Te filiżanki generują globalne zyski. Sukces naczyń z Bolesławca.

Kubki zdobione kobaltowymi kropkami, talerze opatrzone charakterystycznym znakiem i dzbanki, które goszczą na stołach od Warszawy po Tokio i Nowy Jork – ręcznie dekorowana ceramika z Bolesławca od lat podbija rynki w kraju i poza jego granicami. Zbadaliśmy, jakie są ceny tych produktów, co wpływa na ich popularność i jakie trudności napotykają producenci, którzy je tworzą.

Małe kubki, wielkie pieniądze. Ceramika w niebieskie kropki podbija świat

fot. Katarzyna Wiązowska / / Bankier.pl

Filiżanki, talerze i imbryki z charakterystycznymi ciemnoniebieskimi motywami zna niemal każdy w Polsce i coraz więcej osób poza granicami kraju. Według Piotra Romana, burmistrza Bolesławca, ceramika bolesławiecka to „towar wizytowy” polskiego eksportu.

Są to towary wysokiej jakości, wytwarzane ręcznie, które w zdecydowanej większości lokują się w segmencie premium – oznajmia Bankier.pl Piotr Roman. – Ceramika bolesławiecka stała się artykułem kolekcjonerskim, a nawet częścią stylu życia. Mocną stroną marki jest bardzo wysoka rozpoznawalność na arenie międzynarodowej, która propaguje na świecie zarówno polską kulturę, jak i rzemiosło artystyczne oraz design. Bolesławieckie wyroby ceramiczne są obecne niemal na wszystkichkontynentach, trafiają do ponad 30 państw na świecie.

Ceramika wytwarzana przez przeszło 40 firm

W Bolesławcu i na obszarze powiatu bolesławieckiego funkcjonuje przeszło 40 przedsiębiorstw produkujących ceramikę. Według słów włodarza miasta, dla większości eksport stanowi ważny aspekt sprzedaży, ponieważ ok. 70 proc. produkcji jest wysyłane na rynki zagraniczne, w tym m.in. do USA, Japonii czy Korei.

– To powoduje, że ceramika jest bardzo istotnym elementem ekonomii miasta, a także jego ważnym źródłem przychodów, choć trudnym do dokładnego oszacowania – argumentuje Piotr Roman. – W sektorze ceramicznym pracuje tutaj obecnie ponad 3 tys. osób, głównie kobiet. Generuje ona dochody bezpośrednio z produkcji oraz pośrednio z handlu, w tym e-commerce, a także turystyki i logistyki.

Klientów nie brakuje

Producenci ceramiki bolesławieckiej nie mogą uskarżać się na deficyt nabywców.

– Aktualnie na rynku krajowym zauważamy bardzo duże zainteresowanie naszymi produktami – sprzedaż zarówno hurtowa, jak i detaliczna gwałtownie wzrasta – stwierdza Arkadiusz Grzesikowski, dyrektor generalny Zakładów Ceramicznych „Bolesławiec”. – Rynek ten rozwija się w błyskawicznym tempie i doświadczamy zauważalnego wzrostu popytu na ceramikę. Obecnie sprzedaż krajowa stanowi ponad 80 proc. naszej produkcji. Natomiast rynki zagraniczne w ostatnich latach borykały się z istotnymi problemami, wynikającymi m.in. z wprowadzonych ceł i ogólnej sytuacji na świecie. Jednak w ostatnim czasie obserwujemy wyraźną poprawę eksportu. Sprzedaż zagraniczna ponownie się zwiększa i rozwija się w bardzo dobrym kierunku.

Według Arkadiusza Grzesikowskiego, na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o eksport znajduje się rynek amerykański. W dalszej kolejności są to Niemcy i Wielka Brytania. Produkty firmy cieszą się również znaczną popularnością w krajach azjatyckich.

Wyzwaniem są koszty wytwarzania

Jak zaznacza dyrektor generalny Zakładów Ceramicznych „Bolesławiec”, największym problemem pozostają wzrastające koszty wytwarzania.

– Pomimo korzystnie wynegocjowanych cen energii, znacząco rosną koszty pracy, a wraz ze wzrostem poziomu życia w Polsce rosną również oczekiwania finansowe pracowników. Warto podkreślić, że produkcja ceramiki bolesławieckiej bazuje na pracy manualnej. Każdy etap wytwarzania jest realizowany przez doświadczonych rzemieślników. Szczególną rolę pełnią malarki, które ręcznie nakładają każdy wzór, zarówno przy użyciu stempli, jak i pędzla. Ten wyjątkowy, rzemieślniczy charakter produkcji wpływa na jakość, ale jednocześnie wiąże się z rosnącymi kosztami wynagrodzeń – mówi Arkadiusz Grzesikowski.

