Polska ma możliwość, by we własnym zakresie zbudować arsenał nuklearny – oznajmił w Studiu PAP specjalista z Strategy & Future, Albert Świdziński. W jego przekonaniu podstawowe trudności mają podłoże polityczne, a zasadniczą barierą dla potencjalnego rozwoju broni jądrowej w Polsce byłaby postawa Stanów Zjednoczonych.

Albert Świdziński jest szefem działu analitycznego w think tanku Strategy & Future oraz twórcą książki „Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej?”. Poprzednio sprawował funkcję koordynatora Programu Gier Wojennych i Symulacji w Fundacji Kazimierza Pułaskiego. Pytany w Studiu PAP o to, czy Polska mogłaby wejść w posiadanie broni jądrowej, udzielił odpowiedzi twierdzącej. Co więcej – jak zaznaczył – nasz kraj przynajmniej hipotetycznie byłby w stanie samodzielnie ją zbudować. Natomiast największym problemem nie byłaby sama technologia, lecz „środowisko polityczne i sytuacja międzynarodowa”.
– To gigantyczna inicjatywa przemysłowa. Wymaga powołania do życia wielu sektorów przemysłu, zanim w ogóle przystąpimy do budowy broni jądrowej, więc to nie jest proste. Jednakże państwa takie jak Korea Północna, Pakistan, Indie były w stanie stworzyć własny arsenał jądrowy już kilkadziesiąt lat temu, w głównej mierze własnymi siłami – oznajmił.
Jak zaakcentował, w przypadku opracowania ładunku nuklearnego broni termojądrowej, rozmawiamy o technologii pochodzącej jeszcze z lat 60. XX wieku, więc sama wiedza technologiczna nie stanowi aktualnie fundamentalnej przeszkody. Także wypracowanie środków jej przenoszenia, systemów dowodzenia i kontroli, stworzenie od podstaw całego przemysłu – mimo że byłoby niezwykle kosztownym przedsięwzięciem – nie przekracza możliwości państwa średniej wielkości, jakim jest Polska.
Przywołał przy tym zrealizowany przez amerykański ośrodek Lawrence Livermore National Laboratory w 1964 roku „eksperyment kraju n-tego”, w ramach którego trzem młodym doktorantom fizyki, nie specjalizującym się w broni nuklearnej, powierzono stworzenie schematu działania broni jądrowej. Jak nadmienił, w przeciągu trzech lat, bazując wyłącznie na ogólnodostępnych źródłach, opracowali schemat działania bomby jądrowej opartej o implozję. „Nie wykracza to zatem obecnie poza możliwości zdeterminowanego państwa średniej wielkości” – dodał.
Jednak w opinii Świdzińskiego newralgiczne ograniczenia mają charakter polityczny, przy czym wspomniał, że jeśli ów proces zakończyłby się pomyślnie, to byłby bardzo niebezpieczny, kosztowny i obciążony wieloma problemami.
Jego zdaniem wytworzenie przez Polskę broni jądrowej z oczywistych przyczyn nie leży w interesie Rosji, lecz również naszych partnerów w ramach NATO. Nasz kraj jest również sygnatariuszem układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), który formalnie nie zabrania wzbogacania uranu, ale – jak zaznacza – w rzeczywistości państwa spoza „klubu nuklearnego” mają bardzo ograniczone sposobności rozwijania pełnego cyklu paliwowego. Wyjątkiem jest Japonia.
W ocenie eksperta najistotniejszym czynnikiem hamującym potencjalną nuklearyzację Polski byłaby postawa Stanów Zjednoczonych, z którymi jesteśmy w relacji definiowanej jako „patron-klient”. Waszyngton historycznie zwalczał podobne aspiracje u swoich sojuszników, obawiając się zarówno utraty wpływów politycznych, jak i ryzyka tak zwanego wciągnięcia w konflikty przez bardziej stanowcze państwa posiadające broń jądrową.
– „Klient” nie dysponuje pełną zdolnością zarządzania eskalacją, czyli nie możemy sobie powiedzieć, że »my w tej chwili chcemy zaatakować Moskwę, żeby sprawić ból«, ponieważ Amerykanie pragną kontrolować tę eskalację, aby uniknąć na przykład bycia wciągniętymi w wojnę w sposób, nad którym nie mają kontroli. To jest ten sam powód, dla którego Amerykanie nie tylko nie będą skorzy, ponieważ nigdy nie są skorzy, lecz aktywnie zwalczaliby nasze próby nuklearyzacji, dopóki jesteśmy z nimi w formalnym sojuszu – podkreślił.
Tym samym w obecnej sytuacji – w przekonaniu Świdzińskiego – Polska, będąc w relacji sojuszniczej z USA, nie miałaby możliwości rozpoczęcia pełnowymiarowego programu jądrowego. Jak wskazał, posiadanie własnej broni nuklearnej przez sojuszników umniejsza znaczenie amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, co jest sprzeczne z interesami Waszyngtonu. W jego opinii Polska powinna dzisiaj więc realizować strategię „hedgingu” nuklearnego.
– Hedging to jest w znaczeniu werbalnym deklaracja, że my teraz nie pragniemy mieć broni jądrowej, lecz jeżeli coś się stanie albo nie stanie, to możemy rozważyć naszą postawę – dodał.
W sensie praktycznym – jego zdaniem Polska powinna rozwijać programy tak zwanego podwójnego zastosowania – chodzi o zdolności technologiczne i militarne, na przykład rakiety dalekiego zasięgu czy rozpoznanie satelitarne, które w przyszłości mogłyby zostać spożytkowane w programie nuklearnym. Ponadto Polska mogłaby zademonstrować zainteresowanie tak zwanym cyklem paliwowym, czyli technologią stosowaną w energetyce, która jest także konieczna przy produkcji broni jądrowej.
– Oczywiście Amerykanie będą wiedzieli, co Polska robi. Nie będą mogli nam rzec, że robimy aktywny program jądrowy, ponieważ nie robimy, lecz będą wiedzieli, że to wszystko, te elementy porozrzucane po mapie, scalone w całość, tworzą program nuklearny – oznajmił.
Jak podkreśla ekspert, dla Amerykanów będzie to klarowny sygnał, że ich gwarancje bezpieczeństwa są dla nas niewystarczające i przez to zaczynamy myśleć o alternatywach. Tym samym – zdaniem Świdzińskiego – USA będą miały dwie możliwości. Pierwszą: próby skłonienia nas do zarzucenia swoich aspiracji i – mimo niezadowolenia z tego faktu – zapewnienie nam większego bezpieczeństwa, na przykład poprzez uczestnictwo w NATO-wskim Nuclear Sharing albo stałej obecności amerykańskich żołnierzy na przesmyku suwalskim. Drugą opcją jest brak większych amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, co dałoby Polsce rzeczywisty punkt odniesienia i sprawdzenie w praktyce, czy „gotowość do udzielenia nam pomocy jest ograniczona”.
– Jeżeli oni (USA) nie będą gotowi akceptować tych konkretnych ryzyk, to mamy opcję B, czyli uznajemy, że ich gwarancje są niewystarczające. I skracamy sobie drogę do celu zabezpieczenia sobie własnego bezpieczeństwa własnymi siłami poprzez własną bronią jądrową – ocenił.
Premier Donald Tusk na początku marca bieżącego roku oznajmił, że „Polska prowadzi rozmowy z Francją i grupą najbliższych europejskich sojuszników w sprawie zaawansowanego programu odstraszania nuklearnego”. Wcześniej, w połowie lutego bieżącego roku, prezydent Karol Nawrocki oświadczył, że jest „wielkim zwolennikiem” przystąpienia Polski do projektu jądrowego i przyznał, że „Polska powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej”.
Nuclear sharing to mechanizm NATO, którego zasadniczy filar stanowią Stany Zjednoczone. W jego obrębie w kilku państwach europejskich, w tym na obszarze Niemiec, ulokowane są amerykańskie głowice jądrowe. O parasolu nuklearnym mówił już w 2025 roku prezydent Francji Emmanuel Macron, inicjując debatę na temat ochrony partnerów Paryża w Europie za pośrednictwem francuskiego odstraszania nuklearnego.
Adrian Kowarzyk (PAP)
amk/ ugw/
