Wyrok Trybunału Konstytucyjnego wzniecił debatę na temat zakresu uprawnień prezydenta oraz roli kontrasygnaty premiera. Rzecznik Praw Obywatelskich zaznacza, że zakwestionowane regulacje faktycznie mogą być niezgodne z konstytucją — ale z odmiennych przyczyn niż te podane przez TK. Profesor Marcin Wiącek ostrzega przed eskalacją kryzysu.

Nadal rozbrzmiewają echa orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 25 czerwca 2026 r., które dotyczy granic kompetencji prezydenckich i znaczenia tak zwanej kontrasygnaty, czyli podpisu premiera pod aktami głowy państwa.
Profesor Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, wypowiadając się dla Business Insidera, przyznaje, że TK popełnił błąd, lecz przede wszystkim argumentuje, dlaczego prezydent nie powinien posiadać takich prerogatyw. Zakwestionowane przepisy są niezgodne z konstytucją, jednak z powodów zupełnie innych niż te wskazane przez TK oraz byłą już pierwszą prezes SN, prof. Małgorzatę Manowską.
- Zobacz również: Dom spokojnej starości nie trafi pod młotek. Sąd rozstrzygnie kwestię licytacji
Co ustalił Trybunał Konstytucyjny?
Trybunał odpowiedział na zapytania I prezes SN, wówczas Małgorzaty Manowskiej, w odniesieniu do ośmiu artykułów ustawy o Sądzie Najwyższym, prawa o ustroju sądów powszechnych oraz prawa o ustroju sądów administracyjnych. W uproszczeniu TK stwierdził, że prezydent może bez uzyskiwania zgody premiera:
- Wyznaczyć sędziego do tymczasowego kierowania całością Sądu Najwyższego w sytuacji zwolnienia stanowiska pierwszego prezesa i zaistnienia wakatu.
- Powierzyć tymczasowe przewodnictwo konkretnej izbie Sądu Najwyższego wskazanemu sędziemu, gdy zabraknie jej prezesa.
- Wyznaczyć sędziów do prowadzenia zgromadzeń wybierających kandydatów na: pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, prezesów kierujących pracami poszczególnych izb oraz prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej.
- Delegować konkretnych sędziów do rozpatrywania spraw w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej SN
- Mianować asesorów sądowych w sądach powszechnych oraz powoływać asesorów sądowych w wojewódzkich sądach administracyjnych.
Profesor Marcin Wiącek: to błędna interpretacja
Profesor Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, wyraża opinię, że poprzez to orzeczenie TK doprowadził do poszerzenia konstytucyjnego katalogu prerogatyw prezydenckich, który jest zamknięty.
— Jest to interpretacja konstytucji obarczona błędem — podkreśla profesor Wiącek. — Już dwadzieścia lat temu, w 2006 roku, Trybunał Konstytucyjny — jednomyślnie i w pełnym składzie — orzekł, że “nie ma podstaw do uznania, że uprawnienia prezydenta wykonywane na podstawie art. 144 ust. 3 Konstytucji mogą być rozszerzane na drodze ustawowej na zasadzie dalszego ciągu aktu zwolnionego z kontrasygnaty, czy na zasadzie kompetencji analogicznych”. TK był związany tym poglądem prawnym, ponieważ orzekał w pięcioosobowym składzie — zaznacza profesor Marcin Wiącek.
Kluczowe jest tutaj to, że zgodnie z art. 144 ust. 3 konstytucji, akty urzędowe prezydenta dla swojej ważności wymagają podpisu premiera, z wyjątkiem 30 przypadków wyraźnie wymienionych w konstytucji. Wśród nich znajdują się kwestie związane z powoływaniem sędziów i prezesów Sądu Najwyższego, ale nie ma wśród nich innych spraw, na przykład dotyczących asesorów.
- Przeczytaj także: Szef Państwowej Inspekcji Pracy zostanie odwołany. Następcą Staneckiego ma być polityk SLD
Te przepisy są niekonstytucyjne, lecz z innego powodu
Zdaniem profesora Wiącka, zakwestionowane przepisy budzą wątpliwości konstytucyjne, ale nie z powodu ograniczenia prezydenta przez kontrasygnatę premiera.
— Ustawodawca powinien pamiętać, że przyznając prezydentowi jakiekolwiek kompetencje, które nie są przewidziane w konstytucji — a mamy tu do czynienia z takimi właśnie kompetencjami — milcząco włącza w proces decyzyjny również premiera — tłumaczy profesor Marcin Wiącek.
Dlatego jego zdaniem, w sytuacjach wymagających poszanowania zasady niezależności, należy unikać poszerzania katalogu kompetencji prezydenta na rzecz innych rozwiązań.
— Kompetencje, o których mowa w tych przepisach, powinny być albo przekazane innemu organowi państwa niż prezydent (na przykład Krajowej Radzie Sądownictwa lub Pierwszemu Prezesowi SN), albo powinny skutkować powstaniem pewnych stanów prawnych z mocy samego prawa — uważa Rzecznik Praw Obywatelskich.
— Wynika to z faktu, że przyznanie prezydentowi kompetencji na poziomie ustawy zwykłej zawsze będzie wymagało zgody premiera (kontrasygnaty) — a ta okoliczność może rodzić wątpliwości z perspektywy niezależności sądownictwa od władzy wykonawczej. Włączenie premiera w proces decyzyjny w tak ważnych sprawach z zakresu władzy sądowniczej jest bowiem sprzeczne z zasadą niezależności — dodaje.
Zadanie dla KRS
Czy możliwe jest zmodyfikowanie przepisów w taki sposób, aby były zgodne z Konstytucją? Według profesora Wiącka — tak.
— Na przykład, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przewodniczącego zgromadzenia sędziów odpowiedzialnego za wybór kandydatów na prezesa izby SN wyznaczał pierwszy prezes SN. Taka osoba mogłaby również zostać wskazana bezpośrednio w ustawie, może to być na przykład najstarszy wiekiem członek zgromadzenia — sugeruje profesor Wiącek.
Jeśli chodzi o asesorów, ich powołanie mogłoby być kompetencją na przykład Krajowej Rady Sądownictwa, ale RPO proponuje również inne rozwiązanie.
— Alternatywnie — asesorem mógłby stawać się absolwent Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury z mocy prawa (ewentualnie KRS mogłaby mieć prawo do zgłoszenia sprzeciwu). Asesor nie jest sędzią w rozumieniu konstytucyjnym, co zresztą od lat potwierdzał TK. Nie ma zatem potrzeby, aby prezydent powoływał asesorów — podsumowuje profesor Wiącek.
Biorąc pod uwagę relacje między Karolem Nawrockim a koalicją 15 października oraz rządem Donalda Tuska, trudno oczekiwać kompromisu. Nawet jeśli Sejm uchwaliłby odpowiednie przepisy, mało prawdopodobne jest, aby prezydent je podpisał.
Co zatem oznacza orzeczenie TK? — Wyrok z 25 czerwca pogłębi obecny kryzys władzy sądowniczej — ocenia profesor Marcin Wiącek. — Prawdopodobnie nie zostanie on urzędowo opublikowany, co doprowadzi do wątpliwości co do jego skutków prawnych. W szczególności spodziewam się, że strony postępowań będą próbowały podważać status asesorów powołanych bez kontrasygnaty premiera — jeśli do takich powołań dojdzie. Na takim zarzucie mogą również opierać środki odwoławcze — ostrzega Rzecznik Praw Obywatelskich.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
