Dorocie “Dodzie” Rabczewskiej starczyło osiem minut w polskim parlamencie, aby o pseudo schroniskach usłyszał cały kraj. Następnie uruchomiła się fala ludzi zaangażowanych w tę kwestię, gdyż okazało się, że takich miejsc jest o wiele więcej. Co wywołuje nieprawidłowości? Przepisy. — Żaden akt prawny nie nakazuje właścicielom schronisk troszczenia się o zwierzęta — tłumaczy Tadeusz Wypych z Biura Ochrony Zwierząt.
- Działanie schroniska dla zwierząt to działalność podlegająca regulacjom. Winna być więc należycie weryfikowana, a nieprawidłowości prędko identyfikowane
- Tyle teoria. W praktyce istotne jest posiadanie umowy z urzędem gminy na wyłapywanie oraz utrzymanie zwierząt. Im większa suma, tym lepiej, choć nie zawsze dla zwierząt
- Niczym więcej nie trzeba się zajmować, w żadnej regulacji prawnej nie ma zapisu, że celem schroniska jest… troska o zwierzęta. Wiedzą o tym właściciele tych miejsc, ale nie wie ogół społeczeństwa
- Wiele osób od lat zwraca uwagę na wadliwe regulacje, lecz ich głos jest zagłuszany przez chciwość. Aby zwyciężyło dobro zwierząt, potrzebne są nowe akty prawne
- Więcej szczegółów o biznesie znajdziesz na Businessinsider.com.pl
Najwyższa Izba Kontroli o nadużyciach powiązanych z zapobieganiem bezdomności zwierząt alarmowała od 2010 r. Ostatni raz w 2024 r. Kontrolerzy otwarcie pokazywali, że z ogromnych nakładów finansowych najmniej zyskują zwierzęta.
Raporty NIK, podobnie jak poczynania małych, nieznanych organizacji, nie odbiły się tak szerokim echem, jak ośmiominutowa wypowiedź Doroty “Dody” Rabczewskiej na zgromadzeniu sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt. To z jej powodu ruszyły inspekcje zarządzone przez rząd. Pytanie, czy interwencja w Sobolewie przyczyni się do zmiany prawa, powstrzyma pseudo schroniska i… pseudo zbiórki?
x.com
20 stycznia bieżącego roku w Sejmie Doda mówiła z dużym przejęciem: “Nie miałam świadomości ani pojęcia, jakie jest drugie i trzecie dno, jakie dno kryje się za tą branżą. Nie przypuszczałam, że dręczenie zwierząt w Polsce to tak opłacalny interes. A państwo oraz my nie interesujemy się tym”.
Nie sądziła, że przekazując datki na różnorodne stowarzyszenia bądź schroniska, funduje urlopy kierownikom albo jacuzzi, a psy w tym czasie umierają w cierpieniu. Nie była świadoma, że większość schronisk prowadzą przedsiębiorcy, którzy środki od gminy przeznaczają nie na dobro zwierząt, lecz dla siebie samych.
O nieprawidłowościach wiadomo od dawna
W Polsce jednak istnieją ludzie oraz instytucje, które od lat komunikują, że system potrzebuje zmian, i to gruntownych. O poprawki w prawie od blisko 20 lat zabiega Tadeusz Wypych z Biura Ochrony Zwierząt, a także Stowarzyszenie Obrona Zwierząt, któremu przewodzi Agnieszka Lechowicz.
Z patologią walczy również Fundacja Emir i powiązana z nią Krystyna Sroczyńska. W mediach społecznościowych pojawiają się też profile zarządzane przez anonimowych autorów, którzy opisują mordownie.
O tym, że system nie działa, wie także NIK, który w 2023 r. skontrolował, jak 14 urzędów gminnych zapobiega bezdomności zwierząt. Kontrolerzy ustalili, że te urzędy łącznie przeznaczyły na ten cel przeszło 4 mln zł, czyli o blisko 1,9 mln zł więcej w porównaniu z 2019 r.
Przeważająca część wydatków — ok. 90 proc. — to koszt chwytania bezdomnych zwierząt oraz ich pobytu w schroniskach. Zdecydowanie mniej funduszy przeznacza się na znalezienie nowych właścicieli lub sterylizację.
Jedno schronisko na 11 urzędów gminnych
Z raportu Głównego Lekarza Weterynarii wynika, że w 2024 r. w Polsce działały 222 schroniska — przeciętnie jeden taki obiekt przypada na 11 gmin. Przebywało w nich 111 tys. 700 zwierząt (ponad 76 tys. psów oraz ponad 35 tys. kotów). Za każdego zwierzaka płaci jakaś gmina. Nie wiadomo jednak, ile jeszcze jest przytulisk, azyli i hoteli dla zwierząt, które funkcjonują poza prawem.
Schronisko — w przeciwieństwie do tego rodzaju miejsc — powinno spełniać wyszczególnione w prawie wymogi, o czym piszemy dalej. Jak wynika z nagrania Remigiusza Górniaka, starosty mińskiego, do takiego azylu w Kuflewie prowadzonego przez stowarzyszenie “Pogotowie dla Zwierząt” trafiły właśnie zwierzęta z Sobolewa.
W ilu placówkach cierpią zwierzęta? Tego nie wiadomo, bo nikt nie prowadzi statystyk dotyczących jakości.
HtmlCode
Instytucje ignorują łamanie prawa
Stowarzyszenie Obrony Zwierząt z Jędrzejowa już w latach 2018-2019 zabiegało o odebranie Marianowi Drewnikowi pozwolenia na prowadzenie schroniska dla zwierząt w Sobolewie z powodu naruszania warunków. Sprawa nie dotarła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, gdyż było widać, że orzecznictwo jest niekorzystne. Wygrał wójt gminy, który nie chciał cofnąć zgody.
Obecnie aktywiści oskarżają go o zmowę. SOZ, któremu przewodzi Agnieszka Lechowicz, pisze, że bezdomność zwierząt to biznes, na którym zbyt dużo grup zarabia, aby go tak po prostu zlikwidować.
“Zatem absolutny brak woli politycznej do cywilizowanego oraz kompleksowego uregulowania tej kwestii. Prowizoryczne akcje, takie jak ostatnio w Bytomiu lub w Sobolewie, nie robią już na nas wrażenia, gdyż to jedynie chwilowe nasilenie działań oraz fajerwerki, jak również kolejna okazja do promowania się pewnych celebrytów, niektórych posłów oraz niektórych aktywistów prozwierzęcych, gdy ci ostatni odpowiadają przecież osobiście za skandalicznie niską jakość prawa w tej dziedzinie” — czytamy na profilu Stowarzyszenia na Facebooku.
HtmlCode
Ile urzędy gminne wydają na schroniska?
Opieka nad zwierzętami pozbawionymi domu jest zadaniem własnym urzędu gminy (art. 11 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt). “Ochrona przed zwierzętami bezdomnymi” to nazwa działalności gospodarczej prowadzonej w oparciu o ustawę o czystości i porządku w gminach.
— Z tego powodu schroniska mogą być zarządzane przez urzędy gmin (tzw. schroniska komunalne), ale również organizacje społeczne oraz przedsiębiorców — mówi Maria Januszczyk, wiceprezeska Stowarzyszenia Prawnicy na Rzecz Zwierząt.
Władze lokalne z powodu dużych kosztów rzadko decydują się na otwieranie własnych schronisk. Bardziej opłaca się, gdy gmina obciążające ją obowiązki “sceduje” na prywatną firmę bądź fundację. Wtedy musi zapłacić. Ile?
Jak wyjaśnia Maria Januszczyk, urzędy gmin stosują różne metody rozliczania się. — Czasami jest to jednorazowa opłata za przyjęcie bądź schwytanie zwierzęcia, czasami naliczana jest opłata dzienna za utrzymanie — mówi prawniczka.
Według niej jednak system finansowania bazujący na umowach z gminami, w szczególności na wyłapywanie i utrzymywanie zwierząt, powoduje, że głównym źródłem przychodu jest ilość przyjętych zwierząt oraz koszt jednostkowy ich utrzymania. — To prowokuje do maksymalizacji zysku poprzez redukowanie kosztów, często kosztem jakości opieki — dodaje.
O jakich dokładnie pieniądzach mówimy, dobrze ukazuje to raport pt. “Bezdomność zwierząt w Polsce” opracowany przez Koalicję sPrawa bezdomnych zwierząt.
Wynika z niego, że jednorazowa opłata za przyjęcie psa może wynosić od 98,01 zł do 8 700 zł. Dzienne wydatki na utrzymanie psa wahają się od 2,89 zł do 100 zł, kota od 0,99 zł do 70 zł, a innego zwierzęcia od 3,69 zł do 123 zł.
W sumie w 2022 r. urzędy gmin wydały na bezdomne zwierzęta prawie 207 mln zł. Przeciętne wydatki to 83,5 tys. zł rocznie na gminę. Co najmniej 29 większych gmin miejskich wydało ponad milion złotych. Czy to dużo?
Na ryczałcie można zarobić
— Dane ukazują raczej, jak bardzo zróżnicowane są koszty, a co za tym idzie również poziom opieki zapewnianej zwierzętom. Deklarowane przez niektóre urzędy gmin kwoty jednorazowe są skrajnie niskie i z pewnością nie wystarczyłyby na zagwarantowanie zwierzętom opieki zgodnej z ich potrzebami oraz z przepisami prawa. Najwyższe stawki podane w raporcie mogą czasami wskazywać na czerpanie korzyści z masowej bezdomności zwierząt — ocenia wiceprezeska Januszczyk.
I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie było w schronisku “Happy Dog” w Sobolewie. Łukasz Litewka, poseł Lewicy, w poście na Facebooku wyliczył, że “łapano tam psa, za którego otrzymywano od 3 do 3,8 tys. zł, a następnie przetrzymywano go w schronisku, karmiąc najgorszym badziewiem. Happy Dog otrzymywało blisko 2 tys. zł za każdy miesiąc pobytu psa w tym obozie”.
HtmlCode
Jakie umowy, z jakimi urzędami gmin oraz na jakie kwoty zawierało schronisko w Sobolewie, można odnaleźć w bazie zatytułowanej Biuro Ochrony Zwierząt prowadzonej przez Stowarzyszenie Obrona Zwierząt. W 2024 r. schronisko finansowało blisko 40 samorządów, większość płaciła za samą gotowość, w tym gmina Sobolew. Sobolew płacił za gotowość w sumie niewiele, gdyż w 2024 r. tylko 12 tys. zł brutto.
Urzędy gmin corocznie organizują przetargi albo zapytania ofertowe na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami. Wygrać winna najkorzystniejsza oferta schroniska, które do tego przetargu przystąpiło. Zasadniczo urzędy gmin wybierają wariant najtańszy, co, zdaniem Marii Januszczyk, również może prowadzić do nadużyć.
— Z punktu widzenia urzędów gmin, które dysponują ograniczonymi budżetami, wybór najtańszej oferty może być postrzegany jako ekonomicznie uzasadniony, lecz nie może być tak, że kryterium ceny góruje nad oceną jakości oraz realnych standardów opieki. Preferowanie najniższych stawek siłą rzeczy będzie sprzyjało nieprawidłowościom, gdyż wykonawca może chcieć oszczędzać na liczbie personelu do obsługi zwierząt, jakości karmy lub zakresie opieki weterynaryjnej — tłumaczy ekspertka.
W rezultacie prawo tworzy system, w którym pies oznacza fakturę oraz przelew od urzędu gminy. Jeśli gmina płaci ryczałtem, to właściciele schronisk komercyjnych nie są zainteresowani ani zapewnieniem dobrej opieki, ani adopcją zwierząt.
Tak było na przykład w schronisku w Wojtyszkach w woj. łódzkim, o którym było głośno w 2023 r., oraz w schronisku w Radysach na Mazurach, które finansowało ponad 100 urzędów gmin. Zwierzęta przebywały mimo to w bardzo złych warunkach. Nie tylko pieniądze sprawiają, że schroniska to nie są domy opieki.
Opieka? Takie słowo w ustawach się nie pojawia
W pseudo schroniskach istotny jest jeszcze inny aspekt.
— Społeczeństwo uważa, że schroniska z uwagi na nazwę mają obowiązek opieki nad zwierzętami. A to nie wynika z prawa. Żaden przepis nie zobowiązuje właścicieli schronisk do opieki nad zwierzętami — wyjaśnia Tadeusz Wypych. Dodaje, że schroniska funkcjonują raczej jako miejsca utylizacji, co jest skutkiem braku jasnych definicji zadań tych placówek, jak również pozostałości z PRL.
Prywatny przedsiębiorca, który zamierza prowadzić schronisko dla zwierząt bezdomnych, musi najpierw zgłosić się do powiatowego lekarza weterynarii i spełnić wymagania wynikające z prawa. Następnie musi otrzymać zezwolenia od wójta, burmistrza bądź prezydenta, o ile spełnia wymogi ustalone przez gminę. Dopiero kiedy je otrzyma, może powalczyć o umowę z samorządem.
Tyle że, jak zauważa Tadeusz Wypych, żaden z wymogów nie dotyczy opieki. — W ustawie o utrzymaniu czystości oraz porządku w gminach, na której bazują urzędnicy, termin “opieka” w zasadzie nie występuje, a w ustawie o ochronie zwierząt jest on niedoprecyzowany w kontekście schronisk — tłumaczy Wypych.
Co więcej, zadaniem urzędu gminy jest w rzeczywistości wyłapywanie bezpańskich zwierząt. Nie muszą się przejmować, co się z nimi później dzieje. Pewne jest tylko to, że schronisko obowiązuje zakaz znęcania się nad nimi oraz zabijania, co jednak właściciele potrafią obejść.
Jak sprawowany jest nadzór nad schroniskami?
Przed podjęciem decyzji w sprawie wydania zezwolenia wójt (burmistrz albo prezydent miasta) może sprawdzić, czy informacje podane we wniosku są zgodne ze stanem faktycznym. — Niestety, z tego, co wiem, nie ma dostępnych danych wskazujących na to, że wójtowie wykorzystują te uprawnienia — mówi Maria Januszczyk.
Każdy, kto prowadzi schronisko dla zwierząt, powinien przestrzegać m.in. przepisów ustawy o ochronie zwierząt oraz rozporządzenia w sprawie szczegółowych wymogów weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt. Za nadzór odpowiedzialna jest Inspekcja Weterynaryjna.
— Pierwszy raz kontrola ma miejsce nie później niż po upływie 30 dni od wpisu danego podmiotu do rejestru działalności nadzorowanych. Następnie inspekcje prowadzone przez powiatowych lekarzy weterynarii odbywają się przynajmniej dwa razy w roku i w zasadzie winny być niezapowiedziane. Ocena spełniania lub niespełniania wymogów opiera się jednak wyłącznie na rzeczywistym stanie schroniska w dniu inspekcji — mówi Maria Januszczyk.
Z danych GIW wynika, że w 2024 r. przeprowadzono: 434 planowe kontrole w schroniskach dla zwierząt, 199 — doraźnych. Nieprawidłowości stwierdzono w 106 placówkach, a więc w połowie. Z 368 inspekcji zleconych ostatnio przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wis też niewiele wyniknęło, gdyż… przepisy nie są jednoznaczne.
Nieprawidłowości stwierdzono jedynie w 40 placówkach, dla czterech wydano decyzje administracyjne z żądaniem usunięcia uchybień, wstrzymania przyjmowania zwierząt, a nawet zamknięcia.
Gmina, niezależnie od działań inspekcji, również powinna sprawdzić, czy schronisko, z którym podpisała umowę, realizuje powierzone zadania zgodnie z uchwałą w sprawie gminnego programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi i zapobiegania bezdomności zwierząt. — Niestety — jak wynika z raportów NIK — urzędy gmin rzadko korzystają ze swoich uprawnień w tym zakresie — mówi wiceprezeska.
Niektórzy potrafią jeszcze inaczej zarabiać na zwierzętach
Doda w Sejmie wskazała również, że nieuczciwi bywają nie tylko właściciele prywatnych schronisk, lecz także tych prowadzonych przez fundacje bądź stowarzyszenia. Jak? O tym można poczytać między innymi na Facebooku lub X, na profilu Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych.
Jego autor pragnie zachować anonimowość z obawy o agresywne działania ze strony organizacji, które opisuje. A od 10 lat staram się pomagać odzyskiwać zwierzęta niesłusznie odebrane komuś z powodu rzekomo złej opieki.
Aby zapewnić opiekę odebranym zwierzętom, organizowane są zbiórki publiczne. Internauci, oglądając zdjęcia zagłodzonych, chorych zwierząt, chętnie wpłacają pieniądze, nie wiedząc w istocie, na co zostaną przeznaczone. Organizatorzy zbiórek zarabiają więc na emocjach wywołanych nie zawsze prawdziwymi zdjęciami skrzywdzonych zwierząt.
Podobnie było po akcji w Sobolewie, gdzie organizacje ratujące zwierzęta od razu utworzyły zbiórki. Na takie działania zwraca uwagę poseł Łukasz Litewka, który zgłosił się z interwencją poselską w sprawie Fundację Prosiaczka Eugeniusza Gieniutkowo. Fundacja prowadzi zbiórki na portalu “Ratujemy Zwierzaki”, chociaż jest podejrzana o działanie na szkodę zwierząt.
HtmlCode
Łukasz Litewka w październiku 2024 r. ogłosił także interwencję w sprawie Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ), którym wcześniej zainteresował się TVN oraz prokuratura.
Do tej pory na stronach Sejmu nie ma ani interpelacji, ani odpowiedzi na nią. Wówczas Litewka pisał “Niezależnie od odpowiedzi proszę Państwa o zwracanie szczególnej uwagi oraz dokładne weryfikowanie wszystkich zrzutek, które publikowane są w internecie przez każde stowarzyszenie oraz fundacje. Nie ma nic gorszego niż uzyskiwanie korzyści finansowych na rzekomej krzywdzie”.
W 2024 r. DIOZ miał nieco ponad 20 mln zł przychodów i blisko 2 mln 700 tys. zł zysku.

Co trzeba zmienić?
Zdaniem ekspertów państwo powinno zupełnie odmienić system prawny dotyczący opieki nad zwierzętami pozbawionymi domu. — Dopóki prawo nie ustanawia standardów opieki nad zwierzętami, dla podmiotów prowadzących schroniska opłaca się szybkie pozbycie się psa po uzyskaniu wysokiej opłaty od urzędów gmin — ocenia Tadeusz Wypych.
I dodaje, że nie można obecnie zrzucać odpowiedzialności jedynie na urzędy gmin, które przecież postępują w granicach prawa. — Tego typu działanie pozwala jedynie wyższym organom administracji, sędziom lub posłom umywać ręce i twierdzić, że to nie ich kompetencja — dodaje.
Eksperci uważają, że należy położyć większy nacisk na profilaktykę bezdomności zwierząt, tj. na wprowadzenie powszechnego obowiązku znakowania psów oraz kotów, jak również na promocję, edukację oraz wsparcie finansowe w zakresie przeprowadzania zabiegów sterylizacji albo kastracji zwierząt.
NIK w swoim raporcie podkreślił, że Polska jest jednym z niewielu państw UE, w których trwała identyfikacja psów nie jest obligatoryjna. Taki obowiązek istnieje w 24 państwach UE i jest powiązany z obowiązkową rejestracją w bazie danych zwierząt oznakowanych.
Gdyby psy były czipowane, wiadomo byłoby dokładnie, które z nich przebywały w Sobolewie i gdzie trafiły po akcji Dody. Łatwiej byłoby też rozliczyć wpłaty na ich ratowanie.
Rząd pracuje od października 2024 r. nad projektem ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów. Odpowiedzialny za niego jest resort rolnictwa. Najnowsza wersja projektu została opublikowana po aferze w Sobolewie, 28 stycznia. Wprowadza obowiązek czipowania.
Maria Januszczyk uważa, że należy również wzmocnić nadzór nad urzędami gmin. — Urzędy gmin winny zostać wprost zobowiązane do kontrolowania podmiotów, z którymi posiadają umowy, i do weryfikacji przedstawianych przez te podmioty danych. Wydaje się, że aktualnie dominuje przekonanie, że po przekazaniu zwierzęcia do schroniska gmina nie ma już wobec niego żadnych obowiązków. A to jest jedynie przekazanie faktycznej opieki nad zwierzęciem, lecz gmina nadal jest za to zwierzę odpowiedzialna — tłumaczy.
Zdaniem Januszczyk system powinien również sprzyjać tworzeniu bardziej kameralnych schronisk o charakterze lokalnym, aby uniknąć sytuacji, w których zwierzęta są przekazywane na duże odległości, co utrudnia jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się z nimi dalej dzieje.
Bezdomny pies jest gorzej traktowany niż znaleziony rower
Tadeusz Wypych proponuje także, aby do zwierząt bezdomnych zacząć stosować przepisy ustawy o rzeczach znalezionych.
— One dają taką możliwość. Artykuł 2 ustawy o rzeczach znalezionych mówi, że stosuje się ją odpowiednio do rzeczy porzuconych bez zamiaru wyzbycia się własności, jak również do zwierząt, które się zabłąkały lub uciekły, czyli takich, jakie określa definicja “zwierząt bezdomnych” w ustawie o ochronie zwierząt — wyjaśnia Wypych. Jego zdaniem ten bojkotowany przez rząd przepis prawa jest jedyną podstawą do skutecznego zwalczania patologii.
Obecnie, gdy ktoś odnajdzie coś wartościowego, to zanosi to na policję albo oddaje do biura rzeczy znalezionych. Starosta jest odpowiedzialny za poszukiwanie właściciela znalezionej rzeczy, a także jej przechowywanie na koszt państwa. A jak jest z bezpańskim psem?
— Prawo przewiduje tylko, że gmina ma odwieźć psa do schroniska i koniec. Nie mówi, co dalej, kto odpowiada za jego dobrostan. A normy weterynaryjne dla schronisk dotyczą głównie infrastruktury, a nie losu zwierząt. I tak to się kręci — podsumowuje Tadeusz Wypych.
Nota od wydawcy: Zamykanie pseudo schronisk to istotny krok, ale nie rozwiązuje to problemu zwierząt bezdomnych w Polsce. Kluczowe jest wprowadzenie zmian systemowych: powszechne czipowanie i rejestracja zwierząt, kastracja, jasne standardy działania schronisk oraz dostęp do tej działalności wyłącznie dla odpowiednio przygotowanych i dokładnie zweryfikowanych podmiotów. Niezbędne są także regularne, niezapowiedziane inspekcje, które ocenią warunki bytowe oraz stan zdrowia zwierząt. Dlatego pojawia się pytanie: co będzie dalej, gdy zainteresowanie sprawą Sobolewa osłabnie? Jako Onet i redakcje RASP deklarujemy, że będziemy regularnie dopytywać polityków, jakie konkretne działania podjęli na rzecz poprawy sytuacji zwierząt bezdomnych w Polsce.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
