Czy “spora” energetyka państwowa skorzysta na ewentualnym zmniejszeniu kosztów systemu handlu emisjami? Eksperci branżowi mówią — to jest zależne.

We wtorek, siedemnastego dnia marca, państwowe przedsiębiorstwa energetyczne na GPW zyskały dynamiki. Notowania akcji potentatów poszybowały w górę, a prym wiodła PGE, notując wzrost o 13,7 proc., a następnie Enea i Tauron z wynikami odpowiednio 11,7 proc. i 10 proc.
Dalszy ciąg artykułu znajduje się pod materiałem video:
Ekonomista: Glapiński to najbardziej upolityczniony prezes NBP w historii
O 10,7 proc. podniósł się także indeks WIG-Energia, za który w przeważającej części odpowiadają wspomniane podmioty, co stanowiło najsilniejszy wzrost od lipca 2023 r. Wycena akcji PGE przed końcem wtorkowej sesji przekroczyła 10 zł; podobnie było w przypadku Tauronu, natomiast w odniesieniu do Enei jeden walor był wyceniany na prawie 24 zł.
Czytaj też: Akcje Orlenu pokonały rekord z 2017 r. Wartość spółki to już 157 mld zł
Reakcja rynku na możliwe modyfikacje w ETS
Po porannej kontynuacji zwyżek z wtorku, środa osiemnastego dnia marca przyniosła stabilizację i obniżki. Do godzin popołudniowych notowania akcji PGE zeszły o 1,7 proc., Enei o 3,2 proc., a Tauronu — o 1,3 proc. O 1,8 proc. zmniejszył się też indeks WIG-Energia. Co było przyczyną wcześniejszych imponujących wzrostów?
Już we wtorek eksperci byli zgodni, iż rynek zareagował w ten sposób na doniesienia o potencjalnych zmianach w systemie ETS. O reformie mechanizmu uprawnień do emisji CO2 rozmawia się w Europie od jakiegoś czasu; do modyfikacji, które zredukowałyby koszty głównie dla przemysłu, wzywają tacy przywódcy jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz czy prezydent Francji Emmanuel Macron.
Krytycznie o systemie w aktualnej postaci wyrażają się także inni premierzy i głowy państw, w tym prezydent Karol Nawrocki, który siedemnastego dnia marca publicznie zadeklarował poparcie dla likwidacji ETS, zachęcając rząd do przyjęcia tego samego stanowiska. Zmiany przed szczytem UE, który odbędzie się w dniach 19-20 marca, zapowiedziała również Ursula von der Leyen. Nie znamy jeszcze ich ostatecznego kształtu, ale tendencja jest wyraźna — ceny uprawnień mają być niższe i bardziej przewidywalne.

“Niespodziewana” reakcja inwestorów
Problem polega na tym, że obniżka kosztów uprawnień do emisji niekoniecznie musi być korzystna w dłuższej perspektywie dla energetycznych potentatów z polskiej giełdy. Zdaniem Pawła Puchalskiego, analityka z Santander Biuro Maklerskie, wtorkowa reakcja rynku, który nagrodził PGE, Eneę czy Tauron rosnącymi cenami akcji, była dość zadziwiająca.
– Niskie stawki w systemie ETS oznaczają niższe stawki za energię, a te miałyby wyraźnie negatywny wpływ na segmenty energii odnawialnej w dużych grupach. Nie byłoby to także korzystne dla segmentu dystrybucji — wyjaśnia.
Analityk dodaje, że na tańszych pozwoleniach mogłyby nieco zyskać przede wszystkim bloki zasilane węglem brunatnym, podczas gdy dla stosunkowo czystych segmentów efekt mógłby być przeciwny. – Moim zdaniem obniżenie cen pozwoleń na emisję CO2 byłoby opłacalne dla uczestników rynku energii tylko wtedy, gdyby jej stawki utrzymały się na zbliżonych poziomach jak obecnie albo spadłyby nieznacznie – konkluduje Paweł Puchalski.
Ceny gazu nie determinują rynku energii w Polsce
Ekspert z Santander Biuro Maklerskie wyraża również wątpliwości co do szans na większą i trwałą redukcję cen pozwoleń dla energetyki. – Uważam, że ewentualne modyfikacje w ETS, takie jak dłuższe przydzielanie bezpłatnych uprawnień czy wprowadzenie korytarza cenowego, będą dedykowane przede wszystkim przemysłowi. Energetyka radzi sobie relatywnie dobrze pod względem wyników, więc nie przypuszczam, żeby rezultaty spółek energetycznych były głównym przedmiotem zainteresowania Komisji Europejskiej — zaznacza.
Polskie spółki energetyczne jak dotąd nie odczuły też wyraźnie korzyści z geopolitycznych perturbacji na rynku gazu, który w ostatnich tygodniach odnotował zauważalny wzrost cen. Przyczyna jest bardzo prosta — ostateczną cenę energii w naszym kraju wciąż kształtują głównie jednostki węglowe.

— Sądzę, że hipotetycznie, gdyby na europejskich rynkach energii, gdzie cenę ostateczną kształtują bloki gazowe, zrobiło się bardzo drogo, spółki mogłyby zarabiać na eksporcie energii. Co do obecnego wpływu konfliktu na Bliskim Wschodzie, ceny energii na rynku hurtowym od 27 lutego, czyli ostatniego dnia przed wybuchem konfliktu, podskoczyły o kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. To wciąż za mało, żeby duzi gracze mogli zarejestrować znaczące zyski — podsumowuje Paweł Puchalski.
Czytaj też: Rynek energii już odczuwa konsekwencje wojny. Prezes czołowej polskiej firmy OZE mówi, czego mogą oczekiwać odbiorcy
Kto odniesie korzyść z niższych stawek w ETS
Zdaniem Jakuba Bronickiego, analityka WOOD&Company, wtorkowe wzrosty notowań nie były jedynie reakcją inwestorów na oczekiwane modyfikacje w ETS, ale stanowiły również pewnego rodzaju korektę po spadku zaobserwowanym w momencie wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie.
— Polski sektor elektroenergetyczny ucierpiał wówczas na giełdzie znacznie silniej niż inne sektory, mimo, że jego ekspozycja na wyższe stawki gazu jest dużo mniejsza niż w większości krajów europejskich — zauważa.
Dodaje jednak, iż w pewnej perspektywie wzrost cen gazu może być korzystny dla polskich spółek, które, podobnie jak miało to miejsce podczas kryzysu energetycznego w latach 2022-2023, będą mogły poprawić swoje marże dzięki wyższym cenom energii na rynku, przy jednoczesnych stabilnych kosztach paliw, wynikających z dalszego oparcia o węgiel.
Co się tyczy stawek uprawnień do emisji, ich ewentualne obniżenie w ocenie Bronickiego byłoby dla polskich spółek energetycznych zdecydowanie bardziej korzystne niż dla ich odpowiedników w innych krajach.
– Przyczyną jest o wiele wyższy udział najbardziej emisyjnego paliwa, czyli węgla. Na niższych stawkach w ETS najwięcej powinna zyskać PGE, która jako jedyna spółka dysponuje elektrowniami spalającymi najbardziej emisyjny węgiel brunatny. Mniejsze korzyści osiągnęłyby też Enea czy Tauron — prognozuje ekspert.
Węgiel nie blokuje, ale pogarsza wyniki
Czy aktywa węglowe w portfelu dużych spółek stanowią barierę w pozyskiwaniu przez nie rynkowego finansowania swoich inwestycji? Jakub Bronicki przeczy i wskazuje na zaprezentowane w latach 2024-2025 wieloletnie strategie rozwoju PGE, Enei i Tauronu.
– Wszystkie te spółki ogłosiły ambitne plany inwestowania w źródła odnawialne a także w sieci dystrybucyjne. Łączne nakłady do 2035 r. mają dosięgnąć niemal 500 mld zł. W momencie ogłaszania strategii nie dostrzegano więc kłopotu z pozyskiwaniem finansowania. Widać wyraźne ustępstwa ze strony instytucji finansowych, które wcześniej faktycznie “karały” dużą energetykę za posiadanie źródeł węglowych. Obecnie to podejście jest zdecydowanie bardziej przyjazne, co mogło być jednym z powodów porzucenia idei wydzielenia tych aktywów do NABE (Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, którą zamierzał utworzyć poprzedni rząd, po to, aby uwolnić spółki od problematycznego węgla; z pomysłu oficjalnie odstąpiono latem zeszłego roku — przyp. red.) — tłumaczy analityk WOOD&Company.

Problem z aktywami węglowymi jest inny — choć nie utrudniają pozyskiwania funduszy z rynku, wyraźnie obciążają wyniki finansowe spółek.
– Gdyby nie udział w rynku usług bilansujących czy kontrakty z rynku mocy, spółki w swoich segmentach energetyki konwencjonalnej już teraz wykazywałyby straty. Zresztą spodziewają się ich w perspektywie najbliższych lat. Strategia PGE zakłada 5 mld zł straty w swojej energetyce konwencjonalnej w 2030 r. i 3 mld zł straty w 2035 r. To realne obciążenie dla całego bilansu — reasumuje Jakub Bronicki.
“Nastawienie GPW w pełni zrozumiałe”
Jak wspomina Kamil Moskwik, analityk Plentra Research, przy aktualnych stawkach paliw i uprawnień do emisji, te drugie stanowią ok. 65 proc. jednostkowego kosztu produkcji energii elektrycznej z węgla kamiennego. W przypadku gazu to ok. 25 proc. — Każdy wzrost kosztów CO2 pogarsza więc rentowność wytwórców opartych o powyższe paliwa – tłumaczy analityk.
Niższe stawki albo większa kontrola nad ich poziomem i zmiennością — do czego ma prowadzić planowana reforma systemu ETS – otwierają więc “pole do poprawy rentowności segmentu energetyki konwencjonalnej”.
— Z tego punktu widzenia nastawienie GPW przekładające się na zwyżkę akcji państwowych grup energetycznych jest zatem w pełni zrozumiałe – argumentuje Moskwik. — Pojawia się jednak pytanie, czy to nastawienie jest chwilowe, czy utrzyma się w dłuższej perspektywie — dodaje po chwili.
Niezależnie od zwyżek albo zniżek na rynku CO2, w opinii eksperta najważniejszym i najpewniejszym źródłem przychodów dla dużych grup energetycznych w dalszym ciągu będą posiadane przez spółki sieci dystrybucyjne. Natomiast aktywa OZE, obniżając hurtowe stawki energii i prowadząc do stawek ujemnych w momentach dużej podaży, mogą osłabiać własne przychody.
– W dłuższej perspektywie najcenniejsze w elektroenergetyce będą usługi systemowe (w dużej mierze oparte o dyspozycyjne źródła cieplne i magazyny energii), elastyczność oraz sieci dystrybucyjne — podsumowuje Moskwik.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
