja żona, Holly, wsparła tę decyzję, wiedząc, że byłem skrajnie wyczerpany i zatracałem sens życia.

Zdecydowaliśmy także, że nadszedł czas, aby wrócić do stanu Waszyngton, gdzie oboje dorastaliśmy.

Hrabstwo Skagit to miejsce, gdzie dzieci mogą pobiec ścieżką do domu rodziny, jeżeli nie smakuje im to, co podajesz na obiad.

To również region znany z corocznego festiwalu tulipanów, organizowanego od ponad 4 dekad.

Odkrycie powołania w rodzinnym miejscu

Podjąłem pracę strategiczną w zespole zajmującym się rozwojem gospodarczym hrabstwa, koncentrując się na wzroście i równości.

Skagit leży na skrzyżowaniu rekreacji na świeżym powietrzu, turystyki i rolnictwa — jednak o ile kiedyś w hrabstwie było około 4 tys. akrów upraw tulipanów, to liczba ta zmalała do mniej więcej 500. Wiedziałem, że potrzebujemy nowego modelu, ponieważ w przeciwnym razie tulipany przestaną być symbolem rozpoznawczym tego miejsca.

Andrew nie skupiał się wyłącznie na uprawie tulipanów, interesowało go również doświadczenie w gospodarstwie
Andrew nie skupiał się wyłącznie na uprawie tulipanów, interesowało go również doświadczenie w gospodarstwie | Andrew Miller (archiwum prywatne)

Wymyśliłem pomysł i postanowiłem go urzeczywistnić. Zdecydowałem się nabyć farmę tulipanów i nadać jej nową wizję — nie tylko jako funkcjonującego gospodarstwa, ale także jako miejsca, w którym ludzie pragną spędzać czas.

Nauka poprzez kupowanie farmy

W 2018 r. nabyłem swoją pierwszą farmę. W miesiącach poprzedzających transakcję szybko nauczyłem się, że wiele problemów w rolnictwie to w gruncie rzeczy problemy biznesowe.

Pytania nie sprowadzały się wyłącznie do uprawy tulipanów; chodziło o całościowe doznanie: ile tulipanów możemy wyhodować? Jakie przeżycia możemy zaoferować gościom? I jak zaprojektować rozmieszczenie pól z myślą o turystach?

Andrew zebrał kapitał ze znajomymi i spędził sześć tygodni, obserwując rolnika
Andrew zebrał kapitał ze znajomymi i spędził sześć tygodni, obserwując rolnika | Andrew Miller (archiwum prywatne)

Aby się przygotować, pozyskałem kapitał od przyjaciół i przez sześć tygodni obserwowałem pracę 85-letniego holenderskiego rolnika, który uprawiał tulipany od 1984 r. On i jego żona poinformowali mnie, że odrzucili 16 innych kupców, zanim wybrali mnie. Niedługo potem zmarł, a po jego śmierci przystąpiłem do przejęcia gospodarstwa.

Mój ówczesny wspólnik biznesowy i ja nabyliśmy 30-akrową posiadłość za 1,6 mln dol., obejmującą zarówno grunt, jak i firmę.

W pierwszych miesiącach funkcjonowania na farmie kierowała mną czysta ciekawość.

Trudności na drodze

Następnie nadeszła pandemia — zaledwie 10 dni przed otwarciem.

Przerzuciliśmy się na wysyłkę kwiatów, a gdy restrykcje zostały poluzowane, dodaliśmy możliwość samodzielnego zbierania tulipanów. Z tego, co zaobserwowałem, nikt w hrabstwie Skagit wcześniej tego nie robił.

Zrozumiałem, że mam skłonność do uczenia się rzeczy na własnych potknięciach. Moja córka sprawiła mi nawet długopis z napisem: “Może po prostu lubię robić wszystko na trudny sposób”.

Andrew Miller i jego rodzina na farmie tulipanów
Andrew Miller i jego rodzina na farmie tulipanów | Andrew Miller (archiwum prywatne)

Nowatorskie podejście się sprawdziło, lecz partnerstwo biznesowe już nie. W związku z różnicami w wizji rozstaliśmy się, a ja nabyłem drugą farmę — Tulip Valley Farm, którą prowadzę do dziś. Zakupiłem ją od 70-letniego hodowcy ziemniaków posiadającego również drzewa orzechów laskowych.

On uwierzył w moją koncepcję.

Tworzenie nowej kariery i dziedzictwa

Obecnie mój 23-letni syn potrafi operować wózkiem widłowym — nauczył się tego, gdy miał 15 lat. Moja siostra zajmuje się zarządzaniem biznesem i komunikacją.

Nadal pracuję od piątej rano do pory snu, ale aktualnie jestem w domu. Służę swojej społeczności.

Gdy wchodzę do Costco, moje dzieci oddalają się, gdy ktoś rozpoznaje mnie z farmy. Moja rodzina raduje się, wiedząc, że możemy wziąć trzy tygodnie wolnego latem dzięki temu, jak pilnie pracujemy przez pozostałą część roku.

Widziały napięcie, dyskusje przy stole w kuchni, ryzyko zaczynania od zera. Chcę, żeby to rozumieli.

Terapia w ziemi — dla nas i dla gości

Dzisiaj farma prosperuje. Liczba odwiedzających podwaja się z roku na rok od trzech lat. Projektujemy pola nie tylko pod uprawę, ale także pod relacje — zaręczyny, zdjęcia, momenty, którymi ludzie pragną się dzielić.

W świecie spragnionym rzeczywistych spotkań twarzą w twarz ludzie ciągną do farm. Rozumiem to.

Jako osoba, która boryka się z PTSD po poprzedniej ścieżce zawodowej, mogę również poświadczyć, że terapia w ziemi jest najlepszą terapią. Możliwość kształtowania własnego otoczenia i budowania własnej przyszłości jest kluczowa.

Powyższy tekst jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Business Insidera

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *