Jegomość, który postrzelił wilka Lego poddanego monitoringowi naukowemu, został oczyszczony z zarzutów. Krzysztof S. wziął zwierzę za rudzielca i stąd też użycie broni. Jak umotywował arbiter Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim Maciej Bącal, zgon tego konkretnego wilka nie wywołał "znaczącej szkody dla otoczenia naturalnego".

Sąd oczyścił z oskarżeń jegomościa Krzysztofa S., który ustrzelił wilka Lego (fot. poglądowe)
Oskarżyciel posądził mężczyznę o bezprawne uśmiercenie wilka chronionego prawnie jako gatunek. Zdarzenie miało miejsce 25 sierpnia 2024 roku w miejscowości Zimne Zdroje w leśnictwie Lubichowo w Borach Tucholskich.
Krzysztof S., strażnik łowiecki z Koła Łowieckiego “Cyranka”, w czasie polowania puścił nabój w kierunku wilka, którego – jak wyjaśniał – wziął za lisa. Zwierzę było monitorowane przez badaczy z Uniwersytetu Gdańskiego i przez nich nazwane Lego. Miało założoną obrożę telemetryczną z transmiterem GPS, dzięki której obserwowano jego aktywność, przemieszczanie się i obyczaje.
Myśliwy zabił wilka. Krzysztof S. został oczyszczony z oskarżeń
W efekcie Krzysztof S. został mimo wszystko uniewinniony. W werbalnym uzasadnieniu arbiter Maciej Bącal z Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim napomknął, że w sprawie nie stwierdzono jednego z ważniejszych wyznaczników czynu: “znaczącej szkody” dla otoczenia.
Jak zaakcentował, przepis, na podstawie którego oskarżono jegomościa, nie karze samego zabicia chronionego zwierzęcia, ale domaga się udowodnienia konsekwencji w postaci znaczącej szkody. – W opinii sądu nie dowiedziono, aby zabicie tego konkretnego wilka na tym konkretnym obszarze spowodowało znaczącą szkodę dla natury – rzekł arbiter.
Arbiter, bazując m.in. na ekspertyzach rzeczoznawców, zasygnalizował, że obecna populacja wilków zarówno w Polsce, jak i w Borach Tucholskich jest do tego stopnia duża, że zabicie pojedynczego przedstawiciela nie niesie za sobą znacznej szkody dla gatunku. Zaznaczył też, że dane naukowe nie potwierdzają tego, by śmierć tego konkretnego zwierzęcia miała duży wpływ na miejscowy ekosystem. Dodał, że w trakcie procesu ustalono również, że zgon Lego nie doprowadził do rozbicia sfory.
– Pracownik naukowy, który złożył zeznania przed sądem, przekazał wiadomość, iż z późniejszych obserwacji wynika, że pozostałe wilki z tej watahy ocalały – powiedział Bącal.
Arbiter: Lubię zwierzęta, ale jestem zobligowany do chłodnej, legalnej weryfikacji
Arbiter nadmienił też, że w tej sprawie materiał dowodowy nie pozwala stwierdzić, że Krzysztof S. postępował z zamiarem uśmiercenia wilka. Podkreślił, że oczyszczenie z zarzutów nie tyczy się oceny moralnej czy etycznej. – Jestem wrogiem polowań, lubię zwierzęta. Mimo wszystko jako sąd jestem zobligowany do chłodnej, legalnej weryfikacji, czy zachowanie oskarżonego zrealizowało wyznaczniki przestępstwa, i orzekam, że nie – obwieścił arbiter.
Bącal zasygnalizował, że brakuje ponadto podstaw do przypisania Krzysztofowi S. postępowania zamierzonego. Tym samym – jak wskazał – nie doszło do spełnienia przesłanek odpowiedzialności karnej też na gruncie regulacji o ochronie zwierząt.
Arbiter odniósł się do wyjaśnień oskarżonego, który utrzymywał, że oddając strzał, był pewien, iż celuje w lisa. W osądzie sądu nie istnieją dowody pozwalające zakwestionować tę wersję. Podkreślił, że oskarżony sam zgłosił się do organów ścigania i nie usiłował maskować swego udziału w zdarzeniu.
– Tego, co faktycznie myślał pan w momencie wystrzału, nie wiemy. To, czy rzeczywiście był pan pewien, że strzela do lisa, pozostanie pana tajemnicą. Wersja, którą formalnie demonstruje pan przed sądem, jest nie do podważenia na bazie zebranego materiału dowodowego – zwrócił się arbiter do oskarżonego.
Wilk Lego nie żyje. Jegomość nie zachował rozwagi na polowaniu
Równocześnie zaakcentował, że Krzysztof S. pogwałcił zasady Prawa łowieckiego, bowiem w czasie polowania nie zachował należytej rozwagi. – W pośpiechu, chąc oddać strzał, zanim zwierzę zniknie mu za kolejną nierównością, nie podniósł lornetki, nie upewnił się co do celu i strzelił, będąc jednak przekonanym, że strzela do lisa – rzekł arbiter, wskazując, że tego rodzaju zachowanie może rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną, lecz nie karną.
– Albo mówi pan prawdę, albo nie ma dowodów na to, że pan kłamie w tym aspekcie. Natomiast wszelkie wahania, których nie da się wyjaśnić za sprawą zebranego materiału dowodowego, sąd rozstrzyga na korzyść oskarżonego – zaznaczył arbiter Bącal.
Sąd obciążył wydatkami procesu Skarb Państwa. Wyrok nie jest wiążący.
Widziałeś coś ważnego? Prześlij fotografię, nagranie lub opisz, co się stało. Użyj naszej Wrzutni
WIDEO: Polityczna zawierucha ws. Kłodzka. Po orzeczeniu w szokującej sprawie
Alicja Krause/wka/polsatnews.pl/PAP
