– Sprzedawczyk czy niebywale roztropny człowiek. Dotychczas sam nie jestem tego pewien – relacjonował o Donaldzie Trumpie w rozmowie z agencją AFP Lech Wałęsa. Była głowa państwa oznajmiła, że jeśli amerykański lider tylko "udaje kompana" Władimira Putina, a w gruncie rzeczy jest "odpowiedzialnym politykiem", to obligatoryjnie należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla.

Lech Wałęsa o Donaldzie Trumpie: zdrajca albo nadzwyczaj inteligentny człowiek
– Aktualnie z pozoru sprawia wrażenie ustępliwego wobec Rosji, zwyczajnie jest wiarołomny. Można to tak postrzegać – stwierdził Lech Wałęsa, zapytany o amerykańskiego działacza.
Jak dodał, nie można wykluczyć, że Donald Trump jest “niezwykle bystrym, odpowiedzialnym politykiem”, który “jest świadomy, że jeśli USA dołączą do chóru wymierzonego w Putina, to Putin nie będzie miał innej alternatywy i będzie zmuszony użyć broni jądrowej”.
“Zdrajca albo nadzwyczaj inteligentny człowiek”. Wałęsa o Trumpie
– To niezwykle rosyjska i dojrzała gra. Nie nagabywać Putina do użycia broni atomowej, odgrywać rolę przyjaciela – oznajmił Wałęsa, podkreślając, że jeśli Trump działa w ten sposób, zyskuje na czasie i nakłania Europę do “stworzenia sojuszu przeciw Putinowi, bez wsparcia Stanów Zjednoczonych”.
Wałęsa zasugerował, że jeśli USA “włączą się do akcji”, pojawi się ryzyko wojny nuklearnej. – Można więc spoglądać na tę kwestię z dwóch stron (…): zdrajca albo niebywale bystry człowiek. Dotychczas sam tego nie jestem pewien – przyznał.
Wałęsa dodał, że w tym drugim scenariuszu Trump byłby godzien Pokojowej Nagrody Nobla. – Lecz jeśli jest zdrajcą, to na nią nie zasługuje. Należy więc odczekać, ponieważ jest za wcześnie, by to ocenić – zaakcentował.
Wałęsa widział Ukrainę w UE w czasie prezydentury? “Wszystko spaliło na panewce”
Wałęsa zaznaczył, że koniecznie trzeba wspierać Ukrainę ze wszystkich możliwych sił. Jak wyznał, ma wobec Ukrainy “moralne rozterki”, ponieważ kiedy sprawował urząd prezydenta RP, pragnął, aby Polska i Ukraina wspólnie wstąpiły do Unii Europejskiej i NATO.
Z obawy, żeby ten plan nie unicestwił polskiego członkostwa, podjął decyzję o zachowaniu go w sekrecie i zasygnalizowaniu go po ponownym wyborze. – Przegrałem wybory prezydenckie (w 1995 roku – red.) i cały zamysł nie doszedł do skutku. Powinienem był zainicjować działania wcześniej – skonstatował.
Była głowa państwa polskiego przestrzegła, że w przypadku, gdy Rosja opanuje Ukrainę, “będziemy zmuszeni uczyć się języka chińskiego i rosyjskiego”, a USA “ostatecznie poniosą klęskę”. Natomiast, jeśli uda się pokonać Rosję, to “za dekadę ponownie się odrodzi i nasze wnuki będą musiały z nią po raz kolejny walczyć”.
Według niego “rosyjska agresywność” ma swój początek w deficycie demokracji w tym państwie, którego “władze od dziesiącioleci propagują myśl, że Rosji zagraża zagraniczny przeciwnik”. – Sedno problemu Rosji nie tkwi w Putinie ani w Stalinie, a jedynie w nieodpowiednim systemie politycznym – podsumował.
Zauważyłeś coś istotnego? Prześlij fotografię, nagranie wideo lub opisz, co się wydarzyło. Skorzystaj z naszej Wrzutni
WIDEO: Prezydent zawetuje SAFE? Marcin Przydacz wskazał "duży problem"
wka/PAP/polsatnews.pl
