Na fragment wulkanicznej ziemi między Norwegią i Grenlandią można dotrzeć nie tylko jako żołnierz. Norweskie siły zbrojne poszukują osób cywilnych do zatrudnienia na Jan Mayen – lokacji, którą przez długie miesiące trudno opuścić, a codzienne życie jest zależne od aury i współdziałania garstki ludzi zamkniętych na tym skrawku terenu.

Nabór na nadchodzący sezon nadal trwa. W części anonsów termin składania podań mija 3 maja. Za parę tygodni norweska armia wyśle na Jan Mayen następną zmianę fachowców, którzy przez parę miesięcy będą wykonywać obowiązki i mieszkać w małej bazie. To nie tylko żołnierze, ale również mechanicy, inżynierowie, kucharze i personel medyczny – osoby, które na czas trwania umowy zamienią normalną pracę na egzystencję w miejscu, z którego nie można zwyczajnie wrócić do domu.
Praca na arktycznej wyspie Jan Mayen
Jan Mayen to wąska, górzysta wyspa na północnym Atlantyku, nad którą dominuje wulkan Beerenberg pokryty lodowcem. Na wyspie, która jest niewiele większa od Krakowa, mieszka raptem kilkanaście osób, zgrupowanych w jednej niewielkiej bazie. Poza nią rozciąga się wyłącznie surowy pejzaż – czarne obszary lawy, wicher i ocean.
Obecność Norwegii na wyspie zapoczątkowała nie armia, ale nauka. W 1926 r. norwescy meteorolodzy rozpoczęli tutaj regularne pomiary, które w następnych latach doprowadziły do formalnego wcielenia wyspy do Królestwa Norwegii. Istotną rolę Jan Mayen uzyskała w czasie zimnej wojny. Usytuowana pomiędzy Grenlandią a Norwegią wyspa stanowiła część systemu obserwacji północnego Atlantyku i monitoringu ruchu radzieckich łodzi podwodnych. Obecnie, wraz z eskalacją aktywności militarnej Rosji w rejonie, znowu nabiera znaczenia.
Tydzień temu minęło dokładnie 100 lat od momentu, gdy nieprzerwanie tu jesteśmy – oznajmił PAP podpułkownik Knut Aasgaard z norweskich sił zbrojnych, zarządzający służbami zabezpieczenia cyfrowego i alarmowego, również na Jan Mayen.
Aasgaard jest również odpowiedzialny za obiekty wojskowe w Kolsaas i Eggemoen – centra dowodzenia i łączności, spośród których Kolsaas do niedawna był główną siedzibą sztabu norweskiej armii, a dzisiaj jest jednym z fundamentalnych centrów jej dowodzenia.
Norweskie siły zbrojne rekrutują cywilów
Na wyspie na stałe przebywa kilkunastu żołnierzy obsługujących instalacje militarne. Potrzebują wsparcia w codziennej służbie. Dlatego norweskie wojsko zdecydowało się na przyjęcie do pracy specjalistów cywilnych.
– Musimy zagwarantować funkcjonowanie całej infrastruktury, a to wymaga umiejętności przekraczających typowe zadania wojskowe – wyjaśnił Aasgaard.
To nie jest nabór dla poszukiwaczy wrażeń z reklam turystycznych. Spis stanowisk unaocznia, że Jan Mayen funkcjonuje jak mała, niezależna społeczność. W anonsach pojawiają się elektrycy, mechanicy pojazdów osobowych i ciężarowych, specjaliści od utrzymania infrastruktury, kucharze, personel do sprzątania czy pielęgniarki. Wszyscy formalnie działają w strukturze norweskich sił zbrojnych, aczkolwiek to cywile odpowiadają za utrzymanie bazy i codzienne funkcjonowanie niewielkiej załogi.
