Białoruski wywiad zarządza w Warszawie przedsiębiorstwami, które gromadzą dane o działaniach opozycji i mogą wspierać finansowo działania agentów. Są one tworzone przez osoby powiązane z rosyjskimi i białoruskimi służbami.
Teren Rzeczypospolitej Polskiej jest postrzegany przez wschodnie agencje wywiadowcze jako stały obszar operacyjny – zaznacza Wojciech Pokora. Na fotografii widnieje białoruski przywódca Aleksander Łukaszenko.
Marek Kozubal
Portal Disinfo Digest, zajmujący się zwalczaniem białoruskiej i rosyjskiej dezinformacji oraz ujawnianiem operacji wpływu prowadzonych przez służby tych krajów (współpracujący m.in. z Ministerstwem Spraw Zagranicznych), przedstawił sposób działania kilku białoruskich firm, w których zasiadają byli funkcjonariusze rosyjskich służb. Śledztwo trwało kilka miesięcy.
Reklama Reklama
– Analiza ostatnich zdarzeń wskazuje, że terytorium RP jest traktowane przez wschodnie agencje wywiadowcze jako stały obszar operacyjny – podkreśla Wojciech Pokora, redaktor naczelny Disinfo Digest, analityk Fundacji INFO OPS Polska. Dotyczy to tworzonej przez nich, trudnej do wykrycia, infrastruktury wsparcia logistycznego i finansowego. Zarejestrowane w Polsce podmioty gospodarcze korzystają z wirtualnych biur i wykazują przepływy finansowe. Na ich czele stoją osoby związane z aparatem represji i wywiadem wojskowym Białorusi oraz Rosji.
Służby Wojna służb z zabójstwem Rosjanina w Białej Podlaskiej w tle
Po zainicjowaniu pełnoskalowej wojny na Ukrainie, dwu- lub trzykrotnie zwiększono obsady działających przy ambasadach tzw. stacji, które między innymi koordynują…
– Siła (tych działań – red.) tkwi w pozornej normalności. Nie przypomina to siatki szpiegowskiej. Istnieje wpis do Krajowego Rejestru Sądowego, faktura, profil na LinkedIn, wirtualne biuro i firma, której nikt nie kwestionuje, ponieważ formalnie wszystko jest zgodne z prawem. Przez wiele miesięcy analizowaliśmy dokumenty korporacyjne, dane rejestrowe, ślady domenowe, powiązania personalne, przepływy finansowe oraz publicznie dostępne informacje o sankcjach. Z tych rozproszonych elementów wyłonił się obraz znacznie bardziej złożony niż historia pojedynczej podejrzanej spółki. Jest to mapa zaplecza, które może służyć legalizacji obecności, obsłudze finansowej, tworzeniu przykrycia, rozpoznawaniu środowisk emigracyjnych i budowaniu kanałów komunikacji z osobami istotnymi dla służb państw autorytarnych – uważa autor opracowania, Wojciech Pokora.
Analitycy prowadzący śledztwo wskazują na warszawską spółkę NOAB, zarejestrowaną w listopadzie 2023 roku. Nie prowadzi ona widocznej działalności, korzysta z tzw. wirtualnego biura w Warszawie, jednak wykazała przychód w wysokości pół miliona złotych. Z tego powodu jej transgraniczne przelewy stały się przedmiotem zainteresowania polskich służb specjalnych.
Prawo karne Śmierć Rosjanina w Białej Podlaskiej. Obywatel Gruzji usłyszał zarzut zabójstwa
Prokurator z lubelskiego departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej przedstawił dziś obywatelowi Gruzji Elnurowi A. zarzut zabójstwa…
– W terminologii wywiadowczej NOAB sp. z o.o. była klasycznym „boxem”, czyli bezpieczną skrzynką stworzoną wyłącznie w celu legalizacji przepływów finansowych, prania pieniędzy i wypłacania wynagrodzeń dla agentury działającej na terenie Unii Europejskiej – oceniają analitycy Disinfo Digest.
Warszawska spółka byłego oficera GRU finansuje agenturę
Główną postacią w tym układzie jest Aleksander Popow, oficjalnie przedsiębiorca, który założył firmę w Warszawie, a w rzeczywistości podpułkownik GRU (Głównego Zarządu Wywiadowczego Federacji Rosyjskiej). Wspólnikiem jest jego syn.
– Jego ścieżka kariery na Białorusi była ściśle powiązana z głośnymi projektami firmy Synesis oraz zaawansowanym systemem KIPOD. Są to platformy technologiczne wykorzystywane przez białoruskie i rosyjskie służby bezpieczeństwa do masowej inwigilacji, biometrii oraz automatycznego rozpoznawania twarzy. Obecność młodego Popowa w Warszawie sugeruje, że struktura ta nie tylko transferowała środki finansowe, ale mogła służyć do wsparcia systemów surveillance (monitorowania i śledzenia – red.), które mapowały i identyfikowały białoruskich i rosyjskich dysydentów poruszających się po ulicach polskich miast – twierdzi Wojciech Pokora.
Aleksander Popow w 2009 roku zabezpieczał wizytę prezydenta Rosji na Białorusi, a rok później uczestniczył w ewakuacji i ukryciu obalonego prezydenta Kirgistanu, Kurmanbeka Bakijewa. W 2015 roku pojawia się przy mińskich negocjacjach formatu normandzkiego z udziałem Władimira Putina i Angeli Merkel. W 2020 roku ten podpułkownik GRU zdjął mundur i wkroczył w środowisko białoruskiej diaspory w Polsce, był jednym z architektów projektu „Dziedzictwo 2019”. Z analizy telekomunikacyjnej wynika, że ten sam numer telefonu komórkowego był przypisany do Popowa, do „Dziedzictwa 2019” oraz do Stowarzyszenia Weteranów Ochrony Państwowej Republiki Białorusi. – Pod tym samym szyldem kontaktowym operowali reżimowi weterani i ludzie podszywający się pod działaczy kultury na emigracji – uważa Wojciech Pokora.
Komentarze Michał Szułdrzyński: W Białej Podlaskiej egzekucja wroga Putina. A Robert Bąkiewicz rusza na Berlin
Egzekucja rosyjskiego opozycjonisty w Białej Podlaskiej nosi znamiona terroryzmu państwowego. W takiej sytuacji próba skłócenia Polski i Niemiec, a także…
Jego zdaniem nie jest to inicjatywa emigracyjna dbająca o pamięć historyczną, „lecz element zorganizowanej infrastruktury, która mogła być wykorzystana do infiltracji uchodźców poprzez gromadzenie nazwisk, mapowanie relacji i lokalizowanie punktów nacisku na konkretne osoby”.
W 2022 roku Popow uczestniczył w Forum Sił Demokratycznych w Warszawie. „Na zewnątrz mogło wyglądać to jak przestrzeń debaty dla osób szukających politycznej alternatywy wobec Mińska. (…) Nie trzeba nikogo śledzić pod domem, jeśli sam przychodzi na spotkanie, wpisuje nazwisko na listę, pokazuje sieć kontaktów, mówi, komu ufa, z kim współpracuje i kto może mu otworzyć drzwi do polskich, litewskich lub ukraińskich instytucji. Pod szczególnym nadzorem i weryfikacją powiązań w ramach tej struktury znalazło się zresztą otoczenie m.in. Dmitrija Bołkuniecia” – oceniają analitycy.
Miodowa pułapka i porwanie na Morzu Czarnym
W 2019 roku Popow współpracował w Dyrekcji Igrzysk Dobrej Woli z Anatolem Kotauem, który w 2020 roku uciekł do Polski. Kotau był wysokim urzędnikiem białoruskiej administracji, pełniąc między innymi funkcję sekretarza generalnego Narodowego Komitetu Olimpijskiego oraz pracownika Administracji Prezydenta. Po ucieczce do Polski stworzył popularny kanał na Telegramie „Nik i Majk”, publikujący kompromitujące informacje dotyczące otoczenia Łukaszenki. W Warszawie prowadził również zakulisowe rozmowy z zachodnimi dyplomatami, próbując negocjować uwolnienie białoruskich więźniów politycznych w zamian za złagodzenie sankcji wobec Białorusi. Już w lipcu 2024 roku białoruski sąd zaocznie skazał go na 12 lat ciężkiego łagru.
W sierpniu 2025 roku zniknął z Warszawy, „co początkowo interpretowano jako kontrolowaną ewakuację zagrożonego agenta”. Jednakże międzynarodowe śledztwo Białoruskiego Centrum Śledczego (BRC), Deutsche Welle oraz OCCRP wykazało, że został on porwany.
Służby Były oficer ABW: W Polsce mamy do czynienia z anomalią kontrwywiadowczą
Dlaczego nie jesteśmy w stanie namierzyć agentury w służbach specjalnych – wyjaśnia to ppłk dr Marek Świerczek, były oficer ABW zajmujący się rosyjskimi służbami…
KGB i GRU zainicjowały operację typu „miodowa pułapka”. Przynętą stała się Kachira Ejnałowa, pochodzenia azerbejdżańskiego, posługująca się paszportem Jordanii i dysponująca luksusowym apartamentem w Dubaju. Ejnałowa rozkochała w sobie dysydenta. I w sierpniu 2025 roku skłoniła go do wyjazdu do Turcji. W tureckim porcie Trabzon Kotau wraz z Ejnałową wsiedli na pokład wynajętego 30-metrowego luksusowego jachtu motorowego o nazwie „Shells”. Jacht skierował się na wody Morza Czarnego w stronę Suchumi, na terytorium okupowanej przez Rosję Abchazji. Na pełnym morzu – co wynika z relacji załogi jachtu – został on przepchnięty bezpośrednio na burtę rosyjskiego okrętu wojennego, który podpłynął do tej jednostki. Do dziś nie wiadomo, co stało się z Kotauem.
Gry komputerowe jako przykrywka dla działalności wywiadowczej
Analitycy DisinfoDigest poddali również analizie firmę Gamemod, która jest zarejestrowana w Polsce, ale powiązana z białoruską firmą o tej samej nazwie. Zajmuje się ona sprzedażą gier komputerowych i konsolowych na zamówienie. W polskiej spółce pojawia się Dmitrij Pabiażin, opisywany przez niezależne białoruskie media jako były rzecznik prasowy KGB. Jest tam również przedsiębiorca Anatoli Puszko.
rozmowa Ekspert: Śledztwo ujawniło, że Rosja werbuje w Polsce kolaborantów przez gry wideo
Gaming w Rosji został uznany za dziedzinę kształtowania pożądanych postaw psychologicznych. Celem Kremla jest ograniczenie woli walki w kraju, który został zaatakowany…
– Klucz do zrozumienia roli Gamemodu tkwi w jego białoruskiej historii. Zanim podmiot pojawił się w Polsce pod obecną marką, funkcjonował w Mińsku jako „YURANEX-bezpieczeństwo” i był współprowadzony przez Aleksandra Romanowskiego, bezpośrednio związanego z białoruskim KGB. Ta zmiana nazwy z jawnie powiązanej z sektorem ochrony na branżę gier wideo zbiegła się w czasie z wejściem do spółki osób, których biografie prowadzą wprost do aparatu siłowego Białorusi. To sprawia, że firmy nie można traktować jak zwykłego producenta gier – wyjaśnia Wojciech Pokora.
Mimo braku śladów jej działalności, wykazuje ona przychody liczone w milionach złotych. Zdaniem analityków, jej faktyczna działalność polega na obchodzeniu sankcji, ale nie tylko. „Branża gier daje służbom państw autorytarnych coś, czego nie dawał dawny biznes przykrywkowy. Pozwala legalnie zatrudniać specjalistów technicznych, utrzymywać transgraniczne zespoły, nawiązywać kontakty z młodymi specjalistami, organizować rekrutację i działać w środowiskach online, gdzie granica między pracą, rozrywką i wspólną społecznością jest płynna. Firma od gier może być zwykłą firmą od gier. Może również stanowić doskonałą legendę dla osób, które mają podróżować, poznawać środowiska emigracyjne i budować kontakty bez wzbudzania podejrzeń” – twierdzą autorzy śledztwa.
Zwracają uwagę, że wschodnie służby chętnie angażują się w inicjatywy, które „posługują się językiem demokracji, praw człowieka, kultury i współpracy”.
– Do tej metody dochodzi działanie pod fałszywą flagą. Służby z Mińska i Moskwy rzadko działają pod własnym szyldem. Wolą udawać biznes, organizacje społeczne, pomoc prawną czy nawet przedstawicieli sojuszniczego, na przykład ukraińskiego wywiadu – uważa Wojciech Pokora.
