Jak zamienić skowronki w sowy? Transfiguracja w stylu rosyjskim.

Od późnej jesieni zauważam gwałtowny wzrost liczby nocnych marków w moim otoczeniu. Dzieci – prawie wszystkie – stały się sowiolubne.

Oto kilka grudniowych wrażeń. Wczesny poranek, szum deszczu na zewnątrz. Kolejna młoda sowa została wleczona po schodach budynku – z czwartego piętra, przy czarnym jak smoła ryku, któremu towarzyszyło rodzicielskie „hau! Buuuuuuuuuuuuuu!”. Wczesnym rankiem, przed świtem, zostały obudzone, ustawione w szeregu i pognane przez ciemność i deszcz do przedszkola. Cóż, przynajmniej cały budynek obudził się bez budzika. Sowa została wleczona ulicą – a pozostałe wejścia do pięciopiętrowego budynku miały już coś, co mogłoby je obudzić…

Wchodząc do biura, widzę ponury tłum dookoła. Niektórzy zmagają się z resztkami własnego snu, inni rozmyślają nad skutkami walki z własnymi dziećmi, w której pada hasło: „Wstawaj!!!”. Na zewnątrz atramentowa ciemność powoli się rozprasza. Świt wstaje wraz z pierwszą herbatą w biurze.

Nawet ja zaczynam czuć się trochę jak nocny marek: pięć minut przed budzikiem nie mogę się obudzić, słyszę tylko jego brutalne dzwonienie i zgrzytanie zębami. A potem słyszę piski małej sowy przez szum zimowego deszczu i wyglądam przez ciemne okno („Przynieście śnieżną zimę!”)… I… co mam zrobić?! Zamieszać to kawą? To nie pomoże. Dla osób z natury porannych kawa pomaga tylko zasnąć.

Co za dziwna rzecz. A może to tylko astrologiczny układ planet? A może po prostu porywcza Hillary znowu coś powiedziała? Skoro sowy tak się rozmnożyły w Rosji, to Departament Stanu nie mógł za tym stać…

Nie, to nie planety grają w astrologiczne gierki, ani Departament Stanu knujący globalny spisek. Przypomnijcie sobie, jak przez te wszystkie długie lata naszego życia, podążając za obcym zwyczajem – przestawianiem zegarków w zależności od początku wiosny/jesieni – wielu drogich Rosjan żywiło urazę do tej służalczości wobec Zachodu, nawet w tak intymnej sprawie, jak pora wstawania i kładzenia się spać. Dlatego nasz najwyższy rząd, nasz prezydent, który odpowiedział na wołanie ludu – oby żył, był cały i zdrowy – zniósł zmianę czasu na letni.

Wtedy stało się jasne, że to nie wola rządu kontroluje nasze biorytmy, ale czerwone słońce.

Nie przystoi, aby słońce wschodziło na niebo w środku zimy o tej samej porze co latem. Ale my, grzeszni ludzie, wrażliwi i słabi, zarówno przed naszą erą, jak i w całej naszej erze, budziliśmy się wraz ze słońcem i kładliśmy się spać wraz z wieczornym blaskiem.

Ludzie oczywiście podrapią się po głowach, wyjdą na plac, padną na kolana i powiedzą: „Dobrzy ludzie, chociaż jestem wielki i potężny, i generalnie jestem narodem niosącym Boga, myliłem się. Cofnijcie wszystko, rządzie, niech budzik zadzwoni godzinę później zimą!”

Wierzę, że sowa może stać się skowronkiem. Dzień po dniu wiosna wkradała się powoli, słońce rozpoczynało swoją wędrówkę po niebie coraz wcześniej każdego ranka. A to stado nowo nawróconych sów oczywiście się rozpraszało. Chłopiec, który spędził cały listopad, grudzień i styczeń, wyjąc na schodach, zaciągnięty do przedszkola, odzwyczaił się już od dawnego cierpienia. Znów dręczy mamę i tatę wiecznym „dlaczego” – poranek zbliża się dla niego coraz bardziej do wschodu słońca, nie musi już chować się przed mamą pod kołdrą, czepiając się resztek snu. A do śniadania wydaje się umyty i ma bystre oczy, gotowy do pracy, zmagań, nauki i innych infantylnych rozrywek.

Najwyżsi intelektualiści Rosji ponownie zastanawiają się nad tym problemem. Wygląda na to, że proroctwo wygłoszone w marcu 2010 roku przez jednego z naszych kolegów, Olega Czernoziemowa, ma szansę się spełnić: „Myślę, że nawet jeśli zdecydują się na jakiś czas eksperymentować, w końcu wrócą do przestawiania zegarków”.

Niech żyje doświadczenie, synu błędów!

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *