PiS zamierza podwoić próg podatkowy. Zbadaliśmy, jak wpłynie to na zarobki Polaków “na rękę”. Korzyści będą znaczące, ale trafią do mniej niż jednej piątej populacji. I to do tych najlepiej zarabiających.
W ubiegły weekend kandydat PiS na stanowisko premiera, Przemysław Czarnek, przedstawił plan gospodarczy, który partia zamierza wdrożyć po powrocie do władzy.
Trzy kluczowe punkty tej propozycji to: odejście od systemu ETS (co jest mało prawdopodobne, jak omawiamy w osobnym artykule na Business Insider Polska), zmniejszenie składek dla pracujących emerytów oraz podniesienie progu podatkowego.
Skupmy się na ostatnim punkcie, ponieważ może on mieć wpływ na największą grupę Polaków. — Większość zatrudnionych nie odczuje żadnej zmiany finansowej. Mimo to, podniesienie progu jest uzasadnione — słyszymy od eksperta podatkowego.
Niewystarczająco doceniany próg podatkowy
Przez wiele lat próg podatkowy pozostawał niezmieniony. Dopiero w ramach Polskiego Ładu, czyli po sześciu latach rządów PiS, wzrósł on z kwoty przekraczającej 85 tys. zł do 120 tys. zł rocznie.
Dochody poniżej tego progu są opodatkowane stawką 12 proc., natomiast powyżej — 32 proc. To znacząca różnica. Brak dostosowania tej granicy do inflacji często skutkuje gwałtownym wzrostem podatku w ciągu roku i zauważalnym obniżeniem pensji.
Warto zaznaczyć, że 120 tys. zł to nie jest kwota ani brutto, ani netto. Ile zatem można zarabiać, aby uniknąć sytuacji, w której urząd skarbowy zabiera prawie jedną trzecią dochodu? Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFaktu, wyjaśniał to w Business Insider Polska.
Graniczną kwotą jest 11 799 zł brutto miesięcznie. Oczywiście przy założeniu, że przez cały rok otrzymujemy stałe wynagrodzenie i nie mamy dodatkowych premii, nagród ani innych bonusów.
— Od tej kwoty potrącane są składki społeczne w wysokości 1 629,62 zł, które można odliczyć, oraz koszty uzyskania przychodu w kwocie 250 zł. Dochód zawsze jest zaokrąglany do pełnych złotych, więc podstawa opodatkowania przy podanej pensji wyniesie 10 tys. zł — tłumaczy ekspert.
10 tys. zł pomnożone przez 12 miesięcy daje dokładnie wspomniane 120 tys. zł. Zatem osoba zarabiająca powyżej 11 799 zł miesięcznie, już teraz wpada w drugi próg podatkowy. Zazwyczaj dzieje się to w ostatnich miesiącach roku kalendarzowego.
W większości firm mechanizm jest taki, że pracownik od początku roku gromadzi wypłaty w jednym zbiorze. Każda z nich jest opodatkowana 12-proc. PIT. Gdy w danym roku wypłata przekroczy 120 tys. zł, od wszystkich kolejnych świadczeń od pracodawcy, potrącana będzie już zaliczka na podatek w wysokości 32 proc. W rezultacie przelew na konto będzie niższy.
Jeśli ktoś zarabia 12 tys. zł brutto, zazwyczaj przekracza próg w grudniu. Przy zarobkach 15 tys. zł dzieje się to już w październiku. Im wyższe dochody, tym wcześniej osiąga się stawkę 32 proc.
Podwyżka do 180 tys. zł. Skorzystają nieliczni
Według najnowszych danych Ministerstwa Finansów, w drugi próg podatkowy w ciągu roku wpada prędzej czy później około 2 mln osób. Liczba ta rośnie z roku na rok, ale problem nadal dotyczy zdecydowanej mniejszości obywateli.
Pokazuje to symulacja przeprowadzona przez Piotra Juszczyka dla Business Insider Polska.
| Miesięczne wynagrodzenie brutto | Roczny zysk | Średni miesięczny zysk |
|---|---|---|
| 5 000,00 zł | 0 zł | 0 zł |
| 7 500,00 zł | 0 zł | 0 zł |
| 10 000,00 zł | 0 zł | 0 zł |
| 12 500,00 zł | 1 286 zł | 107 zł |
| 15 000,00 zł | 6 466 zł | 539 zł |
| 18 000,00 zł | 12 000 zł | 1 000 zł |
| 20 000,00 zł | 12 000 zł | 1 000 zł |
| 25 000,00 zł | 12 000 zł | 1 000 zł |
| 30 000,00 zł | 12 000 zł | 1 000 zł |
Dla wynagrodzeń w wysokości 12 tys. zł i niższych, zmiana jest praktycznie niezauważalna. Według danych GUS, w tym przedziale zarabia obecnie około 80 proc. Polaków. Oznacza to, że reforma PiS jest przeznaczona wyłącznie dla najbogatszych 20 proc. pracujących.
— Większość pracowników nie zyska ani złotówki. Mimo to, podniesienie progu jest uzasadnione. Kiedy wprowadzono drugi próg na poziomie 85 528 zł, pracownik musiał zarabiać 3,5-krotność przeciętnego wynagrodzenia, aby go przekroczyć. Obecnie wystarczy 120 proc. przeciętnego wynagrodzenia — wyjaśnia Juszczyk.
Z tabeli wynika, że korzyść z reformy wzrasta wraz z poziomem zarobków. Najwięcej zyskają osoby z pensją w wysokości 18 tys. zł brutto miesięcznie. Zostanie im w kieszeni 12 tys. zł rocznie.
Szacowany koszt takiego rozwiązania według Piotra Juszczyka to około 20 mld zł z budżetu państwa. Aby go nieco obniżyć, można rozważyć inne podejście.
— Osobiście sugerowałbym nie tyle przesuwanie progu, ile ujednolicenie całej skali poprzez dodanie trzeciego progu na poziomie 20 proc. — wskazuje nasz rozmówca. Zgodnie z jego propozycją, przy dochodach do 120 tys. zł rocznie stawka PIT wynosiłaby 12 proc., od 120 tys. zł do 180 tys. zł — 20 proc., a dopiero powyżej tej kwoty — 32 proc.
Jak dodaje Juszczyk, “obecnie skala podatkowa nie ma stopnia, lecz ścianę”. — Po przekroczeniu progu podatnik natychmiast przechodzi z 12 na 32 proc. Pośrednia stawka 20 proc. stanowiłaby łagodne lądowanie — łagodniejsze przejście między progami, a dodatkowo byłaby tańsza dla budżetu niż samo podniesienie progu — argumentuje nasz rozmówca.
I proponuje najprostsze rozwiązanie. — Najwyższy czas na automatyczne dostosowanie skali podatkowej. Gdyby progi były co roku korygowane o inflację, pracownicy realnie nadążaliby za wzrostem cen, a skala przestałaby być narzędziem politycznym. Obecnie podatnicy muszą czekać na każdą zmianę od wyborów do wyborów — podsumowuje.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