Zarobki, izolacja i arktyczny klimat
Warunki są równocześnie nieskomplikowane i wymagające. Armia zapewnia darmowe wyżywienie i zakwaterowanie oraz pokrywa koszty podróży. Pracownicy otrzymują również dodatki za pracę w warunkach polarnych. Komunikacja z lądem – samolotem lub statkiem – odbywa się sporadycznie i jest uzależniona od pogody oraz dostępności transportu. To powoduje, że decyzja o wyjeździe oznacza pełne oddanie się na czas trwania kontraktu. – W czasie pobytu nie ma możliwości opuszczenia wyspy – zaakcentował Aasgaard.
Cywile są zatrudniani na sześć miesięcy, w ramach rotacyjnych zmian, po których wracają na stały ląd. Rekrutacja odbywa się dwa razy w roku – wiosną, na zmianę letnią, i jesienią, na zimową – i obejmuje zazwyczaj kilkanaście posad. Wynagrodzenia nie są publikowane, ale – jak wynika z ogłoszeń – mogą sięgać około 50–60 tys. koron miesięcznie (ok. 18–22 tys. zł), do czego dochodzą dodatki za pracę w warunkach arktycznych.
Gęste sito rekrutacyjne do bazy na Atlantyku
Proces rekrutacji jest bardzo wymagający. Osoby ubiegające się o pracę muszą przejść badania lekarskie i stomatologiczne wykonywane przez lekarzy wojskowych. Do najbliższego norweskiego dentysty jest przecież około 1000 km.
– Wymagamy również stosownego zaświadczenia bezpieczeństwa. W niektórych przypadkach potrzebne jest obywatelstwo norweskie oraz dobra znajomość języka – mówi Aasgaard.
Cytowana w materiałach promocyjnych Silje Groeslie Wennesland, zatrudniona na Jan Mayen jako inżynier, twierdzi, że pracy na wyspie nie żałuje ani na moment.
„Pamiętam, kiedy po raz pierwszy wysiadłam z samolotu Hercules i ujrzałam czarne góry w oddali. Te kontrasty i kolory… To było zdumiewające” – wspominała Wennesland.
Arktyczne biuro pod wulkanem
Egzystencja na Jan Mayen to kombinacja izolacji i intensywnej wspólnoty. Internet pozwala na utrzymywanie kontaktu z rodziną, jednak codzienne życie toczy się w ścisłym gronie kilkunastu osób. W związku z tym kompetencje zawodowe są jedynie częścią kryteriów. Fundamentalne są cechy charakteru: odporność i umiejętność radzenia sobie z długotrwałą izolacją, ochota do pracy poza zakresem obowiązków, zdolność do podejmowania decyzji w nieprzewidywalnych sytuacjach i funkcjonowania w warunkach niepewności.
„W praktyce oznacza to, że robimy wszystko – od organizowania opieki medycznej po troskę o sprzęt i zapasy. Wszystko może się przytrafić, więc próbujemy być przygotowani na to, co może nastąpić” – mówiła w materiałach promocyjnych Trude Kristin Elstad, pielęgniarka z Uniwersyteckiego Szpitala Północnej Norwegii w Narwiku.
– Aby tu pracować, trzeba umieć radzić sobie z niespodziewanymi wyzwaniami i działać samodzielnie, być otwartym na innych, angażować się w życie społeczności i jednocześnie potrafić znaleźć balans między byciem razem a potrzebą prywatności – wyliczył Aasgaard.
Pomimo tych ograniczeń – a być może właśnie dzięki nim – wielu pracowników powraca na Jan Mayen na kolejne zmiany. – Mnóstwo osób aplikuje ponownie. Zależy nam na pracownikach z doświadczeniem, również z innych obszarów arktycznych, jak Svalbard – akcentuje Aasgaard. Jeżeli ktoś nie zdoła złożyć podania do 3 maja, następna rekrutacja rozpocznie się za niecałe pół roku – i znowu tylko nieliczni znajdą się na liście.
Mieszko Czarnecki (PAP)
cmm/ adj/
