Polska wersja CIT estońskiego przeszła długą drogę, aby stać się atrakcyjną alternatywą dla przedsiębiorstw. Niemniej jednak, do estońskiego pierwowzoru – eksperymentu, który, zdaniem specjalistów, odmienił Europę – wciąż nam sporo brakuje. Przyglądamy się, dlaczego estoński schemat działa i czego jeszcze może nauczyć polskich prawodawców.
CIT estoński to rozwiązanie, które pozwala firmom w znacznym stopniu zredukować obciążenia podatkowe i – co istotne – przesunąć termin płatności podatku aż do chwili transferu zysku. Polska adaptacja tego modelu opiera się na rozwiązaniu z Tallinna, lecz odmienności między oryginałem a naszym wariantem są wyraźne. Natomiast przykład Estonii dowodzi, że śmiałość i konsekwencja w polityce fiskalnej mogą przynieść zaskakujące profity.
— Gdy 15 grudnia 1999 roku estoński parlament zatwierdził nową ustawę o podatku dochodowym, wielu ekonomistów spoglądało z niedowierzaniem. Tallinn zdecydował się uczynić coś, czego dotychczas żaden europejski rząd się nie podjął: zwolnić reinwestowane dochody spółek z podatku w całości i bezterminowo — relacjonuje Artur Kuczmowski, senior partner w Thompson&Stein.
Przez długie lata pytanie, które stawiali sobie wszyscy, było niezmienne: ile Estonia na tym uszczupliła. Dane, którymi dysponujemy, jednoznacznie odpowiadają na to pytanie.
Miko Haljas, ambasador Republiki Estonii w Polsce, wyjaśnia również, dlaczego warto podążać ścieżką Estonii w kwestiach podatkowych.
Czytaj też: Sprawdź, kto uiszcza najwyższe podatki w Polsce. Rezultaty są zaskakujące
Jaki podatek dochodowy wnoszą spółki w Estonii
Estonia to kraj o powierzchni nieco mniejszej od województwa mazowieckiego i liczbie ludności 1,4 mln, mniej niż sama Warszawa. Według Artura Kuczmowskiego, to właśnie ta skala umożliwiła Tallinnowi (stolicy Estonii) pozwolić sobie na coś, na co Berlin, Paryż czy Warszawa nigdy by się nie odważyły: radykalny eksperyment podatkowy realizowany na rzeczywistym organizmie gospodarczym, z pełną świadomością ryzyka i przygotowaniem na poniesienie konsekwencji.
— Reguła Tulumaksuseadus, ustawy, która weszła w życie 1 stycznia 2000 roku, do dzisiaj jest zaskakująco nieskomplikowana. Spółka nie wnosi podatku dochodowego od zysku, który przeznacza na reinwestycje w działalność. Podatek pojawia się dopiero w momencie dystrybucji dywidendy. Jeśli przedsiębiorstwo zarabia i natychmiastowo inwestuje środki w rozwój, państwo nie sięga po swoją część. Nigdy. Ta zasada nie uległa zmianie ani razu przez 26 lat. Przez sześć różnych rządów, światowy kryzys finansowy w 2008 roku, pandemię i wojnę w Ukrainie. Żaden estoński minister finansów, niezależnie od opcji politycznej, nie wykorzystał mechanizmu CIT jako instrumentu do załatania doraźnego budżetu — tłumaczy Artur Kuczmowski.
Ile Estonia utraciła na rewolucyjnym systemie opodatkowania przedsiębiorstw
Estonia nie tylko nie uszczupliła na swoim rozwiązaniu podatkowym, ale wręcz przeciwnie — zyskała.
Jak wyjaśnia Artur Kuczmowski, kwartalne wpływy podatkowe Estonii powiększyły się z 274 mln dol. w marcu 2000 roku do blisko 2,9 mld dol. w 2025 roku, czyli prawie jedenastokrotnie. PKB per capita według parytetu siły nabywczej osiągnął w 2024 roku 41 546 dol., plasując kraj o populacji mniejszej niż Łódź na 45. pozycji najzamożniejszych gospodarek świata. Dla porównania: w 1996 roku Estonia osiągała zaledwie 35 proc. przeciętnego poziomu zamożności krajów UE (wówczas 15 państw), a wskaźnik w Polsce w 2024 roku wyniósł 52 206 dol.
Estonia zatem nie straciła na zmianie podatków. — Zyskała gospodarkę, która samodzielnie generuje coraz wyższą bazę podatkową: wyższe wynagrodzenia, wyższy VAT, wyższe składki. Reinwestowany zysk przekształcił się w wyższy PKB, a budżet zyskał w obszarach, których standardowa analiza fiskalna nie uwzględnia — stwierdza Artur Kuczmowski.
Ekspert dodaje, że niezależnym wskaźnikiem sukcesu jest pozycja Estonii w indeksie podatkowym opracowywanym przez amerykańską Tax Foundation (International Tax Competitiveness Index Tax Foundation). Kraj zajmuje pierwsze miejsce od 12 kolejnych lat, jako jedyny kraj OECD z tak ustabilizowaną pozycją w tym rankingu.
— Estonia udowodniła, że gdy podatki są nieskomplikowane i przewidywalne, firmy poświęcają mniej czasu na zmagania się z biurokratycznymi komplikacjami, a więcej na postęp. Ta stabilność pomogła stworzyć klimat, w którym przedsiębiorstwa każdego formatu — od globalnych producentów i dużych korporacji po szybko rozwijające się start-upy — mogły inwestować z przekonaniem, szybko wdrażać innowacje i konkurować na arenie globalnej — dodaje Miko Haljas, ambasador Republiki Estonii w Polsce.
Stabilność prawa to atut Estonii. Polska winna wziąć przykład?
Artur Kuczmowski wyjaśnia, że w ekonomii instytucjonalnej mówi się o rule of law premium, czyli premii, którą inwestorzy wliczają w każdy model finansowy, planując działalność w jurysdykcjach oferujących przewidywalność prawa.
— Estonia przez ćwierćwiecze generowała tę premię konsekwentnie i nieprzerwanie. Dla porównania warto spojrzeć na Polskę — mówi Artur Kuczmowski.
Polska ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych obowiązuje od 1992 roku. W ciągu zaledwie dwóch pierwszych dekad była nowelizowana ponad 150 razy, średnio co niecałe dwa miesiące. Od 2015 roku zmiany tylko przyspieszyły. Można wymienić takie fale reform jak: Polski Ład, estoński CIT 1.0 i 2.0, podatek minimalny, ukryta dywidenda uchwalona i unieważniona przed wejściem w życie, nowelizacje restrukturyzacyjne z 2025 roku.
— Kiedy spoglądamy na Estonię z perspektywy makroekonomicznej, dostrzegamy coś, co rzadko zdarza się w polityce podatkowej: eksperyment, który trwał wystarczająco długo, żeby wyniki były statystycznie miarodajne. Estonia nie modyfikowała zasady przez 26 lat i właśnie dlatego dziś możemy stwierdzić z pewnością: ten model się sprawdza. Kluczowe nie są stawki, lecz przewidywalność — mówi Artur Kuczmowski.
Polska nie skopiowała oryginału. Co możemy jeszcze uczynić
W 2021 roku Polska postanowiła zaimplementować rozwiązanie wzorowane na modelu estońskim. Powszechnie nazywane jest ono estońskim CIT, ale fachowo jest to ryczałt od dochodów spółek. Jak przypomina Artur Kuczmowski, pierwsza wersja okazała się jednak fiaskiem: zaledwie 337 spółek wybrało nową formę opodatkowania spośród ponad 400 tys. uprawnionych. Zabrakło bowiem estońskiej prostoty. Pierwsza wersja polskiego CIT estońskiego wymagała, aby spółka obligatoryjnie inwestowała, miała wysokie przychody (co najmniej 100 mln zł), nakazywała dokonywania skomplikowanej korekty wstępnej przy wejściu w estoński CIT.
— Po dogłębnej reformie w ramach Polskiego Ładu w 2022 roku, kiedy to zniesiono limity, poszerzono katalog spółek i zlikwidowano wymóg inwestycyjny, zainteresowanie gwałtownie wzrosło. Do września 2024 roku z ryczałtu od dochodów spółek skorzystało już ponad 18 600 podatników, a dane z końca stycznia 2026 roku wskazują, że z rozwiązania korzysta 21 tys. 192 spółek.
— To historia sukcesu. Ale także ilustracja przepaści między kopiowaniem mechanizmu a pojmowaniem jego sedna. Estonia potrzebowała jednej ustawy i jednej decyzji politycznej. Polska potrzebowała czterech lat poprawek, nowelizacji i 74-stronicowych objaśnień Ministerstwa Finansów, aby zbliżyć się do punktu, od którego Estonia wystartowała ćwierć wieku temu — komentuje Artur Kuczmowski.
Jakie konkluzje może wyciągnąć polski ustawodawca
Ekspert przyznaje, że współpracuje z polskimi przedsiębiorcami na co dzień i obserwuje, jak bardzo brak stabilności prawa podatkowego obciąża ich decyzje biznesowe.
— Nie chodzi tylko o to, ile podatku zapłacą. Chodzi o to, że nie mogą planować z wyprzedzeniem dłuższym niż rok, ponieważ nie wiedzą, jakie regulacje będą obowiązywać za dwa lata. Estonia rozwiązała ten problem raz i nie powróciła do niego przez ćwierćwiecze. To jest właśnie ta różnica, której nie widać w porównaniu stawek, ale którą odczuwa się w każdej rozmowie z przedsiębiorcami. To jest coś, co Polska może wciąż skopiować — przekonuje Artur Kuczmowski.
Ekspert zwraca również uwagę na jeden niuans, który często umyka w tej dyskusji. — W 2025 roku Estonia podwyższyła stawkę podatku dochodowego z 20 proc. do 22 proc., reagując na presję rosnących wydatków obronnych. Krytycy mówili o końcu modelu. Fundamentalna zasada, czyli brak opodatkowania zysku reinwestowanego, pozostała nienaruszona. Rząd zmienił stawkę, ale nie reguły gry. To właśnie jest lekcja, którą 26 lat estońskiego eksperymentu pozostawia dla europejskich prawodawców: dobra polityka podatkowa nie wymaga kolejnej nowelizacji. Potrzebuje odwagi, żeby od razu zrobić to dobrze, i dyscypliny, żeby potem tego nie naruszać — przekonuje Artur Kuczmowski.
Zwróćmy również uwagę, że Łotwa wdrożyła zbliżony model w 2018 roku. Gruzja eksperymentuje z wariantami odroczenia. Polska implementowała własną wersję, czyli ryczałt od dochodów spółek. Węgry, Bułgaria i Słowacja regularnie wracają do danych z Tallinna przy projektowaniu własnych reform.
Autor: Łukasz Zalewski, dziennikarz Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
