Świadczenie emerytalne dla artystów nie jest uprzywilejowaniem. Prawdziwy kłopot tkwi gdzie indziej. “Władze mogły to zrobić, ale się wycofały.”

Część koalicji, jak również większość społeczeństwa polskiego, nie zgadza się z tym. Chodzi o proponowany przez rząd program dopłat do emerytur dla artystów. Co więcej, Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz członek rady nadzorczej ZUS, zwraca uwagę na koszty, które pomija się w całej dyskusji na temat nowego prawa.

Według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster na zlecenie “Super Expressu”, 74 proc. respondentów nie życzy sobie, aby państwo dopłacało artystom do ich emerytur i składek ZUS. W debacie publicznej pojawia się argument o niepotrzebnym tworzeniu kolejnej uprzywilejowanej grupy. Jednakże, największym problemem w tej ustawie nie są przywileje, a… koszty.

— Aby dopłacić 100 zł do składek artystów, państwo będzie musiało w pierwszym roku przeznaczyć około 8,50 zł na samą obsługę administracyjną — wylicza dla Business Insider Polska Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, a także członek rady nadzorczej ZUS.

Podkreśla on, że dopłaty dla artystów nie są równoznaczne na przykład z emeryturami górniczymi czy rolniczymi.

Czytaj również: Dopłaty do emerytur dla artystów dzielą Polaków. Prześwietliliśmy rządowy projekt

Państwo już subsydiuje przedsiębiorców i rodziców

— Projekt ustawy dotyczącej zabezpieczenia socjalnego osób wykonujących zawód artystyczny nie stanowi odstępstwa systemowego, ponieważ nie jest to przywilej w pełnym tego słowa znaczeniu — stwierdza Łukasz Kozłowski.

— Dopłat nie należy porównywać do świadczeń emerytalnych górników czy rolników, które są przyznawane na odrębnych zasadach. — Osoby tworzące objęte tym rozwiązaniem będą częścią powszechnego systemu emerytalnego. Same dopłaty to zatem przede wszystkim kwestia wyboru publicznego, na co chcemy przeznaczać środki budżetowe oraz czy taki sposób ich wykorzystania jest właściwy i oczekiwany przez społeczeństwo.

Zgodnie z założeniami projektu, osoba uzyskująca status artysty będzie mogła liczyć na uzupełnienie składki przez maksymalnie 12 miesięcy, do poziomu wynagrodzenia minimalnego. Otrzyma dopłatę, pod warunkiem że jej średni roczny dochód w ciągu poprzednich trzech lat nie przekroczył 125 proc. płacy minimalnej. Obecnie byłoby to około 6 tys. zł miesięcznie.

Należy jednak pamiętać — co zaznacza Łukasz Kozłowski — że wielu artystów korzysta z możliwości odliczenia 50 proc. kosztów uzyskania przychodu na umowach cywilnoprawnych. W praktyce umożliwia to utrzymanie prawa do dopłat przy średnim miesięcznym przychodzie wynoszącym około 12 tys. zł.

— Projekt nie tworzy zatem wyjątku w sensie ustanowienia odrębnego, “branżowego” systemu zabezpieczenia społecznego dla artystów — mówi ekspert. Wskazuje on również, że system już teraz oferuje dopłaty. Do kogo na przykład?

Mamy tak zwane wakacje składkowe dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. To nic innego jak forma dopłaty, ponieważ budżet pokrywa jedną składkę w ciągu roku. Państwo dopłaca również do składek osób przebywających na urlopie macierzyńskim, rodzicielskim czy wychowawczym. Dlatego nie jest to odstępstwo od reguły — wyjaśnia Łukasz Kozłowski.

Nie oznacza to jednak, że projekt nie budzi kontrowersji. Kontrowersje te wynikają jednak z dwóch innych przyczyn.

— W projekcie moje obawy budzą koszty, nie tylko samych dopłat, ale także aparatu administracyjnego, w tym na przykład 145-osobowej Komisji Opiniującej, której zadaniem będzie ustalanie statusu artysty — tłumaczy Łukasz Kozłowski.

  • Nie tylko artyści. W Polsce wiele grup korzysta z preferencyjnych stawek podatkowych i składek

Miliony złotych na obsługę dopłat

Zgodnie z projektem, o statusie artysty ma decydować Rada Programowa, po uzyskaniu opinii od trzyosobowego zespołu wyłonionego spośród 145-osobowej Komisji Opiniującej. Pięciu członków Komisji wyznaczy minister kultury, minister pracy oraz prezes ZUS. Pozostałych 130 członków stanowić będą przedstawiciele środowiska artystycznego. Członkowie Komisji będą otrzymywać wynagrodzenie za każdą wydaną opinię, które maksymalnie może wynosić 2 proc. średniej pensji z poprzedniego roku kalendarzowego. W tym roku za jedną opinię przysługiwałoby maksymalnie 178 zł, bez ograniczenia liczby wydanych opinii.

Z Oceny Skutków Regulacji wynika, że w pierwszym roku dopłaty pochłoną 252,31 mln zł, ale całkowity koszt wdrożenia systemu wyniesie już 374,86 mln zł. Sama obsługa systemu będzie kosztować ponad 21 mln zł, w tym funkcjonowanie specjalnie powołanej komisji oraz wdrożenie rozwiązań informatycznych. Ilość ręcznej pracy administracyjnej będzie znacząca. Każdy z około 28 tys. wniosków o przyznanie statusu artysty z prawem do dopłaty będzie musiał zostać indywidualnie przeanalizowany pod kątem tego, czy prowadzona przez niego działalność w wystarczającym stopniu odpowiada charakterowi pracy artystycznej — ocenia Łukasz Kozłowski.

I wylicza, że aby dopłacić 100 zł do składek artystów, państwo będzie musiało w pierwszym roku dołożyć około 8,50 zł na samą obsługę administracyjną. Dla porównania, koszt zarządzania m.in. systemem emerytalnym przez ZUS wynosi około 1,7 proc. wartości składek trafiających do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

— Te 8,50 zł będzie kosztem wsparcia, które nie naprawi systemowego błędu — podkreśla Łukasz Kozłowski. Wskazuje on również na kolejny istotny problem.

  • Rząd przyjął propozycję płacy minimalnej. Składki ZUS wzrosną

Niskie emerytury to problem nie tylko artystów

W mediach pojawiają się argumenty, że nie tylko artyści zarabiają na umowach, od których nie są odprowadzane składki społeczne. Swoje prawa mogą dochodzić również kelnerzy, barmani, pracownicy ochrony, osoby sprzątające, instruktorzy sportowi. Krótko mówiąc, osoby zarabiające na podstawie umów cywilnoprawnych, od których w pewnych okolicznościach nie są pobierane składki na ubezpieczenia społeczne. Oni również mogą napotkać problemy z emeryturą w przyszłości.

Nie dotyczy to osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, a wielu dobrze zarabiających artystów to właśnie przedsiębiorcy. Chodzi przede wszystkim o tych, którzy nie mają możliwości uzyskania godziwej umowy o pracę.

Według danych ZUS, w pierwszym półroczu 2025 roku umowy cywilnoprawne zawarło 29 proc. aktorów, 44 proc. muzyków i 45 proc. pozostałych twórców. Dla porównania, na umowie cywilnoprawnej zarabiało 43 proc. kelnerów i 40 proc. sprzątaczek.

Dlatego zdaniem Łukasza Kozłowskiego kluczowe jest rozwiązanie systemowe.

— Rząd miał szansę, ponieważ mógł objąć składkami wszystkie umowy zlecenia, ale zrezygnował z tej możliwości. Gdyby artyści wykonywali pracę na podstawie umów stanowiących podstawę do pełnego ubezpieczenia społecznego, nie byłoby potrzeby tworzenia mechanizmów dopłat ani specjalnych dodatkowych tytułów do ubezpieczenia — podsumowuje Kozłowski.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *