Poznaliśmy założenia kluczowego dokumentu, który definiuje zasady budowy drugiej elektrowni atomowej w Polsce. Ustaliliśmy, że w proces ten zaangażowany zostanie państwowy potentat — PGE. Wiemy, jakie zadania otrzyma. Nasze źródła ujawniają również, jaki jest stan negocjacji dotyczących umowy na budowę pierwszej elektrowni.
O tym, że negocjacje w sprawie umowy na budowę pierwszej elektrowni napotykają na trudności i nie uda się ich sfinalizować w czerwcu, jak pierwotnie zakładano, jako pierwsi informowaliśmy w kwietniu.
Sprawdź: Ciężkie rozmowy z Amerykanami. Ujawniamy, co się dzieje wokół elektrowni jądrowej
Od tamtego czasu, jak słyszymy, rozmowy poczyniły postępy, jednak pozostają niezwykle złożone. — Dyskusje na temat umowy dotyczącej budowy elektrowni w Choczewie (EPC — Engineering, Procurement, Construction) postępują bardzo powoli. Wydaje się, że jesienią dojdzie do próby sił, która pokaże, kto będzie bardziej zdecydowany — przekazuje nam osoba mająca wiedzę na temat Polskich Elektrowni Jądrowych.
Z kolei, jeśli chodzi o budowę drugiej elektrowni, to w grze są trzy państwa.
Co z pierwszą polską elektrownią?
Według oceny naszego rozmówcy, “postawa Amerykanów cechuje się bardzo ograniczoną gotowością do uznania argumentów drugiej strony, nawet w najprostszych kwestiach”. — Kontrahenci liczą na to, że presja polityczna Waszyngtonu na Warszawę będzie na tyle silna, że wystarczy poczekać — zaznacza źródło.
Podkreśla również: — Mamy do czynienia ze stroną mało ugodową, trudną co do zasady, a do tego mocno rozpieieszczoną przez podejście poprzedniego rządu.
Z kolei, jak dodaje, “władze PEJ pragną umowy, pod którą będą mogły się podpisać i której nie będą się musiały wstydzić“. — Jeśli druga strona potrzebuje więcej czasu na przemyślenie, lepiej poczekać, niż działać pośpiesznie. Nic nie wskazuje na to, że strona polska ulegnie. To są zbyt duże środki finansowe, zbyt duży projekt, by pozwolić sobie na jakiekolwiek pójście na skróty. Szczególnie że nikt nie jest wieczny w tym przedsięwzięciu i nikt nie chce ryzykować poważnych problemów w przyszłości — słyszymy.
— Jedynym moim zmartwieniem jest to, że Kancelaria Prezydenta w sposób emocjonalny zdecyduje się włączyć w ten proces, bijąc na alarm, że grożą opóźnienia w budowie atomu. Ale być może się opamięta i pozwoli polskiej stronie działać w interesie państwa — podkreśla nasze źródło.
Powodem do takich obaw jest aktywność PiS w obszarze energetyki jądrowej, w tym wpisy na platformie X byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
Dwa inne źródła z otoczenia projektu również potwierdzają, że Amerykanie są bardzo trudnym partnerem. — Pierwszym błędem było to, że zostali wybrani jako dostawcy technologii bez wcześniejszego ustalenia warunków, a dopiero potem rozpoczęto z nimi negocjacje — wyjaśnia jeden z naszych rozmówców. Ten wybór miał miejsce za rządów PiS w 2022 r.
Natomiast źródło bliskie rządowi uważa, że pomimo trudności, podpisanie umowy EPC nastąpi w tym roku. Przyznaje jednak, że wciąż brakuje porozumienia w sprawie spornych kwestii, które opisaliśmy w kwietniu.

Program polskiej energetyki jądrowej jest kluczowy dla drugiej elektrowni
Nasze informacje z kwietnia potwierdzają się również w odniesieniu do drugiej planowanej przez rząd elektrowni jądrowej. Pisaliśmy wówczas, że wiodącą rolę w dialogu konkurencyjnym prowadzonym z potencjalnymi budowniczymi drugiej elektrowni obejmie PEJ, a wraz z tą spółką stronę polską w rozmowach będzie reprezentować również Polska Grupa Energetyczna (PGE).
O kontrakt ten starają się Amerykanie, Francuzi i Kanadyjczycy. Tym razem jednak nasze źródła ujawniają więcej szczegółów.
Jak słyszymy, za dialog po stronie polskiej wspólnie odpowiadać będą Polskie Elektrownie Jądrowe oraz Polska Grupa Energetyczna. — W dokumencie zostanie sprecyzowane, kto i za co ponosi odpowiedzialność. PEJ będzie pełnić rolę koordynatora, mają także opracować model biznesowy — słyszymy.
Precyzyjnie określone zostaną również zadania dla PGE. — Spółka będzie odpowiedzialna za badania związane z lokalizacją oraz wstępne analizy wykonalności. Ma współpracować z oferentami przy ich przygotowaniu — opisuje źródło bliskie rządowi.
— PGE będzie zatem współodpowiedzialna za budowę drugiej dużej elektrowni jądrowej w Polsce, przy kluczowej roli PEJ — dodaje źródło. Resort energii będzie natomiast angażował się w obszar współpracy międzyrządowej, czyli w kwestie finansowania przez agencje kredytów eksportowych, lokalnych dostawców itp.
Zapisy w tej sprawie znajdą się w aktualizacji rządowego dokumentu o nazwie Program polskiej energetyki jądrowej (PPEJ). Według naszych rozmówców, Ministerstwo Energii ma go przedstawić po święcie Bożego Ciała — 8-9 czerwca. — Niedługo później zaprezentujemy harmonogram dla małych reaktorów modułowych (SMR) — dodaje.
PPEJ przewiduje budowę drugiej elektrowni w oparciu o duże reaktory jądrowe. Zostanie w nim doprecyzowane, jak ma przebiegać ta inwestycja. Zachowany ma zostać rok 2040 jako termin uruchomienia pierwszego reaktora tej elektrowni. — W porównaniu do pierwotnej wersji dokumentu, będzie jednak mniej szczegółów dotyczących etapów pośrednich w harmonogramie — słyszymy.
Równolegle rozpocznie się drugi etap dialogu konkurencyjnego, czyli postępowanie mające na celu wyłonienie strategicznego partnera do inwestycji w drugą dużą elektrownię jądrową.
— Do końca obecnej kadencji rząd planuje zakończyć dialog konkurencyjny. Nie jest jednak przesądzone, że zdąży wybrać partnera strategicznego — zaznacza nasze źródło. Dialog ma potrwać co najmniej rok.
Zaktualizowany PPEJ będzie zawierał sformalizowane ramy dialogu konkurencyjnego w sprawie drugiej elektrowni, czyli określi sposób zlecenia partnerom przygotowania ofert. Aktualizacja dokumentu będzie zawierała wnioski z pierwszej fazy dialogu konkurencyjnego.
Opóźnienie programu budzi obawy
Prezentacja aktualizacji PPEJ jest opóźniona. Tymczasem — jak słyszymy — dokument ma kluczowe znaczenie dla inwestycji w drugą elektrownię. Chodzi o to, że PGE potrzebuje podstawy do tego, aby móc przeznaczyć środki finansowe na przygotowanie analiz wykonalności. W tej kwestii będzie współpracować z partnerami zainteresowanymi polskim kontraktem. Na PPEJ bardzo czekają również Bełchatów i Konin, czyli lokalizacje preferowane przez rząd, jeśli chodzi o drugą elektrownię atomową. Dokument ma także istotne znaczenie dla oferentów, którzy oczekują formalnego uwzględnienia zasad dialogu konkurencyjnego.
— Z powodu opóźnienia w sprawie PPEJ nie będzie możliwe złożenie oferty do końca roku — informują nas źródła zbliżone do oferentów.
Jak tłumaczy, od wielu miesięcy planowano zlecenie wstępnych analiz wykonalności do końca pierwszego kwartału 2026 r., co zagwarantowałoby złożenie ofert do końca roku. — Nie nastąpiło to do dziś, z powodu niezrozumiałych opóźnień ze strony Ministerstwa Energii — stwierdza.
Wstępne analizy wykonalności mają zostać zlecone wszystkim trzem oferentom. Nasi rozmówcy szacują, że ich przygotowanie zajmuje pół roku. Krótko potem możliwe będzie złożenie oferty.
Nasze źródło bliskie rządowi wyjaśnia, że opóźnienie wynika z konieczności uwzględnienia decyzji Komisji Europejskiej z końca ubiegłego roku o zgodzie na pomoc publiczną dla pierwszej dużej elektrowni jądrowej, a także wniosków z konsultacji rynkowych, czyli prowadzonej od zeszłego lata pierwszej fazy dialogu konkurencyjnego.
Francuzi i Kanadyjczycy niezadowoleni z zaangażowania PEJ
Nie tylko opóźnienie PPEJ budzi kontrowersje. Naszym rozmówcom z kręgu oferentów nie podoba się również rola PEJ jako koordynatora dialogu. — Rodzi to obawy o obiektywizm procesu, z uwagi na silne zaangażowanie PEJ we współpracę z Amerykanami — mówi jeden z naszych rozmówców.
Potwierdza to źródło z otoczenia projektu: — Francuzi traktują PEJ jako przedstawicielstwo amerykańskich interesów. Podobnie Kanadyjczycy.
— Jeśli chodzi o prowadzenie dialogu konkurencyjnego przez PEJ i PGE, to nietypowe układy zawsze stwarzają problem — spółki będą musiały znaleźć wspólny język — komentuje.
Jednak rozmówca bliski rządowi uspokaja: — Musimy to zorganizować w taki sposób, aby wszyscy partnerzy mieli zaufanie do tego procesu, nie obawiali się, że konkurencja ma uprzywilejowaną pozycję. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której na przykład partner francuski będzie czuł się niekomfortowo z tym, że szczegółowe informacje o technologii, które będzie przedstawiał, będą się mieszać z obecną współpracą PEJ z Westinghousem.
— Tutaj konieczne jest zastosowanie ścisłych podziałów. Właśnie z tego powodu widzę również potrzebę bliskiej współpracy z PGE, która wprowadzi do tej układanki element niezależności — słyszymy.
O wyborze oferenta zdecyduje wkład finansowy i kwestie polityczne
Nasi rozmówcy z różnych stron dialogu zgodnie twierdzą, że kluczowym kryterium przy wyborze partnera do budowy drugiej elektrowni będzie wkład finansowy.
— Problem z finansowaniem jest realny — nie ma możliwości takiego zaangażowania finansowego państwa, jak w przypadku pierwszego projektu — słyszymy.
Dlatego, jak zaznacza nasz rozmówca, w dialogu z podmiotami zainteresowanymi realizacją inwestycji, strona polska od początku naciska na to, aby oferta obejmowała finansowanie.
Według niego, ustalenia w tej sprawie są na wstępnym etapie — nie wiadomo jeszcze, w jakim zakresie i na jakich warunkach oferenci są gotowi zaangażować się finansowo.
— Kanadyjczycy i Francuzi proponują finansowanie. Jest to możliwe nawet w przypadku Amerykanów, którzy przy pierwszym projekcie zdecydowanie odmówili zaangażowania finansowego — relacjonuje inna osoba z otoczenia projektu.
Zdaniem kolejnego rozmówcy, oferty technologiczne są do siebie bardzo zbliżone. — Atutem Kanadyjczyków jest to, że ich reaktory Candu działają w oparciu o naturalny uran, co eliminuje potrzebę jego wzbogacania. Dwa reaktory Candu w Rumunii należą do światowej czołówki pod względem dyspozycyjności — podkreśla.
Czy wybór partnera strategicznego, podobnie jak w przypadku pierwszej elektrowni, będzie miał charakter polityczny? — Kładziemy nacisk na merytoryczne czynniki — szczególnie istotne jest dla nas zaangażowanie finansowe. Jednak taki wybór, nawet jeśli jest merytoryczny, zawsze ma wymiar polityczny — odpowiada nasze źródło bliskie rządowi.
Co jest możliwe w tej kadencji?
Obecnie PGE bada lokalizacje preferowane przez rząd pod drugą atomówkę — w Bełchatowie i w Koninie. W obu tych miejscach w grę wchodzą tereny należące do Lasów Państwowych — w obu przypadkach po około 400 ha.
Według naszych rozmówców, do końca kadencji nie uda się zakończyć badań lokalizacji, jednak z dużym prawdopodobieństwem będzie można ocenić ich przydatność pod budowę elektrowni. Jak dotąd — słyszymy — ani w Koninie, ani w Bełchatowie nie napotkano żadnych przeszkód.
Pytamy o problem z dostępem do wody w Bełchatowie. — Tam znajduje się elektrownia o mocy 5,5 GW i nigdy, nawet w największe upały, nie została wyłączona, więc woda jest. Pochodzi z odwodnień kopalni, ponadto zastosowany zostanie zamknięty system chłodzenia, co ogranicza zużycie wody — brzmi odpowiedź.
Według naszych rozmówców, za lokalizacją w Bełchatowie przemawia aspekt społeczny, jednak elektorat sprzyjający obecnej koalicji znajduje się w Koninie, co stanowi mocny argument.
Jedno z naszych źródeł uważa jednak, że mimo wszystko najbardziej prawdopodobnym kandydatem na lokalizację jest Bełchatów. — To będzie jak Wałbrzych z lat 90., jeśli nic tam nie zostanie zaproponowane — wskazuje.
Pytamy naszych rozmówców zbliżonych do rządu, kiedy zapadnie decyzja w sprawie drugiej elektrowni jądrowej. — To bardzo złożony proces, ale robimy wszystko, co w naszej mocy, aby udało się to w 2027 r. Wiele zależy również od zaangażowania naszych partnerów — po ich stronie jest mnóstwo pracy do wykonania — odpowiada pierwsze źródło.
— Wybór partnera w obecnej kadencji jest możliwy jedynie w 50 proc. Wskazanie lokalizacji jest realne, ale nie przesądzone. Przed wyborami musi jednak nastąpić silne potwierdzenie tego projektu. Druga elektrownia atomowa powstanie — pytanie brzmi tylko, kiedy — stwierdza drugi z rozmówców.
Trzeci rozmówca jest jeszcze bardziej sceptyczny: — Jeśli chodzi o drugą elektrownię atomową, w ciągu najbliższego roku-dwóch nic się nie wydarzy, poza czysto polityczną deklaracją. Można spodziewać się zapowiedzi, że druga elektrownia powstanie w Bełchatowie na początku lat 40.
— Jeśli decyzja dotycząca wyboru technologii/oferenta nie zostanie podjęta w pierwszej połowie 2027 r., oznaczać to będzie opóźnienie projektu nie o kilka miesięcy, ale najprawdopodobniej — w realiach nowego parlamentu i rządu — o kilka lat. Można wtedy zapomnieć o wpisaniu tego projektu w transformację energetyczną regionu wybranej lokalizacji powęglowej, czyli obecne modne podejście “coal to nuclear” — podsumowuje nasze źródło bliskie oferentom.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
