Maszyny F-35 zostały “przedstawione Polakom”. Tym samym nasze siły zbrojne wzbogaciły się o najnowocześniejsze myśliwce piątej generacji. Problem polega na tym, że piąta generacja już powoli… się dezaktualizuje. Kilka państw pracuje obecnie nad kolejną. Kiedy zatem samoloty piątej generacji staną się przestarzałe? I czego można oczekiwać po szóstej?
Obecnie F-35 stanowi symbol nowoczesności — nie tylko w Polsce. Problem jednak w tym, że technologia ta nie jest już tak nowa.
F-22, pierwsza maszyna tej generacji, wzbiła się w powietrze po raz pierwszy w… 1997 roku. F-35 odbył swój dziewiczy lot w 2006 roku. To sporo czasu. Zatem prace nad następcami tych maszyn są coraz bardziej zaawansowane. Pojawia się pytanie, czy będą to jeszcze myśliwce w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Pomijając już fakt, że kwestionuje się potrzebę posiadania takich maszyn, kosztujących setki milionów złotych za sztukę, w dzisiejszych czasach.
Czytaj również: Biznes wojenny rośnie w siłę. Wartość dziesięciu największych firm przekroczyła bilion dolarów
Nie tylko F-35 się dezaktualizuje. Chiński Chengdu J-20 odbył swój pierwszy lot 15 lat temu. A w tak trudnych czasach technologia na polu walki ewoluuje niezwykle szybko.
Nad myśliwcami szóstej generacji pracuje zatem już kilka państw. Wygląda jednak na to, że jeden kluczowy projekt raczej nie odniesie sukcesu. Upadł bowiem plan budowy myśliwca Future Combat Air System (FCAS), nad którym pracowali Niemcy, Francuzi i częściowo również Hiszpanie.
Zobacz: F-35 przelatują nad Polską. “Najnowocześniejszy nabytek polskiego lotnictwa”
Po dziewięciu latach ogłoszono, że projekt wart nawet 100 miliardów euro zostanie zarzucony, ponieważ firmy Dassault Aviation i Airbus Defence and Space nie były w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie szczegółów.
Nie oznacza to oczywiście, że europejski myśliwiec szóstej generacji nie powstanie, ale upadek projektu FCAS znacznie oddala tę perspektywę. Niektóre europejskie media sugerują jednak, że pewna płaszczyzna współpracy między Berlinem a Paryżem nadal istnieje. Nie będzie to jednak łatwe. Francja pragnie bowiem samolotu zdolnego m.in. do przenoszenia broni jądrowej oraz operowania z lotniskowców. Niemcy wyrażają tu pewne zastrzeżenia — nie posiadają lotniskowców i raczej nie będą ich mieć.
Zobacz: Niemcy i Francja nie zbudują myśliwca przyszłości. Trzy scenariusze dla Europy
Myśliwce szóstej generacji. Te projekty są w grze
Oczywiście Europa nie ogranicza się do Berlina i Paryża. Nad swoim projektem pracują wspólnie Brytyjczycy i Włosi, we współpracy z Japończykami. Owocem tej współpracy jest projekt Tempest. Główną rolę odgrywa tu brytyjskie konsorcjum BAE Systems. Tutaj prace wydają się dość zaawansowane i o znaczących sporach — jak w przypadku FCAS — raczej się nie słyszy.

Oczywiście Amerykanie również mają swój projekt, będzie to F-47. Nazwa ma nawiązywać do faktu, że Donald Trump jest 47. prezydentem USA. Co ciekawe, projektem zajmuje się Boeing, a nie Lockheed Martin, który był odpowiedzialny za projekt F-35. Może to częściowo wynikać z problemów konstrukcyjnych, które nękały F-35 przez ostatnie lata.
Znacznie bardziej tajemniczy jest projekt pochodzący z Chin. A może nawet projekty. Pod koniec ubiegłego roku sieć obiegły zdjęcia i filmy z próbnego lotu samolotu, którym był prawdopodobnie Chengdu J-36. Jednak w kręgach wojskowych mówi się o jeszcze jednym projekcie — Shenyang J-50. Czy są to projekty konkurencyjne, czy raczej uzupełniające się? Tego do końca nie wiadomo. Analitycy z Zachodu są natomiast pewni, że prace nad tymi projektami są w Państwie Środka zaawansowane — być może nawet bardziej niż te w USA.
Pojawiały się również doniesienia o projektach z Brazylii, Indii czy Szwecji. Mogą tu wchodzić w grę ciekawe kooperacje — na przykład mówi się, że Brazylijczycy chcą rozwijać swoje nowe myśliwce na bazie obecnych modeli szwedzkich Saabów. Powstaje pytanie, czy w ten sposób mogą powstać “prawdziwe” myśliwce kolejnej generacji, czy będzie to raczej “ulepszona” piąta generacja.
Wielkim nieobecnym w tym wyścigu wydaje się być Rosja, choć również mówiło się o projekcie MiG-41 — jednak z dostępnych informacji wynika, że nie jest on raczej na razie bardzo zaawansowany.

Jakie więc będą nowe supermyśliwce?
Tygodnik “The Economist” zauważa, że wszystkie będą miały zapewne jedną cechę wspólną — będą bardzo duże.
Skąd się to bierze? Systemy przeciwlotnicze stają się coraz bardziej zaawansowane, przez co priorytetem staje się “oszukiwanie radarów”. Konstruktorzy uznali więc, że lepiej wszystkie bomby czy rakiety schować do wnętrza maszyn — bo jeśli “zwisają” one np. na skrzydłach (tak jak chociażby w F-16), to radarom przeciwnika łatwiej je wykryć.
I tak: obecny F-35 ma długość 15,7 m, F-47 ma mieć tymczasem 19,2 m. A będzie to i tak prawdopodobnie jeden z mniejszych myśliwców szóstej generacji — chińska konkurencja ma być znacznie większa.
Kluczowy będzie również zasięg. Tutaj przyczyną jest również to, że wojskowi spodziewają się, iż przyszły duży konflikt może rozegrać się nad wodami Pacyfiku. Dlatego — jak podaje portal Defence One — F-47 ma mieć o 70 proc. większy zasięg na jednym tankowaniu niż F-22. Brytyjsko-włosko-japoński Tempest ma być z kolei w stanie pokonać cały Atlantyk na jednym tankowaniu.
Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że nowe myśliwce będą znacznie szybsze niż te piątej generacji. F-47 będzie mógł się poruszać z prędkością 2 machów, podczas gdy F-35 może osiągnąć 1,6 macha.
Nie to jednak będzie najistotniejsze. Gen. Dariusz Parylak podkreślał, że to sztuczna inteligencja będzie decydować o losach przyszłych wojen. Konstruktorzy nowych samolotów na pewno zdają sobie z tego sprawę. “The Economist” opisuje, że nowe maszyny będą nie tylko samolotami, ale wręcz mobilnymi centrami danych, połączonymi z czołgami czy okrętami. Dane mogą być przekazywane do “centrów sztucznej inteligencji”. Ta sztuczna inteligencja będzie mogła podejmować decyzje o celach ataków — czy też o momencie, w którym ataki mają być przeprowadzone.
Trudno nie zadawać tu pytań o rolę pilotów. Na razie prawdopodobnie wszystkie kraje zakładają, że człowiek za sterami jest niezbędny. Przynajmniej w obecnej chwili.
Nie brakuje jednak osób, które chciałyby podążać w zupełnie innym kierunku. Nie da się również ukryć, że ostatnio bardzo szybko rozwijają się drony — zwłaszcza w konflikcie na Ukrainie widać tu niesamowity postęp, nawet w ciągu ostatnich miesięcy.
Pojawia się pytanie, czy AI jest już na tyle rozwinięta, by całkowicie zastąpić pilotów. Pojawiają się analizy, że ich rola zostanie zredukowana w myśliwcach nowej generacji do kogoś w rodzaju “oficera odpowiedzialnego za wybór broni”. Kluczowe decyzje będą podejmować bowiem dowódcy, którzy będą mieli dostęp do zgromadzonych przez AI danych. Nie można wykluczać również, że to sama AI będzie podejmować decyzje, a oficer w samolocie będzie je jedynie weryfikował i wykonywał. Być może myśliwce szóstej generacji będą również czymś w rodzaju “centrum dowodzenia” dla roju dronów. Niemniej, jest bardzo prawdopodobne, że szósta generacja myśliwców będzie ostatnią, która będzie potrzebowała człowieka w kokpicie.
No dobrze, ale kiedy pojawią się te maszyny?
Z informacji portalu Defence One wynika, że istnieje presja, aby w USA maszyna F-47 była gotowa do pierwszego lotu w 2029 roku — czyli przed końcem kadencji Donalda Trumpa. Inne źródła podają, że pierwszy test może się odbyć rok wcześniej. Zazwyczaj wdrożenie maszyny do produkcji i do służby zajmuje sporo czasu. Dla przykładu — pierwszy lot F-35 odbył się w 2006 roku, a samolot wszedł do służby dziewięć lat później. Przy tak skomplikowanych projektach — a przecież szósta generacja będzie znacznie bardziej zaawansowana technologicznie niż piąta — można się spodziewać niezliczonych problemów i opóźnień.
Brytyjsko-włosko-japoński Tempest ma natomiast planowo wejść do służby w 2035 roku. Patrząc na rozwój Chin, można się spodziewać, że Pekin będzie tutaj szybszy. “The Economist” podkreśla jednak, że w wielu stolicach pojawiają się pytania, czy naprawdę warto inwestować gigantyczne środki w projekty, z których pożytku nie będzie jeszcze przynajmniej przez dekadę. Ponownie wielu ekspertów zwraca tu uwagę na Ukrainę. Wojska tego kraju atakują ostatnio cele w Moskwie czy Petersburgu, ale nie robią tego samolotami F-35 czy F-22 — tych na razie nie posiadają i prędko się to nie zmieni. Udaje im się to dzięki postawieniu na nowoczesne systemy bezzałogowe, które są dziesiątki, o ile nie setki, razy tańsze niż skomplikowane myśliwce najnowszych generacji.
Autor: Mateusz Madejski, dziennikarz Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
