Urlop coraz częściej staje się punktem zwrotnym w życiu zawodowym Polaków. Aż 45 proc. pracowników przyznaje, że po urlopie podjęło konkretne działania w kierunku zmiany pracy: zaczęło przeglądać oferty, podpytywać wśród znajomych lub aktualizować profil na LinkedIn – wynika z badania opinii SW Research przeprowadzonego na zlecenie agencji rekrutacyjnej Devire. Jednak o zmianie pracy warto pomyśleć nie tylko w wakacje.

Z najnowszego badania opinii Devire przeprowadzonego w maju 2026 r. wynika, że w wielu przypadkach urlop może być momentem przełomowym w karierze. Wynika z niego, że
- 23,3% respondentów dopiero na urlopie uświadamia sobie, jak bardzo jest zmęczona lub przeciążona,
- 19,8% dochodzi do wniosku, że praca zabiera im zbyt dużo życia prywatnego,
- 13,4% przyznaje, że urlop dał im przestrzeń, żeby poważnie pomyśleć o zmianie zawodowej lub kierunku kariery.
Łącznie ponad 56% badanych doświadcza podczas urlopu jakiejś formy refleksji nad swoim życiem zawodowym. Dla części z nich nie kończy się ona na przemyśleniach, a dla niemal połowy oznacza konkretne działanie.
Przeglądają oferty pracy, aktualizują profil na LinkedIn
Okazuje się, że aż 45% ankietowanych przyznało, że po urlopie podjęło przynajmniej jedno konkretne działanie w kierunku zmiany pracy:
- 16% zaczęło przeglądać oferty pracy lub rozmawiać ze znajomymi,
- 15% aktywnie zaczęło szukać nowego zatrudnienia,
- 14% zaktualizowało CV lub profil na LinkedIn.
Najaktywniej działają najmłodsi: wśród osób w wieku 18–29 lat aż 30,8% zaktualizowało CV po urlopie, a tyle samo zaczęło przeglądać oferty.
Dla porównania tylko 19% stwierdziło, że urlop potwierdził ich chęć pozostania u obecnego pracodawcy.
Urlop jak papierek lakmusowy
Według Pauliny Kempińskiej, Principal Recruitment Consultant z agencji rekrutacyjnej Devire, urlop to rzadka okazja, by zobaczyć swoją pracę z dystansu.
– Nagle mamy czas, żeby zauważyć, co nam w niej nie służy. Na co dzień działamy często zbyt szybko, żeby w ogóle zadać sobie takie pytania. Jednak zanim po powrocie zaczniemy szukać nowej pracy, warto zatrzymać się na chwilę i porozmawiać z szefem o zmianach: stanowiska, obowiązków, zespołu, a może o większej autonomii. Jeśli po tej rozmowie nic się nie zmienia albo nie ma przestrzeni, żeby ją w ogóle odbyć, to już jest sygnał do działania – uważa Paulina Kempińska.
Zdaniem Bianki Madej-Maciusowicz, mentorki kariery i rozwoju zawodowego, o tym, że utknęliśmy zawodowo i czas pomyśleć o zmianie mogą świadczyć różne sygnały, nie tylko w czasie urlopu.
– Przede wszystkim mogą być to nasze powracające myśli, że tak właśnie jest. Nawet jeśli inni mówią Ci, że „przesadzasz”, „masz przecież dobrą pracę”, „praca to praca i nigdy nie będzie idealnie”, to mimo wszystko warto słuchać siebie – mówi Bankier.pl Bianka Madej-Maciusowicz. – Częstym sygnałem będą też pierwsze objawy wypalenia zawodowego, takie jak chroniczne zmęczenie, bóle głowy czy obniżenie efektywności, a stopniowo także trudności w koncentracji, nerwowość, spadek motywacji i obniżona samoocena.
Syndrom „psa na gwoździu”
Często zdarza się jednak i tak, że choć zajmowane aktualnie stanowisko niezbyt pracownikowi odpowiada i ciągle marzy o nowej pracy, to wciąż tam pozostaje. Jak twierdzi Bianka Madej-Maciusowicz, przed zmianą kariery może blokować ludzi wiele czynników.
– Po pierwsze działa tu tzw. syndrom „psa na gwoździu”. Ów pies, w metaforze, podstawia głowę pod pieszczoty swojej właścicielki, siedząc na desce, z której wystaje gwóźdź. Gdy pies podsuwa głowę, zaczepia o wystający metal. Jednak dyskomfort, który mu to sprawia, rekompensuje przyjazna ręka drapiąca za uchem. Często sami trwamy na takim gwoździu, w rozkroku pomiędzy zaletami aktualnej pracy, np. dobrym wynagrodzeniem i benefitami, a dyskomfortem wynikającym z coraz mniejszej satysfakcji i poczucia sensu tego, co robimy – tłumaczy ekspertka. – Drugim częstym powodem jest obawa przed nowym i nieznanym. Taki strach jest zaszyty w naszej psychice dość głęboko od czasów prehistorii. Nowe miejsce niosło ryzyko spotkania niebezpiecznych stworzeń, braku znanej żywności, niedostępności bezpiecznego schronienia i tym samym trudności w przetrwaniu. Dlatego te lęki są bardzo naturalne i zdecydowana większość osób się z nimi mierzy.
Nie pomaga brak wiary w siebie
Według mentorki, na to wszystko nakłada się jeszcze zachwiane poczucie własnej wartości, zwłaszcza jeżeli w sytuacji dyskomfortu w pracy trwamy zbyt długo albo doświadczymy toksycznych relacji – mobbingu, niezrozumienia, czasem połączonych z brakiem odpowiedniego wsparcia w najbliższym otoczeniu.
– Klienci, z którymi rozpoczynam współpracę, bardzo często mierzą się z brakiem wiary w siebie, co niewątpliwie utrudnia, a często uniemożliwia zmianę – mówi Bianka Madej-Maciusowicz. – Oczywiście, z punktu widzenia naszego poczucia bezpieczeństwa, najlepiej jest pracować nad zmianą jeszcze w trakcie trwania zatrudnienia. Jednak nie zawsze jest taka możliwość. Często stan, do którego się doprowadzimy, nie dopuszczając doświadomości łagodniejszych sygnałów, utrudnia nam wejście na ścieżkę zmiany. Wtedy jedynym rozwiązaniem pozostaje odejście z pracy i rozpoczęcie poszukiwań już z wolnej stopy.
Ryzyko zwolnienia i depresji
Według mentorki, pozostanie w niekomfortowej pracy niesie ze sobą duże ryzyko.
– Nasze zaangażowanie i efektywność zazwyczaj wtedy spadają, co może skutkować niższą oceną naszej pracy, a w efekcie nawet zwolnieniem. Nigdy nie jest to łatwe doświadczenie i może doprowadzić do znacznego obniżenia poczucia własnej wartości. Poza tym, przewlekłe trwanie w dyskomforcie może prowadzić do poważnego wypalenia zawodowego – twierdzi Bianka Madej-Maciusowicz.
Zdaniem ekspertki, doprowadzając swój organizm do skraju, ryzykujemy popadnięcie w stan przewlekłego stresu, czy stany depresyjne.
– Wtedy zazwyczaj jedynym rozwiązaniem stanie się zwolnienie lekarskie połączone z leczeniem psychiatrycznym i psychoterapią. Na powrót sił do życia i działania oraz ewentualne wkroczenie na ścieżkę zmiany będziemy musieli wówczas długo czekać – ostrzega mentorka.
