Przegląd systemu handlu emisjami w UE. Wiceszef resortu klimatu ujawnia polskie żądania [ROZMOWA]

— Zależy to niektórym krajom UE, aby system EU ETS cechował się jak największą surowością — oznajmia podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu Krzysztof Bolesta w rozmowie z Business Insider Polska. Zapewnia, że w tej materii Polska — którą system EU ETS oddziałuje najsilniej w Unii — nie jest jednak w beznadziejnym położeniu. Prezentuje także spis żądań Warszawy w kontekście planowanej na lipiec zmiany systemu.

Krzysztof Bolesta, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Bolesta jest w zespole, który odpowiada za negocjacje ws. ETS w Brukseli
Krzysztof Bolesta, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Bolesta jest w zespole, który odpowiada za negocjacje ws. ETS w Brukseli | Foto: Ministerstwo Klimatu i Środowiska / Ministerstwo Klimatu i Środowiska

Sonia Sobczyk-Grygiel, reporterka Business Insider Polska: Czy wynik marcowej Rady Europejskiej, odnośnie do aktualizacji ETS, jest zadowalający dla naszego kraju?

Krzysztof Bolesta, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska: Pewne z naszych wniosków realizują chociażby obietnice prolongowania darmowych uprawnień dla branży.

Postrzegamy to jako pierwszy krok ku utrzymaniu bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych cłem węglowym CBAM (Mechanizm Korekty Cen na Granicach z uwzględnieniem emisji CO2). Nie jesteśmy jeszcze pewni, czy ów wniosek uda się wyegzekwować, lecz sugeruje to wiadomość przekazana po Radzie, że bezpłatne uprawnienia pozostaną dostępne również po 2034 r. Wciąż zamierzamy przekonywać, że tak powinno być. Jednocześnie — wedle obecnego stanu prawnego — w 2034 r. Komisja Europejska ma zaprzestać wydawania bezpłatnych uprawnień właśnie sektorom podlegającym CBAM.

Naprzeciw naszym nadziejom wyszła także deklaracja przewodniczącej KE dotycząca korekty rozporządzenia MSR, czyli rezerwy stabilizacyjnej rynku.

Aktualnie narzędzie to służy nadzorowi poziomu ceny uprawnień emisyjnych. Aczkolwiek — z uwagi na to, że zostało opracowane “z założeniem” — pilnuje jedynie, aby cena ta nie była zbyt niska. Zgodnie z obietnicami KE reforma MSR (rezerwa stabilizacyjna rynku) ma zaś spowodować, że rezerwa ta będzie chronić rynek obrotu uprawnieniami zarówno przed nadmiernymi obniżkami, jak i podwyżkami cen.

Co przyniesie zmiana w sprawie rezerwy pozwoleń na emisję?

Jak — z perspektywy polskich oczekiwań — ocenia pan więc wydany przed Wielkanocą komunikat KE w kwestii zmiany MSR?

Odstąpienie od samoczynnego anulowania uprawnień i pozostawienie ich jako rezerwy ustabilizuje rynek. Te początkowe propozycje nie spełniają wprawdzie naszych postulatów, lecz traktujemy je jako krok we właściwym kierunku. Spodziewamy się, że znacznie dogłębniejsze modyfikacje, także w MSR, zostaną zaproponowane w lipcu, przy okazji “obszarnej” zmiany systemu handlu emisjami. Oczekujemy, że zwiększą elastyczność MSR jako narzędzia reagującego na raptowne zakłócenia rynkowe, ustabilizują ceny uprawnień, a w efekcie zagwarantują większą pewność planowania dla przemysłu i będą lepiej chronić konkurencyjność branż energochłonnych.

Polska gospodarka ponosi wysokie koszty działania systemu ETS
Polska gospodarka ponosi wysokie koszty działania systemu ETS | Adam Smigielski / Shutterstock

A jak rozumie pan słowa rzecznika Komisji Olofa Gilla, że propozycja dotycząca MSR ma charakter krótkoterminowy i ma umożliwić przygotowanie Unii na najgorszy możliwy scenariusz w związku z kryzysem na Bliskim Wschodzie?

Uważam, że związek tej korekty MSR z kryzysem bliskowschodnim jest nieznaczny. Propozycja KE to pierwszy krok w stronę ulepszenia mechanizmu kontroli cen uprawnień. Komisja zaproponowała na tym etapie precyzyjną korektę, która w istocie oznacza utrzymanie większej puli uprawnień w obiegu. Jeśli proces legislacyjny nie zakończy się do grudnia 2026 r., to część pozwoleń zniknie z rynku. Miało by to naturalnie wpływ na cenę. Według mnie, to jest główny powód podziału zmian w MSR na dwa etapy. Teraz niezbędna korekta na szybko, a za trzy miesiące pozostałe zmiany.

Wróćmy do marcowej Rady Europejskiej. W wystosowanym na krótko przed tym szczytem liście do unijnych przywódców Ursula von der Leyen zapowiedziała również rewizję tzw. benchmarków (mierników odniesienia dla systemu handlu uprawnieniami emisyjnymi). Stanowią one fundament do przydzielania poszczególnym zakładom bezpłatnych uprawnień. Czego żądacie w tej sprawie?

Domagamy się, aby — zgodnie z oczekiwaniami branży — te benchmarki były bardziej zbliżone do rzeczywistości.

Dążymy do tego, by zaplanowana na bieżący rok rewizja benchmarków nie spowodowała gwałtownego obcięcia liczby darmowych uprawnień, by nie ograniczać możliwości przemysłu w zakresie inwestycji w kierunku zeroemisyjności. Gdyby trzymać się dotychczasowych postanowień, wiele gałęzi przemysłu zostałoby mocno osłabionych.

Po Radzie szefowa KE ogłosiła również nowy instrument — tzw. booster inwestycyjny przeznaczony przede wszystkim dla państw o mniejszym PKB. Jak to oceniacie?

W tej kwestii nie znamy detali, poza tym, że narzędzie to ma uwzględniać specyfikę poszczególnych krajów. Oczekujemy zatem na konkrety. Będziemy dbać o to, by na tej propozycji Polska rzeczywiście skorzystała.

Na ile więc to, co wynika z Rady Europejskiej, jest dla Polski zadowalające?

Rada Europejska zobowiązała Komisję do reformy ETS. Określone dla Komisji zadania są tożsame z naszymi postulatami. Teraz musimy dopilnować, by te szczegółowe rozstrzygnięcia, które Komisja będzie proponować, były dla nas korzystne. W konkluzjach ze szczytu mamy zapis o weryfikacji działań Komisji na spotkaniu Rady Europejskiej w czerwcu 2026 r.

Po posiedzeniu Rady premier Tusk był bardzo usatysfakcjonowany. Czy to nie osłabiło polskiej pozycji negocjacyjnej w kwestii reformy ETS?

Wynik Rady był dla nas niezwykle cenny. KE kategorycznie zadeklarowała, że przedstawi inicjatywę zawierającą elementy dogłębnej reformy systemu ETS. A nie ma innej metody na zmianę systemu niż właśnie inicjatywa Komisji. To był więc sukces.

Premier, potocznie mówiąc, wykonał swoją część. Teraz my — jako Ministerstwo Klimatu i Środowiska — a także inne współpracujące z nami resorty, np. energii, musimy dopilnować, by szczegóły tego, co zrobi KE, były zgodne z polskimi oczekiwaniami.

Polskie postulaty w sprawie zmian w ETS

Czego dokładnie Polska oczekuje więc w sprawie aktualizacji dyrektywy ETS?

Pragniemy, aby przemysł mógł dłużej otrzymywać bezpłatne uprawnienia.

Kolejny nasz wniosek dotyczy uwzględnienia specyfiki produkcji na cele związane z obronnością — chodzi m.in. o sektor chemiczny, wytwórców stali oraz cementu.

Oczekujemy również spowolnienia narzuconego tempa zmniejszania ilości uprawnień w systemie ETS. W praktyce oznaczać to będzie większą ich dostępność i niższą cenę.

Kluczowe znaczenie ma dla nas również utrzymanie Funduszu Modernizacyjnego. To narzędzie inwestycyjne w ramach ETS zaprojektowane dla państw mniej zamożnych, z którego jeszcze przez pewien czas powinniśmy mieć możliwość korzystania. Zgodnie z obecnymi planami Fundusz ma funkcjonować tylko do 2030 r. Finansujemy z niego wiele ważnych inicjatyw wspierających dekarbonizację, m.in. programy redukcji emisji w ciepłownictwie, w tym nowo ogłoszone programy ocieplenia szkół i szpitali, czy wsparcia dla przydomowych magazynów energii. To narzędzie okazało się skuteczne — od 2020 r. uzyskaliśmy już 53,5 mld zł na inwestycje m.in. w oszczędność energii czy rozbudowę sieci.

Ubiegamy się także o zachowanie korzystnych warunków dla ciepłownictwa systemowego. Dziś te instalacje mogą pozyskać dodatkowe 30 proc. bezpłatnych uprawnień w zamian za przedstawienie planu inwestycyjnego. Ten mechanizm jest efektywny, dlatego wnioskujemy o jego utrzymanie.

Zamierzamy finalnie postulować wprowadzenie ograniczeń dla ewentualnego spekulowania uprawnieniami przez instytucje finansowe.

Oraz uwzględnienie kredytów międzynarodowych w systemie ETS. Rada UE postanowiła to pod koniec ubiegłego roku, łącznie z celem klimatycznym na 2040 r. Chodzi o to, że przykładowa huta stali za wyemitowanie jednej tony CO2 musi zlikwidować jedno uprawnienie. Obecnie w systemie ETS uprawnienia na rynek wprowadzają Komisja Europejska albo państwa członkowskie. Dążymy do tego, by redukcje, które firmy osiągają poza UE — np. w Ukrainie — także mogły — upraszczając — służyć do regulowania obowiązku w ETS. Takie rozwiązanie byłoby dla nich tańsze.

