Badanie More in Common: Polacy czują dumę z natury i nie popierają preferowania łowiectwa.

„Zwierzęta winny być chronione, ponieważ są bytami zdolnymi do odczuwania bólu, lęku i napięcia” – z tą opinią utożsamia się przeważająca część Polaków, niezależnie od poglądów, czy to liberalnych, czy konserwatywnych – wynika z analizy przeprowadzonej przez More in Common Polska.

Niedźwiedź brunatny

Foto: PAP

Estera Flieger

„Porzucam wszystko i obserwuję gromadę sikorek. Istnieje termin opisujący ten stan: awe – zachwyt i obawa. Respekt i przerażenie. Może je wzbudzić wiele fenomenów, lecz to związane z przyrodą jest najczęstsze oraz najbardziej poruszające” – w majowym wydaniu „Znaku” Elżbieta Łapczyńska rozważa motywy popularności obserwacji ptaków wśród milenialsów i opisuje swoje relacje z uskrzydlonymi sąsiadami. A gdy zwierzę jest o wiele większe niż sikorka? Jakie emocje towarzyszą Polakom, gdy pomyślą o obecności w kraju dzikich zwierząt, takich jak rysie, żubry, wilki czy niedźwiedzie, zbadało More in Common Polska.

Reklama Reklama

Badanie opinii More in Common: Polacy są zadowoleni z rodzimej dzikiej natury. Pragną zakazu polowań dla zabawy 

Rysie, żubry, wilki oraz niedźwiedzie stanowią częściej powód do radości (60 proc.) i satysfakcji (59 proc.) niż zaniepokojenia (14 proc.) i obawy (12 proc.). Natomiast z twierdzeniem, że „zwierzęta potrzebują ochrony, ponieważ są istotami, które mogą doświadczać bólu, strachu i stresu” zdecydowanie lub raczej zgadza się 80 proc. pytanych Polaków. Identycznie uważają „entuzjaści postępu” (90 proc. badanych w tej grupie), jak i „wierni tradycjonaliści” (88 proc.). – Możemy odczuwać dumę z niedźwiedzi i wilków, a jednocześnie się ich obawiać. Gatunki rozpoznawalne, sztandarowe często bywają potencjalnie niebezpieczne. Boimy się drapieżników, ale pociąga nas natura np. dużych kotów – oznajmia dr hab. Michał Żmihorski, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy.

Zwierzęta Wilki powracają do Europy. Sukces przyrody czy podstawa do niepokoju?

W minionej dekadzie liczebność wilków w Europie wzrosła o 58 procent – donosi najnowszy raport. Pomimo, że ten gatunek jeszcze niedawno był na skraj…

Zdaniem 77 proc. Polaków jednym z najgorszych czynów, jakich może dopuścić się człowiek, jest wyrządzenie krzywdy bezbronnemu zwierzęciu. Taką opinię podziela 92 proc. ankietowanych silnie związanych z konserwatywnymi zasadami i wartościami oraz 86 proc. przedstawicieli najbardziej liberalnego odłamu polskiego społeczeństwa. – Badanie unaocznia, jak istotna jest dla nas dzika natura. Stanowi źródło dumy, większej niż historia i kultura, czy sukcesy sportowców i artystów. Postrzegamy ją jako niezwykle piękną i wierzymy, że ma potencjał, aby przyciągnąć do Polski turystów. Wśród Polaków zauważalna jest silna empatia w stosunku do dzikich zwierząt. Jesteśmy przekonani, że należy je chronić, ponieważ mogą doświadczać lęku, bólu oraz cierpienia. Wywołują one przede wszystkim w nas pozytywne emocje: satysfakcję i radość. Choć u niektórych ankietowanych pojawia się też strach, to nie występuje on powszechnie. To prawda, że w mediach społecznościowych rezonują posty np. o atakach niedźwiedzi, ale w dłuższej perspektywie widoczny jest większy dystans w ocenie takich treści. Uważam, że nasze społeczeństwo jest rozsądne i potrafimy odróżnić realne niebezpieczeństwo od medialnie wzmacnianych, emocjonalnych doniesień – mówi Maria Wittels, More in Common Polska. 

Niemal 40 proc. respondentów utożsamia się ze stwierdzeniem, że „działania myśliwych przynoszą więcej szkody przyrodzie niż pożytku”. Według 34 proc. badanych sytuacja wygląda odwrotnie. Jednak myślistwo – jak pokazują dane zebrane przez More in Common – jest akceptowane, jeżeli jego celem jest „ochrona upraw rolnych i zachowanie równowagi populacji zwierząt w przyrodzie”: w takich okolicznościach uznaje je za potrzebne 55 proc. respondentów (przy sprzeciwie wobec tego stwierdzenia na poziomie 20 proc.; brak opinii deklaruje 24 proc. respondentów). Dostrzegalna jest tu różnica pomiędzy osobami o poglądach konserwatywnych i postępowych, co autorzy badania tłumaczą „odmiennym sposobem rozumienia ochrony przyrody” w tych grupach. Jednak większość biorących udział w badaniu Polaków (63 proc.) nie akceptuje twierdzenia, że „polowanie i łowiectwo to rozrywka, jak każda inna”. 

W opinii 78 proc. Polaków polowania wyłącznie dla przyjemności powinny być zakazane. To zdanie łączy „postępowych entuzjastów” (91 proc.) z „wiernymi tradycjonalistami” (85 proc.). Myślistwa jako aktywności podejmowanej w czasie wolnym broni 11 proc. badanych, a 12 proc. nie ma sprecyzowanego zdania na ten temat. Przeważająca część ankietowanych Polaków popiera wprowadzenie zakazu polowań na ptactwo (53 proc.). Ograniczać myśliwych w tym obszarze nie chce 23 proc. badanych. Sprzeciw respondentów (78 proc.) budzi także rozszerzenie listy gatunków łownych o łosia. Za opowiedziało się 7 proc. osób. Natomiast 15 proc. nie potrafiło wyrazić opinii.

– Polskie łowiectwo wymaga poważnych zmian, a ich lista jest obszerna. To m.in. całkowity zakaz polowań na ptaki, które są jedynie zwykłą fanaberią, a do tego szkodliwą dla przyrody. Z listy gatunków łownych trzeba także wykreślić szakala złocistego, również z uwagi na ryzyko pomyłki z wilkiem, a także borsuka, któremu myśliwi przypisali rolę niszczyciela ptasich gniazd. Krótko mówiąc: polskie łowiectwo należy przekształcić tak, aby realnie, a nie tylko deklaratywnie, było integralną częścią systemu ochrony przyrody – komentuje Witold Jurszo, publicysta specjalizujący się w tematyce przyrodniczej.

Swój projekt zmian w prawie łowieckim zaproponowali Zieloni. Zebrali tysiąc podpisów, koniecznych do zarejestrowania inicjatywy ustawodawczej. Aby tym, co przygotowali – a chodzi m.in. o likwidację polowań komercyjnych (również dla osób spoza kraju), zakaz nęcenia zwierząt pod ambonami, obowiązek rejestracji polowań – zajął się Sejm, w ciągu trzech miesięcy muszą zdobyć ich sto razy więcej. 

Polacy opowiadają się również za innymi regulacjami: zwiększeniem odległości polowań od zabudowań mieszkalnych ze 150 m do 500 m (75 proc.) oraz obowiązkiem okresowych badań dla myśliwych (89 proc.). W drugim przypadku poparcie wyrażają także wyborcy Konfederacji (92 proc.) i Konfederacji Korony Polskiej (79 proc.). – Można by przypuszczać, że najbardziej ideologicznie odległe od siebie segmenty polskiego społeczeństwa – liberalny oraz konserwatywny – dzieli wszystko, natomiast łączy ich mocny fundament troski o naturę i zwierzęta oraz dość krytyczna ocena myślistwa i myśliwych. Warto przy tym podkreślić, że nie oznacza to niechęci do tej grupy, lecz raczej sprzeciw wobec wykorzystywania przez myśliwych swojej pozycji oraz niehumanitarnego traktowania zwierząt. Zdaniem większości Polek i Polaków powinni oni w większym stopniu przyczyniać się do ochrony przyrody – zauważa Wittels. 

Badanie na zlecenie More in Common zostało zrealizowane przez Opinia 24 (metoda CATI i CAWI, próba 1500, 1-15 października 2025 r.).

Jacek Karczewski, Jestem na pTAK!: Ludzie kończą edukację, nie mając pojęcia, jak funkcjonuje świat, od którego zależy nasze istnienie

O sondażu „Rzeczpospolita” rozmawia z Jackiem Karczewskim, przyrodnikiem, aktywistą i współzałożycielem stowarzyszenia „Jestem na pTAK!”, który spostrzegł, że deklarujemy sympatię do zwierząt i pragniemy, aby występowały w naszym otoczeniu, lecz jednocześnie niszczymy je wraz z ich siedliskami. Dlaczego? Ponieważ „oddzielamy zwierzęta, które cieszą się wysoką oceną w badaniu, od przestrzeni, w której bytują, zapominając zupełnie o tym, że jest im ona niezbędna”. – Winna jest edukacja. Nauka o przyrodzie zanikła, usunięto ją z podstaw programowych. Ochrona przyrody to w pierwszej kolejności troska o przestrzeń, czasami tego, jak zagospodarujemy ogród lub park, a niekiedy o wiele bardziej dziką i w o wiele większej skali, bo cały rozległy las czy dolinę rzeczną – odpowiada Karczewski, zapewniając jednocześnie, że „możemy mieć jedno i drugie – cywilizację oraz wspaniałą przyrodę”. 

Niektórych Krakowian i ptaki połączyła szczególna więź. Mają swoje ulubione miejsca, gdzie pomimo wa Plus Minus Gołębie między niechęcią i empatią. Artykuł o relacjach człowiek-zwierzę w mieście

Gołębie to zwierzęta udomowione przez człowieka, które przez lata mu służyły, a gdy przestały być potrzebne, zostały uznane za szkodniki. Inne zwierz…

– Kiedy 20 lat temu rozpoczynaliśmy działalność, przeprowadziliśmy ogólnopolskie badania dotyczące postaw Polaków wobec przyrody. Zwróciliśmy w nich uwagę m.in. na to, że im młodsi byli respondenci, tym mniej wiedzieli na temat przyrody i w mniejszym stopniu byli z nią związani. W warstwie deklaratywnej, stosunek ogółu badanych do przyrody był pozytywny, ale na zasadzie „poza moim obszarem”. Respondenci wskazywali na państwo jako na instytucję, która powinna chronić przyrodę. Lecz nie kosztem ich samych. Czyli „chrońmy przyrodę, ale gdzieś indziej”. Dostrzegam ten problem również dziś. Polacy żyją w przekonaniu, że jesteśmy „biooazą” w Europie, podczas gdy plasujemy się np. w niechlubnej czołówce państw, gdzie wyginęło najwięcej gatunków ptaków. Ten mit osłabia naszą wrażliwość, co za tym idzie, godzimy się na rozproszoną zabudowę, rozrastające się fabryki czy coraz gęstszą sieć dróg w lasach – tłumaczy przyrodnik. Co by zmienił? – W podstawach programowych dominuje biochemia – do niej sprowadza się nauka biologii. Zaś to, co powinna oferować edukacja na poziomie podstawowym i w szkołach średnich, to przede wszystkim znajomość przyrody obok nas oraz budowanie więzi z nią. Powinna to być nauka o wzajemnych zależnościach i usługach ekosystemowych – skąd bierze się woda, którą pijemy, powietrze, którym oddychamy i jaki wpływ ma na jego jakość las oraz gleba. Absolwenci szkół nie wiedzą, w jaki sposób funkcjonuje świat, od którego zależy nasze istnienie – wylicza Karczewski.

Planeta Poziom zadowolenia z ochrony przyrody wzrasta na świecie. Ekologiczny paradoks

Dane amerykańskiego Instytutu Gallupa ukazują wyraźną dysproporcję między tym, jak oceniamy działania na rzecz środowiska, a tym, jaki jest jego stan….

Niedźwiedź nie atakuje ludzi dla zdobycia pożywienia, lecz dysponuje narzędziami, by ich uśmiercić. To przyzwyczajenia ludzi najczęściej sprzyjają konfliktom 

Stary niedźwiedź, z którego jesteśmy dumni, zapadł w sen zimowy. My odczuwamy strach, ale nie zachowujemy się ostrożnie i wtargamy do jego siedliska – w dużym skrócie tak można opisać źródło napięcia międzygatunkowego. – To nawyki ludzi zazwyczaj przyczyniają się do powstawania konfliktów. Otwarte kompostowniki stanowią zaproszenie dla drapieżników. Dodatkowo myśliwi dokarmiają zwierzęta, pozostawiając w naturalnym środowisku duże ilości pokarmu pochodzenia antropogenicznego – w efekcie zwierzęta mogą zacząć łączyć obecność człowieka z łatwo dostępnym zasobem pokarmowym i poszukiwać podobnych, a warto pamiętać, że niedźwiedzie cechują się doskonałym węchem – komentuje Żmihorski. – Istnieje wiele nieletalnych narzędzi, które bardzo skutecznie redukują antagonistyczne relacje ludzi z niedźwiedziami, zaczynając od ograniczenia przestrzennego rozpraszania zabudowy: budujemy w rejonach, które zamieszkują zwierzęta, a one potrzebują sporo czasu, zanim zmodyfikują swoje przyzwyczajenia. Zabudowa w Polsce jest chaotyczna – w zasadzie każdy chciałby mieć domek w pobliżu lasu, a to sprawia, że przestrzenie aktywności ludzkiej i zwierzęcej się pokrywają – dodaje specjalista.

W drugiej połowie kwietnia bieżącego roku, spotkanie z niedźwiedziem w lesie okazało się śmiertelne w skutkach dla 58-letniej mieszkanki powiatu sanockiego. Co mogło się wydarzyć? W rozmowie z TVN24 rozważał to syn kobiety: „Mama kochała las, dość często chodziła do niego na spacery. Niedźwiedź, gdy leży, przypomina skłębioną górkę, kopiec z ciemnej ziemi. Jak się na niego nadepnie, nie ma szans na ucieczkę. Musiał być blisko, natknęła się na niego bezpośrednio i doszło do tragedii”. 

Do tego dramatu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” odnosi się Jurszo, przestrzegając jednocześnie przed wywoływaniem paniki. – Niedawno na Podkarpaciu niedźwiedź zabił kobietę, która zbierała poroża w głębi lasu. Następnie pojawiły się fałszywe informacje o kolejnych rzekomych atakach niedźwiedzi, które bez odpowiedzialności upowszechniały popularne portale informacyjne. Temat wykorzystują prawicowi politycy, próbując w ten sposób zyskać kapitał wyborczy. Trudno się zatem dziwić, że w społeczeństwie, które w zasadzie ma pozytywne nastawienie do dzikich zwierząt, w tym dużych drapieżników, rodzi się strach. W rezultacie takie miejsca jak Bieszczady, zaczynają być postrzegane jako obszary śmiertelnego zagrożenia, co zaczyna odczuwać tamtejsza branża turystyczna. Rzeczywistość jest natomiast taka, że część miejscowości w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim boryka się z problemem niedźwiedzi zbliżających się do siedzib ludzkich. Tylko że ci, którzy najgłośniej domagają się, aby niedźwiedzi było mniej i część z nich trzeba zastrzelić, milczą na temat tego, że niedźwiedź musi mieć jakiś powód, by zbliżyć się do ludzkich osad, a tym powodem są niezabezpieczone odpady, które stanowią obietnicę łatwego pożywienia. Ponadto niedźwiedzie chętnie korzystają z miejsc dokarmiania zwierząt łownych, objadając się tam kukurydzą, a więc kolejnym pokarmem pochodzenia antropogenicznego. Takiego problemu nie da się rozwiązać populistycznym hasłem „niedźwiedzi jest za dużo” – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” publicysta przyrodniczy. 

Z regionów Drapieżniki na Podkarpaciu. Władze lokalne potrzebują efektywnego wsparcia

Mieszkańcy są przerażeni, państwo nie reaguje, a my – samorządowcy – jesteśmy bezsilni. Tak krótko skomentował jeden z podkarpackich włodarzy sy…

Podobnie na ten problem spogląda Żmihorski. – Niedźwiedź dysponuje narzędziami do tego, aby chwytać i zabijać inne dzikie zwierzęta. Jest dużym drapieżnikiem i może stanowić zagrożenie dla człowieka. Lecz nie traktuje go jako ofiarę. I nie poluje na niego, jak na ssaki parzystokopytne – tłumaczy ekspert. – Politycy wywołują – reakcję społeczną, która jest nieproporcjonalna do faktycznego ryzyka – wyolbrzymiając zagrożenie i kreując zafałszowany obraz niedźwiedzi. To wdzięczny temat dla lokalnych polityków. I myśliwych, którym zależy na utrwaleniu wizerunku niebezpiecznej przyrody, którą to oni rzekomo najlepiej kontrolują – dodaje.

Czy niedźwiedzie i ludzie konkurują ze sobą? Zdaniem Żmihorskiego nic z tych rzeczy. Rywalizują natomiast dwa modele relacji z dziką przyrodą. – Lokalni działacze, politycy oraz myśliwi, którzy czerpią korzyści z gospodarczego wykorzystania zasobów przyrodniczych, czują się zagrożeni tym, że ochrona przyrody urasta do rangi całkowicie racjonalnego sposobu zarządzania środowiskiem naturalnym. Lub inaczej: wycinka lasu na drewno i zastrzelenie dzika w celu wyprodukowania z niego kiełbasy zyskują poważnego konkurenta w postaci ochrony tych zasobów, co przynosi korzyści lokalnej społeczności w formie rozwoju turystyki – analizuje ekolog. 

Czy ludzie i niedźwiedzie mogą koegzystować? Zanim padną strzały i w sytuacji, gdy nie ma innego wyjścia

Czy koegzystencja niedźwiedzi i ludzi jest możliwa? – Najważniejsze jest zapobieganie problematycznym sytuacjom, zanim w ogóle do nich dojdzie. W przypadku dużych drapieżników, takich jak wilk i niedźwiedź, będzie to oznaczać np. uniemożliwienie im dostępu do odpadów, ponieważ to one najczęściej przyciągają te zwierzęta do ludzkich osad. Wilki, jeśli mają taką możliwość, mogą polować na zwierzęta hodowlane, więc również je należy zabezpieczyć, najlepiej przy użyciu metod łączonych. Musimy wziąć za to wszystko odpowiedzialność, dzikie zwierzęta tego za nas nie zrobią. Jeżeli w jakiejś bieszczadzkiej wsi niedźwiedź ma możliwość wyjadania ze śmietnika, to jego zabicie nie rozwiąże problemu, ponieważ na jego miejsce pojawi się wkrótce kolejny amator niezabezpieczonych odpadów. Odstrzał powinien dotyczyć przede wszystkim osobników, które stanowią realne zagrożenie dla ludzi, lecz sam w sobie nie stanowi uniwersalnego rozwiązania – odpowiada Jurszo.

– Istnieje wiele pomysłów, które nie znajdują potwierdzenia w empirycznych dowodach. Należy ograniczyć pulę proponowanych rozwiązań. W oparciu o naukę, musimy stworzyć racjonalny model zarządzania ryzykiem występowania antagonistycznych relacji ludzi z dzikimi zwierzętami. Istnieją osoby, które prowadzą badania, również poza granicami naszego kraju, ponieważ są miejsca, gdzie podobnych interakcji jest więcej – warto wykorzystać te doświadczenia, aby wprowadzić je w życie w Polsce – przekonuje Żmihorski. 

Co zatem radzi zrobić biolog zanim padną strzały i kiedy nie ma innego wyjścia?  – W Stanach Zjednoczonych popularny jest gaz pieprzowy. Inną metodą jest aktywne odstraszanie za pomocą dźwięków i zapachów oraz przy użyciu gumowej amunicji. To zestaw narzędzi, po które należy sięgnąć, zanim użyje się tego ostatecznego. W tym ostatnim przypadku chodzi o osobnika, którego nie da się przepędzić, ponieważ ma zaburzone postrzeganie bliskości człowieka i nie traktuje go jako zagrożenia – np. był celowo dokarmiany – analizuje Żmihorski. 

Platformy społecznościowe żyją nagraniem dwóch niedźwiedzi na posesji, do której prowadziła otwarta brama. Czy dla dużego drapieżnika ma to jakiekolwiek znaczenie? – Płot, ogrodzenie to zawsze jakaś przeszkoda dla przemieszczającego się niedźwiedzia – gdy wsie rozciągają się kilometrami, istnieje większe ryzyko, że wejdzie na posesję, jeżeli brama jest otwarta. Warto byłoby to zbadać, ponieważ im więcej zależności zostanie sparametryzowanych, tym efektywniej będziemy zarządzać ryzykiem – rozważa Żmihorski. – Wprowadzając się w głąb Bieszczadów, ciesząc się otaczającym nas lasem, gdzie uciekamy przed zgiełkiem miasta, musimy mieć świadomość tego, że lasy mają swoich mieszkańców – podsumowuje biolog.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *