— W polskiej debacie publicznej ETS traktowany jest bardziej jako obiekt krytyki niż jako fundamentalny problem — stwierdza w wywiadzie dla Business Insidera prawnik i specjalista w dziedzinie polityki klimatycznej.

Komisja Europejska raportuje, że system handlu pozwoleniami na emisję funkcjonuje i w znacznym stopniu wspomaga redukcję emisji dwutlenku węgla. Mimo to, ETS stał się celem ataków, ponieważ wpływa na konkurencyjność europejskiego przemysłu.
W związku z naciskami ze strony wielu krajów członkowskich, KE w niedługim czasie dokona przeglądu dyrektywy ETS. Bezpośrednio przed czwartkowym szczytem UE, prezes Karol Nawrocki skierował list do premiera Donalda Tuska, w którym wnioskuje o porzucenie systemu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (CO2), argumentując, że system ten jest nieskuteczny i powoduje przenoszenie produkcji przemysłowej poza obszar Unii Europejskiej.
Dla tak drastycznych posunięć brak poparcia w UE. Rozważane jest m.in. ograniczenie spekulacji tymi uprawnieniami oraz utrzymanie puli bezpłatnych uprawnień dla przemysłu. Nie należy jednak oczekiwać zawieszenia ani zniesienia ETS.
Z rocznego sprawozdania Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Klimatycznej Komisji Europejskiej na temat działania unijnego rynku emisji (EU ETS) wynika, że system ten spełnia swoje zadanie.
O wpływie tego systemu na Polskę opowiada Jakub Bednarek, prawnik z kancelarii Maruszkin, ekspert w zakresie zrównoważonego rozwoju i polityki klimatycznej. Analizuje, kto i w jakim stopniu ponosi koszty związane z ETS oraz omawia potencjalne zmiany.
Zobacz też: Karol Nawrocki pisze do Donalda Tuska. Publikujemy pełną wersję listu
Emisje maleją, produkcja na stałym poziomie
W dużym uproszczeniu, ETS obejmuje sektor energetyczny, przemysłowy, transport lotniczy oraz, od 2024 r., morski. Z raportu, który został zatwierdzony na początku grudnia 2025 r., wynika, że łączna emisja w systemie ETS wyniosła 1 187 mln ton (Mt), co stanowi wzrost o 36,7 mln ton, czyli nieco ponad 3 proc., w porównaniu z 2023 r.
Autorzy sprawozdania wyjaśniają jednak, że ten wzrost jest częściowo związany z włączeniem sektora morskiego do systemu, który obecnie raportuje dane bazowe, niezbędne do przyszłych porównań.
Emisje w sektorze przemysłowym i lotniczym obniżyły się o 4,4 proc. rok do roku. W samym sektorze lotniczym zaobserwowano jednak wzrost o 15,3 proc., spowodowany m.in. rozszerzeniem zasięgu geograficznego systemu.
Interesujące jest, że emisje w sektorze energetycznym i przemyśle są o około 50 proc. niższe niż w 2005 r., a ETS jest na dobrej drodze do osiągnięcia celu redukcji emisji o 62 proc. do 2030 r.
Do zmniejszenia emisji w największym stopniu przyczyniła się branża ciepłownicza i energetyczna. W 2024 r., w odniesieniu do 2023 r., emisje z instalacji sektora elektroenergetycznego spadły o 10,7 proc. (całkowita emisja ze spalania paliw, zarówno w energetyce, jak i przemyśle, spadła o 9 proc.). Było to możliwe dzięki znacznemu zwiększeniu udziału odnawialnych źródeł energii oraz energii jądrowej, jak również ograniczeniu wykorzystania węgla i gazu ziemnego.
Jednocześnie wzrosła produkcja energii elektrycznej z odnawialnych źródeł i biopaliw. W 2024 r. udział emisji ze spalania węgla kamiennego osiągnął rekordowo niski poziom.
W sprawozdaniu zauważono, że ogólna produkcja przemysłowa utrzymała się zasadniczo na podobnym poziomie, mimo różnic między poszczególnymi branżami. Niewielki wzrost odnotowano w sektorach takich jak stal, nawozy i chemikalia.
Zobacz też: Przegląd dyrektywy ETS coraz bliżej. “Atmosfera robi się napięta”
Narzędzie polityki klimatycznej
— Z punktu widzenia systemu, ETS funkcjonuje sprawnie i znacząco przyczynia się do redukcji emisji — twierdzi Jakub Bednarek.
