Przepych w obliczu konfliktu. Marki redukują obecność na Bliskim Wschodzie
Według doniesień agencji Reuters, nasilenie konfliktu na Bliskim Wschodzie zaczyna bezpośrednio oddziaływać na handel detaliczny i sektor dóbr luksusowych. Niektóre placówki handlowe w Dubaju, Bahrajnie oraz Kuwejcie zostały zamknięte, inne funkcjonują w ograniczonym zakresie, a międzynarodowe korporacje odwołują wyjazdy służbowe i analizują zakres ryzyka finansowego. Obszar, który jeszcze do niedawna stanowił jeden z najprężniej rozwijających się rynków mody premium, znalazł się w stanie operacyjnej niepewności.
W tym materiale dowiesz się:
- które przedsiębiorstwa ograniczyły działalność w regionie,
- jak reagują światowe grupy luksusowe,
- dlaczego Bliski Wschód był zasadniczy dla progresu sprzedaży,
- jakie straty może spowodować zastój turystyki.
Handel w trybie alarmowym. Sklepy pozamykane, załogi zredukowane do minimum
Grupa Chalhoub, zarządzająca w regionie około 900 butikami dla międzynarodowych brandów premium, dokonała zamknięcia sklepów w Bahrajnie. Mimo że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Jordanii punkty pozostają otwarte, to jednak funkcjonują one ze zmniejszonymi załogami, a obecność pracowników w miejscu pracy jest dobrowolna.
Kering – właściciel Gucci – czasowo zamknął swoje punkty sprzedaży w ZEA, Kuwejcie, Bahrajnie i Katarze oraz wstrzymał podróże służbowe do regionu. Apple zawiesił aktywność sklepów w Dubaju, H&M zamknął filie w Bahrajnie i Izraelu. Z kolei Reckitt nakazał pracownikom przejście na tryb pracy zdalnej i tymczasowo unieruchomił zakład produkcyjny w Bahrajnie.
Pomimo że firmy określają te posunięcia jako zapobiegawcze, realia są jednoznaczne: region funkcjonuje obecnie w trybie alarmowym, a handel detaliczny działa poniżej normalnych możliwości.
Zobacz też: Luksusowa moda w Rosji po wprowadzeniu zachodnich sankcji. Czy tamtejszy rynek znalazł sposób na przetrwanie?
Rynek, który miał wspomagać wzrost luksusu
Bliski Wschód odpowiada za około 5-10% globalnych wydatków na towary luksusowe. Niemniej jednak to on był w ostatnich latach jednym z niewielu obszarów, który rzeczywiście pobudzał wzrost obrotów, w czasie gdy Europa i Chiny zaczęły spowalniać. To właśnie w Dubaju i Rijadzie otwierano nowe sztandarowe butiki, organizowano premiery biżuterii wysokiej klasy i tworzono imponujące przestrzenie handlowe.
Marki inwestowały w doświadczenia konsumenta, ekskluzywne imprezy i rozbudowę sieci, polegając zarówno na zamożnych lokalnych konsumentach, jak i znacznym napływie turystów. Obecnie ta dynamika została nagle powstrzymana.
Turystyka wstrzymana. Setki milionów dolarów pod znakiem zapytania
Zamknięte porty lotnicze i ograniczenia w przemieszczaniu się uderzają w segment travel retail. Szacuje się, że rynek sprzedaży w podróży w regionie jest warty od 5 do 6 miliardów dolarów rocznie. W związku z tym każdy tydzień wstrzymanego ruchu turystycznego to dziesiątki milionów dolarów, które nie trafią do butików, stref bezcłowych i hoteli premium.
Co istotne, skutki mogą sięgać poza dany region. Klienci z Bliskiego Wschodu należą do czołowych nabywców luksusu w Paryżu, Mediolanie czy Londynie. Ograniczenie podróży może zatem wpłynąć również na sprzedaż w europejskich stolicach mody.
Ryzyko, którego nie uwzględniano w prognozach
Jeszcze parę tygodni temu region był symbolem stabilnego wzrostu i bezpiecznej przystani dla luksusu. Teraz stał się jednym z największych czynników ryzyka w globalnych szacunkach sprzedaży. Jeżeli konflikt się przeciągnie, konsekwencje nie ograniczą się do Dubaju czy Rijadu. Zamiast tego wpłyną na wyniki kwartalne koncernów, strategie rozwoju zaplanowane na 2026 rok oraz plany inwestycyjne, które miały rekompensować spadek w innych częściach świata.
Sprawdź też: Gucci zamyka drzwi w Vitkacu. Jedyny butik marki w Polsce przestaje działać
Zdjęcie główne: Unsplash
