Jak zaplanować ścieżkę zawodową w czasach, gdy środowisko pracy zmienia się nadzwyczaj szybko? Jakich umiejętności nabyć, by zaistnieć w sektorze IT? Na te pytania odpowiada w wywiadzie dla Business Insider Polska Ryan J. Salva, jeden z czołowych liderów Google Cloud.

Mateusz Madejski, redaktor Business Insider Polska: Jak wielu inżynierów zatrudnia Google w Polsce?
Ryan J. Salva, Senior Director of Product w Google Cloud: W Google w naszym kraju pracuje około 3 tys. osób, w moim zespole — blisko 70. Mówiąc o moim zespole, to są to głównie pracownicy skoncentrowani na rozwijaniu narzędzi takich jak Gemini czy Antigravity. Być może brak mi obiektywizmu, ale uważam, że są to najlepsze rozwiązania dostępne. Co istotne, w Polsce kreujemy rozwiązania nie tylko dla inżynierów czy korporacji. Jeśli ktoś buduje osobiste projekty, na przykład witrynę internetową związaną z własnym ślubem, również chcemy mu pomóc. Programy, które projektujemy, mają na celu przekształcenie języka naturalnego — czy to polskiego, angielskiego, czy niemieckiego — w odpowiednie implementacje programowe.
Kolejna część artykułu poniżej wideo:
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Byłbym zaskoczony, gdyby do 2030 r. to się nie wydarzyło". Sam Altman o sztucznej inteligencji
Zatem, czy jest prawdą, że każdy w przyszłości zostanie programistą? Bo każdy może stworzyć zapytanie, które “przekształca” się w rozwiązania?
Myślę, że już jesteśmy w punkcie, w którym właściwie każdy, kto potrafi mówić lub pisać, jest w stanie tworzyć kod — używając języka naturalnego. Jeśli chodzi o narzędzia Google, to można tutaj wykorzystać na przykład Antigravity, Gemini CLI czy AI Studio. To nie jest tak, że kodować mogą tylko osoby, które studiowały programowanie na uczelni wyższej… Mam choćby znajomego prawnika. Nigdy nie napisał kodu, a teraz w wolnym czasie pisze programy. Mam również innych przyjaciół, którzy się tym zajęli — w tym profesora filozofii. Tworzy narzędzia, które pozwalają mu na przykład streszczać swoje notatki czy wykłady. Więc chcę podkreślić, że nie każdy, kto obecnie tworzy programy, jest programistą — to często ludzie, którzy mają odmienne, “nietechnologiczne” cele. Chcą po prostu rozwiązywać swoje problemy — i nie muszą do tego zatrudniać zawodowych programistów.
Czy to oznacza, że programiści-hobbystowie mogą już wszystko zrobić samodzielnie?
Nie, absolutnie nie twierdzę tego. Wróćmy do przykładu profesora filozofii czy prawnika — tworzą oni jednak inne rzeczy niż programy dedykowane systemom ochrony zdrowia — lub instytucjom finansowym. W takich projektach wszystko musi być bezbłędne — nie ma miejsca na pomyłki. Nie wspominając o regulacjach prawnych czy zasadach związanych z ochroną prywatności. Zatem dla skomplikowanych projektów, na przykład tych dla dużych firm czy organizacji, wciąż potrzebni są programiści i eksperci, którzy na bieżąco analizują kod, ale także monitorują postęp danego projektu.
Jak pracują tacy eksperci?
Ja i moi koledzy, cóż, wykorzystujemy AI do tworzenia AI (śmiech). Piszą na przykład niewielką część kodu, a następnie używają narzędzi AI, aby ją podsumować, analizują ją, modyfikują — i kontynuują pisanie. To jest więc rodzaj symbiozy pisania kodu i wykorzystywania narzędzi sztucznej inteligencji. Z pewnością narzędzia AI demokratyzują dostęp do tworzenia oprogramowania.
3 miliardy programistów?
Ale?
Zawsze kochałem muzykę, a jednym z moich ulubionych zespołów z młodości był Pink Floyd. Gitarzysta tego zespołu, David Gilmour, powiedział kiedyś, że każdy może mieć syntezator, ale to nie znaczy, że każdy stworzy Pink Floyd (śmiech). Zawsze będzie istniała różnica między tymi, którzy tworzą kod amatorsko — a profesjonalistami. I to dobrze — tworzenie blogów lub stron ślubnych to coś innego niż budowanie zaawansowanych systemów. Chociaż “amatorzy” i “profesjonaliści” będą korzystać z tych samych programów, ci drudzy zrobią to w bardziej złożony sposób.
Dobrze, ale co z profesjonalnymi programistami? Czy ich liczba w przyszłości będzie znacznie mniejsza niż obecnie?
Obecnie na świecie jest około 30 milionów programistów. Ile ich będzie w przyszłości? Może 300 milionów. A może 3 miliardy? Oczywiście wszystko zależy od definicji. Chodzi mi o to, że specjaliści będą — z technicznego punktu widzenia — tworzyć kod. Ale na przykład po to, by organizować pracę, by automatyzować procesy… Kodowanie będzie po prostu wnikać w inne zawody, co już obserwujemy. A co z profesjonalnymi inżynierami? Uważam, że ich codzienna praca będzie wyglądać inaczej niż dzisiaj.
W jaki sposób?
W mniejszym stopniu będą pisać kod za pomocą narzędzi takich jak Java czy C# (język programowania C Sharp — przyp. red), a bardziej skupią się na samej architekturze, na projektowaniu całego systemu. Ich praca zostanie więc niejako przeniesiona na wyższy poziom. Już teraz widać zmiany. Jeszcze rok temu miałem setki inżynierów w zespołach. Byli zorganizowani w następujący sposób: był dyrektor, który zarządzał około 30 inżynierami, pracującymi nad rozwiązaniami i wypuszczającymi je co 2-3 tygodnie. A dzisiaj? Mamy nieco inne struktury. Nie chcemy już 30 osób, które pracują nad tymi samymi rozwiązaniami. Wolimy podzielić ich na mniejsze, 2-5-osobowe zespoły. Ogólnie zatrudniamy podobną liczbę osób, ale te zespoły są o wiele bardziej produktywne. Zamiast jednego nowego rozwiązania co 2-3 tygodnie, obserwujemy nawet sześć nowych rozwiązań.
Jak do tego doszło?
Przed erą szybkiego rozwoju AI każdy programista był specjalistą w swojej dziedzinie — mieliśmy więc specjalistów i architekta, który nimi zarządzał i ich koordynował. Teraz programiści mogą łatwo korzystać z wiedzy z AI, więc każdy z nich jest niejako architektem. Nie chodzi tylko o produktywność — mniejsze grupy pracują po prostu lepiej, ludzie są zdecydowanie bardziej zaangażowani i lepiej się rozumieją niż w dużych, 30-osobowych zespołach. Ludzie są bardziej zmotywowani i spełnieni, ponieważ wyraźniej widzą efekty swojej pracy. Za dziesięć lat praca w takich zespołach jeszcze bardziej się zmieni. Specjaliści będą poświęcać mniej czasu na “opiekę” nad AI, spędzając mniej czasu z maszynami. Będą bardziej skupiać się na ostatecznych rozwiązaniach i na tym, jak powinien wyglądać końcowy produkt — aby był bezpieczny, działał poprawnie i był odpowiedni dla klientów.
REKLAMA
Tak będą wyglądać stanowiska przyszłości
Wymagania się zmienią?
Oczywiście! Już teraz, jako menedżera, interesuje mnie, czy kandydat potrafi pisać kod i czy go rozumie. Za dziesięć lat bardziej będzie mnie obchodzić, czy kandydat rozumie priorytety biznesowe, otoczenie rynkowe i ograniczenia prawne… Obecne nazwy stanowisk to “data scientist”, “software engineer”. Uważam, że ulegną one transformacji. Stanowiska przyszłości będą raczej łączyć współczesne wymogi. Inżynier będzie musiał rozumieć otoczenie rynkowe tak, jak obecny “product manager”.
Jak przygotować się do tej zmiany?
Może to nie jest nic nowego ani szczególnie zaskakującego, ale na pewno niezbędne będą kompetencje związane z krytycznym myśleniem — niezależnie od sektora. Skoro nacisk będzie coraz mocniej położony na priorytety biznesowe, coraz ważniejsze będzie zadawanie pytań: “dobrze, ale po co to robimy?” “Co jest najważniejsze?”. Inżynierowie nie mogą już tylko znać języka programowania. Muszą wskazywać, co jest istotne, co krytyczne, co organizacja chce osiągnąć… We wskazywaniu tego wszystkiego pomaga krytyczne myślenie. Krótko mówiąc — kluczem do zawodów przyszłości nie jest “jak” pisać kod. Kluczem jest zrozumienie “dlaczego on powstaje?”.
Co zatem powinien robić dzisiejszy 18-latek, który pragnie w przyszłości pracować nad dużymi projektami IT?
Nie ma jednej drogi ani uniwersalnego przepisu. Sam studiowałem filozofię, a nie informatykę. Ale mam pewną radę, dość ogólną.
Słucham.
Rób rzeczy.
To znaczy?
Kreuj, możesz zapisać się na bootcamp (czyli intensywny kurs — przyp. red.) programowania, możesz tworzyć w zaciszu swojego pokoju, możesz budować na uczelni… Ale ważne, żebyś działał. Poprzez tworzenie i testowanie w praktyce, człowiek uczy się w niesamowitym tempie. Podczas rozmów z kandydatami zawsze zwracam uwagę na to, czy coś zbudowali, czy sprawdzili swoje pomysły w realnym świecie. A idealnie, jeśli tworzyli coś we współpracy z innymi ludźmi. To pokazuje, że dany kandydat nie tylko potrafi tworzyć, ale także współdziałać. W końcu niewiele wielkich rzeczy powstało w izolacji, opracowanych przez jedną osobę. Wielkie rzeczy rodzą się dzięki współpracy — i tej zasady trzymamy się w Google.
Rynek pracy jest jednak obecnie wymagający. Rozumiem, że warto “tworzyć”, ale ludzie potrzebują zarobków, żeby się utrzymać.
To prawda, rynek pracy jest trudny. Sam byłem kiedyś w sytuacji, gdy szukałem pracy i wiem, że to nie jest łatwe. Moim zdaniem obecna sytuacja nie jest bezpośrednio związana z AI, to raczej element cyklu na rynku pracy. Spowodowały ją różnorodne zawirowania polityczne i gospodarcze — one doprowadziły nas do tego punktu. I zgadza się, teraz proces poszukiwania pracy jest dłuższy, co jest trudne dla wielu. Ale nie jest tak, że nic się nie dzieje. Tylko w Google w Warszawie szukamy obecnie kilkudziesięciu osób. Naprawdę, oferty są dostępne. A ten wymagający okres, jak każdy cykl, kiedyś się zakończy. Więc zachęcam — twórzmy, nawet w trakcie poszukiwań pracy. Z pewnością to pomoże. Nie mówiąc o tym, że na przykład wiele organizacji pozarządowych może skorzystać z naszych projektów. Warto to rozważyć.
“Kolejne etapy rewolucji są nieuniknione”
Zadam osobiste pytanie. Dlaczego po filozofii zdecydował się pan na wejście do świata IT?
Z jednej strony, zdałem sobie sprawę, że nie ma zbyt wielu ofert pracy dla absolwentów filozofii (śmiech). Ale to nie było najważniejsze. Na studiach wiele uczyłem się o teorii komunikacji. Zrozumiałem, że formy komunikacji właściwie nie zmieniły się od tysięcy lat. Malarstwo, pisanie, rzeźbiarstwo, opowiadanie historii… To wszystko jest nam znane od wieków. Wtedy dotarło do mnie, że tworzenie programów to coś nowego — właściwie pierwsze “nowe” ujście dla ludzkiej kreatywności od bardzo dawna w historii ludzkości. Poczułem, że to jest coś przełomowego — i że chcę być częścią tej transformacji. No i nauczyłem się programowania. Przyznaję, miałem ogromne szczęście, trafiając na pracodawców, którzy chcieli mnie w tym wspierać.
Program jako medium. Przyznaję, to interesująca koncepcja.
Tak jak wspomniałem, aktualnie zajmuję się głównie tworzeniem programów dla ludzi, którzy tworzą programy. Lubię więc myśleć, że robię coś podobnego do tego, co kiedyś robili twórcy pędzli dla pierwszych malarzy (śmiech).
Obserwujemy ciekawy trend — jest coraz więcej robotów, często bazujących na LLM-ach. Czy będzie ich coraz więcej? Czy będziemy z nimi pracować?
W pewnym sensie, to już się dzieje. Mój termostat wie, kiedy wracam do domu — i dostosowuje temperaturę. Moi znajomi mają lepsze samochody niż ja — i ich auta również ustawiają ulubioną temperaturę, gdy tylko wsiądą za kierownicę. Mamy coraz więcej agentów AI, którzy podsumowują naszą pracę lub pomagają nam wykonywać nasze obowiązki. Często notują coś za nas lub po prostu pomagają w realizacji naszych zadań. W pewnym sensie stają się naszymi współpracownikami. Obecne LLM-y opierają się głównie na tekście i obrazie. Ale w przyszłości prawdopodobnie będą zintegrowane z żyroskopami, akcelerometrami czy czujnikami ciśnienia… Zatem LLM-y będą coraz bardziej “robotyczne”, będą potrafiły coraz więcej. To ostatecznie będzie kolejny element obecnych rozwiązań. Kolejne etapy rewolucji AI są w zasadzie nieuniknione. Chociaż trudno mi przewidzieć, kiedy to nastąpi.
Ryan J. Salva aktualnie pracuje nad rozwiązaniami Google Cloud, ale ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie w pracy z narzędziami programistycznymi i w dziedzinie tworzenia oprogramowania.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
