Związkowcy ZUS grożą strajkiem. Frustracja załogi narasta.

Spór dotyczący wynagrodzeń w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych eskaluje. Po tym, jak kierownictwo odrzuciło żądania reprezentantów pracowniczych, którzy domagają się podniesienia pensji dla zatrudnionych, jeden z najważniejszych związków zawodowych ogłasza rozpoczęcie procedury referendum strajkowego. Punktem spornym jest poziom wzrostu – pracownicy żądają podwyżek w wysokości 1200 zł brutto.

Napięta sytuacja w ZUS. Pracownicy grożą strajkiem

fot. Włodzimierz Wasyluk / / Forum

Alternatywa Związkowa funkcjonująca w ZUS poinformowała Bankier.pl, że w związku z brakiem porozumienia z zarządem w kwestii podniesienia pensji w tej instytucji, zainicjowała przygotowania do działania protestacyjnego.

Jeśli pracodawca odrzuca prowadzenie rozmów i mediacji w konflikcie zbiorowym, to oznacza, że związki zawodowe prowadzące konflikt zbiorowy mogą bezpośrednio przejść do referendum strajkowego – oznajmia Bankier.pl Piotr Szumlewicz z Alternatywy Związkowej. – Pierwszym krokiem będzie zwrócenie się do pracodawcy o udostępnienie oficjalnych danych kontaktowych pracowników, co ma umożliwić realizację wiążącego głosowania. Całość procedury ma wystartować w przeciągu dwóch – trzech tygodni.

Kluczowa jest frekwencja

Jak twierdzi związkowiec, największym problemem pozostaje frekwencja. Poprzednie referendum zakończyło się fiaskiem – pomimo że większość głosujących poparła protest, wzięło w nim udział tylko 42 proc. zatrudnionych. Związkowcy mają nadzieję, że tym razem frekwencja będzie większa niż przed trzema laty.

Dostrzegamy o wiele większą determinację pracowników. Manifestacje odbywają się w całym kraju, a postulat zwiększenia płacy o 1200 zł popierają różne organizacje związkowe – mówi Piotr Szumlewicz. – Aby wynik był rozstrzygający, w głosowaniu musi wziąć udział co najmniej połowa personelu. Jeśli z tego ponad połowa opowie się za akcją strajkową, to wtedy będziemy mieli otwartą drogę do strajku.

Wysoka odpowiedzialność, niskie dochody

Związkowcy podkreślają, że zarobki w ZUS zaliczają się do najniższych w administracji publicznej.

– ZUS to niezwykle ważna instytucja, obsługująca ogromną liczbę programów socjalnych, a średnie wynagrodzenie w niej wynosi 7060 zł brutto, co stanowi bardzo niską kwotę. Nawet jeśli pracownicy otrzymaliby wyczekiwane podwyżki, to i tak przeciętnie zarabialiby mniej niż wynosi średnia krajowa – argumentuje Piotr Szumlewicz.

Jak zaznacza związkowiec, napięcie związane ze sporem rośnie także z przyczyn formalnych.

– Sytuacja jest o tyle poważna, że pracodawca zupełnie odrzuca prowadzenie sporu zbiorowego w zakresie żądań płacowych. Oznacza to, że z jego punktu widzenia postulaty podwyżek w wysokości 1200 zł po prostu nie istnieją. Takie podejście rodzi poważne zastrzeżenia prawne – ocenia przedstawiciel związkowców. – Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie daje pracodawcy prawa do arbitralnego decydowania, które postulaty są dozwolone. Może on negocjować ich wysokość, ale nie może odmawiać samego sporu. W naszej opinii to działanie niezgodne z prawem – dodaje.

Strajk to wyjście awaryjne

Zdaniem związkowców strajk nie jest celem samym w sobie, a jedynie rozwiązaniem awaryjnym.

– ZUS zajmuje się obsługą istotnych programów społecznych, a jego paraliż stanowiłby kłopot dla całego kraju. W związku z tym apelujemy do rządu o nawiązanie rozmów i znalezienie funduszy na podwyżki – dodaje Piotr Szumlewicz.

Związkowcy zwracają uwagę na powiększający się zakres obowiązków pracowników ZUS, związany m.in. z obsługą programów takich jak 800 plus czy świadczenia wspierające. Według nich, pomimo rosnącej odpowiedzialności, pensje w instytucji faktycznie tracą na wartości w porównaniu do rynku pracy.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *