Fotka.pl funkcjonuje już od dwudziestu pięciu lat. Portal zaczynał działalność w czasach, kiedy sieć nie była jeszcze opanowana przez korporacje, a konwersacje z botami AI były rozpatrywane bardziej jako fantastyka naukowa. Jak zatem obecnie wygląda prowadzenie platformy randkowej? Marek Kołosiński z Fotka.pl w otwartej rozmowie mówi o niesprzyjających tendencjach demograficznych, starciach z gigantami technologicznymi — oraz o nadchodzącej erze botów i AI.

- Fotka.pl jest obecna w internecie od ćwierć wieku
- Zapytujemy naszego rozmówcę, jak wygląda prowadzenie tego biznesu w dobie dominacji amerykańskich aplikacji
- Marek Kołosiński zauważa też, że statystyki ludnościowe nie są sprzymierzeńcem takich serwisów
- Przedstawiciel Fotki zaznacza, że nie zgadza się z powszechnymi opiniami, że algorytmy współcześnie “psują” relacje
- Prawdziwe powody problemów w związkach leżą gdzie indziej — wyjaśnia
- Dodatkowe informacje o biznesie odnajdziesz na stronie Businessinsider.com.pl
Mateusz Madejski, redaktor Business Insider Polska: Od jak dawna pracuje pan w Fotce?
Marek Kołosiński, członek zarządu Fotka.pl: Faktycznie od 19 lat, podczas gdy Fotka istnieje od 25 lat. Platforma wystartowała 14 lutego 2001 r. — dokładnie w Dzień Zakochanych.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:
Marcin Kuśmierz (Allegro) w Davos: jak Europa może wygrać globalną konkurencję?
Jak zmieniła się platforma na przestrzeni tych lat?
Około roku 2014/2015 z portalu społecznościowego przeobraziliśmy się w serwis randkowy, choć oczywiście funkcja randkowa zawsze w nim była obecna. Jednakże na ten aspekt położyliśmy wówczas największy akcent. Obecnie dysponujemy kilkuset tysiącami aktywnych kont. Codziennie mamy ok. 100 tys. użytkowników. Nie jesteśmy dużą korporacją, aktualnie zatrudniamy osiem osób. Lecz, co istotne, zachowujemy dochodowość.
Rynek maleje?
Powiem tak, demografia w Polsce raczej nam nie pomaga. Poza granicami również nie, ale z pewnością spróbujemy jeszcze zaistnieć w innych państwach.
Interesujące jest to, że młodsze generacje niekoniecznie chcą się ze sobą angażować. Miało na to rzecz jasna wpływ wiele odmiennych czynników. Ja łączę to m.in. z pandemią. Młodzi ludzie zostali odizolowani wówczas w kluczowym dla nich okresie, kiedy dopiero nabywali umiejętności interpersonalnych. Moim zdaniem mamy obecnie do czynienia z opóźnionymi skutkami tej sytuacji.
Czy algorytmy “utrudniają” w związkach?
Mówi się też, że algorytmy aplikacji randkowych niekoniecznie wspierają związki. No bo przecież zawarcie relacji sprawia, że aplikacja traci użytkownika…
Ja spoglądam na to szerzej. Po pierwsze — serwisy wcale nie dysponują tak obszerną wiedzą o użytkownikach, by “przeszkadzać” im wchodzić w długotrwałe związki. A po drugie — najważniejsze — uważam, że dla serwisu randkowego związek lub małżeństwo to najlepsza promocja i scenariusz ekonomiczny, jaki można sobie wyobrazić. Koszt pozyskania nowego użytkownika serwisu randkowego jest bardzo wysoki. Człowiek nie funkcjonuje w izolacji. Jeżeli znajomi i rodzina wiedzą, że para poznała się na Fotce, to bardzo to oddziałuje. To wręcz napędza serwis.
Więc nie są prawdziwe historie o tych serwisach, które “utrudniają” w związkach?
Szczerze mówiąc, to uważam, że serwisy randkowe są tutaj po prostu “kozłami ofiarnymi”. Autentyczne przyczyny problemów w relacjach leżą po prostu gdzie indziej. Zresztą, czy można nakazać np. Tinderowi zmiany algorytmu? Czy modyfikacja algorytmu zmieniłaby to, jak ludzie wchodzą w relacje? Nie sądzę.
Fotka była jednym z pierwszych start-upów.
Fakt, to był jeden z pierwszych portali społecznościowych na naszym rynku — choć też nie jedyny. Na początku — przez ok. 4-5 lat — serwis prowadzili sami właściciele, potem zdarzało się, że w szczytowym momencie Fotka zatrudniała nawet 60-70 osób. Pojawiła się jednak konkurencja — najpierw Nasza Klasa, potem Facebook. W pewnym momencie jednak to Fotka przewodziła. Rozwijała się, bo była zjawiskiem.
Choć obecnie trudno w to uwierzyć, w internecie nie było po prostu miejsc do spędzania czasu online, które grupowałyby ludzi. W każdym razie w pewnym momencie należało podjąć decyzję w sprawie przyszłości. Trudno było kontynuować prowadzenie serwisu stricte społecznościowego w erze Facebooka.
Fotka była miejscem, w którym poznawało się mnóstwo osób, stąd idea, by zmierzać w kierunku serwisu randkowego. Ta transformacja była jednak przeprowadzana dość stopniowo i “zamknęła się” pod koniec 2014 r. Następnie udało się udoskonalić biznes, osiągnąć dobrą dochodowość, na trudnym rynku. Dziś — po 25 latach od startu — nadal jesteśmy żywym elementem polskiego internetu.
Wiadomo, ile par czy małżeństw powstało dzięki Fotce?
Niestety nie, nie istnieją takie statystyki. Natomiast często dowiadujemy się, że jakaś para poznała się u nas. Trudno podać tutaj jakieś konkretne, zweryfikowane dane. Oczywiście nie jest też tak, że jeśli jakaś para poznała się na Fotce, to cała zasługa przypada nam. To nie tak — i tego sobie nie przypisujemy. Niemniej jednak, miło się słucha historii osób, które żyją ze sobą dzięki naszemu serwisowi.
Ile powstało kont?
To były miliony, jeśli nie dziesiątki milionów kont. Nie zawsze łatwo było taki ruch utrzymać. Kiedyś nie było danych w chmurach, więc serwery trzeba było fizycznie utrzymywać w szafach (śmiech). Powiem ciekawostkę, że kiedyś Fotka nie działała przez moment, ponieważ w Warszawie płonął most.
Co most miał wspólnego z Fotką?
Były tam umieszczone kable, które zapewniały nam działanie [śmiech — red.]. Faktycznie, obecnie te problemy wydają się nierealne. Również gigantyczny ruch, który mieliśmy w 2007 r., jest nie do powtórzenia. Tak jak “M jak miłość” miało kiedyś 10 mln widzów na odcinek, teraz ma może 2 mln. Po prostu rynek się zmienił — w telewizji, ale w internecie również. Świat jest coraz bardziej różnorodny, istnieje więcej możliwości, jeśli chodzi o rozrywkę.
Jak zmodyfikowano algorytm?
Dość znacząco. Nie chcieliśmy podążać ścieżką, którą obrały inne duże platformy randkowe. Początkowo proponują użytkownikom najbardziej atrakcyjne konta, czym budują próżność odbiorcy. Na Fotce użytkownik może teraz bazować na wspólnych cechach — swoich i potencjalnego partnera. I tych algorytmów będzie u nas coraz więcej, aby nie trzeba było przewijać propozycji par w nieskończoność. Wiemy, że takie przewijanie bardzo irytuje i nuży ludzi, preferują bardziej dopasowane propozycje.
Kto jest typowym użytkownikiem Fotki?
Na początku, kiedy byliśmy serwisem społecznościowym, były to nieco starsze osoby. Co zaskakujące, w internecie wcale nie dominowali wówczas bardzo młodzi — to pojawiło się raczej wraz z nadejściem Neostrady. Teraz, z powodu przeobrażenia się w serwis randkowy, jesteśmy dostępni dla użytkownika od 18. roku życia. Aktualnie przeważają osoby w wieku powyżej 20 lat, także te przed trzydziestką. Jak już mówiłem, bardzo młode, choć już pełnoletnie osoby, nieco rzadziej szukają obecnie partnerów/partnerek. I to również obserwujemy. Wiemy też, że podobnie wygląda to w innych serwisach. Jak w każdym serwisie, mamy również delikatną przewagę mężczyzn.
Boty zastąpią relacje?
Jest szał na boty AI…
To ogromna zmiana. Rzeczywiście, istnieją już serwisy łączące ludzi z botami AI, a nie z innymi ludźmi. Obawiam się, że to po prostu zniszczy zdolność ludzi do poznawania się w “realu”, do flirtu. Po takiej konwersacji z botem po prostu trudniej nawiązywać relacje z ludźmi, którzy przecież mają swoje nastroje, którzy nie są idealni…. Mam jednak nadzieję, że dystopijne wizje się nie ziszczą. A co będzie dalej? Być może nie jest tak, że ludzie oszaleją na punkcie robotów i AI. Z rozwojem technologii bywa przecież bardzo różnie.
Moderujecie treści?
Tak, weryfikujemy każde zdjęcie, które do nas trafia. W dobie AI jest to coraz trudniejsze, ale nieustannie o to dbamy. Bez przerwy poszukujemy nowych sposobów, jak radzić sobie z fałszywkami i oszustwami. Bardzo troszczymy się o relacje z klientem i o jakość produktów.
Jak wyglądają relacje z big techami?
Trudno obecnie być niezależnym od big techów. Trzeba być na przykład w marketplace Google’a, trzeba korzystać z różnych funkcji Mety… No i lokalni gracze muszą jakoś działać w cieniu tych firm. Google na przykład narzuca opłaty za każdą transakcję w serwisie.
Ale można się nie zgodzić?
Oczywiście. Wtedy napiszą miłego maila, że w ciągu tygodnia nie będzie nas w marketplace. Powiem szczerze, że relacje z big techami bywają bardziej złożone i wymagające niż te z europejską biurokracją [śmiech – red.].
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
