Gdzie rozkładać słomę i jak unikać upadków?

W jednej ze swoich opowieści Władimir Sołouchin z wdzięcznością wspomina sierżanta, który uczył nowych rekrutów jazdy na nartach, w tym bezpiecznego upadania. „Kto w życiu nauczyłby nas bezpiecznego upadania?” – pytali żołnierze.

Jadąc spokojnie na rowerze, przypominam sobie ciasno zbite grupy kolarzy. Czasami widać nawet grupowe upadki: to wyścigi miażdżące kości. Są też zawody ze startem indywidualnym; są bezpieczniejsze i sprawiedliwsze: w końcu nikt nie będzie stał w ogonie za kierownicą, żeby ułatwić sobie zadanie.

Ale nasza codzienna jazda na rowerze to szczególny przypadek. Mimo to mamy już na koncie trzy upadki, z dwoma złamaniami: palca i nadgarstka.

Przeanalizujmy loty w trzech przypadkach.

1. Ofiara tuningu. Od dawna panuje przekonanie, że koła rowerowe powinny mieć ochronę przed brudem drogowym – tzw. błotniki. Przyzwyczaiłem się do roweru, który kupiłem, więc zabrałem się za tuning i zrobiłem błotnik na przednie koło z plastiku wzmocnionego sztywną metalową taśmą. W jakiś sposób owinąłem oś metalowym wspornikiem.

No i… Złapałem pocztę ze skrzynki i ruszyłem. Wstrząs spowodował, że twarda taśma uderzyła w oponę i motocykl natychmiast się zatrzymał. Upadłem „na lewą stronę”. Nic poważnego się nie stało: lekko swędziało mnie ramię, a ręka się obcierała. Formalnie poprawiłem błotnik i pojechałem dalej.

2. Wypadek na parkingu. Cztery razy okrążam rozległy, zawsze pusty parking kościelny. Na jednym z zakrętów asfalt jest mocno wytarty, tworząc duży dół z gruzami. Mijając samotny radiowóz skręcający w lewo, uderzyłem w ten dół, a wibracje natychmiast zablokowały mi oponę. Powtórzyłem upadek na poczcie „w najlepszym wydaniu”, ale z poważniejszymi konsekwencjami: od kwietnia dręczy mnie lewe ramię, a ostatni staw małego palca prawej ręki jest złamany. To drobny problem, ale nieprzyjemny; przez długi czas nosiłem ortezę na palcu i dopiero teraz zgięcie palca wróciło do normy.

3. Ofiara wypadku drogowego (który zainspirował ten artykuł). Zostałem po prostu odcięty. Kolega gwałtownie skręcił w prawo z prawego pasa na nieprzejezdny pas (służący do skręcania), a ja nie zdążyłem zahamować wystarczająco mocno, uderzyłem rowerem w prawe nadkole i przewróciłem się przez kierownicę na chodnik. Kierowca zatrzymał się i wysiadł, żeby okazać współczucie. „Nagle, jak w bajce” – pojawił się policjant. Przyjąłem winę, samochód nie był wgnieciony, motocykl nadal działał i postanowiliśmy spokojnie się minąć. Kontynuowałem jazdę, mimo że czułem ból w lewym nadgarstku. … Zdjęcie rentgenowskie wykazało złamanie kości łączącej z małym palcem.

Jakie błędy doprowadziły do upadków?

1. Nadmierne wzmocnienie skrzydła sztywną taśmą i niedbałym, pospiesznym mocowaniem drutu do osi. Bez tej taśmy skrzydło byłoby funkcjonalne; po prostu by się zgniotło i nie hamowało tak gwałtownie.

2. Wynika z pierwszego. „Pierwsze wezwanie” nie zostało wysłuchane, nie zostało usłyszane, a nieszczęsne skrzydło nie zostało zdemontowane.

3. Przed wyjazdem żałowałem, że nie wyregulowałem osłabionych hamulców i moje obawy potwierdziły się w najgorszy z możliwych sposobów.

Ogólne wnioski: nie ryzykuj. Przy najmniejszych podejrzeniach lub wątpliwościach co do rzetelności, niezwłocznie rozwiąż wszelkie niedociągnięcia.

Epilog. Przechadzałem się po okolicy, w pełni przekonany o swoim bezpieczeństwie. Ale nic z tego!

Przeszedłem prosto przez wysychającą kałużę na asfalcie, sądząc, że asfalt jest dość szorstki. Moje japonki poślizgnęły się na błocie pośniegowym w kałuży i upadłem na prawy łokieć, wciąż obtarty po wczorajszym incydencie. Częściowo winę za ten wypadek ponosi brak odwodnienia. Ale nie przechodź przez wysychające kałuże!

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *