Fiasko po rozmowach Czarzastego z Tuskiem. Kością niezgody fraza warta krocie.

“Wszyscy jesteśmy uwięzieni w obrębie tej jednej wizji. Po werdykcie szefa rządu musimy się mocno wysilić, aby znaleźć alternatywne rozwiązanie”. Tak wyraża się osoba bliska rządowi na temat rozmów w sprawie nowej formy reorganizacji Państwowej Inspekcji Pracy. Jak ustalił Business Insider, nie ma bowiem aprobaty na to, by fikcyjne umowy cywilnoprawne były przekształcane w stosunki pracy postanowieniem urzędowym.

  • Przewodniczący Lewicy Włodzimierz Czarzasty uzgodnił z premierem Donaldem Tuskiem, że gabinet powraca do prac nad zmianą Państwowej Inspekcji Pracy
  • Z inicjatywy premiera przedsięwzięcia Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pod przewodnictwem Agnieszki Dziemianowicz-Bąk wspomaga Ministerstwo Sprawiedliwości
  • Osiągnięcie rezultatu, który okaże się skuteczny, usatysfakcjonuje zatrudnionych, pracodawców oraz Unię, będzie jednak niezwykle skomplikowane
  • Świeża idea ma się ukazać do końca tygodnia. Tłumaczymy, o co toczy się konflikt i co jest przedmiotem dyskusji
  • Dodatkowe informacje o biznesie znajdziesz na portalu Businessinsider.com.pl

Sprawa związana z reformą Państwowej Inspekcji Pracy to gotowy materiał na film sensacyjny.

Na początku roku premier Donald Tusk odrzucił ją. Uczynił to, pomimo iż projekt opracowany w ministerstwie kierowanym przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, wiceprzewodniczącą Lewicy, był niemal finalny, a od jego zatwierdzenia zależy minimum 8 mld zł z KPO.

Zwięzła historia problemu z KPO

W zakamarkach Sejmu mówi się, że Donald Tusk nie zgodził się na ustawę z powodu biznesu.

Mówi się, że skontaktował się on z premierem po tym, jak Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zwróciła się do Państwowej Inspekcji Pracy o kontrolę w firmach dostarczających przesyłki.

Taki rozwój wypadków zasugerowała w Sejmie m.in. Marcelina Zawisza, parlamentarzystka Razem.

x.com

Jeśli to prawda, to bezpośrednim powodem nie był oficjalny dokument minister pracy z prośbą o skierowanie projektu pod dyskusję Rady Ministrów w wersji zaakceptowanej przez Stały Komitet Rady Ministrów. W nim, zgodnie z założeniami umowy, miały być wprowadzane zmiany decyzją administracyjną, jednak bez możliwości natychmiastowego wykonania i działania wstecz. Choć nie ma co do tego pewności, ponieważ projekt nie został upubliczniony.

Odrzucenie głównego projektu Lewicy z planu rządu wykorzystał Włodzimierz Czarzasty. Lider Lewicy oraz marszałek Sejmu pokazał, że umie prowadzić negocjacje. Spotkał się z premierem Donaldem Tuskiem i doszli do porozumienia. Jakiego?

Szef rządu Donald Tusk zapewnił, że zamierza sprawnie opracować odpowiedni projekt, który nie zapewni pełnej, arbitralnej władzy urzędnikowi, lecz ochroni osoby pracujące przed nadużywaniem elastycznych form zatrudnienia.

Włodzimierz Czarzasty oznajmił, że ostateczną instancją będzie sąd. Jego zdaniem, jeśli sąd nie wyda orzeczenia, to decyzja urzędnika nie będzie obowiązywać.

Ani Donald Tusk, ani Włodzimierz Czarzasty nie sprecyzowali, o jaką decyzję chodzi. Nie wiadomo zatem, czy mówili o decyzji administracyjnej, czy innej. A to jest klucz do sukcesu, choć nie jedyny.

Ponadto premier zaznaczył, że minister pracy Agnieszce Dziemianowicz-Bąk w przygotowaniu nowej wersji reformy pomoże minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Z informacji Business Insider Polska wynika, że do pierwszego spotkania przedstawicieli obu ministerstw doszło już w zeszłym tygodniu.

Co w zastępstwie decyzji administracyjnej?

Według osoby związanej z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów żaden z polityków nie rozważa decyzji administracyjnej. W pewnej kwestii bowiem premier nie zmienił poglądów.

Jak pisaliśmy na początku stycznia w Business Insiderze, Donald Tusk w dalszym ciągu chce wiedzieć, jaką formę reformy Polska może przedstawić Komisji Europejskiej, lecz bez uprawnień do podejmowania przez inspektorów PIP decyzji o przekształceniu umowy.

Z drugiej strony, z dwóch zaangażowanych w prace ministerstw, słyszymy, że Agnieszka Dziemianowicz-Bąk pragnie, aby decyzja administracyjna, w dowolnej postaci, pozostała. — Nie wiem, skąd ten upór, czy wynika to z KPO, czy z czegoś innego — mówi nam osoba powiązana z rządem.

“Wszyscy jesteśmy zakładnikami tej konkretnej koncepcji. Po postanowieniu premiera musimy się bardzo postarać, żeby wykombinować coś w zamian” — dodaje nasz informator.

Niedawno jednak Liwiusz Laska, dyrektor generalny Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na portalu LinkedIn opublikował wpisy, w których demonstruje, że przemiana pozornych umów cywilnoprawnych w umowę o pracę decyzją administracyjną funkcjonuje już w Chorwacji, Hiszpanii i Włoszech.

Na przykład włoska Ispettorato Nazionale del Lavoro (INL), analizuje rzeczywiste warunki wykonywania pracy, a nie tylko opis umowy. Kiedy uzna, że doszło do zawarcia ukrytego stosunku pracy, podejmuje decyzję, która powoduje m.in. uznanie istnienia umowy o pracę od początku (ex tunc), obowiązek uiszczenia zaległych składek na ubezpieczenia społeczne (INPS) i zdrowotne, możliwość nałożenia sankcji administracyjnych, obowiązek przestrzegania prawa pracy (urlopy, ochrona przed zwolnieniem, BHP itd.).

Pracodawca ma prawo odwołać się od decyzji do sądu pracy, ale do momentu rozstrzygnięcia skutki urzędowe w zasadzie obowiązują.

HtmlCode

Opinie w rządzie za i przeciw

Odmienne zdanie ma Ministerstwo Sprawiedliwości, które już podczas konsultacji projektu resortu pracy, wnosiło uwagi. Zdaniem MS najlepiej, żeby uprawnienie inspektora PIP do wydania decyzji administracyjnej zniknęło z projektu, aby była tylko jedna procedura.

MS obawia się dwóch metod dochodzenia sprawiedliwości. Jednej na podstawie decyzji urzędowej i drugiej w drodze powództwa o ustalenie stosunku pracy. Martwi się także zablokowaniem sądów. Prawomocna decyzja administracyjna może bowiem zapoczątkować kolejne postępowanie o ustalenie stosunku pracy wstecz, a w konsekwencji wypłatę zaległych składek.

Obecnie, zgodnie z sugestią premiera, MS przedstawia swoje propozycje. Dotyczą one również usprawnienia procesu sądowego, czy ewentualnie wprowadzenia jakiejś nowej instytucji.

Ministerstwo Funduszy i Rozwoju Regionalnego z kolei obawia się ponownych rokowań z Komisją Europejską. Wiceminister Jan Szyszko wspominał w Polskim Radiu, że bardzo trudno będzie namówić Komisję Europejską do ponownej weryfikacji kamieni milowych.

Z drugiej strony osoba związana z resortem mówi, że gdyby premier porozmawiał z Ursulą von der Leyen, przewodniczącą KE, zapewne łatwiej byłoby o kolejne zmiany w tym samym kamieniu milowym.

Nasi informatorzy podają, że nowa wersja projektu powinna być opracowana do końca tygodnia, co nie będzie proste. Na razie nastąpiła cisza i wszyscy rozważają rozwiązanie problemu, który wywołał premier.

Pracodawcy proponują dwa rozwiązania

Reprezentanci niektórych pracodawców nieoficjalnie twierdzą, że jeśli tylko sądy działałyby szybciej, jeśli wyrok w dwóch instancjach zapadłby w pół roku, to zgodziliby się z prawem inspektora PIP do określenia stosunku pracy poprzez decyzję administracyjną. O ile decyzja z założenia nie działałaby wstecz i nie posiadała rygoru natychmiastowego wykonania.

— Problemem jest długotrwałość postępowania sądowego, a nie sam fakt wydania decyzji, pod warunkiem, że nie jest to decyzja z rygorem natychmiastowej wykonalności i automatycznie działa wstecz — mówi nam właściciel rodzinnej firmy.

Należy przypomnieć, że projekt odrzucony przez premiera, zakładał już zmiany akceptowalne przez pracodawców.

Robert Lisicki, ekspert rynku pracy Konfederacji Lewiatan, nie chce się odnosić, dopóki nie pozna szczegółów. Zaznacza jednak, że w KPO mamy cztery elementy reformy, w tym trzy, które nie wzbudzają wątpliwości.

Wyłącznie Federacja Przedsiębiorców Polskich od samego początku przekonuje, że proponowane działania nie doprowadzą do uregulowania sytuacji na polskim rynku pracy. Marek Kowalski, przewodniczący FPP, uważa, że jedynym efektywnym rozwiązaniem jest zrównanie zasad obciążenia składkami umów zlecenia z umowami o pracę. Jednym słowem powrót do kamienia milowego zaproponowanego przez PiS, którego jednak gabinet Mateusza Morawieckiego nie zrealizował.

Jednocześnie, aby umożliwić rynkowi przystosowanie się do tych modyfikacji, FPP proponuje, aby proces dochodzenia do pełnego oskładkowania umów zlecenia rozłożono na pięć lat.

Marcin Stanecki, główny inspektor pracy, zapowiedź premiera oraz lidera Lewicy rozumie w ten sposób, że rząd wraca do projektu i opracuje jego udoskonaloną wersję.

Jedno jest pewne, aby zatrudnieni odczuli pozytywne skutki reformy, muszą nastąpić przekształcenia.

Bez zmiany prawa PIP nie dysponuje instrumentami

Nowa decyzja administracyjna, o którą trwa spór, nawet bez rygoru natychmiastowego wykonania, byłaby lepszym narzędziem w rękach inspektorów, niż obecne.

Aktualnie inspektor PIP, kiedy widzi, że ma do czynienia z pozorną umową cywilnoprawną, może po pierwsze poprosić o modyfikację umowy lub wystąpić o przekształcenie kontraktu cywilnoprawnego w etat. To niewiążący dla pracodawcy postulat inspektora, który widząc niewłaściwe wykorzystanie kontraktu, zwraca uwagę, że powinien daną osobę zatrudnić na etacie.

To rozwiązanie jest skuteczne tam, gdzie pracodawcy starają się przestrzegać prawo. W 2023 r. inspektorzy zamienili w ten sposób ponad 2,6 tys. kontraktów, w 2024 r. już 3,2 tys. Ze wstępnych danych za miniony rok wynika, że po interwencji PIP etaty otrzymało ponad 4 tys. osób.

Kiedy pracodawca nie chce współpracować z Inspekcją, a inspektor nie ma wątpliwości, że ma do czynienia z pozorną umową cywilnoprawną, może złożyć pozew w sądzie o ustalenie stosunku pracy. Z roku na rok ich ilość maleje, ponieważ sama PIP przyznaje, że są nieskuteczne.

W 2023 r. inspektorzy złożyli zaledwie 52 pozwy na rzecz 58 osób, a w 2024 tylko 24. Dlaczego tak się dzieje?

Proces w takim przypadku może trwać nawet kilka lat i nierzadko okazuje się, że zatrudniony na kontrakcie zmienia w międzyczasie miejsce pracy i nie jest już nim zainteresowany — wyjaśnia Stanecki.

Zdarza się również, że w sądzie niewielu zatrudnionych na kontraktach ma odwagę powiedzieć pracodawcy, że chce umowę o pracę.

— Decyduje wola stron, chociaż zatrudniony często jest zmuszany do takiej, a nie innej decyzji — przyznaje Stanecki.

Sądy są zbyt powolne

Stąd w projekcie pojawiła się decyzja administracyjna. — Inspekcja nadal będzie musiała dowieść, że kontrakt spełnia kodeksową definicję stosunku pracy. Podobnie jak w przypadku pozwu. Założenie jest jednak takie, aby przyspieszyć to postępowanie, dla korzyści zainteresowanego przekształceniem — podkreśla szef PIP.

Należy pamiętać, że inspektor spotyka się na sali sądowej z profesjonalnym pełnomocnikiem procesowym, który prowadzi wiele spraw, orientuje się, jak i kiedy składać wnioski, jak zadawać pytania świadkowi. Inspektor wie natomiast lepiej, jak przeprowadzić kontrolę.

Robert Lisicki przyznaje, że w rzeczywistości, gdyby sądy szybciej rozpatrywały sprawy, to już obecnie obowiązujące instrumenty byłyby wydajne. — Dlatego istotne jest zwiększenie sprawności sądów pracy, aby nie trzeba było oczekiwać trzech lat na orzeczenie — podsumowuje Lisicki.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *