Prawnicy reprezentujący Henryka Kanię mają zamiar ponownie złożyć wniosek o przyznanie mu listu żelaznego w środę. Jak informowaliśmy w Business Insider, były właściciel zakładów mięsnych, przebywający w Argentynie, nie uiścił wymaganego 20-milionowego poręczenia i nie skorzystał z możliwości powrotu do kraju bez obawy o areszt, którą zaoferował mu Sąd Apelacyjny w Katowicach.
Henryk Kania deklaruje chęć powrotu do Polski, złożenia wyjaśnień i aktywnego udziału w procesie sądowym. Jednocześnie wyraża sprzeciw wobec płacenia “haraczu” za możliwość dochodzenia prawdy. Podkreśla, że nie posiada żadnego osobistego majątku, ponieważ prokuratura zabezpieczyła wszystko, co do niego należało. Mimo to, zamierza ponownie ubiegać się o list żelazny.
Twierdzi, że pojawiły się nowe okoliczności, które powinny przekonać sąd do jego racji. W kwietniu zwrócił się o pomoc do Waldemara Żurka, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Czytaj również: List żelazny dla Henryka Kani pozostaje bez wpłaty. “Argument absurdalny”
Prawnicy przygotowują nowy wniosek
— Ponownie złożymy wniosek o list żelazny dla Henryka Kani — przekazuje Michał Plocke, adwokat z kancelarii Dubois i Wspólnicy.
Do czasu złożenia wniosku, szczegóły pozostają poufne. Wniosek ma zostać złożony w środę 1 lipca bieżącego roku. Do wtorku Henryk Kania miał możliwość wpłacenia 20 milionów złotych poręczenia, co umożliwiłoby mu uzyskanie listu żelaznego. Nie zdecydował się na ten krok, argumentując brak środków.
Warto zaznaczyć, że w Polsce poręczenie w wysokości miliona lub dwóch milionów złotych jest uznawane za wysokie. Historia zna jednak przypadki znacznie wyższych kwot, jak w przypadku Piotra Osieckiego, który został zatrzymany i aresztowany w 2018 roku w związku ze śledztwem dotyczącym afery GetBack. Wówczas opuścił areszt po wpłaceniu 110 milionów złotych kaucji. Kwota ta została zebrana przez wiele osób, w tym między innymi: Zbigniewa Jakubasa, Michała Sołowowa, Jacka Szwajcowskiego, Cezarego Kucharskiego, Dariusza Grzeszczaka, Mariusza Książka, Jacka Rutkowskiego, Macieja Wandzla.
Henryk Kania przedstawia swoją wersję wydarzeń
W rozmowie z Business Insider Henryk Kania podkreśla, że w dotychczasowym postępowaniu prokuratura nie przedstawiła wystarczających dowodów. — Po siedmiu latach śledztwa prokuratura nadal nie dysponuje dowodami rzeczowymi przeciwko mnie, a te, które świadczą o mojej niewinności, są ukrywane — twierdzi Henryk Kania.
Wskazuje również na ograniczony dostęp do akt sprawy, posiadając jedynie wgląd do dokumentów dostępnych podczas posiedzenia aresztowego w marcu 2020 roku. Utrudnia mu to skuteczną obronę swoich racji. Henryk Kania uważa, że tezę o zatajaniu dowodów potwierdza artykuł opublikowany w “Pulsie Biznesu” w styczniu 2026 roku, gdzie Dawid Tokarz opisuje zarzuty wobec pracowników Alior Banku.
Jest to fragment szerszej sprawy dotyczącej Zakładów Mięsnych Henryka Kani. W skrócie, śledczy sugerują, że pracownicy banku posiadali lub powinni posiadać wiedzę na temat nieprawidłowości w zakładach, co według Henryka Kani wyklucza możliwość zarzucania mu wprowadzania ich w błąd. Jego zdaniem bank posiadał narzędzia kontroli finansowej i mając świadomość obrotów ZMHK w relacjach z Biedronką, mógł wykryć wszelkie nieprawidłowości.
Prokuratura jednak zarzuca Kani również kierowanie grupą przestępczą (art. 258 par. 3 Kodeksu karnego), oszustwa (art. 286 par. 1 Kk), pranie pieniędzy (art. 299 Kk) oraz przestępstwa skarbowe (art. 56 Kodeksu karnego skarbowego). Główny zarzut dotyczy wystawiania tzw. pustych faktur. — Chciałbym wiedzieć, czy prokuratura już ustaliła, które faktury i na jaką kwotę były puste — pyta retorycznie Kania.
Zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. — Od pewnego czasu publicznie twierdzę, że to ja jestem poszkodowany przez banki, Biedronkę i Cedrob, ale do tej pory nikt nie złożył przeciwko mnie pozwu cywilnego o naruszenie dóbr osobistych — mówi Kania.
Informuje również, że w kwietniu 2026 roku złożył zawiadomienie do Waldemara Żurka, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego dotyczące przekroczenia uprawnień lub niewykonania obowiązków przez prokuratorów. Wśród zarzutów wymienia odmowę dostępu do akt sprawy, ukrywanie lub pomijanie dowodów niewinności oraz faktyczne wspieranie procesu bezprawnego przejęcia majątku ZMHK i spółki Staropolskie Specjały należącej do jego żony Anny Kani. Liczy na objęcie sprawy nadzorem przez Waldemara Żurka. Przede wszystkim ma nadzieję na uzyskanie listu żelaznego bez konieczności wpłacania poręczenia.
Czytaj również: Czy Henryk Kania dysponuje środkami finansowymi? Reakcja na nasze pytanie
Wyjaśnienie pojęcia “list żelazny”
List żelazny stanowi w istocie postanowienie sądu gwarantujące pozostanie na wolności do momentu prawomocnego zakończenia postępowania karnego, pod warunkiem spełnienia określonych w ustawie przesłanek, zawartych w art. 281-284 a Kodeksu postępowania karnego.
Możliwość ubiegania się o list żelazny istnieje zarówno na etapie postępowania przygotowawczego (dla podejrzanego), jak i w trakcie postępowania sądowego (dla oskarżonego). Ponieważ Henryk Kania nie usłyszał jeszcze zarzutów, formalnie wciąż posiada status podejrzanego.
Aby list żelazny mógł zostać wydany, osoba objęta postępowaniem karnym musi spełnić następujące warunki:
- przebywać poza terytorium Polski;
- złożyć pisemne zobowiązanie do stawiennictwa w wyznaczonych terminach na wezwanie sądu, a w przypadku postępowania przygotowawczego – również na wezwanie prokuratora;
- powrócić do kraju i bez uzyskania zezwolenia sądu nie opuszczać go.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
