Ochrona immunitetowa powinna obowiązywać, gdy deputowany realizuje swoje zadania, natomiast podczas zwykłej jazdy autem raczej tego nie robi. Taką opinię wyraża Wojciech Pasieczny, specjalista w zakresie ruchu drogowego, były zwierzchnik stołecznej policji drogowej. Zdaniem ekspertów prawa konstytucyjnego, takie podejście wymagałoby jednak korekty ustawy zasadniczej i mogłoby skutkować nadużyciami.

W nadchodzącą środę, Sejmowa Komisja Regulaminowa, do spraw Poselskich i Immunitetowych ma dokonać oceny oświadczeń posła Łukasza Mejzy w kwestii wyrażenia zgody na pociągnięcie go do odpowiedzialności za przewinienia. Sprawa dotyczy tego, że parlamentarzysta PiS zrezygnował z immunitetu, aby móc zaakceptować grzywny za aż 10 naruszeń.
Pojawia się pytanie, czy nie było możliwe wcześniejsze nałożenie kary, skoro policja przyłapała go “na gorącym uczynku”, a w takiej sytuacji — zgodnie z przepisami — immunitet nie zapewnia ochrony?
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Równowaga w firmie nie dzieje się sama. Konkurs Równowaga pokazuje jak ją budować
Radio RMF FM ustaliło, że cztery wykroczenia miały miejsce w 2024 r., a sześć w 2025 r. Po zliczeniu wszystkich przewinień Łukasza Mejzy, na jego konto trafi 163 punkty karne, a łączna kwota mandatów osiągnie wartość 17 tys. 800 zł.
Zobacz też: Łukasz Mejza o swoim immunitecie. Jasne stanowisko
Parlamentarzysta pod szczególną ochroną
Dr Marcin Krzemiński, specjalista prawa konstytucyjnego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, tłumaczy, że “gorący uczynek” odnosi się do prawa do nietykalności osobistej (czyli jest podstawą do zatrzymania osoby, jeśli jest to niezbędne dla prawidłowego przebiegu postępowania).
— Schwytanie na gorącym uczynku musiałoby skutkować realnym ograniczeniem wolności posła — zatem zdjęcie z radaru nie ma tu żadnego znaczenia — wyjaśnia Krzemiński.
Zdaniem dr. Kamila Stępniaka, przewodniczącego Centrum Prawa Konstytucyjnego i Monitorowania Praworządności, nie ma wątpliwości, że ujawnienie naruszenia przepisów przez fotoradar nie jest równoznaczne z “ujęciem na gorącym uczynku”.
— Zatem problem tkwi w konstrukcji systemu, gdzie immunitet chroni zarówno przed ewentualnymi represjami politycznymi, jak i — przy okazji — przed odpowiedzialnością za działania, które nie są z tymi represjami powiązane — tłumaczy Stępniak.
— Sprawy dotyczące wykroczeń drogowych popełnianych przez członków parlamentu obrazują klasyczne napięcie wpisane w samą istotę immunitetu. Z jednej strony mamy bowiem konstytucyjne gwarancje dotyczące immunitetu — w tym przypadku formalnego, będącego negatywną przesłanką procesową — a z drugiej oczekiwanie społeczne dotyczące równości wobec prawa. Według opinii publicznej trudno to pogodzić z częstym łamaniem prawa — jak w przypadku posła Mejzy — wyjaśnia Stępniak.
Łukasz Mejza ociągał się ze zrzeczeniem immunitetu
Wojciech Pasieczny, ekspert w zakresie ruchu drogowego, były szef stołecznej policji drogowej, nie ma wątpliwości, że gdyby Łukasz Mejza nie był parlamentarzystą i nie korzystał z ochrony immunitetowej, to po przekroczeniu dopuszczalnej liczby 24 punktów musiałby ponownie przystąpić do egzaminu na prawo jazdy.
— W przypadku niepowodzenia, jego uprawnienia zostałyby cofnięte — zaznacza Pasieczny. Poseł byłby także zobowiązany do odbycia badań psychologicznych. Taki wymóg wynika z ustawy o kierujących pojazdami (art. 98a i 99).
Pasieczny uważa przede wszystkim, że poseł mógł zaakceptować mandat bez potrzeby powoływania się na immunitet. — W przeszłości osoby chronione immunitetem, z godnością przyjmowały mandaty i nie narzekały — dodaje ekspert.
Od 15 lat jest to jeszcze łatwiejsze. Do jesieni 2015 r., aby pociągnąć posła chronionego immunitetem do odpowiedzialności za wykroczenie drogowe, wymagana była zgoda Sejmu. Obecnie, poseł lub senator może opłacić grzywnę drogową w momencie jej otrzymania — zarówno podczas zatrzymania przez patrol drogowy, jak i korespondencyjnie.
Łukasz Mejza stwierdził jednak, że chodzi o pewne dawne, nagromadzone sprawy z 2024 r. “Gdyby nie fakt, że korespondencja była dostarczana na stary adres, to już dwa lata temu przyjąłbym te mandaty i nie miałbym żadnych punktów karnych” — oznajmił polityk PiS.
— On chyba nie rozumie, co to honor — podkreśla Pasieczny. Jego zdaniem immunitet powinien obowiązywać, gdy poseł wykonuje swoje obowiązki służbowe. — Natomiast, gdy po prostu prowadzi auto i łamie przepisy, to chyba nie wypełnia swojego mandatu i może być traktowany jak każdy inny obywatel — mówi Wojciech Pasieczny.
Czy regulacje dotyczące immunitetu powinny zostać zmodyfikowane?
Dr Marcin Krzemiński uważa jednak, że zmiana proponowana przez Wojciecha Pasiecznego jest niemożliwa do zrealizowania. — Przede wszystkim konieczna byłaby zmiana konstytucji. Ponadto, immunitet pełni kluczową rolę w ochronie działalności parlamentu. W przeciwnym razie, posłowie i senatorowie mogliby być zatrzymywani pod dowolnym pretekstem i można by wszczynać wobec nich postępowania karne na podstawie wyssanych z palca oskarżeń, w celu ich zastraszenia, zniechęcenia itp. — wyjaśnia Krzemiński.
Dodaje, że nie sądzi, aby Sejm odmówił uchylenia immunitetu Łukaszowi Mejzie, a wtedy możliwe, że utraci on prawo jazdy. — Przed tym immunitet nie chroni — podsumowuje Krzemiński.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
