Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) zadecydował o nałożeniu kary finansowej na Ministra Sprawiedliwości po śledztwie dotyczącym tzw. afery hejterskiej. Przyczyną było zaniechanie przez byłego szefa ministerstwa, Zbigniewa Ziobrę, obowiązków w zakresie ochrony informacji o sędziach, które wpadły w nieodpowiednie ręce.

Jak poinformował urząd, prezes UODO, Mirosław Wróblewski, zarządził nałożenie kary pieniężnej w wysokości 100 000 złotych. Sankcja skierowana jest do Ministra Sprawiedliwości i stanowi wynik postępowania prowadzonego w związku z tzw. aferą hejterską. Ustalono, że poprzedni szef resortu, Zbigniew Ziobro, nie wdrożył odpowiednich środków bezpieczeństwa, które zapobiegłyby nielegalnemu wykorzystywaniu danych sędziów pochodzących z zasobów ministerstwa.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Więcej dla pracownika. Prawniczka wskazuje, co powinno się zmienić
Sprawa zyskała rozgłos latem 2019 roku i dotyczyła skoordynowanych działań w Internecie, mających na celu podważenie autorytetu sędziów krytycznie nastawionych do zmian wprowadzanych przez rząd Zjednoczonej Prawicy w zakresie wymiaru sprawiedliwości. Według doniesień medialnych, proceder ten odbywał się za wiedzą wiceministra sprawiedliwości, Łukasza Piebiaka, a uczestnicy mieli wymieniać się pomysłami w zamkniętej grupie “Kasta” na komunikatorze WhatsApp.
UODO nakłada karę na Ministra Sprawiedliwości
Z ustaleń urzędu wynika, że informacje o sędziach pozyskały osoby, które następnie – bez zgody administratora lub niezgodnie z jej zakresem – samodzielnie decydowały o celach i sposobach ich wykorzystania. Postępowanie wyjaśniające wykazało, że szef resortu nie zastosował właściwych mechanizmów ochronnych, które wyeliminowałyby nielegalne operacje na danych pochodzących z akt kadrowych.
UODO podkreślił również, że minister jako administrator nie sprawował wystarczającej kontroli nad udzielonymi pracownikom upoważnieniami. Osoby te korzystały z informacji pozyskanych z naruszeniem prawa, wykorzystując je do działań o charakterze politycznym i prywatnym.
Przeczytaj również: Skazani na sędziego Piebiaka w KRS? Minister Żurek przyznaje: prawnie nic nie możemy zrobić
Postępowanie administracyjne UODO zainicjowano jeszcze w 2019 roku, zaraz po publikacjach prasowych dotyczących tej sprawy. W odpowiedzi na wezwanie do złożenia wyjaśnień, ówczesny szef resortu, Zbigniew Ziobro, oświadczył, że wewnętrzne czynności kontrolne nie potwierdziły wystąpienia jakiegokolwiek wycieku danych.
Przez kolejne lata prezes UODO bezskutecznie zwracał się do organów śledczych o przekazanie ustaleń. Materiały z postępowania przygotowawczego wpłynęły do urzędu z Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu dopiero w grudniu 2024 roku. Okazały się one wystarczającą podstawą do wydania decyzji administracyjnej, ponieważ wskazywały, że funkcjonariusze publiczni dopuścili się naruszenia danych osobowych sędziów.
Na podstawie dokumentacji ze śledztwa prezes UODO ustalił, że bezprawne działania urzędników obejmowały między innymi dostęp do niejawnych akt osobowych sędziów, a następnie ich wykorzystywanie do celów prywatnych i politycznych. Dane były przekazywane osobom nieuprawnionym – innym urzędnikom oraz dziennikarzom.
Sprawdź również: Ruch marszałka Sejmu wobec Ziobry i Romanowskiego. “Zleciłem kontrolę”
“Wrażliwe informacje były również nielegalnie udostępniane w Internecie – na platformie X (dawniej Twitter) – za pośrednictwem konta, które zostało założone przy użyciu adresu IP przypisanego do Ministerstwa Sprawiedliwości” – podał UODO. Dokumentacja wykazała, że dane były przetwarzane w celu atakowania sędziów sprzeciwiających się zmianom w sądownictwie wprowadzonym przez ówczesny rząd.
UODO podkreślił, że mimo iż osoby dopuszczające się naruszeń przekroczyły zakres swoich pierwotnych upoważnień, nie zwalnia to administratora z odpowiedzialności. To Minister Sprawiedliwości ponosi odpowiedzialność za dalsze czynności przetwarzania wykonywane przez podmioty, którym udzielił dostępu do danych. Pełna kontrola nad tym procesem jest obowiązkiem administratora – zaznaczył urząd.
Zaniedbania dotyczyły również danych szczególnie wrażliwych. Sprawcy naruszeń przetwarzali informacje dotyczące stanu zdrowia sędziów, ich poglądów politycznych oraz przynależności organizacyjnej. UODO ocenił, że uchybienia te mają poważny charakter i naruszają podstawowe zasady systemu ochrony danych osobowych.
Za okoliczność obciążającą urząd uznał fakt, że naruszeń przepisów RODO dopuścił się organ konstytucyjny – Minister Sprawiedliwości, który w polskim systemie prawnym pełni jednocześnie funkcję Prokuratora Generalnego. Zdaniem UODO, osoba zajmująca takie stanowisko powinna nie tylko posiadać gruntowną wiedzę prawniczą, ale także stać na straży praworządności i gwarantować poszanowanie praw obywatelskich.
Urząd zwrócił również uwagę, że na wczesnym etapie postępowania w 2019 roku ministerstwo zaprzeczało, jakoby doszło do jakiegokolwiek wycieku informacji. Tymczasem późniejsze ustalenia prokuratury przedstawiły zupełnie inny obraz sytuacji. Taka postawa administratora – według oceny UODO – utrudniła sprawne i wnikliwe prowadzenie czynności przez urząd.
Wejdź również: Agenci ICE będą ścigać Ziobrę? Ekspert ocenia ryzyko dla polityka
Prezes UODO ocenił, że nałożenie kary finansowej w tej sprawie było niezbędne. Urząd przypomniał, że zgodnie z RODO sankcja może obciążyć wyłącznie administratora danych – a nie osoby przez niego upoważnione, które przekroczyły swoje uprawnienia.
Administrator, który zapłacił karę, może jednak na podstawie innych przepisów – np. prawa pracy czy prawa cywilnego – dochodzić odpowiedzialności od osób, które naruszyły swoje obowiązki podczas przetwarzania danych. W grę wchodzi między innymi odpowiedzialność służbowa lub roszczenia regresowe.
Afera hejterska
Z publikacji Onetu z 2019 roku wynikało, że Łukasz Piebiak, pełniący wówczas funkcję wiceministra sprawiedliwości, utrzymywał kontakt w sieci z kobietą o imieniu Emilia. Miała ona organizować akcje wymierzone w niektórych sędziów – wśród nich znalazł się ówczesny prezes Stowarzyszenia Iustitia, prof. Krystian Markiewicz. Według ustaleń Onetu, działania te odbywały się za wiedzą wiceministra, a na komunikatorze WhatsApp powstała zamknięta grupa “Kasta”, w której wymieniano się pomysłami na dyskredytowanie sędziów. Po publikacjach Piebiak złożył rezygnację.
Ze śledztwa wynika, że kilku sędziów, w tym ówczesny wiceszef resortu, miało wykorzystywać zajmowane stanowiska do nielegalnego przetwarzania informacji o innych sędziach. Dane z dokumentów służbowych trafiały do osób postronnych, w tym dziennikarzy, a także były publikowane wraz z obraźliwymi treściami w mediach społecznościowych. Jak informowała rzeczniczka Prokuratury Generalnej, prok. Anna Adamiak, status pokrzywdzonych w sprawie uzyskało 21 sędziów. Sami sędziowie, którym prokuratura zamierzała postawić zarzuty – w tym Piebiak – w wypowiedziach medialnych z ostatnich lat utrzymywali, że „informacje dotyczące rzekomej afery hejterskiej, w tym fragmenty rozmów prowadzonych poprzez komunikatory internetowe, są nieprawdziwe i zmanipulowane”.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
