Refundowane testy ograniczone. Specjaliści obawiają się wydłużonych czasów oczekiwania i korzyści dla prywatnej służby zdrowia.

Narodowy Fundusz Zdrowia poszukuje cięć budżetowych. Zredukuje nakłady na niektóre usługi, np. skanowanie rezonansem magnetycznym oraz tomografię komputerową. Powodem jest brak odwagi Ministerstwa Zdrowia, które stroni od ciężkich decyzji.

Jeśli NFZ wprowadzi plan oszczędnościowy, wydłużą się kolejki na NFZ
Jeśli NFZ wprowadzi plan oszczędnościowy, wydłużą się kolejki na NFZ | Foto: Piotr Lampkowski / Forum / Forum Polska Agencja Fotografów

Opłata zdrowotna nie pokrywa wszystkich kosztów na kurację, brakuje przynajmniej 23 mld zł. Zmniejszenie nakładów na niektóre usługi oznacza dla pacjentów dłuższe terminy oczekiwania oraz potrzebę korzystania z prywatnych konsultacji.

Dalszy fragment tekstu pod wideo:

Nie uciekniemy od wyższej składki zdrowotnej bądź wyższych podatków – Łukasz Kozłowski w Onet Rano Finansowo

Zapłacą pacjenci. Tak mówią dyrektorzy szpitali

Aby zlikwidować lukę, Fundusz zamierza zredukować nakłady na tzw. nadwykonania. Są to świadczenia zdrowotne zrealizowane ponad limit ustalony w umowie z NFZ. W skrócie, jeśli szpital bądź poradnia przyjmie więcej chorych, niż wynika to z umowy, nie otrzyma pełnej wypłaty. NFZ planuje 40 proc. wartości za cztery typy badań diagnostycznych: gastroskopię, kolonoskopię, rezonans magnetyczny i tomografię komputerową. Podobnie ma być z wizytami u lekarzy, a także operacją usuwania katarakty. Co to oznacza dla chorych i dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie rozwiązuje inaczej problemu?

Zobacz też: Ostre cięcia w dostępie do lekarzy i badań. Pacjenci czekają na więcej

Tomasz Kopiec, ordynator Szpitala Klinicznego im. Prof. W. Orłowskiego w Warszawie, twierdzi, że konsekwencje decyzji NFZ odczują głównie pacjenci: wydłużą się terminy oczekiwania, a część kosztów leczenia zostanie przerzucona na nich, zmuszając do korzystania z sektora prywatnego. — To oznaczałoby realny krok w tył – w zasadzie cofnięcie systemu o kilkanaście lat. Już teraz sytuacja jest ciężka – szpital wciąż nie otrzymał zapłaty za nadwykonania z ubiegłego roku i czekamy na rozwiązanie tej sprawy do końca marca — mówi.

— Aktualnie mówimy o planach, ale jeśli takie rozporządzenie NFZ wejdzie w życie, jako ordynator będę zmuszony zawęzić działalność tylko do zakresu finansowanego w ramach kontraktu. Nie będziemy mogli realizować nadwykonań, ponieważ powodowałoby to zadłużanie szpitala. W praktyce oznacza to konieczność stopniowego ograniczania świadczeń — mówi Tomasz Kopiec.

I zapewne tak będzie postępował każdy racjonalny ordynator placówki opieki zdrowotnej, która nie zarabia na wysoko płatnych usługach i nie ma nadwyżki na pokrycie tego, czego nie zapłaci NFZ. W efekcie w nadchodzącym roku zmaleje liczba przeprowadzanych badań, wizyt i operacji katarakty. Kiedy? To jest kwestia otwarta.

— W ciągu roku lub ich znaczące ograniczenie po wyczerpaniu funduszy — w pewnych obszarach już jesienią. W krańcowym przypadku działalność szpitala zostanie ograniczona głównie do ratowania życia — odpowiada Kopiec

Gdy szpital zredukuje świadczenia, to pacjenci będą musieli albo poczekać w dłuższej kolejce albo leczyć się prywatnie. Już teraz terminy oczekiwania na gastroskopię czy kolonoskopię, w zależności od miejsca, wynoszą od paru dni do paru miesięcy. Brak badania może jednak skutkować opóźnieniem diagnozy. Jeśli z tego powodu pacjenci wybiorą drugą opcję, to z własnej kieszeni zapłacą za brak decyzji po stronie rządzących.

Na cięciach NFZ zyska sektor prywatny

W podobnym duchu wypowiada się Mariusz Paszko, ordynator Zamojskiego Szpitala Niepublicznego, w którym 100 proc. udziałów ma miasto Zamość, w 90 proc. finansowanego z kontraktów z NFZ.

— Jeżeli NFZ wprowadzi ograniczenia w płatności za nadwykonania, to nikt nie będzie wykonywał świadczeń ponadlimitowych, zwłaszcza tam, gdzie lekarze są zatrudnieni na kontraktach płatnych od wykonanej procedury. W konsekwencji rynek prywatny będzie się rozwijał jeszcze prężniej. Pacjent, który będzie potrzebował porady, uda się prywatnie — ocenia Paszko.

NFZ zaznacza, że ograniczenia nie obejmą świadczeń dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, chorych w programie profilaktyki raka jelita grubego oraz pacjentów z kartą Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO). To jednak nic niezwykłego, ponieważ te grupy z mocy prawa mają zagwarantowaną bezlimitowość.

Wojciech Wiśniewski, specjalista Federacji Przedsiębiorców Polskich do spraw ochrony zdrowia, zauważa jednak, że chorzy onkologiczni kuracji nie zaczynają u onkologa. — Zaczyna się od podejrzenia zachorowania na nowotwór, pierwsza diagnoza pada zazwyczaj u lekarza pierwszego kontaktu lub specjalisty: endokrynologa, gastrologa, urologa. A do specjalistów będzie się trudniej dostać, trudniej też będzie wykonać badanie — tłumaczy Wiśniewski.

Zobacz też: Tyle płacą lekarzom i pielęgniarkom. Liczby wciąż szokują, a w lipcu znowu wzrosną

Problemem nie jest brak limitów, ale podwyżki pensji

Mariusz Paszko przyznaje, że obecnie dochodzi do pewnych nieprawidłowości. — Nie zawsze dodatkowe wizyty u lekarzy są konieczne. Można przypuszczać, że czasami mamy do czynienia z “pompowaniem” budżetów. Bo skoro NFZ płacił, to dlaczego nie umówić szybkiej wizyty, np. na wypisanie recepty, dodatkowe, nie zawsze potrzebne badania. Ten problem można jednak rozwiązać inaczej — mówi Paszko.

Ordynator zamojskiego szpitala zaznacza, że wszystkie trudności generują głównie wzrosty minimalnych zarobków w ochronie zdrowia. — To one pochłaniają budżety szpitali, niszczą wszystkich. Wyższe zarobki trzeba wypłacić, bo gwarantuje je ustawa. Wszyscy mieli nadzieję, że podwyżki zostaną wstrzymane, ale właśnie słyszymy, że nie — zauważa.

Łukasz Kozłowski, ekspert FPP, ale także członek Rady Nadzorczej NFZ, tłumaczy, że Fundusz jest w bardzo skomplikowanej, wręcz kryzysowej, sytuacji, ponieważ mierzy się z gigantycznym przyrostem kosztów. — NFZ będzie więc kupował coraz mniej świadczeń, bo z roku na rok stają się one droższe. Drożeją, bo od pięciu lat, co roku są gwarantowane wzrosty wynagrodzeń, i uniesienie tego kosztu dla NFZ staje się szalenie trudne. Proponuje więc ograniczenie limitów, aby zachować płynność finansową — tłumaczy Kozłowski.

Wojciech Wiśniewski, który uczestniczył w poniedziałkowym posiedzeniu Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia, nie ma wątpliwości, że to właśnie coroczne wzrosty minimalnego wynagrodzenia w ochronie zdrowia są jedną z głównych przyczyn kryzysu. Wprowadził je PiS w 2022 r. rękami ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

Ministerstwo Zdrowia gra w tchórza

Według Wiśniewskiego to nie NFZ należy obwiniać za redukcję kosztów. — NFZ jest tylko wykonawcą, a regulatorem jest Ministerstwo Zdrowia. To ono widząc problem, powinno szukać rozwiązań, które nie będą uderzać w pacjentów. Z zamrożenia podwyżek się wycofało, ale może też np. złagodzić normy zatrudnienia, dopuścić inne zawody medyczne do wykonywania pewnych usług. Tymczasem to NFZ interweniuje, a ministerstwo gra w tchórza — ocenia Wiśniewski.

Tomasz Kopiec też rozumie, ograniczenia budżetowe NFZ i presję związaną z finansowaniem zarobków w ochronie zdrowia. — Jednocześnie należy jasno powiedzieć, że środki przeznaczone na kurację nie powinny być wykorzystywane na realizację podwyżek. Finansowanie wzrostu zarobków powinno odbywać się poza budżetem NFZ — podkreśla Kopiec.

W jego szpitalu zarobki pochłaniają 65 proc. budżetu. W zeszłym roku podwyżki wynosiły 14 proc., przy 8 proc. wzroście przychodu. Waloryzacja kontraktu nie dorównuje więc za gwarantowanymi ustawą podwyżkami.

Ministerstwo Zdrowia obawia się jednak podjąć decyzji, a winę zrzuca na związki zawodowe, które z natury rzeczy będą bronić podwyżek.

— Bez zgody i porozumienia w obszarze ustawy podwyżkowej, nie będziemy w stanie przeprocedować zmian w odpowiednim czasie, więc na ten moment pozostaje ona w niezmienionej formie. Musimy ponieść koszty z tym związane — podkreśliła wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, podczas posiedzenia Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia.

Zdaniem specjalistów zaś MZ bez oglądania się na związkowców powinien skierować projekt ustawy zamrażającej podwyżki do konsultacji w ramach Rządowego Procesu Legislacyjnego i przeprowadzić kampanię społeczną ukazującą skutki braku zmian.

Miliardy złotych na podwyżki

W 2022 r. podwyżki dla personelu medycznego kosztowały blisko 9,3 mld zł. W 2023 r. było to już 26,5 mld zł, w 2024 r. — ponad 42 mld zł, w 2025 r. — 58,5 mld zł. W 2026 r. kwota ta przekroczy 70 mld zł. Placówki medyczne pokrywają koszty podwyżek ze środków, które otrzymują z NFZ na świadczenia zdrowotne.

Plan finansowy NFZ w 2025 r. wynosił 216 mld zł, z tego 33 mld zł to była subwencja z budżetu. W tym roku subwencja powinna być wyższa, a i tak może zabraknąć środków na leczenie.

Nakłady wzrastają, bo w związku z podwyżkami Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji podwyższa co roku wyceny świadczeń, za które płaci NFZ. Wzrost nakładów nie wpływa jednak na poprawę opieki nad chorymi i dostępność świadczeń.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *