Po czterech dniach śledztwa śledczy orzekli, że to Piotr Perczyński, chwiejnym krokiem, wtargnął pod pociąg. Zapis z kamer bezpieczeństwa z platformy ukazuje jednak kompletnie odmienny ciąg wydarzeń, które zakończyły się nieszczęściem. Piotr utracił obie kończyny dolne.
Do feralnego incydentu doszło 13 października 2025 r. na stacji Warszawa Wschodnia (fot. poglądowa)
Izabela Kacprzak
Z niniejszego artykułu poznasz:
- Co tak naprawdę zdarzyło się 13 października na stacji w Warszawie?
- Co pokazują materiały wideo z monitoringu w odniesieniu do rozwoju sytuacji na peronie stacji?
- Jakie inne podobne incydenty miały miejsce w naszym kraju?
- Jakie dalsze działania prawne zostały podjęte przez reprezentantkę praw pacjenta w celu wznowienia postępowania.
Trzynastego października minionego roku Piotr Perczyński, dziewiętnastoletni, świeżo przyjęty student instrumentalistyki Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, zmierzał do domu z imprezy integracyjnej z towarzyszami z pierwszego roku. Wysiadł z SKM na stacji Warszawa Wschodnia na peronie numer sześć chwilę po godzinie 22. Piotr jest pod wpływem alkoholu – ma trudności z utrzymaniem równowagi i chwieje się, przemieszczając się w kierunku wyjścia. Gdy 23 sekundy później dyżurny ruchu zezwala maszyniście na odjazd, Piotr, znajdujący się w tzw. obszarze ryzyka, bezpośrednio przy wagonie, traci stabilność i dwukrotnie uderza o ruszający skład. Ostatecznie wpada w szeroki prześwit między peronem a torami – zostaje wciągnięty pod pociąg, który go przejeżdża, lecz się nie zatrzymuje. Piotr traci obie nogi poniżej stawów kolanowych. Jego wrzaski i prośby o wsparcie słyszy kobieta stojąca na platformie. Wyłącznie dzięki niej, kolejny pociąg, który za 10 minut miał wjechać na ten tor, zostaje przekierowany na inną platformę, co ocala mu życie.
Reklama Reklama
Szynowy Sektor finansowy inwestuje miliardy w koleje
Bankowcy otworzyli portfele i chętnie finansują rozwój transportu kolejowego, który przypuszczalnie ma przed sobą lata rozwoju.
Śledztwo prokuratorskie zostaje umorzone z uznaniem winy poszkodowanego
Siedemnastego października, czyli cztery dni później, Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe wydaje decyzję o zamknięciu dochodzenia. Zdarzenie klasyfikuje jako pechowy wypadek, do którego przyczynił się sam poszkodowany. Według niej załoga pociągu nie złamała reguł bezpieczeństwa w ruchu kolejowym. Prokuratura nie wnosi o materiały z dokumentacji medycznej, nie powołuje eksperta medycyny sądowej. Obrażenia ofiary – amputację obu nóg – nie kwalifikuje jako poważny uszczerbek na zdrowiu, lecz jako powodujące naruszenie czynności ciała lub zaburzenie zdrowia na czas powyżej siedmiu dni. Nie zabezpiecza także zapisu łączności radiowej pomiędzy maszynistą SKM a kierownikiem pociągu, ani samego rejestratora (tzw. czarnej skrzynki). Nie przesłuchuje Piotra Perczyńskiego, który przebywa w Szpitalu Wojskowym przy ul. Szaserów w Warszawie, mimo że mężczyzna pamięta, co się stało.
Pełnomocnik poszkodowanego otrzymuje decyzję o zamknięciu sprawy dopiero 11 grudnia, a więc prawie dwa miesiące później, w rezultacie częstych próśb i ponagleń. Zawiera ona stwierdzenie, jakoby Piotr Perczyński w momencie startu pociągu znajdował się w bezpiecznym miejscu, poza obszarem zagrożenia. W protokole oględzin zapisu nagrania monitoringu z dworca Warszawa Wschodnia, zanotowano, że kierownik pociągu dostrzega Piotra Perczyńskiego, który idzie prosto i wychodzi poza żółtą linię przy obrzeżu peronu. Dopiero wtedy daje znak do odjazdu pociągu.
Zarejestrowany obraz z kamer na peronie, które ostatecznie udaje się zdobyć pełnomocniczce Piotra Perczyńskiego mec. Natalii Jandzie, jest bardzo dobrej jakości – pokazuje jednakże całkiem inny bieg wydarzeń.
Co naprawdę miało miejsce na peronie numer sześć
Pociąg Szybkiej Kolei Miejskiej linii S2 na trasie Sulejówek Miłosna – Warszawa Lotnisko Chopina o numerze 10870 wjeżdża na peron szósty tor 22 stacji Warszawa Wschodnia o godzinie 22:00:24.820. Piotr Perczyński wysiada z pociągu o godzinie 22:01:05.020. Zataczania się, widać, że mężczyzna jest nietrzeźwy. Cztery sekundy później na peron wychodzi kierownik pociągu – w tym czasie Piotr Perczyński w dalszym ciągu jest poza żółtą linią, a więc w obszarze niebezpieczeństwa, przemieszcza się wzdłuż obrzeża peronu. Nagranie wskazuje, że kierownik powraca do pociągu po pięciu sekundach (jest dokładnie godzina 22:01:14:070), w chwili, w której Piotr Perczyński nie opuścił całym ciałem obszaru ryzyka. Na nagraniu z godziny 22:01:16.020 pijany mężczyzna po raz pierwszy przekracza żółtą linię całym ciałem – kierownik pociągu tego najprawdopodobniej nie widzi, ponieważ jest już wewnątrz składu. Od tego momentu aż do chwili, gdy rusza pociąg upływa siedem sekund – przez cały ten czas Piotr Perczyński znajduje się w obszarze niebezpieczeństwa, tuż przy obrzeżu peronu.
Bezpośrednią przyczyną wypadku było niezarejestrowanie przez kierownika bezpieczeństwa osób na peronie i wydanie zezwolenia na odjazd pociągu pomimo iż Piotr Perczyński znajdował się za żółtą linią
W zażaleniu na umorzenie śledztwa mec. Janda zwraca uwagę na zeznania Marcina S., kierownika pociągu, które zaprzeczają dowodom z nagrania. Potwierdza w nich, że nie widział nikogo w pobliżu pociągu. W uzasadnieniu do sądu, pełnomocniczka pisze: „Od chwili wyjścia Piotra Perczyńskiego z wagonu do momentu wprowadzenia pociągu w ruch minęło 23 sekundy. Podczas tych 23 sekund poszkodowany zataczał się i tracił równowagę, nie mogąc jej odzyskać. 23 sekundy były obiektywnie wystarczające, by dostrzec poszkodowanego i podjąć działania zmierzające do zniwelowania zagrożenia”.
Piotr Perczyński
Jej zdaniem kierownik pociągu nie powinien dopuścić, by kolejka ruszyła. – Piotr Perczyński nie podszedł do ruszającego ze stacji pociągu, co doprowadziło do tragedii, jak utrzymuje prokurator. Tylko był w jego bezpośrednim sąsiedztwie przez cały ten czas. Nieprawdą jest także, że szedł prosto. Poszkodowany chwiał się i zataczał – mówi mec. Natalia Janda. Według niej, bezpośrednią przyczyną wypadku było niezarejestrowanie przez kierownika bezpieczeństwa osób na peronie i wydanie zezwolenia na odjazd pociągu, pomimo iż Piotr Perczyński znajdował się za żółtą linią.
Pragnie, by prokuratura ustaliła w śledztwie, czy kierownik pociągu dał maszyniście sygnał do odjazdu, a zatem czy to on ponosi odpowiedzialność karną za zaistniałe zdarzenie, czy też takiego sygnału maszynista nie otrzymał.
Zbiór podobnych zdarzeń. Urząd Transportu Kolejowego wnioskuje o przeszkolenia na kolei
Przypadek Piotra Perczyńskiego nie jest jedyny. W tym roku, w odległości kilku tygodni dochodzi do pięciu tragicznych w konsekwencjach zdarzeń na kolei. W połowie lutego w Bierwieckiej Woli 17-letni Dominik pomógł pasażerce pociągu przenieść wózek na peron. Gdy próbował wrócić do pociągu, został przytrzaśnięty drzwiami, a następnie wciągnięty pod koła – walczy o życie w szpitalu. Tydzień wcześniej, na stacji Pabianice 69-letnia kobieta wpadła między peron a wagon. Jej zwłoki zostały odnalezione dopiero po sześciu godzinach. W Pietrzykowicach Żywieckich pociąg Kolei Śląskich zatrzasnął drzwi wysiadającej matce z czworgiem małych dzieci. Kobieta i troje dzieci było już na zewnątrz, wózek z niemowlęciem pozostał w pociągu.
Po serii wypadków zdecydowanie zareagował prezes Urzędu Transportu Kolejowego Ignacy Góra. Ich analiza wskazuje na to, że doszło do nich na skutek zaniedbań związanych z zapewnieniem bezpiecznych warunków wsiadania i wysiadania z pociągu oraz nieprawidłowej obserwacji peronu i drzwi przez personel przewoźnika. Sprawy wypadku Piotra Perczyńskiego nie badano, bo, jak mówi nam rzecznik UTK Tomasz Frankowski, analizowano „jedynie przypadki z 2026 i jeden z końca grudnia 2025 z Dęblina, gdzie dzieci zostały na peronie, a rodzice zostali w pociągu”. Na początku marca prezes Góra zorganizował pilne posiedzenie zespołu ds. monitoringu poziomu bezpieczeństwa sektora kolejowego w Polsce. – Odczuwamy, że procedury przygotowania pracowników, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo, nie do końca się sprawdziły – stwierdza prezes UTK. Żąda od przewoźników przeprowadzenia szkoleń pracowników kolei m.in. dotyczących bezwzględnego nadzoru nad procesem wsiadania i wysiadania oraz zasad komunikacji między kierownikiem pociągu a maszynistą.
Nasze analizy ujawniły, że obowiązujące w naszej spółce regulacje są zgodne z przepisami prawa oraz w sposób jednoznaczny definiują odpowiedzialność naszego personelu za bezpieczny przebieg wymiany pasażerów
Reprezentanci warszawskiej Szybkiej Kolei Miejskiej byli na tym spotkaniu. Jakie działania podjęto? „Niezależnie od posiedzenia zespołu prowadzone przez nas wcześniej analizy ujawniły, że obowiązujące w naszej spółce regulacje są zgodne z przepisami prawa oraz w sposób jednoznaczny definiują odpowiedzialność naszego personelu za bezpieczny przebieg wymiany pasażerów. Stąd też, po posiedzeniu zespołu nie poczuliśmy się zobowiązani do wprowadzenia dodatkowych regulacji wewnętrznych. Już obecnie bowiem mamy wzmocniony nadzór nad procesem organizacji postoju pociągu na przystankach oraz stacjach (m.in. poprzez kontrole wewnętrzne prowadzone na peronach)” – odpowiada na nasze pytania Karol Adamaszek, rzecznik SKM. Spółka prowadzi prewencyjną kampanię informacyjną skierowaną do pasażerów, której „celem jest podniesienie świadomości zagrożeń w strefie peron–pojazd oraz zredukowanie przypadków prób wsiadania po podaniu sygnału odjazdu”.
Czy sąd zarządzi prokuraturze wznowienie dochodzenia w sprawie incydentu studenta?
– Oczekuję od organów ścigania tylko i wyłącznie rzetelnego wykonania ich ustawowych obowiązków, w tym zebrania i przeanalizowania dostępnego materiału dowodowego. W sprawie pana Piotra Perczyńskiego materiał nie został w pełni zgromadzony pomimo jego dostępności, a dokonana analiza była powierzchowna, co w konsekwencji doprowadziło do nieuzasadnionego i przedwczesnego zamknięcia postępowania – mówi nam mec. Natalia Janda. Jej odwołanie rozpatrzy sąd.
Piotr Perczyński przeszedł kilka operacji – następne przed nim. Został beneficjentem Fundacji Drużyna Błażeja i siepomaga.pl, by zebrać fundusze na leczenie, rehabilitację, protezy, sprzęt, dostosowanie lokum. Zgromadzono ponad pół miliona złotych od przeszło 7,5 tys. darczyńców.
Bardzo chciałby powrócić na studia. Gra na puzonie, pianinie i gitarze od siódmego roku życia. „Piotrze, z głębi duszy życzymy Ci szybkiego powrotu do zdrowia i czekamy na Ciebie. Jesteśmy z Tobą!” – napisała uczelnia.