A co z ETS2?

Aktualizacja dyrektywy ETS to również powrót do dyskusji o ETS2, ponieważ to ta sama dyrektywa. Przesunęliśmy już wejście ETS2 o rok. Obecnie ubiegamy się o dalsze odroczenie wprowadzenia tego rozwiązania w życie. Postulujemy, by do 2030 r. państwa Unii miały swobodę w tej kwestii.

Jak realizacja tych postulatów przełożyłaby się na korzyści dla obywateli?

Kluczowe znaczenie ma utrzymanie przemysłu, a — co za tym idzie — stanowisk pracy w Polsce.

Jeśli chodzi o rachunki, największe profity odnieśliby mieszkańcy korzystający z ciepła systemowego. Zmniejszyłyby się także rachunki za energię elektryczną, ponieważ niższe ceny pozwoleń, to mniejszy ich wpływ na koszt energii elektrycznej.

A jaki jest terminarz, jeśli chodzi o to, co nas teraz czeka w temacie aktualizacji ETS?

Aktualizacja MSR już jest procedowana. W kwietniu powinniśmy ujrzeć propozycje benchmarków dla przemysłu. Komisja ma zaprezentować kompleksowy projekt aktualizacji dyrektywy ETS w lipcu. To oznacza, że czas na wywieranie wpływu na kształt zmian jest dla nas otwarty do początku czerwca, gdyż wtedy zakończą się prace wewnątrz Komisji. Mamy więc niespełna dwa miesiące na to, by do naszych nowatorskich pomysłów przekonać pozostałych.

Czy w UE znajdzie się większość dla poważniejszych zmian w systemie?

Biorąc jednak pod uwagę układ sił w UE — czy cokolwiek więcej ponad to, co zadeklarowała Ursula von der Leyen przy okazji ostatniej Rady Europejskiej, uda się Polsce uzyskać?

Z dużą konsekwencją budujemy grupę państw podzielających nasze przeświadczenie o potrzebie głębokiej reformy ETS. Reprezentuje ona już więcej głosów, niż trzeba do uzyskania mniejszości blokującej.

W tej grupie znajdują się m.in. Włochy, Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria, Rumunia czy — od niedawna — Austria.

Z taką siłą zarówno KE, jak i pozostałe państwa członkowskie muszą się liczyć. To zaś oznacza, że trzeba będzie wypracować kompromis. Może więc nie uda nam się zrealizować naszych postulatów w 100 proc., lecz z pewnością nie ma powodu do poddawania się.

Na koniec zapytam, czy ETS — pańskim zdaniem — zdał egzamin, czy nie jest to jednak zbyt radykalne narzędzie redukcji emisji w tak niespokojnych czasach?

W tym systemie bardzo wyraźnie widać, że perspektywa zależy od pozycji. My siedzimy po kompletnie przeciwnej stronie niż Francuzi, Szwedzi czy Hiszpanie. Te państwa już w momencie inauguracji systemu — w 2005 r. — dysponowały stosunkowo niskoemisyjnym miksem energetycznym albo niewielkim przemysłem. Zatem w europejskiej grze o przyszłość ETS w ich interesie leży, by system ten był jak najbardziej restrykcyjny — ponieważ to buduje ich atuty konkurencyjne w obrębie Wspólnoty.

Czyli dzięki ETS mają przewagę w konkurencji np. z nami?

Generalnie rozmowa w UE nie polega na trosce o każdego z osobna w przypadku każdej regulacji. Unia to bardzo często gra interesów.

Naszym celem jest zatem forsowanie naszych interesów. W przypadku ETS jesteśmy poszkodowani przez ten mechanizm najmocniej w UE, więc musimy intensywniej walczyć. Nie jesteśmy jednak w przegranej sytuacji — mamy historycznie duże fundusze na transformację i trzeba zapewnić ich dobre wykorzystanie. Jeśli to zrobimy, to za kilka lat możemy niektóre z tych państw (naszych konkurentów) prześcignąć. Rywalizacja o to, kto w danym momencie jest najbardziej konkurencyjny, będzie trwać. Obecnie Polska jest 20. gospodarką świata, Hiszpania jest w naszym zasięgu — musimy jedynie mądrze ją doganiać.

ETS się więc sprawdził czy nie?

Jako instrument redukcji zdał egzamin. Wtedy, kiedy go tworzono, właśnie to było priorytetem.

Obecnie mamy jednak inne priorytety — bezpieczeństwo i konkurencyjność. Dlatego system ETS wymaga aktualizacji — żeby przetrwać, musi ewoluować.

W Polsce — na przykładzie elektroenergetyki — widać, że pomimo bardzo szybkiej transformacji i sprawnej rozbudowy niskoemisyjnych źródeł, wciąż kilka dużych węglowych jednostek często ustala cenę na rynku. Te jednostki mają akurat znaczny koszt emisji. Musimy zatem dążyć do takiej korekty ETS, która w większym stopniu niż obecna formuła uwzględni polską specyfikę.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *