Po latach postrzegania jej jako niezaprzeczalny symbol stabilności oraz ekspansji eksportowej, niemiecka ekonomia coraz bardziej przywodzi na myśl organizm, w którym tymczasowe “wzloty” koniunktury ukrywają poważne problemy natury strukturalnej. — Jeżeli Niemcy się nie opamiętają i nie zmodyfikują tego schematu (…) sytuacja będzie bardzo trudna — ostrzega dr Konrad Popławski z Ośrodka Studiów Wschodnich w Onet Rano Finansowo.

Fragment rozmowy:
Problemy ekonomii Niemiec. Specjalista: tą drogą nie zajdziemy daleko
Zastój zamiast niemieckiego sukcesu
Najnowszy wynik indeksu PMI dla wytwórstwa w Niemczech (wzrost do 50,7 pkt z 49,1 pkt w styczniu) dał u zachodniego sąsiada nadzieję po okresie niekorzystnych danych i pesymistycznych prognoz. Wskaźnik, który odzwierciedla nastroje zarządzających odpowiedzialnych za zaopatrzenie w przedsiębiorstwach produkcyjnych, w końcu się podniósł, rodząc pytania o ewentualne odrodzenie.
Ekspert Onet Rano Finansowo tonuje jednak optymizm. — Pragnąłbym jednak zobaczyć coś bardziej trwałego — stwierdza dr Konrad Popławski, ekonomista i koordynator projektu Powiązania gospodarcze w regionie w Ośrodku Studiów Wschodnich. Przypomina, że niemiecka gospodarka “w gruncie rzeczy od pięciu lat tkwi w stagnacji, a nawet momentami w recesji” i w dalszym ciągu nie wydostała się z tego “błędnego koła”.
Na kondycję ekonomiczną zza Odry coraz mocniej oddziałują bowiem kwestie strukturalne: zaniedbana infrastruktura transportowa i energetyczna, opóźnienia w digitalizacji administracji publicznej i biznesu, a także jedne z najwyższych globalnie opłat za energię. W takim przypadku pojedynczy lepszy wynik PMI jest bardziej “sygnałem”, który nie zapowiada zmiany na lepsze, niż początkiem stałego trendu wzrostowego.
Droga energia i zbyt ciasny budżet
Rząd w Berlinie usiłuje stymulować gospodarkę poprzez podniesione wydatki publiczne i zapowiada impuls inwestycyjny. Chodzi zarówno o infrastrukturę, jak i o wsparcie transformacji energetycznej oraz przemysłu przyszłości. — Państwo stara się poprzez inwestycje publiczne w pewnym stopniu rozruszać koniunkturę gospodarczą. Jednak można to robić tylko przez pewien okres. Niemcy także nie mają nieograniczonego budżetu i pojawia się pytanie, czy przyniesie to trwałe zmiany — podkreśla dr Popławski.
W rzeczywistości oznacza to rozterkę: jak jednocześnie utrzymać konkurencyjność przemysłu, który boryka się z bezprecedensowo wysokimi cenami energii, i nie wywrócić do góry nogami ostrożnej polityki budżetowej, głęboko wrośniętej w niemiecką mentalność ekonomiczną. Wysokie opłaty za prąd i gaz stają się dla firm dotkliwym “obciążeniem”, zwłaszcza w energochłonnych sektorach, które dotąd decydowały o potędze niemieckiego eksportu.
Deregulacja po przeciwnej stronie Atlantyku
Następnym wyzwaniem, na które zwraca uwagę ekspert OSW, jest zbyt powolna liberalizacja nowych obszarów gospodarki w Niemczech i w całej Unii Europejskiej. — Nowe sektory nie rozwijają się, ponieważ o wiele łatwiej, będąc nawet małym startupem, od razu udać się do Stanów Zjednoczonych — zauważa dr Popławski. Właśnie tam młode firmy znajdują połączenie trzech najważniejszych zalet: wielkości rynku, łatwiejszego dostępu do kapitału i bardziej liberalnych regulacji przynajmniej na początkowym etapie rozwoju.
Europa natomiast często “chwali się” tym, że w “niezwykły sposób” bardzo szybko i dokładnie reguluje nowe dziedziny technologiczne. Skutek bywa przeciwny do zamierzonego: innowacyjne sektory — od fintechu po technologie ekologiczne — często rozwijają się szybciej tam, gdzie prawodawca daje im więcej pola do testowania. W rezultacie istnieje ryzyko utrwalenia roli Niemiec i całej UE jako dostawcy precyzyjnych norm, lecz niekoniecznie najważniejszych innowacji.
Pułapka zależności od Chin
Według Popławskiego niemiecka ekonomia ma dwie ścieżki — albo zasadniczą modyfikację paradygmatu gospodarczego, albo dalsze trwanie w letargu.
Kluczem do obecnych dylematów Berlina jest jednak model gospodarczy oparty na wywozie towarów. — Jeżeli Niemcy się nie opamiętają i nie zmienią tego schematu nadmiernej otwartości europejskiej gospodarki, to znaczy właśnie zbytniego angażowania się w układy handlowe, zwłaszcza z Chinami, sytuacja będzie bardzo trudna — przestrzega dr Popławski.
Przez lata niemieckie koncerny pomagały budować chińską siłę przemysłową, inwestując kapitał, technologie i know-how w sektorach, w których same były najsilniejsze — od motoryzacji po przemysł maszynowy. Dziś coraz częściej widać, że wyhodowany w ten sposób konkurent staje się rywalem na globalnych rynkach, także w samej Europie.
Niemcy stoją zatem w rozkroku: z jednej strony pozostają silnie uzależnione od chińskiego rynku zbytu i sieci fabryk w Państwie Środka, z drugiej — odczuwają konsekwencje masowego napływu tanich produktów z Chin na rynek unijny. — Widzimy, jakie to idzie tsunami, jak bardzo to podważa konkurencyjność wielu sektorów — mówi ekspert OSW. I dodaje, że problem coraz częściej zauważają także polscy przedsiębiorcy, m.in. w tak specjalistycznych sektorach, jak huty szkła, gdzie chińscy gracze pojawiają się w niszach uważanych dotąd za trudne do opanowania.
Między Waszyngtonem a Pekinem
Kontekst niemieckich trudności ekonomicznych wykracza daleko poza same Niemcy — rozgrywa się na tle narastającej rywalizacji Stanów Zjednoczonych z Chinami oraz redefinicji porządku globalnego. W Europie coraz częściej słychać pytanie, czy Ameryka w obliczu rosnącego zadłużenia i napięć politycznych nie rezygnuje z roli gwaranta dotychczasowego systemu gospodarczego.
Dr Popławski nie zgadza się z twierdzeniem o “oddawaniu pola” przez USA. — Ameryka nie oddaje pola, po prostu chciałaby korekty pewnej systemowej, ekonomicznej — argumentuje. Jego zdaniem gwałtowne kroki amerykańskiej polityki — od ceł po naciski na sojuszników — należy interpretować jako sygnał, że “systemu światowego w tym kształcie nie są już w stanie utrzymać”. Innymi słowy: Waszyngton oczekuje, że inni uczestnicy globalnego układu, w tym Europa, wezmą na siebie większą część kosztów jego utrzymania.
Widać to chociażby w dyskusji o podziale obowiązków w zakresie bezpieczeństwa, lecz także w sporach handlowych i technologicznych. Symbolicznym wyrazem tego zwrotu stają się cła oraz inne narzędzia ochrony rynku przed nieuczciwą konkurencją. — Albo wszyscy przyłożą się do tego, by wspólnie go zmodyfikować, albo to się rozpadnie, bo my już po prostu dłużej nie dajemy rady — streszcza logikę amerykańskiego podejścia ekspert OSW.
Lekcja dla Europy i Polski
Dla Berlina i Brukseli oznacza to konieczność ponownego rozważenia strategii gospodarczej wykraczającej poza prosty model “więcej eksportu”. Europa musi w większym stopniu budować własne możliwości technologiczne, inwestować w badania i rozwój oraz współpracę przemysłową wewnątrz Unii, nie polegając jedynie na korzystnych warunkach handlowych zewnętrznych partnerów.
To z kolei stawia pod presją niemiecki model, który przez dekady opierał się na taniej energii z importu, rozległych rynkach zbytu i stosunkowo niewielkich nakładach wojskowych. Obecnie do kalkulacji ekonomicznej dochodzą koszty bezpieczeństwa, ryzyka geopolityczne oraz konieczność budowy własnych łańcuchów dostaw w kluczowych sektorach, takich jak półprzewodniki, technologie energetyczne czy obronne.
Zmiana kursu w Niemczech będzie w Polsce uważnie śledzona nie tylko dlatego, że nasz zachodni sąsiad jest głównym partnerem handlowym. Od tempa i jakości niemieckiej transformacji będzie w dużej mierze zależeć kondycja polskiego eksportu, zwłaszcza w sektorach silnie powiązanych z niemieckimi łańcuchami wartości.
“Tą drogą już dalej nie pojedziemy”
Zdaniem dr. Konrada Popławskiego obecny model globalizacji, w którego centrum znalazły się Niemcy jako europejski lider eksportu, zbliża się do granicy. Europa nie może dłużej bazować swojej strategii jedynie na eksporcie i nadziei, że wolny handel sam w sobie zagwarantuje dobrobyt i bezpieczeństwo.
— Europa zwłaszcza musi wziąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, także nie skupiać się tylko na eksporcie, ale i na rozwijaniu technologii w Europie i na kooperacji technologicznej — podsumowuje ekspert OSW. — Tą drogą już dalej nie pojedziemy — dodaje.
Onet Rano. Finansowo
“Onet Rano. Finansowo” to cotygodniowy program, w którym dziennikarze Business Insidera debatują z zaproszonymi ekspertami świata biznesu i polityki o bieżących wydarzeniach i kwestiach powiązanych z polską gospodarką, finansami publicznymi oraz wpływem polityki na portfele każdego Polaka.
Program można obejrzeć w każdą środę o godz. 10 na stronie głównej portalu Onet, a od godz. 11 jako podcast w Onet Audio.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
