W obliczu nowej fazy konfliktu pomiędzy Lwowem a krakowską firmą Control Process, przedstawiciel ukraińskiego miasta wystosował otwarty list do polskiej prasy, wyrażając przekonanie o niesprawiedliwym traktowaniu miasta. Lwów argumentuje, że nie musi uznawać jurysdykcji międzynarodowego arbitrażu, ponieważ odwołał się od tej decyzji i miał prawo wypowiedzieć umowę. Wyrok paryskiego sądu stanowi jednak poważne podważenie tych twierdzeń. Analizujemy również inne przedstawione informacje. W liście pojawiło się także kluczowe stwierdzenie: Lwów ostatecznie zaakceptował, że sprawa powinna zostać rozstrzygnięta przed trybunałem międzynarodowym, a nie na forum krajowym w Kijowie.

Według krakowskiej firmy Control Process, inwestycja jest ukończona w 95%, lecz miasto Lwów nie wywiązało się ze swoich zobowiązań umownych, co uniemożliwia uruchomienie zakładu. Zdjęcia przedstawiają gotowy zakład z zainstalowanymi maszynami oczekującymi na uruchomienie.

Lwów sugeruje, że polski wykonawca z nieujawnionych powodów zwleka z dokończeniem budowy, co stanowiło podstawę do wypowiedzenia umowy przez miasto. Polski wykonawca twierdzi jednak, że rozwiązanie kontraktu ma na celu uniknięcie wyroku paryskiego sądu arbitrażowego związanego z umową i przeniesienie jurysdykcji do Kijowa.
Polscy wykonawcy przedstawili siedem korzystnych wyroków międzynarodowych arbitrów z DAB, właściwych dla tego kontraktu, oraz pozytywne orzeczenie Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) w Paryżu, która odrzuciła decyzję o rozwiązaniu umowy. Lwów jednak ignoruje wyroki DAB i zajął wszystkie gwarancje należytego wykonania od ING Banku Śląskiego. Bank wyjaśnił, że nie mógł wstrzymać wypłat, co mogłoby zrobić jedynie orzeczenie sądowe, a polskie sądy nie działają wystarczająco szybko.
To jest zarys sytuacji. Teraz następuje kolejna odsłona konfliktu, czyli list do polskich mediów od spółki komunalnej zaangażowanej w projekt jako jeden z inwestorów, przedstawiający jej punkt widzenia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Kto zapłaci za zieloną energię? | Onet Rano Finansowo
List lwowskiej spółki do polskich mediów
Oleksandr Jehorow, dyrektor spółki komunalnej „Zielone Miasto”, rozpoczyna swój otwarty list od stwierdzenia, że większość mediów „ani razu” nie zwróciła się do nich o komentarz.
„LKP Zielone Miasto ani razu nie otrzymało od większości mediów publikujących te materiały próśb o komentarz lub wyjaśnienia” — napisał Jehorow.
Chociaż zarzut ten może nie być skierowany bezpośrednio do Business Insider, nasze pierwsze dwa artykuły na ten temat zawierały komentarze strony ukraińskiej. Pierwszy z nich odnosił się nawet do interwencji mera Lwowa Andrija Sadowego u premiera Donalda Tuska. W kolejnych publikacjach opieraliśmy się na orzeczeniach międzynarodowych arbitrów, które stanowiły kluczowy element wyjaśnienia sporu i jedyny wiążący komentarz do sytuacji. Ponadto, cytowaliśmy wypowiedzi samego Jehorowa z sesji rady miasta, w której przyznał on, że „Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna Ukrainy prowadzi postępowania karne przeciwko naszym pracownikom, przeciwko mnie i przeciwko kilku innym urzędnikom Lwowa i obwodu lwowskiego”.
“Wyroki sądu to jedno, a nasze działania to drugie”
Lwów konsekwentnie ignorował wyroki aż do momentu wypowiedzenia umowy i siłowego usunięcia polskiego wykonawcy z terenu budowy. Zignorowano również orzeczenie sądu Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu, który zgodnie z międzynarodowym charakterem kontraktu, określił Paryż jako właściwe miejsce rozstrzygania sporów, a nie Kijów, i nakazał kontynuowanie umowy, a nie jej rozwiązanie.
Sędzia w swoim wyroku podkreślił, że kontrakt powinien być realizowany przez wykonawcę (Control Process), a nie rozwiązywany. Fragment decyzji potwierdzający tę kwestię został nam udostępniony.

Co więcej, nadzwyczajny sędzia z Paryża, jako ostatecznej instancji dla kontraktów międzynarodowych, zauważył, że gdyby miasto zastosowało się do decyzji arbitrów wyznaczonych w kontrakcie, spór zostałby dawno zakończony, a strony uniknęłyby eskalacji i kosztownego postępowania arbitrażowego.
![Fragment decyzji sędziego arbitra ICC wskazujący, że stosowanie się [Lwowa] do decyzji DAB umożliwiłoby uniknięcie eskalacji konfliktu](/wp-content/uploads/2026/06/a5cce04286d0564969e1097bad960228.jpg)
Przyjrzyjmy się argumentacji Lwowa. „Podczas realizacji Kontraktu Control Process S.A. wielokrotnie występowała o przedłużenie terminu wykonania prac, a LKP »Zielone Miasto« zawsze wychodziło naprzeciw tym prośbom, udzielając Wykonawcy dodatkowego czasu na zakończenie robót oraz poszukując kompromisowych rozwiązań” — pisze Jehorow.
Polska spółka wyjaśniała nam już wcześniej powody wniosków o przedłużenie umowy. Miasto, wbrew postanowieniom umowy, nie przygotowało odpowiednio terenu pod budowę, co spowodowało początkowe opóźnienia. Ponadto, w 2022 roku wybuchła wojna, która spowodowała zawieszenie projektu do lutego 2023 roku. W takich okolicznościach miasto nie mogło odmówić przedłużenia terminu.
Jednak od 2023 roku pojawiły się problemy finansowe związane z koniecznością indeksacji umowy ze względu na zmiany cen. Dopiero rok po odnowieniu kontraktu, w lutym 2024 roku, na sesji rady miejskiej Lwowa przegłosowano przesunięcia środków budżetowych. Zaległe płatności zostały uregulowane dopiero w lipcu 2024 roku.
„Kluczowy konflikt pomiędzy stronami powstał jesienią 2024 roku, kiedy Control Process S.A. dopuściła się istotnego naruszenia warunków Kontraktu, samowolnie zmieniając warunki gwarancji bankowej należytego wykonania Kontraktu, wystawionej przez ING Bank Śląski. W tym momencie Zamawiający posiadał już przewidziane w Kontrakcie podstawy do rozwiązania umowy” — zaznacza w liście Jehorow.
„Pomimo tego Lwów postanowił dać spółce jeszcze jedną szansę na wykonanie swoich zobowiązań. W znacznym stopniu decyzja ta była również rezultatem aktywnego pośrednictwa przedstawicieli władz Polski, którzy zapewniali, że spółka wywiąże się ze swoich zobowiązań i ukończy budowę zakładu” — opisuje.
— We wrześniu 2024 roku gwarancja wygasała, a ze względu na wojnę ING [bank udzielający gwarancji] zgodził się na jej przedłużenie o trzy miesiące. Oni [miasto] chcieli przedłużenia. Bank ostatecznie zgodził się przedłużyć gwarancję o 560 dni. Jak się później okazało, potrzebowali tego, aby później przejąć środki z gwarancji — komentuje Krzysztof Chabier, menedżer projektu w Control Process.
Wskazuje, że w listopadzie 2024 roku strony podpisały aneks dziewiąty do umowy, jednak zaraz potem Zielone Miasto przestało dokonywać płatności.
Jeden z aneksów przedłużał termin do sierpnia 2025 roku, który miał być ostateczną datą zakończenia budowy. „Niestety, nawet po przyznaniu dodatkowego czasu oraz podpisaniu wskazanego aneksu Control Process S.A. ponownie naruszyła swoje zobowiązania, nie wykonała uzgodnionych etapów prac oraz nie zapewniła ukończenia projektu” — czytamy w liście z Lwowa. To miało stanowić podstawę do rozwiązania umowy.
Krakowska firma podtrzymuje, że wszystkie prace zostały wykonane, a uruchomienie zakładu było niemożliwe z powodu obiekcji ze strony miasta. — Aneks numer osiem do kontraktu stanowił, że do 30 września 2024 roku inwestor (Zielone Miasto) miał wykonać prace zewnętrzne i obiekty niezbędne do uruchomienia urządzeń. Do dnia dzisiejszego nic nie zostało nawet rozpoczęte — informował nas dyrektor Chabier.
Według relacji firmy, miasto próbowało wprowadzać swoje własne firmy na teren budowy, czego polska firma nie mogła zaakceptować, ponieważ zgodnie z kontraktem odpowiadała za całość inwestycji. Miasto miało obowiązek zapewnić doprowadzenie mediów i infrastrukturę zewnętrzną obiektu.
W liście do mediów strona ukraińska podnosi, że Control Process zostało błędnie określone jako inwestor, a nie wykonawca. Z pewnością nie było to w naszych artykułach. Nie pisaliśmy również, że jest to „polska inwestycja”. Niemniej jednak, prawdopodobnie nie jest to zarzut skierowany do nas.
Miasto nie respektuje arbitrażu
Wśród kluczowych punktów listu dyrektor Zielonego Miasta podkreśla, że „nie istnieje żadne ostateczne orzeczenie arbitrażowe wydane przeciwko LKP Zielone Miasto”.
W tym stwierdzeniu jest pewna doza prawdy, ale tylko częściowo. Ostateczna decyzja ma zapaść w Paryżu, ponieważ kontrakt ma charakter międzynarodowy, a jego finansowanie w dużej mierze opiera się na środkach unijnych i pożyczkach EBOiR. Jednakże, wypowiadając umowę, miasto zrobiło wszystko, aby sprawa nie była rozstrzygana w Paryżu, lecz w Kijowie, co, jak orzekł paryski sąd, jest niedopuszczalne. Sądy lokalne są właściwe do rozstrzygania umów krajowych, a nie międzynarodowych — wskazano w „ekspresowym” wyroku.
Dyrektor Zielonego Miasta twierdzi, że decyzją Nadzwyczajnego Arbitra ICC w Paryżu z dnia 16 maja 2026 roku „wszystkie roszczenia Control Process zostały oddalone”.
— Sąd oddalił nasze roszczenia, ale tylko te dotyczące dodatkowego zabezpieczenia. Złożyliśmy wniosek o zakazanie Zielonemu Miastu działań związanych z rzekomym rozwiązaniem umowy. Sąd jednak przyznał, że po pełnym, a nie „nadzwyczajnym” rozstrzygnięciu sprawy, polska spółka będzie mogła dochodzić wszelkich odszkodowań związanych z obecnymi działaniami Lwowa — wyjaśnia Krzysztof Chabier w rozmowie z Business Insider.
„Odwołanie nic nie zmienia”
Zgodnie z treścią listu ukraińskiej firmy, „decyzje DAB (Dispute Adjudication Board) nie są orzeczeniami sądu arbitrażowego”. Dotyczy to siedmiu orzeczeń Rady Rozstrzygania Sporów (z ang. Dispute Adjudication Board), czyli formy arbitrażu przy organizacji inżynierskiej FIDIC, wpisanej w kontrakt. Te orzeczenia w pełni potwierdziły rację polskiej firmy (75 rozstrzygnięć do zera na korzyść firmy polskiej) i z pewnością są niewygodne dla strony ukraińskiej. Jak zaznacza Zielone Miasto, decyzje DAB nie są ostateczne, ponieważ firma odwołała się od nich.
„Zgodnie z Kontraktem FIDIC, decyzja DAB nie staje się ostateczna, jeżeli strona w ciągu 28 dni od jej otrzymania złoży Zawiadomienie o Niezgodzie (Notice of Dissatisfaction)” — czytamy. Polska spółka całkowicie nie zgadza się z takim stanowiskiem.
— Odwołanie niczego w praktyce nie zmienia. Zgodnie z postanowieniami kontraktu, muszą oni podporządkować się decyzjom DAB, pomimo złożenia odwołania. Kancelarie prawne nie mają co do tego żadnych wątpliwości — komentuje Krzysztof Chabier. Wskazał, że podobną argumentację zawierał również kolejny „list interwencyjny” Andrija Sadowego do polskiego premiera.
Przełomowe zdanie w liście
„Zgodnie z Kontraktem FIDIC, ostateczne rozstrzygnięcie sporu powinno nastąpić w drodze arbitrażu międzynarodowego” — napisał w liście do mediów Oleksandr Jehorow.
Można to uznać za przełomowe stwierdzenie w tym liście. Skuteczne wypowiedzenie umowy przez miasto skutkowałoby skierowaniem sprawy do arbitrażu w Kijowie, a nie w Paryżu. Innymi słowy, miasto zrozumiało, że nie uda mu się przekierować sprawy na tory sądowe krajowe. Przynajmniej dyrektor Zielonego Miasta doszedł do takiego wniosku.
Oskarżenie o łapówkę?
W swoim liście Jehorow sugeruje, że korzystne decyzje DAB dla polskiej spółki zostały uzyskane poprzez zapłatę 350 tysięcy euro za usługi sędziego. „Control Process S.A. zawarła z tym adjudykatorem odrębną dwustronną umowę, spłaciła [pisownia oryginalna] za jego usługi kwotę około 350 tys. euro i uzyskała decyzje korzystne dla siebie. To właśnie te decyzje spółka przedstawia obecnie jako wiążące decyzje DAB” — czytamy w liście dyrektora Zielonego Miasta. Nie przedstawiono jednak żadnych dokumentów potwierdzających te zarzuty.
Polska spółka tłumaczy, że kwota 350 tysięcy euro została zapłacona za otwarcie siedmiu rozpraw przed DAB przy FIDIC. Strona ukraińska, zgodnie z kontraktem, powinna pokryć połowę tej kwoty, jednak uchyla się od tego obowiązku.
Kto ma rację? Pozostawmy tę kwestię do rozstrzygnięcia sądowi w Paryżu. My skupiamy się na prezentacji tej kontrowersyjnej sytuacji, która może dać wiele do myślenia innym polskim firmom rozważającym realizację kontraktów na Ukrainie, a zwłaszcza we Lwowie i jego okolicach.
Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
