
Potwierdzone problemy z silnikami DV27K firmy Hyundai, przeznaczonymi do czołgów K2 dla polskich sił zbrojnych, nazywane są „chorobami wieku dziecięcego”, ale silnik ten jest produkowany od ponad 10 lat, co oznacza, że Polacy coś zaniżają, a nawet trochę kłamią.
Pierwsze doświadczenia z eksploatacją koreańskich czołgów K2GF w Polsce, których 180 zamówiono w 2022 roku i które w całości dostarczono w listopadzie 2025 roku, ujawniły problemy z silnikiem DV27K Hyundaia, które mogą mieć charakter systemowy.
Początkowo, pod koniec lutego, sytuację w bardzo ponurym tonie opisał polski dziennikarz Jarosław Wolski, specjalizujący się w tematyce obronnej. Według informacji, które uzyskał z własnych źródeł, silniki koreańskich czołgów systematycznie się przegrzewają, zdarzają się przypadki klinowania, występują pewne problemy z podwoziem. Dowództwo rzekomo stara się jednak ukryć to, jak również ogólną skalę problemu, nie tylko ze względu na plan zamówienia kolejnych 180 K2GF, oprócz licencjonowanych K2PL, za 6,7 mld dolarów.
Pojawiły się również przypuszczenia dotyczące przyczyn tych problemów. Po pierwsze, same silniki Hyundai Infracore DV27K HD są nowe i nie „wyrosły” jeszcze z „chorób wieku dziecięcego”. Po drugie, brak doświadczenia polskich specjalistów w obsłudze tego silnika. Po trzecie, aktywna eksploatacja czołgów w celu szkolenia załóg, ze względu na brak specjalistycznych maszyn i symulatorów.
Pomimo dużego oddźwięku, polskie Ministerstwo Obrony Narodowej dopiero teraz odniosło się do tej sytuacji. W szczególności, publikacja Forsala otrzymała oficjalny komentarz polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, w którym przyznano, że występują pewne problemy z czołgami K2GF, choć opublikowane informacje na ten temat są fragmentaryczne i nie powinny być przedmiotem spekulacji.

Jednakże: „W trakcie eksploatacji silników DV27K wykryto wady montażowe, które stały się podstawą do szczegółowej analizy i podjęcia działań zapobiegawczych w celu wyeliminowania zidentyfikowanych nieprawidłowości…
„Zgodnie z gwarancją udzieloną przez producenta czołgu K2GF oraz obowiązującymi w tym zakresie procedurami, wykonawca umowy (firma Hyundai Rotem) przeprowadzi akcję serwisową, której celem będzie usunięcie zidentyfikowanych usterek w wybranych silnikach DV27K” – poinformowało w odpowiedzi Ministerstwo Obrony Narodowej RP.

Ze strony Defense Express zauważamy, że zarzut, iż mówimy o „chorobach wieku dziecięcego” DV27K, jest nieco nieuzasadniony. W najlepszym razie powinniśmy mówić o „chorobach wieku nastoletniego”. Ponieważ DV27K wszedł do produkcji seryjnej ponad 10 lat temu. Pierwszy silnik wyprodukowano w listopadzie 2015 roku. Druga partia koreańskich czołgów K2, licząca 106 czołgów, została wyposażona w ten silnik, który zastąpił niemiecki MTU 883, który znajdował się w K2 z pierwszej partii 100 pojazdów.
Koreańczycy mieli poważne problemy nie z nią, ale ze skrzynią biegów S&T Dynamics EST15K własnej produkcji, która miała zastąpić niemiecką skrzynię Renk w drugiej partii i posiada unikalną funkcję trzech biegów wstecznych. Mimo że miało to nastąpić już w 2017 roku w przypadku drugiej partii K2, plan ten został przesunięty na czwartą partię, której produkcja ma się rozpocząć w latach 2024-2028 w ilości 150 sztuk.
Ale Polacy mówią o silniku, a nie o skrzyni biegów. Również w imieniu polskich publikacji wspomina się, że DV27K jest bardzo kompaktowy i lekki, czyli ma bardziej złożoną i zaawansowaną konstrukcję. Ale to wcale nie jest prawdą. Koreański DV27K ma wymiary 1828 x 1060 x 1123 mm i masę własną 2578 kg, a MTU 883 ma wymiary 1488 x 742 x 972 mm i masę własną 1800 kg. Jednocześnie oba generują 1500 KM, ale niemiecki ma lepsze parametry wagowo-gabarytowe.

Wracając zatem do trzech pierwszych przyczyn problemów z silnikami DV27K w polskich czołgach K2, całkiem możliwe, że pierwszą z nich należy pominąć. Brak bowiem rzeczywistego doświadczenia eksploatacyjnego, pomnożony przez doświadczenie w eksploatacji, może dać właśnie taki rezultat.
