Decyzje sądów arbitrażowych wydają się dla władz Lwowa nie mieć żadnego znaczenia. Zagrożone jest prawie trzy tysiące pracowników w Polsce przez niewypłacanie przez Ukraińców pieniędzy zgodnie z kontraktem.

[materiał zaktualizowany]
Władze miasta Lwów nie dopuszczają polskiego wykonawcy nawet do pozostawionego na terenie budowy sprzętu o wartości prawie 10 mln euro i blokują dostęp przedstawicielowi polskiej ambasady. Co więcej, wysyłają kolejny list do premiera Donalda Tuska i próbują nacisków politycznych. Gwoździem do trumny może być decyzja polskiego ING Banku Śląskiego w sprawie gwarancji. Nie bank, ale tempo działania polskich sądów ma tu jednak kluczowe znaczenie.
To, co przeżywa polska firma Control Process podczas realizacji ukraińskiej inwestycji w zakład przetwarzania odpadów, jest nie do uwierzenia w cywilizowanym kraju. Wykonujesz wszystko zgodnie z międzynarodowym kontraktem, nie zgadzasz się na propozycje złamania jego zapisów i pokątne wprowadzanie obcych wykonawców i za to dostajesz po głowie. A kontrahent wykorzystuje wszystkie możliwości, żeby ograbić cię z pieniędzy i doprowadzić do upadłości.
Czytaj też: Polsko-ukraińska komisja o inwestycji we Lwowie. Minister komentuje
Nawet 18 mln euro strat
Control Process wygrał wszystkie procesy arbitrażowe, ale to na razie nic konkretnie nie zmienia i musi liczyć straty na kontrakcie, brak płatności wywołuje problemy z płynnością. “Przy 95 proc. ukończenia zakładu jesteśmy na debecie rzędu 17-18 mln euro na tym projekcie” — informuje Business Insidera firma.
Ta kwota obejmuje niezapłacone przez miasto 10 mln euro za wykonane prace oraz 3,6 mln euro zerwanych gwarancji należytego wykonania i milion euro wykonanych robót pozakontraktowych. Do tego doliczyć trzeba jeszcze kary 4,9 mln euro, jakie arbitraż (DAB — Dispute Adjudication Board) przy organizacji inżynierskiej FIDIC naliczył miastu Lwów wraz z odsetkami za wywołanie opóźnienia w realizacji prac, a miasto tego nie zapłaciło.
No i wreszcie według informacji Control Process jest ryzyko, że polski ING Bank Śląski wypłaci kolejną część gwarancji na kwotę 1 mln euro, choć bankowcy mają świadomość, że wszystko tu toczy się niezgodnie z kontraktem, bo potwierdzają to sądy (DAB) w siedmiu decyzjach na korzyść polskiej firmy i 75 potwierdzonych tematach. O najnowszej w tej całej układance decyzji Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) w Paryżu nie zapominając. Control Process informuje, że prawnicy ING zgodzili się z ich postrzeganiem tej sytuacji, a jednak… bank ma zamiar gwarancję wypłacić.
Poprosiliśmy bank o ustosunkowanie się do sprawy i czekamy na odpowiedź.
— Gwarancja bankowa stanowi nieodwołalne i bezwarunkowe zobowiązanie banku do wypłaty środków po spełnieniu przez beneficjenta warunków określonych w jej treści. Działając zgodnie z przepisami prawa oraz standardami rynku finansowego, bank ocenia spełnienie wymogów formalnych przewidzianych w gwarancji, nie rozstrzygając jednocześnie sporu pomiędzy stronami kontraktu — opisuje Business Insiderowi Piotr Utrata, rzecznik prasowy ING Banku Śląskiego.
— Niezależność gwarancji bankowej od stosunku prawnego łączącego strony umowy sprawia, że instrument ten jest powszechnie wykorzystywany jako pewne i skuteczne zabezpieczenie w krajowym i międzynarodowym obrocie gospodarczym — dodaje.
Taką wypłatę może zablokować tylko sąd. Kwestia jest więc w tym, czy firma zdąży uzyskać zabezpieczenie sądowe, zanim do wypłaty dojdzie. A to z racji tempa działania polskiego sądownictwa jest często niewykonalne.
Miejsca pracy prawie 3 tys. osób zagrożone
Swobodne podejście do prawa urzędników Lwowa może mieć poważne konsekwencje dla wielu rodzin w Polsce. — Mamy 700 pracowników w całej grupie Control Process oraz około 2 tys. osób u dostawców i producentów w całej Europie. To ogromna siatka ludzi i firm, którzy zostali nieopłaceni przez to, że miasto Lwów nas oszukało i okradło — komentuje polska firma.
Wśród poszkodowanych Control Process wylicza takie polskie podmioty jak: MTM z siedzibą w Tarnowie, Wola w Olsztynie, NeoJKF Odpylanie, “inni dostawcy z Włoch i Niemiec i Europy”.
Czytaj też: Polska firma pod ostrzałem Ukraińców. “Wzywamy premiera Polski do interwencji”. Jest drugie dno
“Jeśli bank ING wypłaci te kolejne pieniądze, będzie to po prostu kradzież w biały dzień” — alarmuje spółka.
Polski wykonawca odcięty od budowy
Od ostatniego artykułu Business Insidera na ten temat sytuacja nie tylko nie została rozwiązana, ale uległa dalszej eskalacji. Obecnie polski wykonawca został faktycznie odcięty od placu budowy, na którym pozostaje jego majątek o wartości, jak wycenił, około 9,3 mln euro. Miasto Lwów nadal odmawia regulowania należnych płatności i respektowania rozstrzygnięć przewidzianych kontraktem.
28 maja br. odbyła się sesja rady miasta. Deputowani po raz kolejny zajmowali się sprawą budowy zakładu mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów i przyjęli kolejny apel kierowany do premiera Donalda Tuska. Jednocześnie władze Lwowa nadal nie wykonują wiążących decyzji DAB oraz nie respektują decyzji arbitrażu Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) w Paryżu z 16 maja br.
Zapis wideo sesji rady miejskiej jest na YouTube.
“W naszej ocenie działania władz Lwowa stanowią rażące naruszenie kontraktu i zasad współpracy z inwestorem zagranicznym. Miasto Lwów nie tylko nie wykonuje własnych obowiązków, ale próbuje przedstawiać polskiego wykonawcę jako stronę odpowiedzialną za problemy inwestycji, mimo że to po stronie miasta pozostają niewykonane zewnętrzne prace konieczne do uruchomienia zakładu” — komentuje Control Process.
Ukraińcy zablokowali dostęp do placu budowy
Jak poinformowano, 29 maja br. doszło do faktycznego zablokowania dostępu Control Process do placu budowy. Pracownicy polskiego wykonawcy nie zostali wpuszczeni na teren inwestycji.
Czytaj też: Polskie firmy w wyścigu o Ukrainę. Kto wygra walkę o wielkie kontrakty
“Na budowie pozostaje sprzęt, urządzenia technologiczne, kontenery, biura, laptopy, drukarki, dokumentacja i inne mienie spółki o łącznej wartości około 9,3 mln euro. Control Process nie może obecnie swobodnie wejść na teren budowy, zabezpieczyć majątku ani prawidłowo zorganizować ochrony” — alarmuje polska spółka.
Na miejscu pojawił się przedstawiciel Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej, Krzysztof Łukasiewicz. Pomimo rozmowy z zastępcą dyrektora LKP “Zelene Misto”, Bohdanem Romańczukiem, również on nie został wpuszczony na teren budowy — informuje spółka.
“To bardzo poważny sygnał i dowód na to, że władze Lwowa nie są gotowe do transparentnego rozwiązania sprawy, nawet przy obecności przedstawiciela polskiego państwa” — komentuje polska firma.
95 proc. kontraktu wykonane
Control Process wykonała zasadniczą część inwestycji — około 95 proc. jej zakresu. Mimo to nie otrzymał należnych płatności, nie ma dostępu do własnego mienia i nie może normalnie wykonywać swoich praw wynikających z kontraktu. Lwów wciąż nie wykonał kluczowych zewnętrznych prac, które są konieczne do uruchomienia zakładu, a do czego był zobowiązany treścią umowy.

W projekt zaangażowane były liczne polskie, europejskie i ukraińskie firmy, w tym producenci systemów biosuszenia, płuczek, rur, maszyn sortowniczych, technologii odpylania, urządzeń technologicznych i materiałów budowlanych. Poszkodowane są również firmy ukraińskie, które współpracowały przy realizacji projektu. Brak płatności ze strony miasta wobec Control Process powoduje zatory płatnicze w całym łańcuchu wykonawczym.
Mer Lwowa ignoruje ukraińskie władze
Z informacji omawianych podczas sesji Rady Miasta Lwowa wynika, że wicepremier Ukrainy Taras Kaczka oraz przedstawiciele ukraińskiego rządu podejmują działania mające skłonić miasto Lwów do respektowania prawa europejskiego, kontraktu oraz rozstrzygnięć arbitrażowych. Mimo tego mer Lwowa Andrij Sadowy pozostaje niewzruszony.
Podczas sesji rady miasta z 30 kwietnia publicznie bagatelizował liczne postępowania i działania organów ścigania dotyczące tej inwestycji, sugerując, że nawet kilkanaście spraw, w tym karnych, nie stanowi dla miasta realnego problemu.
— Lwów, jako duże ukraińskie miasto korzystające z międzynarodowego wsparcia i deklarujące europejskie standardy, powinien w pierwszej kolejności respektować kontrakty, rozstrzygnięcia DAB, decyzje arbitrażowe i podstawowe zasady ochrony inwestora. Tymczasem obecne działania miasta pokazują coś przeciwnego: brak płatności, blokadę dostępu do placu budowy, ignorowanie decyzji kontraktowych i próby przeniesienia sporu do lokalnego arbitrażu — komentuje Control Process.
“Sąd sądem, ale sprawiedliwość ma być po naszej stronie”
Pomimo decyzji ICC w Paryżu z 16 maja wskazującej na znaczenie neutralnej jurysdykcji dla sporu międzynarodowego, Lwów nadal próbuje doprowadzić do przeniesienia arbitrażu do Kijowa, najwyraźniej spodziewając się, że sąd ukraiński stanie po jego stronie.
“W naszej ocenie jest to działanie mające na celu obejście neutralnego forum rozstrzygania sporów i osłabienie pozycji polskiego wykonawcy” — informuje polska firma.
— To sprawa o znaczeniu gospodarczym, politycznym i międzynarodowym. Jeżeli taka sytuacja pozostanie bez reakcji, będzie to bardzo zły sygnał dla wszystkich polskich firm rozważających udział w odbudowie Ukrainy i w projektach finansowanych ze środków międzynarodowych — komentuje Control Process.
Już teraz miasto Lwów dało wyraźny sygnał, że nie chce polskiego wykonawcy, choć część budowy finansował im Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju z funduszy unijnych. Jeśli sprawa nie zakończy się zgodnie z prawem i treścią kontraktu, można tylko odradzać kolejnym polskim firmom budowlanym uczestnictwa w jakichkolwiek inwestycjach na terenie tego miasta. Procedury międzynarodowe okazałyby się wtedy tylko nieznaczącą nic stertą papierów.
Stracą i sami Lwowianie. Bez polskich wykonawców, którzy proponują niższe ceny niż zachodnia konkurencja, wszelkie roboty finansowane z funduszy unijnych będą zwyczajnie droższe.
Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
