Młodzi ludzie są przytłoczeni, osamotnieni, lecz również bardzo świadomi swoich przeżyć wewnętrznych – oznajmił PAP Paweł Rabiej, koordynator „Diagnozy Młodzieży 2026”. Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczęło konsultacje, których celem jest ujawnienie, czego młodzi obywatele Polski faktycznie oczekują od władz państwowych i osób dorosłych.

MEN pracuje nad Krajową Strategią Młodzieżową, w której mają znaleźć zastosowanie wnioski i rekomendacje pochodzące z „Diagnozy Młodzieży 2026”. Dokument opracowany przez Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej został przedstawiony przez resort w ubiegłym tygodniu. Opracowanie strategii ma odbywać się przy współudziale młodzieży. – Nic o nich bez nich. I to powinno nam towarzyszyć przez nadchodzące miesiące pracy – powiedziała przy okazji prezentacji „Diagnozy” minister edukacji Barbara Nowacka.
Polska Agencja Prasowa przeprowadza rozmowę z koordynatorem „Diagnozy Młodzieży 2026”, badaczem, nauczycielem akademickim z Uczelni Korczaka, Pawłem Rabiejem.
PAP: Rozpoczęły się konsultacje z młodzieżą poprzedzające stworzenie strategii młodzieżowej. Co miało miejsce w minioną środę w Olsztynku?
Paweł Rabiej: Był to pierwszy etap w niezwykle obszernym procesie dialogu z młodzieżą. Po fazie diagnozy – odnoszę się tutaj do badania „Diagnoza Młodzieży 2026” – zasugerowaliśmy MEN, aby przed opracowaniem strategii po prostu wsłuchać się w głos młodych ludzi. Spotkanie w Olsztynku było pierwszą dyskusją – młodzież pracowała w zespołach, a następnie prezentowała swoje konkluzje. To zalążek procesu, który rozciągnie się na kilka miesięcy.
PAP: Na czym konkretnie ma polegać ten proces?
P.R.: Można go przedstawić jako trzy stadia: diagnoza, rozmowa i działanie. Diagnoza została już stworzona. Obecnie trwa rozmowa – bardzo rozległa, otwarta, prowadzona między innymi przez Fundację Civis Polonus i Fundację PZU. W całym kraju odbędzie się szereg spotkań, każda grupa młodych ludzi ma możliwość zorganizowania własnego zebrania i zgłoszenia wniosków. To innowacyjne podejście w Polsce – tak szerokie danie możliwości wypowiedzenia się młodym.
PAP: Jakie problemy dało się już usłyszeć na pierwszym spotkaniu?
P.R.: Bardzo wyraźnie zaistniały kwestie stresu związanego ze szkołą i wykluczenia z komunikacji. Dla młodzieży z mniejszych miejscowości dojazd do większych miast lub dostęp do dóbr kultury stanowi istotną przeszkodę. Ma to wpływ na ich kontakty społeczne i rozwój osobisty. Silne jest także odczucie obawy i deficytu bezpieczeństwa.
PAP: Wcześniej prowadzili państwo badania fokusowe. Co było najbardziej rzucające się w oczy w wypowiedziach młodych?
P.R.: Rozmiar niepokoju i samotności. Zaczynaliśmy z przeświadczeniem, że młodzież – zwłaszcza w dużych miastach – prowadzi raczej spokojne życie. Tymczasem usłyszeliśmy o znacznym obciążeniu, zmartwieniach o przyszłe życie, o pracę, o związki. Nawet osoby 15-letnie rozważają, czy znajdą partnera i stabilizację w życiu.
PAP: Skąd bierze się ten niepokój?
P.R.: Po części jest to następstwo sytuacji na świecie – wojny, niepewności. Lecz również, co istotne, jest to międzypokoleniowe przekazywanie lęku. Rodzice, którzy sami doświadczyli braku stabilności, przekazują własne obawy swoim dzieciom. Jednocześnie nierzadko nie poświęcają im czasu – są pochłonięci pracą, skoncentrowani na obowiązkach. To sprawia, że młodzi zostają sami ze swoimi emocjami.
PAP: Młodzi wspominają także o niedostatku czasu.
P.R.: Zgadza się, i to bardzo stanowczo. Ich życie jest uporządkowane od rana do wieczora – szkoła, zajęcia dodatkowe, rozwijanie umiejętności. Paradoksalnie, przy tym wszystkim brakuje czasu na zwykłą pogawędkę i wspólne spędzanie czasu.
PAP: Czyli dzieciństwo pozbawione swobody?
P.R.: W znacznym stopniu tak. I oni to dostrzegają. Wyrażają się dosadnie: nie chcemy żyć tak jak nasi rodzice – w ciągłym pędzie, wyczerpaniu i braku czasu dla bliskich osób. To pokolenie odrzuca „wyścig szczurów”. Pragnie spokoju, relacji międzyludzkich i dobrostanu psychicznego.
PAP: Często porusza się temat ich osamotnienia.
P.R.: To jeden z najbardziej przygnębiających aspektów. Relacji jest mniej. Młodzi ludzie mówią wprost: rodzice nie są pierwszym wyborem, kiedy chcą się czymś podzielić. Jednocześnie doświadczają agresji ze strony rówieśników, w tym w internecie, co intensyfikuje poczucie osamotnienia.
Coraz wyraźniej zaznacza się również inny, bardzo niepokojący trend – trudności z nawiązywaniem bliskich relacji. Ponad połowa młodych dorosłych nie jest w żadnym związku, a spora część nie miała w minionym roku jakichkolwiek relacji intymnych. To unaocznia skalę wycofania i strachu przed intymnością, jak również przeszkody – natury ekonomicznej, mieszkaniowej i emocjonalnej – które komplikują wejście w dorosłe życie.
PAP: Szukają wsparcia nawet w sztucznej inteligencji?
P.R.: Tak. Mieliśmy przypadek dziewczyny, która nazwała czat GPT imieniem zmarłej babci, Henryki, i traktowała go jako zaufanego powiernika. To obrazuje, jak mocna jest potrzeba bliskości i jak często nie znajduje ona zaspokojenia w więzach rodzinnych.
PAP: Jak młodzi widzą samych siebie?
P.R.: Bardzo interesująco. Nie zgadzają się z określeniem „płatków śniegu”. Uważają, że są odporni, ale jednocześnie bardzo świadomi tego, co czują. I faktycznie – może to być jedno z najbardziej dojrzałych emocjonalnie pokoleń.
Podkreślają również niezwykle wyraźnie, że ich wrażliwość nie jest słabością, lecz ich najsilniejszą cechą. Otwarcie mówią: świat, który stworzyły starsze pokolenia, był zbyt surowy, oparty na presji i współzawodnictwie. Oni nie pragną tego powielać. Traktują wrażliwość jako swoją szczególną moc – coś, co pozwala im tworzyć lepsze relacje i funkcjonować w sposób bardziej świadomy.
Jest to także wyraźny kontrast w zestawieniu z doświadczeniami ich rodziców – pokolenia, które nierzadko było przepracowane i poniosło tego konsekwencje w relacjach. Młodzi ludzie widzą to i otwarcie mówią: chcemy żyć inaczej – spokojniej, w sposób bardziej autentyczny i z większą uwagą.
PAP: A ich podejście do pracy zawodowej?
P.R.: Poszukują sensu oraz odpowiedniego wynagrodzenia. Chcą być traktowani z szacunkiem i mieć możliwość wpływu. Jeśli tego nie znajdują – rezygnują. Nie jest to tyle postawa roszczeniowa, co próba ustanawiania granic i dążenia do jakości życia.
PAP: Czy poradzą sobie w dorosłym życiu?
P.R.: Uważam, że tak. 70% z nich wierzy w swoje możliwości. To nie jest pokolenie buntu, lecz pokolenie dystansu. Nie zamierzają walczyć ze światem – chcą żyć według własnych reguł.
PAP: Co zmienia ta diagnoza i jakie działania są obecnie najistotniejsze?
P.R.: Jest to niezwykle ważny punkt wyjścia, ponieważ wcześniej młodzież była pomijana w strategiach państwa. Aktualnie wyraźnie widzimy skalę wyzwań: nadmierne obciążenie, osamotnienie, przemoc, negatywny wpływ otoczenia cyfrowego, trudności w usamodzielnieniu się.
Najbardziej naglące jest wsparcie zdrowia psychicznego, ograniczenie przemocy rówieśniczej, pomoc w przejściu w dorosłość – zwłaszcza pod względem mieszkaniowym i zawodowym – oraz odbudowa relacji międzyludzkich, także w rodzinach. Bez większego zaangażowania i uwagi rodziców trudno będzie polepszyć dobrostan psychiczny młodzieży.
PAP: Co dalej, po zakończeniu konsultacji?
P.R.: Po fazie diagnozy i dialogu nadchodzi decydujący moment, czyli działanie. Zebrane wnioski zostaną wykorzystane do stworzenia strategii młodzieżowej państwa – dokumentu, który ma realnie przełożyć się na kierunki działań władz w odniesieniu do młodego pokolenia.
Za ten proces odpowiada Ministerstwo Edukacji Narodowej, które koordynuje pracę nad strategią we współpracy z ekspertami, organizacjami pozarządowymi i przedstawicielami młodzieży. Musimy wspólnie dopilnować, aby ta strategia odpowiadała na najważniejsze potrzeby młodzieży.
Gdyż jeśli po diagnozie i dialogu nie nastąpi realne działanie, młodzi ludzie bardzo szybko uznają, że ponownie nikt ich nie posłuchał. A to moment, w którym państwo musi udowodnić, że traktuje to pokolenie poważnie – nie poprzez deklaracje, lecz poprzez realne zmiany.
Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)
mir/ akar/
