Mojo Joyo i jego żona Zainab prowadzą lokale specjalizujące się w parzeniu pakistańskiej herbaty w Kalifornii. Próbowali wyznaczać w domu strefy wolne od rozmów o biznesie oraz rezerwować określone dni tygodnia wyłącznie dla rodziny.
Poniższy tekst w formie pierwszoosobowej relacji opiera się na rozmowie z Mojo i Zainab Joyo, właścicielami Elaichi Co. Został zredagowany pod względem długości i przejrzystości.
Kilka lat temu zacząłem tęsknić za bardzo konkretnym elementem mojego dzieciństwa: siedzeniem w lokalach w Pakistanie razem z kuzynami. Spotykaliśmy się późno w nocy, opowiadaliśmy sobie historie i po prostu dobrze spędzaliśmy czas — a chai (mocno parzona herbata z mlekiem i przyprawami) zawsze był w centrum tych spotkań.
Chciałem odtworzyć to uczucie, zwłaszcza po społecznej izolacji związanej z pandemią. Moja żona Zainab i ja zastanawialiśmy się, jak to zrobić, i w końcu w 2024 r. zdobyliśmy się na odwagę, by otworzyć Elaichi Co., lokal serwujący chai w Berkeley.
Na początku oboje pracowaliśmy na pełen etat, jednocześnie prowadząc firmę. Szczególnie Zainab odczuwała dużą presję społeczną, by trzymać się stabilnej pracy. Kiedy jednak została zwolniona w listopadzie 2024 r., postanowiliśmy, że będzie zajmować się Elaichi na pełen etat, podczas gdy ja pozostanę przy swojej dotychczasowej pracy.
Czytaj też: Planowanie wspólnego życia z moim chłopakiem skłoniło nas do rozmowy o finansach. Zamiast zamieszkać razem, rozstaliśmy się
Czułem, że mieszkam z partnerką biznesową, a nie z żoną
Zainab zajmowała się wszystkim: marketingiem, organizacją wydarzeń, HR-em, zarządzaniem zapasami i wieloma innymi sprawami. Gdy wracałem do domu, przekazywała mi wszystkie informacje, które powinienem znać. Szybko zorientowaliśmy się, że ok. 95 proc. naszych rozmów dotyczy firmy. Nie tego chcieliśmy.
Pewną pomocą okazały się odpowiednie narzędzia technologiczne. Gdy zaczęliśmy korzystać z platformy fintech Mercury, mogliśmy szybko uzyskiwać wgląd w nasze finanse bez zagłębiania się w każdy szczegół. Same narzędzia jednak nie wystarczyły.
Byliśmy małżeństwem dopiero od kilku lat, ale Zainab nie otrzymywała od męża emocjonalnego wsparcia, którego potrzebowała, a ja miałem poczucie, że mieszkam z partnerką biznesową, a nie z żoną. Biznes coraz bardziej przeszkadzał w naszej relacji, więc postanowiliśmy coś zmienić.
Sypialnia i jadalnia miały być strefami wolnymi od biznesu
Oboje byliśmy sfrustrowani tym, że leżąc wieczorem w łóżku, jedno z nas nagle poruszało jakiś temat związany z firmą. Postanowiliśmy wyznaczyć w domu miejsca przeznaczone wyłącznie na rozmowy prywatne. Sypialnia i jadalnia miały służyć naszemu związkowi, a nie biznesowi.
W teorii brzmiało to świetnie, ale w praktyce było nieuniknione, że ktoś poruszy temat firmy, gdy akurat przyjdzie mu coś do głowy. Jeśli Zainab zadawała mi pytanie dotyczące biznesu, a ja przypominałem jej o naszej zasadzie — żadnych rozmów o pracy w łóżku — tylko bardziej ją to irytowało.
Porzuciliśmy ten pomysł już po tygodniu.
Czytaj też: “Widzę w 40-latkach ogromne zmęczenie”. To moment na wdrażanie planu B
Wyznaczanie dni rodzinnych również się nie sprawdziło
Następnie próbowaliśmy rezerwować określone dni tygodnia wyłącznie dla rodziny. Sobotni wieczór był przeznaczony dla nas jako pary, a niedziele dla dalszej rodziny. To rozwiązanie działało znacznie lepiej i udało nam się utrzymać je przez około trzy miesiące.
Jako właściciele firmy byliśmy jednak stale pod telefonem. Jeśli pracownik zgłaszał nieobecność albo odbywało się duże wydarzenie, musieliśmy reagować. Trudno było utrzymać rytm dni rodzinnych, gdy ciągle pojawiały się nieprzewidziane sytuacje.
Przestaliśmy walczyć z rozmowami o biznesie
Punkt kulminacyjny nastąpił mniej więcej rok temu. Pojechaliśmy do Puerto Vallarta świętować trzydzieste urodziny Zainab. To powinien być wspaniały wyjazd tylko we dwoje, ale przez cały czas czuliśmy się od siebie oddaleni. Nie podobało nam się, że mimo różnych prób nadal nie byliśmy zadowoleni z tego, jak funkcjonuje nasz związek. Zarówno nasze małżeństwo, jak i firma nie miały szans odnieść sukcesu, jeśli coś się nie zmieni.
Po powrocie przestaliśmy skupiać się na samych zasadach i zaczęliśmy zastanawiać się, dlaczego w ogóle je wprowadziliśmy. Uświadomiliśmy sobie, że próbowaliśmy dopasować się do cudzych wyobrażeń o tym, jak powinien wyglądać dobry związek.
Naprawdę lubimy prowadzić firmę razem. Zrozumieliśmy, że jeśli sprawia nam przyjemność rozmawianie o Elaichi, to nie ma w tym nic złego. Nie musimy zmuszać się do wieczorów całkowicie wolnych od tematów biznesowych, jeśli oboje jesteśmy podekscytowani pracą nad nowym projektem. Walka z tym w rzeczywistości jeszcze bardziej utrudniała nam zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym.
Prowadzę biznes ze swoją partnerką życiową
W tym roku granice między naszym małżeństwem a partnerstwem biznesowym stały się bardziej płynne. Skupiamy się na tym, co chcemy robić razem, zamiast na arbitralnych granicach, które wydawały nam się konieczne. Jeśli mamy ochotę na randkę, po prostu ją organizujemy. Ale czasem rozmawiamy też o biznesie przy kolacji, ponieważ jest to coś, co oboje naprawdę pasjonuje.
To rozładowało wiele napięć i pozwoliło nam komunikować się szybciej oraz bardziej szczerze. Łączy nas poziom zaufania i wzajemnego zrozumienia, którego nie mamy z nikim innym.
Dziś nie czuję już, że mieszkam z partnerką biznesową. Czuję, że prowadzę biznes ze swoją partnerką życiową. To znacznie lepsze podejście.
Powyższy tekst jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Business Insidera
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