Podkreśla jednak, że KE publikuje raporty regularnie i mają one charakter raczej techniczny. Są tworzone na podstawie danych, które podmioty objęte systemem przesyłają co roku do 31 marca.
Bednarek zwraca uwagę, że od kilku lat ceny EU ETS stanowią dla firm ważną motywację do inwestycji w dekarbonizację.
— Podmioty obciążone opłatami za emisje stają przed wyborem: kontynuować emisję gazów cieplarnianych i ponosić związane z tym koszty poprzez zakup uprawnień do emisji, albo redukować emisje i tym samym zmniejszać swoje zobowiązania. Bez ETS-u takie inwestycje nie miałyby ekonomicznego sensu. Inwestycje w dekarbonizację wpływają na poprawę stanu środowiska i wzmacniają niezależność energetyczną. Dobrym przykładem jest Elektrociepłownia Megatem w Lublinie, która dzięki inwestycjom w dekarbonizację obniżyła swoje roczne emisje CO2 o około 60 proc. od 2020 r. do dziś. Warto również zauważyć, że tzw. zielone sektory, które powstają dzięki tym działaniom, generują wielokrotnie więcej miejsc pracy niż sektory oparte na paliwach kopalnych — zauważa Bednarek.

W konsekwencji, system handlu uprawnieniami do emisji EU ETS jest kluczowym elementem europejskiej polityki klimatycznej, ustanowionym dyrektywą 2003/87, uzupełnionym o odpowiednie rozporządzenia i decyzje KE. W Polsce jest wdrażany na mocy ustawy z 2015 r. o systemie handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych.
Zobacz też: Unia Europejska odpowiada na ekspansję Chin i USA. Czy Polska na tym ucierpi?
Problem tkwi w braku transformacji
Zdaniem Karola Nawrockiego, system ten doprowadził do tego, że Europa, w tym Polska, ponosi koszty obciążające własną gospodarkę, które są nieproporcjonalne do kosztów ponoszonych przez jej konkurentów na świecie, przy jednoczesnym braku realnego wpływu na globalny poziom emisji.
— W polskiej debacie publicznej ETS pełni funkcję raczej “chłopca do bicia” niż zasadniczego problemu. Kluczowym problemem Polski było przede wszystkim ignorowanie potrzeby transformacji klimatycznej, a obecnie obserwujemy pośpieszną próbę nadrobienia zaległości. Jednocześnie część sceny politycznej, w imię wojen kulturowych, zwalcza politykę klimatyczną jako taką — ocenia Bednarek.
Zauważa on jednak, że trudno jest obecnie mówić o stratach poniesionych przez Polskę z powodu ETS.
— Przede wszystkim ETS jest istotnym źródłem przychodów dla budżetu państwa. Mimo że nie wszystkie te środki są przeznaczane na transformację, to sam ich wpływ do budżetu ogranicza konieczność podnoszenia podatków — wyjaśnia Bednarek.
Przyznaje, że polska gospodarka cechuje się wysoką emisyjnością, a wysokie ceny uprawnień mają dla nas duże znaczenie, co przekłada się na koszty dla przemysłu i energetyki. Uważa jednak, że przedstawiciele tych sektorów znacznie wyolbrzymiają te kwestie.
— Z jednej strony w systemie ETS mamy wytwórców energii, którzy ponoszą pełne koszty ETS i jednocześnie zasadniczo przenoszą te koszty na odbiorców. Trudno tu mówić o stratach. Z pewnością poszkodowana jest branża ciepłownicza, ale tutaj problemy wynikają przede wszystkim z zasad taryfowych i powolnego procesu ich zatwierdzania przez URE. Co do zasady, przemysł otrzymuje zdecydowaną większość uprawnień bezpłatnie, a niektóre instalacje otrzymują ich nawet więcej, niż emitują. Ponadto, na konkurencyjność przemysłu zdecydowanie większy wpływ mają inne czynniki, takie jak ceny surowców, w tym gazu ziemnego — tłumaczy ekspert.
Dodaje on, że w przypadku konsumentów koszt zakupu uprawnień stanowi około 20 proc. rachunków za energię elektryczną. Odsetek ten jest wyższy w przypadku cen hurtowych energii elektrycznej. Gospodarstwa domowe korzystające z ciepła systemowego również mają wliczony koszt zakupu uprawnień.
Bednarek przyznaje jednak, że koszty ETS mogą stanowić duży problem dla energetyki, przemysłu i gospodarstw domowych w przyszłości, jeśli nie będą realizowane inwestycje w dekarbonizację.
Bruegel Institute wskazuje, że polskie PKB jest jednym z najbardziej narażonych na skutki polityki klimatycznej.
— Jeżeli sektor prywatny, przy silnym i przemyślanym wsparciu administracji, nie będzie realizował niezbędnych inwestycji, to rzeczywiście możemy utracić konkurencyjność. Nie będzie to jednak wina systemu ETS, lecz braku działań po stronie polskiej — podkreśla Bednarek.
Zobacz też: Niemcy nie realizują celów klimatycznych. “Tempo zmian jest zbyt wolne”
Likwidacja ETS czy istotne modyfikacje?
Karol Nawrocki jest świadom, że likwidacja ETS jest mało prawdopodobna. Bezpośrednio przed szczytem UE proponuje cztery konkretne działania, które należy niezwłocznie podjąć, aby zapobiec dalszej degradacji europejskiej bazy przemysłowej. Nie tylko on dostrzega zagrożenie związane z ETS w obecnej sytuacji geopolitycznej. Warto zaznaczyć, że podczas lutowego Europejskiego Szczytu Przemysłowego w Antwerpii również wskazywano na konieczność wprowadzenia zmian w systemie ETS, zwłaszcza takich, które mogłyby wesprzeć przemysł energochłonny, np. stalowy czy chemiczny.
— Proponowane przeze mnie działania mają na celu obniżenie kosztów energii. Realizacja takiej polityki przyczyni się do zwiększenia konkurencyjności polskiego przemysłu oraz do oszczędności w budżetach domowych Polaków. Jestem przekonany, że takie stanowisko powinno być prezentowane przez Polskę podczas Rady Europejskiej — podkreśla Nawrocki.
Bednarek zauważa, że ETS jest elementem polityki klimatycznej, który wymaga zmian i dostosowań co kilka lat. — Na 2026 r. zaplanowany jest okresowy przegląd systemu ETS. Komisja planuje przedstawić propozycje zmian w drugiej połowie tego roku. Następnie należy oczekiwać negocjacji, które potrwają od roku do nawet dwóch lat, podobnie jak w przypadku pakietu “Fit for 55”. Biorąc pod uwagę dynamikę zmian, trudno jest jednoznacznie przewidzieć, jak zakończy się cały proces. Nie oczekujmy jednak rewolucji, a raczej zmian o charakterze technicznym — ocenia Jakub Bednarek.
Jego zdaniem możliwe są zmiany w zakresie MSR (rezerwa stabilności rynkowej) i powiązanych mechanizmów kontroli ceny, o czym wspomina również Nawrocki w swoim piśmie.
Rozważane jest zawieszenie unieważniania uprawnień znajdujących się w rezerwie oraz możliwość, że KE zdecyduje się odejść od wskaźnika TNAC (łączna liczba uprawnień w obiegu) jako podstawy zaciągania/uwalniania uprawnień z rezerwy, i zamiast tego oprze się na kryteriach cenowych.
— Spowolnienie wycofywania bezpłatnych uprawnień dla przemysłu objętego systemem CBAM jest możliwe i uzasadnione, co również postuluje prezydent — ocenia realnie Bednarek.
CBAM (mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2) miał zastąpić bezpłatny przydział uprawnień. Do 2034 r. sektory objęte CBAM miały zaprzestać otrzymywania darmowych uprawnień. Według Bednarka, przedłużenie tego okresu jest bardzo prawdopodobnym rozwiązaniem. Warto zaznaczyć, że 18 grudnia 2025 r. Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych, która wprowadza CBAM w Polsce.
Na zakończenie ekspert podkreśla, że UE może modyfikować obowiązujące przepisy, ale jest ograniczona swoimi międzynarodowymi zobowiązaniami w zakresie celów klimatycznych, wynikającymi m.in. z Porozumienia Paryskiego.
— Komisja ma możliwość złagodzenia presji poprzez liczne rozwiązania techniczne, ale nie musi uciekać się do drastycznych i “medialnych” rozwiązań, zwłaszcza że dane wskazują, że system funkcjonuje. ETS istnieje już od 21 lat i prawdopodobnie pozostanie z nami na dłużej — podsumowuje Jakub Bednarek z kancelarii Maruszkin.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
