Premier nie musi posiadać wszechstronnej wiedzy. Donald Tusk może więc mieć ograniczone pojęcie o systemie opieki zdrowotnej, ustalaniu wartości świadczeń, planach finansowych NFZ czy wynagrodzeniach. Od tego ma swojego ministra. Jolanta Sobierańska-Grenda objęła resort zdrowia z reputacją efektywnej menedżerki, biegłej w znajomości systemu. Okazało się jednak, że jej kompetencje okazały się niewystarczające.
Izabela Leszczyna dysponowała zapleczem politycznym, lecz brakowało jej doświadczenia w dziedzinie ochrony zdrowia. Jolanta Sobierańska-Grenda posiada wiedzę, ale pozbawiona jest poparcia politycznego. W rezultacie Ministerstwo Zdrowia pozostaje zaniedbane od blisko trzech lat.
Po prawie roku sprawowania urzędu, główny zarzut wobec Sobierańskiej-Grendy to brak skuteczności działania. W obliczu kryzysu, w jakim znajdują się placówki medyczne, nieliczne, drobne zmiany to za mało, aby przezwyciężyć poważne trudności. Wiele osób uważa, że kieruje ona fikcyjnym ministerstwem.
Dowiedz się więcej: Tu dyrektorzy szpitali wywodzą się z list PSL i KO. Powtarzający się schemat [ANALIZA]
Dialog, który pozostaje niesłyszalny
Jednym z najczęściej używanych przez minister słów jest „dialog”. W Sejmie, podczas debaty przed głosowaniem nad wotum nieufności, zapewniała, że priorytetami resortu są „analizy, merytoryka i dialog”. Takie były jej deklaracje.
W praktyce brak dialogu jest jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów przez pracodawców, przedstawicieli związków zawodowych oraz organizacje pacjentów.
**Na posiedzeniu Trójstronnego zespołu do spraw ochrony zdrowia**, gdzie rząd powinien omawiać najtrudniejsze decyzje z przedstawicielami pracodawców i związków zawodowych, **pojawiła się tylko raz.** Brała udział tylko w jednym spotkaniu prezydium zespołu.
**Kontakty z Naczelną Izbą Lekarską również są sporadyczne.** Z prezesem NIL minister odbyła tylko jedno, kurtuazyjne spotkanie. Symboliczna stała się sytuacja, gdy podczas wyjazdowego posiedzenia NIL minister połączyła się z uczestnikami jedynie na kilka minut, przeprosiła z powodu chrypy i zakończyła połączenie. Organizacje pacjentów również mają trudności z umówieniem spotkania.
Oczywiście, dialog to nie tylko liczba wpisanych do kalendarza spotkań. W sytuacji, gdy system stoi przed jednym z największych kryzysów finansowych od lat, **nieobecność ministra przy kluczowych stołach negocjacyjnych staje się nie tyle problemem wizerunkowym, co politycznym.** Szczególnie wtedy, gdy minister znajduje czas na działalność dydaktyczną.
Analizy zamiast konkretnych działań
Drugim filarem wypowiedzi minister są analizy. W kwietniu Sobierańska-Grenda przekonywała w Sejmie, że resort przeprowadził kompleksową analizę systemu, dostępności świadczeń, zasobów ludzkich i struktury kosztów. Jeśli tak jest, tym bardziej zaskakuje brak konkretnych decyzji. **Trudno podważać potrzebę rzetelnej diagnozy. Pozostaje jednak pytanie, jakie wnioski z niej wyciągnięto.**
**Najlepszym przykładem pozostaje tegoroczna podwyżka wynagrodzeń.** Decyzja dotycząca sposobu finansowania została podjęta 2 lipca, mimo że nowe stawki obowiązują od 1 lipca. Placówki otrzymały więc rozwiązanie w momencie, gdy powinny już przygotowywać się do wypłat.
To nie jest odosobniony przypadek. Minister regularnie rozmawia z kierownictwem NFZ, jednak, jak słychać, brakuje inicjatywy ze strony ministerstwa. NFZ stara się ograniczyć presję kosztową. Ministerstwo nie podjęło jednak decyzji o wykorzystaniu dostępnych narzędzi, takich jak zmiany w liście leków wydawanych bezpłatnie. W rezultacie NFZ musi dokonywać cięć, na przykład poprzez obniżanie refundacji za nadwykonania lub wydłużanie okresów rozliczeniowych, i funkcjonuje w oparciu o plan finansowy niezatwierdzony przez ministra finansów.
Jeszcze bardziej interesujący jest przykład wycen świadczeń. Wszyscy są zgodni, że bez ich racjonalizacji system nie osiągnie równowagi finansowej. Powszechnie wiadomo, które wyceny są zawyżone, a na których można zarobić. Aby to zmienić, wystarczyłoby zlecić AOTMiT stopniowe obniżanie najbardziej przeszacowanych wycen i obserwowanie reakcji rynku. Dzięki temu dziś można byłoby powiedzieć: działamy, nie teoretyzujemy.
Reformy pozostające jedynie zapowiedziami
Najłatwiej ocenić ministra na podstawie efektów legislacyjnych. To właśnie przygotowane projekty ustaw pokazują, czy zapowiedzi faktycznie przekładają się na zmiany w systemie.
W tym obszarze bilans jest wyjątkowo skromny. **Za kadencji Jolanty Sobierańskiej-Grendy ministerstwo skierowało do konsultacji 12 projektów ustaw, z których rząd przyjął tylko cztery.** Krytykowany ostatnio minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, ma na koncie 33 projekty ustaw, z czego 11 zostało przyjętych przez rząd.
Ostatnio w trybie ekspresowym przygotowano przepisy umożliwiające gromadzenie danych o wynagrodzeniach lekarzy, ale także pielęgniarek, powiązanych z numerem PESEL. Powodem takiej reakcji była afera w Szpitalu Południowym. W rzeczywistości ta ustawa powinna już być wdrażana, zamiast czekać na podpis prezydenta.
**Prawie dwa lata temu Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało oddłużenie szpitali przy wsparciu Banku Gospodarstwa Krajowego.** Obecnie mówi się o mechanizmie pożyczkowym, jednak prace analityczne wciąż trwają. Projekt nie został nawet uwzględniony w Wykazie prac legislacyjnych rządu. Tymczasem zadłużenie szpitali rośnie i wynosi już 30 mld zł, z czego zobowiązania wymagalne stanowią 5 mld zł.
Nie przedstawiono również projektu zmian w ustalaniu minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia ani takiego, który ograniczałby tzw. kominy płacowe. Dopiero teraz rozważa się możliwość ustawowego wprowadzenia bezpiecznych limitów czasu pracy personelu medycznego, ponieważ należy stwierdzić, że wymaga to dalszego uregulowania.
Minister przekonywała w Sejmie, że reforma wymaga równoległych działań krótko- i długoterminowych. Na chwilę obecną jednak nie widać żadnych znaczących kroków, ponieważ powolna rozbudowa centralnej e-rejestracji i zmiany w realizacji recept to zbyt mało.
Czasami wystarczy przygotować jeden, ale przełomowy projekt. **Wśród projektów resortu zdrowia trudno wskazać wielką reformę.**
Minister, a po nim tylko podsekretarz
Każdy minister potrzebuje efektywnego zespołu. Przez pierwsze dwa miesiące Jolanta Sobierańska-Grenda współpracowała z kierownictwem odziedziczonym po swojej poprzedniczce.
**Jej wiceministrowie pojawili się dopiero we wrześniu, a co gorsza, do dziś jest ich tylko trzech.** Ktoś mógłby powiedzieć, że to dobrze, ponieważ jest to tańsze rozwiązanie. Ministerstwo Zdrowia nadzoruje w sumie kwotę 250 mld zł, co stanowi ponad 25 proc. budżetu państwa. Lepiej, aby poszczególni wiceministrowie mieli mniej obowiązków do wykonania.
Dodatkowo, resort funkcjonuje bez sekretarza stanu, który tradycyjnie odpowiada za relacje z parlamentem. Może się to wydawać drobnym szczegółem organizacyjnym, ale w praktyce wpływa na sprawność prowadzenia legislacji i kontaktów politycznych. W czwartek, podczas ponadgodzinnego posiedzenia Komisji Zdrowia w sprawie opinii budżetu NFZ na 2027 r., wiceminister Tomasz Maciejewski wypowiedział zaledwie kilka zdań, ograniczając się do stwierdzenia, że finanse to sprawa NFZ. Należy jednak pamiętać, że NFZ podlega MZ i działa w ramach prawnych. Ustawy przygotowuje rząd, a uchwały Sejm. Wiceminister Katarzyna Kącka również nie miała wiele do powiedzenia podczas negocjacji płacowych w zespole trójstronnym. Jego członkowie nie kryją rozczarowania.
Trzej wiceministrowie, którzy nie potrafią odnaleźć się w realiach politycznych, nie stanowią problemu organizacyjnego, lecz kolejny przejaw ograniczonej skuteczności.
Brak politycznego zaplecza
Donald Tusk publicznie okazuje wsparcie swojej minister. Zapewnia, że dobrze wykonuje swoje obowiązki i nadal będzie kierować resortem. Broniąc jej w Sejmie, stwierdził, że „każda decyzja pani minister, także ta wymagająca odwagi, jeśli będzie miała wasze poparcie, skuteczniej zreformuje te miejsca, które reformy potrzebują”. Sobierańska-Grenda potrzebuje jednak przede wszystkim wsparcia Tuska.
W środowisku krążą opinie, że **najważniejsze decyzje polityczne zapadają nie przy ulicy Miodowej, lecz w Kancelarii Premiera.** Rozmówcy wskazują na przykład na brak zgody w ubiegłym roku na zmiany dotyczące systemu wynagrodzeń ze względu na obawy przed strajkiem i protestem. Dopiero po aferze wokół Szpitala Południowego, po ponad pół roku, premier wyraził zgodę. Teraz musi gasić pożary, podczas gdy mógł im zapobiegać.
Jak widać, otwieranie nowych inwestycji, wizyty w szpitalach i przekonywanie o potrzebie konsolidacji to za mało. Minister zdrowia jest przede wszystkim regulatorem rynku wartego setki miliardów złotych. Jego rolą jest podejmowanie decyzji i przekonywanie do nich premiera.
Jeśli jest to trudne, należy szukać alternatywnych dróg do celu. Należy pojawiać się w Sejmie, przekonywać posłów, walczyć. Przy Wiejskiej Jolanta Sobierańska-Grenda również bywa rzadko. W czwartek była obecna na posiedzeniu klubu Koalicji Obywatelskiej, ale determinacji i chęci do rozmowy nie wykazała. To jednak nie oznacza, że premier ją zdymisjonuje. W końcu to on ściągnął ją z Gdańska. W kuluarach mówi się, że ma pozostać i uzdrowić system, tak jak wcześniej uzdrowiła pomorskie szpitale.
Dobra menedżerka, słaba minister
„Doprowadziła mnie tutaj odwaga, która przez te lata pomagała mi patrzeć trzeźwo na system ochrony zdrowia przy podejmowaniu racjonalnych decyzji” — powiedziała minister w Sejmie przed głosowaniem w sprawie wotum zaufania.
**Po niemal roku sprawowania urzędu, znacznie łatwiej wskazać deklaracje niż odważne decyzje.** Sobierańska-Grenda była znakomitą menedżerką pomorskich szpitali, ale to za mało, aby być skuteczną minister.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
