Koszt odwołania od rozstrzygnięcia przetargu w przypadku największych inwestycji wzrośnie z obecnych 20 tys. zł do nawet 150 tys. zł — taki ma być efekt projektu nowelizacji Prawa zamówień publicznych.

Propozycja nowych przepisów trafiła właśnie do konsultacji i ma stanowić tamę dla swoistego sabotowania wielkich inwestycji. Z branży budowlanej słychać dwugłos w tej sprawie. Część chwali nowe propozycje, jednak inni grzmią, że te plany to de facto “zaprzeczenie idei local content”.
W Polsce wzbiera fala inwestycji infrastrukturalnych. Na drodze do ich sprawnej realizacji stoi jednak wiele barier. Rozstrzygnięcia przetargów hamuje m.in. powszechne składanie przez przegranych oferentów odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO). Urząd Zamówień Publicznych (UZP) szuka recept na udrożnienie tych procesów. Jedną z nich ma być usprawnienie działania KIO oraz utrudnienie składania odwołań.
Część branży budowlanej przyjmuje tę inicjatywę z aprobatą. Jednak np. prezes Mirbudu Jerzy Mirgos przestrzega, że przepisy mogą przynieść negatywne skutki.
Spory o rażąco niską cenę mają być ukrócone
Pod koniec maja UZP skierował do konsultacji projekt nowelizacji Prawa zamówień publicznych oraz ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Jak mówi Business Insider Polska prezeska Urzędu Agnieszka Olszewska, cel projektu to poprawa efektywności udzielania zamówień publicznych, przede wszystkim dzięki usprawnieniu procesu rozpatrywania odwołań.
Zmiany w Prawie zamówień publicznych — wyjaśnia Olszewska — mają ograniczyć nadmierny wzrost liczby odwołań rozpoznawanych przez KIO, jak też służyć ujednoliceniu orzecznictwa Izby.
Spory o rażąco niską cenę to statystycznie jedna z najczęstszych przyczyn odwołań wnoszonych do KIO.
Projektowane przepisy uchylają próg procentowy określający obowiązek badania oferty pod kątem wystąpienia ceny rażąco niskiej, jak również zmieniają zasady gry procesowej poprzez nowe uregulowanie ciężaru dowodu w tym obszarze.
— Nadrzędnym celem jest eliminacja sporów powstających na gruncie nadmiernie formalistycznej interpretacji przepisów o rażąco niskiej cenie. Chcemy uelastycznić i uprościć proces wyjaśniania mechanizmów cenowych przez wykonawców, odchodząc od biurokratycznego rygoryzmu na rzecz realnej oceny ekonomicznej — tłumaczy Agnieszka Olszewska.
UZP zakłada, że dzięki projektowanym zmianom uda się znacząco ograniczyć liczbę spraw trafiających do KIO, zachowując jednocześnie pełne prawo zamawiających do wyjaśniania ceny oraz prawo uczestników rynku do korzystania ze środków ochrony prawnej, w tym prawa do odwołania.
Wzrosną koszty odwołań do KIO
Projekt zakłada podniesienie opłaty od skargi do sądu (z dwukrotności do trzykrotności wpisu od odwołania) i wprowadzenie górnego limitu opłaty od skargi (150 tys. zł). UZP uzasadnia to potrzebą dostosowania do realiów rynkowych i kosztów prowadzenia postępowań odwoławczych.
Maksymalne wysokości opłat za rozpoznanie sprawy wyniosą zgodnie z projektem, w przypadku zamówień poniżej progów unijnych: do 12 tys. zł (dostawy/usługi) lub 15 tys. zł (roboty budowlane). Dziś jest to odpowiednio 7,5 tys. zł i 10 tys. zł.
Jeśli chodzi o zamówienia powyżej progów unijnych, koszt odwołania ma wynosić do 24 tys. zł (dostawy/usługi) lub 30 tys. zł (roboty budowlane). Obecne stawki to odpowiednio: 15 i 20 tys. zł. Dla kontraktów o wartości od 15 mln euro (dostawy/usługi, roboty) koszt odwołania ma wynosić do 60 tys. zł, a dodatkowo dla robót budowlanych o wartości powyżej 30 mln euro — do 150 tys. zł. Dziś ta grupa nie jest wyodrębniona, stosuje się więc do niej stawki odpowiednio: 15 i 20 tys. zł.
— Wysokość wpisów nie była zmieniana od kilkunastu lat, dlatego konieczna i zasadna jest ich waloryzacja, a także powiązanie ich z wartością największych kontraktów — argumentuje Agnieszka Olszewska.
Spodziewa się, że podwyżka ograniczy wnoszenie odwołań o charakterze czysto “taktycznym”, które dotąd blokowały kluczowe inwestycje.
Orzecznictwo KIO ma być ujednolicone
Jak mówi Agnieszka Olszewska, przewidywalność rozstrzygnięć to fundament zaufania do systemu. — Aby ujednolicić orzecznictwo Izby, projektowane jest wprowadzenie instytucji uchwał Zgromadzenia Ogólnego Izby w sprawie rozstrzygnięcia rozbieżności w orzecznictwie Izby. Pozwoli to na szybkie i systemowe ujednolicanie wykładni przepisów, co dla rynku oznacza większą pewność prawa i docelowo — mniej spraw spornych — wyjaśnia prezeska UZP.
Zwraca też uwagę na jeszcze jeden zapis projektu. — W związku ze stwierdzonymi rozbieżnościami dotyczącymi praktyki wypełniania przez wykonawców oświadczeń w przedmiocie podstaw wykluczenia w ramach Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia (JEDZ), czego skutkiem jest m.in. duża liczba odwołań z tego obszaru, projektowane jest wprowadzenie regulacji przyznającej prezesowi UZP kompetencję w zakresie wydania wytycznych dotyczących wypełniania JEDZ — opisuje.
Jak zapowiada, stworzony zostanie jasny i powszechnie dostępny standard, co ułatwi weryfikację oświadczeń, a w konsekwencji pozwoli na osiągnięcie celu, jakim jest zmniejszenie liczby odwołań do KIO dotyczących tego obszaru.
x.com
Czytaj również: Polskie firmy powalczą o więcej. Szykuje się przełom w podejściu do przetargów. MAP zdradza szczegóły
Związek Pracodawców Budownictwa chwali nowe propozycje
— Nie ma co się łudzić, że państwo wpłynie na poprawę efektywności funkcjonowania KIO z dnia na dzień, ale dobrą wiadomością jest to, że UZP podejmuje działania, które mogą przynieść doraźny efekt w krótkim terminie. Problem lawinowo rosnącej liczby odwołań do KIO ma jednak charakter bardziej systemowy, a jak doskonale wiemy, efekty zmian wprowadzanych w administracji państwowej są widoczne dopiero po pewnym czasie, jeśli w ogóle — mówi Business Insider Polska Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Chwali proponowane przez UZP podniesienie opłat za wniesienie odwołania do KIO. — Otwarta pozostaje dyskusja o zasadności zaproponowanych kwot, ale każdy z nas przyzna, że opłata w wysokości 20 tys. zł w przetargach wartych 1 mld zł była zdecydowanie za niska — wskazuje Kaźmierczak.
W jego ocenie celem podwyżek opłat nie jest ograniczanie komukolwiek możliwości korzystania z dostępnych narzędzi ochrony prawnej, lecz “zahamowanie zapędów wielu wykonawców do składania odwołań bez głębszej refleksji, w nadziei, że a nuż się uda odwrócić losy przetargu i zdobyć kontrakt kosztem konkurenta”.
— Zjawisko to szczególnie mocno uwidoczniło się w trakcie zażartej walki o nowe zlecenia w warunkach utrzymującej się od kilkunastu miesięcy dekoniunktury na rynku. Jest to ogromny kłopot także dla zamawiających, którzy nie mogą rozstrzygać przetargów. Dziś stanowi to jedną z przyczyn ślimaczących się programów infrastrukturalnych — mówi Damian Kaźmierczak.
Chwali też UZP za to, że “wziął się za temat rażąco niskiej ceny, bo w tym obszarze tkwią olbrzymie rezerwy do zmian”. — Nadal nie mam poczucia, że administracja i zamawiający potrafią skutecznie weryfikować, czy konkretna oferta rzeczywiście jest rażąco niska, a jest to temat, który budzi negatywne emocje w branży już od kilkunastu lat — opisuje.
W ocenie Kaźmierczaka ogromna część sporów nie wynika ze szczególnej skłonności wykonawców do wszczynania konfliktów prawnych, lecz z nieprecyzyjnego, niespójnego albo nadmiernie restrykcyjnego opisu zamówienia przygotowanego przez zamawiających.
— Oznacza to, że w pierwszej kolejności sami zamawiający powinni popracować nad jakością Specyfikacji Warunków Zamówienia, które definiują wymagania wobec wykonawców. W ten sposób można szybko ograniczyć obszar potencjalnych sporów między inwestorami a firmami wykonawczymi — dowodzi wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Jak zaznacza, by usprawnić inwestycje, potrzebne są też dalsze usprawnienia organizacyjne po stronie samej KIO, takie jak cyfryzacja czy poprawa efektywności procedur. — Nie zastąpi to jednak zmiany fundamentalnej, czyli finansowego i kadrowego wzmocnienia KIO. Automatyzacja procesów nie rozwiąże bowiem problemu szczupłych zasobów kadrowych, zwłaszcza jeśli osoby odpowiedzialne za rozstrzyganie sporów nie są godnie wynagradzane — podsumowuje Damian Kaźmierczak.
“To zaprzeczenie idei local content”
Zupełnie inaczej inicjatywę UZP odbiera jednak prezes spółki budowlanej Mirbud, Jerzy Mirgos.
— Tak wysokie podniesienie opłat dla średnich i mniejszych polskich firm budowlanych spowoduje, iż firmy te będą miały ograniczony dostęp do takiej formy ochrony prawnej, jaką jest możliwość wniesienia odwołania do KIO — przekonuje Mirgos w rozmowie z Business Insider Polska.
Jego zdaniem “dla dużych graczy, często będących zagranicznymi korporacjami, nie będzie trudną barierą do pokonania”. — Powyższe skutki tych zmian są zaprzeczeniem promowanej przez Ministerstwo Aktywów Państwowych idei local content — podkreśla prezes Mirbudu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
