Sto dni minęło od początku konfliktu zbrojnego między Stanami Zjednoczonymi i Izraelem a Iranem, a globalna gospodarka wydaje się nadal wykazywać pewną odporność na konsekwencje starcia. Eksperci jednak sygnalizują, że najgorsze skutki mogą dopiero nadejść.

Niektórzy analitycy ostrzegają, że wpływ konfliktu na gospodarkę może objawić się z kilkumiesięcznym opóźnieniem — podobnie jak miało to miejsce po wojnie Jom Kipur w 1973 roku, kiedy to dopiero po pewnym czasie nastąpił globalny kryzys naftowy, a ceny ropy potroiły się. Obecnie obserwujemy niemal całkowite zamknięcie Cieśniny Ormuz i zachwianie na rynku ropy naftowej.
Jak podkreśla Saad Rahim, główny ekonomista Trafigury, jednej z największych na świecie firm handlujących surowcami, stosunkowo spokojna reakcja cen towarów na konflikt na Bliskim Wschodzie może być myląca. Według niego rynek dopiero zbliża się do momentu, w którym skutki zakłóceń staną się bardziej odczuwalne.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Złoto ponownie zyskuje na wartości jako bezpieczna przystań
Eksperci: ruch w cieśninie Ormuz może powrócić do 60-70% normy
Saad Rahim zaznaczył, że świat w dużej mierze wyczerpał już swoje zapasy paliw i znajduje się obecnie “w punkcie zwrotnym”. Jego zdaniem skutki wojny były dotąd łagodzone przez wysokie światowe zapasy surowców na początku roku, a wzrost cen ograniczono dzięki skoordynowanemu uwalnianiu strategicznych rezerw ropy. Ponadto, bezpośrednie konsekwencje zakłóceń w dostawach były początkowo mniej odczuwalne, ponieważ w momencie wybuchu konfliktu część ropy i paliw była już w tranzycie do odbiorców na tankowcach.
Chociaż ceny ropy naftowej wzrosły od początku konfliktu, jest to wzrost mniejszy niż można by się spodziewać przy tak znacznym ograniczeniu dostaw. Jednocześnie światowe zapasy szybko się kurczą, a zdaniem analityka Trafigury, obecne ceny surowców nie odzwierciedlają pełnego zakresu konsekwencji konfliktu.
Eksperci zwracają uwagę, że nawet zakończenie konfliktu z Iranem nie oznacza szybkiego powrotu do sytuacji sprzed wojny. Odbudowa produkcji i przywrócenie regularnych dostaw zajmą miesiące, a ruch tankowców przez Ormuz może przez długi czas utrzymywać się na niższym poziomie niż przed wojną. Były doradca Białego Domu ds. energii, Amos Hochstein, ocenił pod koniec maja, że państwa regionu będą postrzegać Iran jako faktycznego gospodarza Ormuzu, a taka sytuacja utrzyma się przez dłuższy czas.
Według szacunków Richarda Meade’a, redaktora naczelnego branżowego serwisu żeglugowego Lloyd’s List, ruch przez cieśninę może powrócić maksymalnie do 60-70 proc. poprzedniego poziomu. Jego zdaniem statki obsługujące Chiny będą przepływać bez większych przeszkód, podczas gdy zachodni armatorzy mogą potrzebować dodatkowych porozumień z Iranem.
Gdyby dzisiaj cena ropy Brent wzrosła w podobnym stopniu jak po wojnie Jom Kipur, czyli o 277% w ciągu sześciu miesięcy, pod koniec 2026 roku baryłka kosztowałaby około 275 dolarów. “Dziś wydaje się to niemal nie do pomyślenia” – zauważa analityk Bloomberga, John Authers – “podobnie jak w 1973 roku nie do pomyślenia wydawał się wzrost ceny z 3 do 12 dolarów za baryłkę”.
— Najpoważniejsze konsekwencje gospodarcze dużych kryzysów geopolitycznych zazwyczaj pojawiają się z opóźnieniem. Rynki finansowe dostrzegają je jeszcze później, a ich reakcje są w dużej mierze uzależnione od nastrojów inwestorów — ostrzegał pod koniec marca Authers.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
