Język: Polski Neutralność płciowa w ofertach pracy to nadmierne obciążenie biurokratyczne – argumentowali w piątek posłowie PiS podczas sejmowej debaty nad propozycją uchylenia tego wymogu z Kodeksu pracy. Parlamentarzyści koalicji rządzącej zaznaczali, że formy żeńskie nazw zawodów są poprawne, zgodne z logiką językową i mają historyczne uzasadnienie.

24 grudnia 2025 r. weszła w życie nowelizacja Kodeksu pracy dotycząca transparentności wynagrodzeń w ogłoszeniach o pracę. Zgodnie z tymi regulacjami, pracodawcy mają obowiązek informowania kandydatów o oferowanym wynagrodzeniu lub jego przedziale przed nawiązaniem stosunku pracy, a także stosowania języka wolnego od płci w ofertach pracy.
Ta ostatnia kwestia wywołała dyskusje i sprzeciw, między innymi ze strony polityków PiS. Posłowie tej partii złożyli w Sejmie projekt ustawy mający na celu uchylenie przepisów dotyczących neutralności płci w ogłoszeniach o pracę.
Podczas pierwszego czytania projektu Rafał Weber (PiS) zaznaczył, że przepisy te wykraczają poza unijną dyrektywę w sprawie równego traktowania mężczyzn i kobiet pod względem wynagrodzenia za pracę o równej wartości lub pracę o takiej samej wartości, którą Polska ma obowiązek wdrożyć do 7 czerwca 2026 r.
Podkreślił, że stosowanie neutralności płciowej w ogłoszeniach o pracę stanowi nadmierną biurokrację. – Nie dążymy do zakazu tworzenia przez pracodawców ofert pracy w formie: menedżer-menadżerka, operator-operatorka. Pracodawca będzie miał do tego prawo, będzie miał taką możliwość, będzie to jego decyzja, jego wybór. Jednakże uważamy, że sam wymóg tworzenia ofert pracy w taki sposób jest niepotrzebny – ocenił poseł PiS.
Jak argumentował, tak skonstruowane ogłoszenia o pracę „dają mylne przekonanie kobietom, że mogą podejmować pewne role, które w rzeczywistości, na mocy decyzji pracodawcy, są przypisane mężczyznom, i odwrotnie”.
Z tymi argumentami nie zgodzili się posłowie koalicji rządzącej. Jolanta Niezgodzka (KO) wyjaśniła, że wymóg zapewnienia neutralności płciowej dotyczy wyłącznie etapu ogłoszeń rekrutacyjnych i nie obejmuje na przykład nazw stanowisk w firmie.
Według posłanki KO, używanie form żeńskich jest istotnym elementem promowania równouprawnienia kobiet. – Poprawia również widoczność i pozycję zawodową kobiet jako grupy. Formy żeńskie są poprawne, są spójne z logiką naszego systemu językowego. Są dla niego naturalne i są to formy tradycyjne dla języka polskiego, ponieważ nie są one nowym wynalazkiem, są głęboko osadzone w naszej polskiej historii i języku polskim. W pierwszej połowie XX wieku takie formy były znacznie bardziej rozpowszechnione – argumentowała Niezgodzka. Dodała, że fakt, iż formy żeńskie zostały wyparte z języka na skutek różnych procesów społecznych, nie oznacza, że nie powinny do niego powrócić.
Z kolei Mirosław Orliński (PSL) zwrócił uwagę, że przepisy w tej sprawie już obowiązują i nie generują one żadnych problemów. – Prawo musi być stabilne. (…) Nie dostrzegam logicznego, racjonalnego punktu widzenia, aby teraz wywracać wszystko do góry nogami i uchylać te przepisy – stwierdził.
W odpowiedzi Witold Tumanowicz (Konfederacja) uznał, że argument w stylu „nie wracajmy już do tego” jest nieuzasadniony, ponieważ w ten sposób nie powinno się tworzyć dobrego prawa. – Oczywiście klub Konfederacji zgadza się z tym, że nierozsądne przepisy ideologiczne należy jak najszybciej uchylać – powiedział.
Jak argumentował, Kodeks pracy powinien chronić pracowników przed dyskryminacją, a nie rozstrzygać spory ideologiczne i ingerować w język stosowany przez przedsiębiorców. Ponadto, jak dodał, prawo nie powinno zajmować się narzucaniem obywatelom określonych form językowych.
Barbara Oliwiecka (Centrum) przyznała, że słuchając dyskusji, nie dostrzega problemu. – Czy naprawdę droga posłanko, drogi pośle, uważacie, że polskie firmy sobie z tym nie poradzą, że jest to wyzwanie językowe, które przekracza ich możliwości? – pytała.
Posłanka podkreśliła, że to język kształtuje rzeczywistość. Jak zaznaczyła, na początku XX wieku brak formy żeńskiej budził oburzenie. – Formy żeńskie stały się naturalne, od kiedy kobiety wywalczyły sobie prawo do studiów uniwersyteckich, a co za tym idzie, prawo do wykonywania pewnych zawodów – przypomniała.
Oliwiecka zaznaczyła, że formy żeńskie były powszechnie stosowane przed wojną, a czasy komunizmu to zmieniły.
Podczas debaty wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak zauważył, że jest to rzadka sytuacja, gdy przedstawiciele rządu nie są obecni na sali obrad i nie prezentują stanowiska do omawianej regulacji.
Lewica złożyła wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Głosowanie nad nim zaplanowano na kolejnym posiedzeniu Sejmu. (PAP)
kkr/ agz/