Jego zdaniem, dodatkowym utrudnieniem są również rosnące ceny surowców i silna konkurencja.

– Na rynku ceramiki bolesławieckiej działa wielu producentów, jednak trzy największe podmioty – w tym nasza firma – stanowią dla siebie główną rywalizację. Oprócz nich funkcjonuje także wiele mniejszych przedsiębiorstw, które mają mocno ograniczoną skalę działalności i nie stanowią dla nas znaczącego zagrożenia – dodaje.

To nie są tanie rzeczy…

Za kubek z ceramiki bolesławieckiej trzeba zapłacić najczęściej od 60 do 120 zł, a w przypadku wzorów unikatowych czy kolekcjonerskich jego cena może wzrosnąć nawet do około 300 zł. Podobne ceny dotyczą talerzy. Natomiast za duże misy czy półmiski trzeba już zapłacić nawet ponad 700 zł.

– Nasze produkty nie należą do tanich, ponieważ każdy z nich jest dziełem rąk ludzkich – od początkowych faz produkcji aż po końcowe zdobienia wykonywane ręcznie. Każdy detal, każdy wzór nanoszony jest indywidualnie przez naszych pracowników, co sprawia, że każdy egzemplarz jest niepowtarzalny – tłumaczy Arkadiusz Grzesikowski. – Cena naszych wyrobów wynika przede wszystkim z kosztów produkcji, obejmujących surowce, wynagrodzenia i cały proces technologiczny.

W ciągu kilku dni sprzedają wszystko

Prawdziwe oblężenie dla miejscowych producentów stanowi Bolesławieckie Święto Ceramiki, organizowane od ponad 30 lat w sierpniu każdego roku. Jak relacjonuje Michał Szwed z Bolesławieckiego Ośrodka Kultury, będącego organizatorem tego wydarzenia, zazwyczaj notują oni wówczas bardzo duże zyski.

– Często bywa tak, że impreza rozpoczyna się w środę, a w piątek już nie mają czym handlować, bo wszystko jest wyprzedane – relacjonuje Bankier.pl Michał Szwed. – Natomiast stymuluje to również całą lokalną gospodarkę, bo w trakcie tego festiwalu nie można znaleźć wolnych miejsc noclegowych w promieniu 50 km od naszego miasta. Co więcej, już po ogłoszeniu kolejnej daty Bolesławieckiego Święta Ceramiki, czyli prawie rok wcześniej, już są wszystkie miejsca hotelowe zarezerwowane. Podobnie wygląda sytuacja, jeśli chodzi o restauratorów i inne punkty handlowe, bo wszystko obraca się wokół tego wydarzenia.

Swoje towary sprzedaje wówczas ponad 100 twórców i producentów ceramiki, ale oprócz tego jest również około 200 stoisk innych wystawców. Przybywają zarówno z Polski, jak i z innych państw europejskich. W 2024 roku to wydarzenie przez pięć dni zgromadziło 250 tys. gości, a w 2025 r. ich liczba sięgała blisko 300 tys.

– To największy festiwal ceramiczny w Polsce, a nawet w Europie – zauważa Michał Szwed. – Jednak nasi producenci nie poszukują wówczas jakichś większych umów, bo i tak mają świetnie rozwinięty eksport. W większości przypadków surowiec, który jeszcze mają w zbiornikach już jest obiecany jako gotowa ceramika. Rzadko się zdarza, żeby robili coś „na zapas” lub na przyszłość. Raczej mają wszystko sprzedane na bieżąco.

Produkty z „duszą” w świecie masówki

Również prognozy rozwoju branży prezentują się optymistycznie.

– Dostrzegamy rosnące zapotrzebowanie zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym na produkty regionalne i autentyczne. Widzimy wyraźnie, że w świecie opanowanym przez masową produkcję klienci coraz częściej szukają towarów o wysokiej jakości, trwałych i wytwarzanych z troską o szczegóły. Tymczasem nasze wyroby są to produkty „z duszą”, które często towarzyszą użytkownikom przez lata, a nawet przekazywane są z pokolenia na pokolenie. – dodaje Arkadiusz Grzesikowski.

W odpowiedzi na ten trend producenci pracują nad dalszym podnoszeniem zdolności produkcyjnych, aby zaspokoić rosnący popyt.

Rozwój ceramiki wspierają także organizacje i inicjatywy lokalne – od działalności kulturalnej po współpracę międzynarodową. Bolesławiec jest częścią Europejskiego Szlaku Ceramiki, a miasto umacnia swoją pozycję jako centrum tego rzemiosła. Jednak jego aspiracje sięgają jeszcze dalej.

– Wierzymy, że ceramika z Bolesławca znajdzie swoje miejsce na liście krajowego niematerialnego dziedzictwa kulturowego, a w przyszłości na liście UNESCO – dodaje Piotr Roman.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *