Kupowanie w Lizbonie może być droższe niż w Polsce — ale nie zawsze tak jest. Zbadałam ceny w portugalskim Pingo Doce, czyli odpowiedniku dyskontu Biedronka.

REKLAMA
Początkowo wszystko wydaje się zbliżone: regały, rozmieszczenie sklepu, ekspresowe zakupy w locie. Jednak po paru minutach w lizbońskim Pingo Doce staje się jasne, że to odmienne przeżycie niż w Polsce. Różnice dotyczą nie tylko metody robienia zakupów, lecz przede wszystkim kosztów — które po przeliczeniu na polską walutę mogą pozytywnie, jak i negatywnie zaskoczyć.
Udostępnione nagranie wideo prezentuje wygląd wnętrza sklepu Pingo Doce w Lizbonie.
Wnętrze sklepu Pingo Doce w Lizbonie
Codzienne wizyty w Biedronce to dla wielu Polaków standard: szybkie wejście, konkretna lista i szybkie wyjście. Najważniejsza jest cena, promocja i efektywność. Tym razem jednak ten dobrze znany model przenosi się do Lizbony — i bardzo szybko okazuje się, że pomimo tego, że właściciel jest ten sam, wrażenia z zakupów są zupełnie inne.
W centrum starego miasta trafiłam do Pingo Doce — sieci będącej częścią portugalskiego potentata Jeronimo Martins. Formalnie to “ta sama grupa” co Biedronka. Realnie — odmienna historia.

Na śniadanie lub obiad do sklepu
Jeszcze przed pobytem w sklepie miałam szansę zobaczyć okolicę Lizbony z polską przewodniczką (a jej opowieść czytelnicy Business Insidera poznają wkrótce), która wspominała, że dla Portugalczyków “śniadanie to bardzo ważny posiłek”, dlatego miejsc do jego spożywania jest w tym iberyjskim kraju naprawdę dużo. Nawet w sklepie. Portugalski odpowiednik polskiej Biedronki oferuje więc swoim klientom nie tylko miejsce do zakupów, ale również kawiarnię, punkt gastronomiczny (do spożywania podgrzewanych na miejscu dań), a nawet restaurację. Dodatkowo przewodniczka zapewniała, że nie jest wstydem umówić się na spotkanie biznesowe w Pingo Doce. Sklep, który zwiedziłam, nie oferował tego rozwiązania, ale z relacji kolegów z redakcji, którzy w przeszłości odwiedzali Lizbonę, wiem, że w innych lokalizacjach restauracje w sklepach są standardem.

Sprawdź również: Wynajem krótkoterminowy. Urząd skarbowy modyfikuje reguły, szykują się poważne zmiany
Ceny w Pingo Doce. Ile kosztuje kupowanie w Lizbonie?
Najbardziej interesującym aspektem wizyty są koszty produktów. Przy kursie euro wynoszącym ok. 4,27 zł łatwo przeliczyć portugalskie zakupy na polskie standardy — i szybko widać, w jakich kategoriach jest drożej.
Już przy dziale z warzywami i owocami pojawia się pierwsze zdziwienie. Kilogram jabłek to koszt 1,49 euro (ok. 6,36 zł), cebula 1,39 euro (ok. 5,94 zł), a czerwona papryka aż 3,99 euro (ok. 17,04 zł). Truskawki w promocji — 2,75 euro za 500 g (ok. 11,74 zł), natomiast cena regularna wynosi 3,49 euro (ok. 14,90 zł). To poziom, który dla polskiego konsumenta może być wyraźnie wyższy.
Jeszcze ciekawiej robi się przy wyrobach gotowych. Pakowana kanapka kosztuje 1,39 euro (ok. 5,93 zł), gotowa pizza 2,69 euro (ok. 11,49 zł), a pieczony kurczak o masie ok. 450 g — 3,58 euro (ok. 15,29 zł). W Polsce tego rodzaju produkty wciąż nie są powszechne w dyskontach, a jeżeli się pojawiają, często ich cena jest wyższa.
Sałatka amerykańska (200 g) kosztuje 3,99 euro (ok. 17,04 zł), co może wydawać się wysoką ceną — a trzeba pamiętać, że w Portugalii tego typu produkty stanowią element codziennej diety, a nie jedynie okazjonalny dodatek.

Warto zobaczyć: Ceny mieszkań szybciej rosną w aglomeracjach. Przedmieścia dają wybór
Mięso i ryby dają niejednoznaczny obraz. Mięso mielone (500 g) to koszt 4,78 euro (ok. 20,42 zł), filet z kurczaka (ok. 491 g) — 3,43 euro (ok. 14,65 zł). Są to koszty porównywalne lub delikatnie wyższe niż w Polsce. Natomiast filet z łososia za 20,99 euro (ok. 89,63 zł) lub krewetki za 12,99 euro/kg (ok. 55,47 zł) pokazują, że owoce morza są tu bardziej dostępne cenowo niż w Polsce.
Produkty popularnych marek są wyraźnie droższe. Baton Kinder Bueno to koszt 2,19 euro (ok. 9,35 zł), a jego cena normalna to nawet 2,99 euro (ok. 12,76 zł). Nutella 200 g kosztuje 2,99 euro (ok. 12,76 zł), a chipsy Lay’s 150 g — 1,69 euro (ok. 7,22 zł).
Z kolei podstawowe produkty są w podobnych cenach jak w Polsce. Mleko kosztuje 0,99 euro (ok. 4,23 zł), sok pomarańczowy 1,99 euro (ok. 8,50 zł), a masło 2,99 euro (ok. 12,76 zł). Woda 0,5 l to koszt 0,50 euro (ok. 2,14 zł), a papier toaletowy (9 rolek) — 3,79 euro (ok. 16,18 zł).
Na uwagę zasługuje również alkohol. Butelka porto Ferreira 0,75 l kosztuje 6,99 euro (ok. 29,85 zł), a whisky Ballantine’s 0,7 l — 17,69 euro (ok. 75,54 zł). Zwłaszcza lokalne produkty są tu opłacalne.

Zobacz także: Wyspa Ostrówek w Kędzierzynie-Koźlu. Forteca z XVIII wieku poszukuje inwestora
Pingo Doce kontra Biedronka. Te same korzenie, odmienne realia cenowe
Mimo że obie sieci należą do Jeronimo Martins, różnice są widoczne na każdym kroku. W Polsce dominuje model dyskontowy — szybko, funkcjonalnie, bez dodatkowych elementów. W Portugalii sklep stanowi część stylu życia.
Pingo Doce w centrum Lizbony nie przypomina dużych, oddzielnych marketów. Jest wkomponowany w architekturę starego miasta, otoczony kawiarniami i restauracjami. W środku jest kameralnie, czasami tłoczno, lecz jednocześnie bardzo “realnie”.
Co ważne, nie ma tu znanego z Polski bałaganu związanego z paletami. Zamiast tego większy nacisk położono na wygląd i prezentację produktów.

Produkty i ceny w Portugalii. Co jest droższe, a co tańsze niż w Polsce?
Asortyment sklepu wyraźnie akcentuje świeżość. Warzywa, owoce, mięso i ryby wyglądają bardziej jak z lokalnego targu niż z dyskontu. Szeroki wybór owoców — w tym gotowych sałatek owocowych — to coś, czego w Polsce wciąż brakuje na większą skalę.
Na plus wyróżnia się również infrastruktura. W wielu sklepach dostępne są wyciskarki do świeżych soków oraz dystrybutory wody do napełniania własnych naczyń. To rozwiązania, które wpisują się w bardziej “miejskie” i proekologiczne podejście do robienia zakupów.
Jednak największa różnica dotyczy sposobu korzystania ze sklepu. W Portugalii Pingo Doce spełnia również rolę miejsca spotkań. W Polsce zakupy w dyskoncie to wciąż głównie czynność do wykonania. W Lizbonie — część codziennego życia.
Więcej niż sklep. Zakupy jako składowa codzienności
Przechadzając się między regałami, trudno nie zauważyć, że tempo zakupów jest odmienne. Mniej pośpiechu, więcej spontaniczności. Jedni wpadają po wodę (0,50 euro, ok. 2,14 zł), inni robią większe zakupy, a jeszcze inni po prostu zatrzymują się po coś do zjedzenia.
To powoduje, że Pingo Doce jest czymś więcej niż supermarketem. To połączenie sklepu i jadłodajni — lokal, który odpowiada na różne potrzeby jednocześnie.
I być może właśnie to jest najciekawsze w całym doświadczeniu. Bowiem mimo że formalnie to wciąż “Biedronka” — ta sama grupa Jeronimo Martins — w praktyce to zupełnie inny świat zakupów. Taki, który pokazuje, w jakim kierunku może rozwijać się handel również w Polsce.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
