Kto ponosi odpowiedzialność za sankcje od Pfizera? Rząd PiS, Komisja Europejska i 5,6 mld zł zadłużenia

Spór z Pfizerem o nieużyte szczepionki niesie dla Polski pokaźną grzywnę. Przyglądamy się zapisom unijnej umowy, decyzjom władz i temu, czy istniała możliwość uniknięcia konsekwencji finansowych. Co zawiodło i kto jest za to odpowiedzialny?

Sąd w Belgii postanowił, że Polska ma uiścić opłatę w wysokości 5,6 mld zł na rzecz firmy Pfizer za niezrealizowane dostawy szczepionek przeciw COVID-19

Foto: EPA/JUSTIN LANE

Michał Płociński, blew

Sąd belgijski wydał nieprawomocny wyrok, zgodnie z którym Polska jest zobowiązana do odbioru 64 mln dawek preparatu od koncernu farmaceutycznego i zapłaty za nie kwoty 5 mld 644 mln zł. 

Reklama Reklama

Ministerstwo Zdrowia podkreśliło, że od tego nieprawomocnego orzeczenia Polsce przysługuje prawo do wniesienia odwołania. „Polska planuje wykorzystać wszelkie dostępne środki prawne w celu zmiany tego wyroku i ochrony swoich interesów” – zawiadomił resort. Konrad Korbiński, dyrektor generalny Ministerstwa Zdrowia, który nadzoruje tę kwestię z ramienia resortu, wyjaśnił we wtorek, 2 kwietnia, że porozumienie zostało zawarte w 2021 roku, kiedy to zakontraktowano już prawie 109 mln dawek szczepionki, a w składach znajdowało się 30 mln niewykorzystanych dawek. – Wówczas ówczesny rząd podjął decyzję o przystąpieniu do kolejnego zamówienia. Skala była ogromna – blisko 89 mln dawek łącznie na lata 2022–2024 – powiedział.

Były wiceminister zdrowia w rządzie PiS Janusz Cieszyński, komentując ten wyrok, zaznaczył, że umowę na zakup szczepionek sygnowała Ursula von der Leyen i Komisja Europejska, a nie Polska. – Nie mieliśmy żadnej sposobności, aby renegocjować jej warunki, ponieważ harmonogram był bardzo napięty, a priorytetem było zdrowie Polaków – stwierdził. „Umowy z Pfizerem były podpisywane na zasadzie »bierz wszystko, albo nic«. Tak, Polska mogła w maju 2021 r. ogłosić, że wycofuje się z mechanizmu wspólnych zakupów. To oznaczałoby, że zostajemy przesunięci na koniec kolejki do najlepiej zapowiadającej się szczepionki za wszystkie inne kraje UE i znaleźlibyśmy się w sytuacji, w której, po wyczerpaniu się dostaw (szczepionka była wówczas ważna przez sześć miesięcy), możemy zostać bez niczego” – napisał na platformie X. 

W radiowej Trójce do tematu odniósł się także Michał Dworczyk. – W tamtym czasie sytuacja wyglądała tak, że aby szczepionki jak najszybciej trafiły do Polaków (…) te zamówienia okazały się nadmierne niemal we wszystkich krajach – argumentował. – Z częścią dostawców udało się osiągnąć porozumienie. Pfizer był jedyną firmą, która po prostu chciała wyciągnąć pieniądze, w ogóle nie podejmując rozmów, dlatego sprawa została skierowana jako zgłoszenie do Prokuratury Europejskiej – mówił.

Kto ponosi odpowiedzialność za to, że Polska ma wypłacić 5,6 mld zł kary amerykańskiej firmie farmaceutycznej Pfizer? Porozumienie, którego dotyczy przegrana właśnie sprawa przed belgijskim sądem, zostało zawarte 20 maja 2021 roku, w czasie, gdy w Polsce rządziło Prawo i Sprawiedliwość. W imieniu państw członkowskich zawarła ją Komisja Europejska. Na jej mocy Unia zobowiązywała się do zakupu bardzo dużej ilości szczepionek przeciw COVID-19, zgodnie z wcześniej ustalonym podziałem na poszczególne państwa.

Dlaczego Unia Europejska nabyła tak wiele szczepionek od Pfizera

Tak zwana trzecia umowa ramowa zakładała dostarczenie nawet 1,8 mld dawek dla 450 mln mieszkańców wszystkich krajów UE. Klara Klinger, redaktor naczelna serwisu Rynek Zdrowia, która od początku obserwowała negocjacje prowadzone przez Komisję, przypomina, że był to prawdziwy wyścig z czasem – zarówno po stronie przedsiębiorstw farmaceutycznych pracujących nad szczepionkami, jak i globalnych mocarstw, dążących do jak najszybszego sfinalizowania umów, aby zabezpieczyć potrzeby swoich obywateli.

Po stronie przedsiębiorstw bez wątpienia zwycięzcą tego wyścigu okazał się Pfizer. – Opracował bardzo dobrą szczepionkę, która ocaliła wiele ludzkich istnień – podkreśla Klara Klinger w najnowszym epizodzie „Rzecz w tym”, codziennego podcastu „Rzeczpospolitej”. Z kolei po drugiej stronie skutecznością wykazała się Unia, przygotowując – za pośrednictwem Komisji i jej przewodniczącej Ursuli von der Leyen – olbrzymie zamówienie w imieniu wszystkich państw członkowskich, co przyniosło korzyści przede wszystkim mniejszym krajom europejskim, które w innym przypadku musiałyby długo czekać na dostawy szczepionek.

– Komisja Europejska uznała, że my jako Europa musimy być pierwsi, a było wiadomo, że kolejka po szczepionkę, której jeszcze nie ma, dopiero powstaje na liniach produkcyjnych, będzie bardzo długa i dla wielu jej nie wystarczy. To były pierwsze wspólne zakupy, zrealizowane naprawdę solidarnie przez wszystkie państwa Unii Europejskiej. Okazało się jednak, że coś za coś. Pfizer postawił bardzo surowe warunki. Po pierwsze, byliśmy zobowiązani zamówić bardzo dużą liczbę dawek, po drugie – wziąć na siebie część ryzyka finansowego za ewentualne komplikacje, a po trzecie – zgodzić się na brak klauzuli o możliwości rezygnacji z umowy – relacjonuje Klara Klinger.

Dlaczego Polska przyłączyła się do tzw. trzeciej umowy ramowej na zakup szczepionek, pomimo że mieliśmy już pełne magazyny?

Brak możliwości rezygnacji z umowy okazał się decydujący. W maju 2021 roku nikt nie wiedział, jak potoczy się rozwój wirusa. Kiedy ustąpi? Kiedy sytuacja wróci do normy? Kiedy podaż szczepionek zacznie przewyższać popyt?

Ochrona zdrowia Wyrok ws. Polska-Pfizer. Zapłacimy 6 mld za szczepionki, które pójdą do utylizacji

Sąd w Brukseli rozstrzygnął spór o zerwanie kontraktu na zakup szczepionek Pfizer. Jego skutki mogą kosztować Polskę nawet 6 mld zł. Rząd wskazuje…

Pierwsza umowa ramowa została wynegocjowana w listopadzie 2020 roku. Od 27 grudnia, kiedy to w Polsce rozpoczęły się szczepienia, do maja, kiedy to podpisaliśmy trzecią umowę, niewiele się zmieniło. Był to czas surowego lockdownu, zamkniętych placówek edukacyjnych, a nawet terenów leśnych. Nie mieliśmy pewności, jak skuteczne okażą się szczepionki i czy będą chronić przed kolejnymi wariantami wirusa. W maju dysponowaliśmy już zabezpieczonymi rezerwami w magazynach, ale nikt nie był w stanie przewidzieć, jak ukształtuje się na nie zapotrzebowanie.

– Otrzymaliśmy pięć dni na podjęcie decyzji o odstąpieniu od umowy. Wszystkie państwa członkowskie, nie tylko Polska. Doskonale pamiętam te rozmowy i nieformalne dyskusje. Komisja wywierała dużą presję, aby nie było tzw. opt-outów, czyli żeby nikt się nie wycofywał. Trwała jeszcze walka o to, by dostawy nie były opóźnione, a media donosiły o przesuwaniu terminów. Zdawaliśmy sobie sprawę, że zwiększamy ryzyko finansowe, bo być może nie będziemy potrzebować aż tylu szczepionek, ale zapewniano nas, że dzięki temu znajdziemy się w uprzywilejowanej pozycji i dostarczymy te szczepionki na czas – wspomina gość podcastu „Rzecz w tym”.

Foto: Instytut Badań Rynku Turystycznego Traveldata

Dziś jednak widzimy, że tych zamówionych w maju szczepionek nie potrzebowaliśmy. Czy istniała możliwość, aby rząd Prawa i Sprawiedliwości sprzeciwił się unijnej solidarności? – Jedynym krajem, który zrezygnował z tej umowy, były Węgry. Należy przypomnieć, że Viktor Orbán chwalił się wówczas, że ma rosyjskiego Sputnika, chińskie szczepionki i inne, więc nie potrzebuje europejskiego zamówienia. Czy w tej sytuacji Polska mogła oświadczyć: rezygnujemy razem z Węgrami, ramię w ramię z Orbánem przeciwko Komisji Europejskiej? To była trudna decyzja – ocenia Klinger.

Dlaczego Polska nie odebrała zamówionych szczepionek, a inne państwa unijne jednak to zrobiły?

Kiedy w lutym 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę, Polska dysponowała pełnymi magazynami szczepionek i miała już lepsze rozeznanie co do ich skuteczności oraz dalszego przebiegu pandemii. Mateusz Morawiecki wraz z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim skierowali wówczas pismo do Ursuli von der Leyen, w którym argumentowali, że wojna u naszych granic stanowi siłę wyższą – Polska znajduje się na linii frontu, udziela pomocy Ukraińcom, poniosła duże nakłady finansowe, dlatego nie stać nas obecnie na szczepionki, które i tak będziemy zmuszeni niezwłocznie zutylizować. Pfizer nie uznał jednak tej argumentacji. – Dla nich umowa jest święta. To konkretne koszty, przychody, rozliczenia na giełdzie, przed akcjonariuszami itp. Zrozumiałe jest, że nie mogli zgodzić się na taką prośbę ze strony Polski – mówi gość podcastu.

Już wówczas musieliśmy utylizować dziesiątki milionów dawek zalegających w magazynach, którym upływał termin ważności. – Ale nie tylko my. W całej Unii Europejskiej wszystkie państwa masowo pozbywały się szczepionek, wyrzucając je na śmietnik. Jeżeli mielibyśmy dziś karać kogoś za marnotrawstwo, to w rzeczywistości powinien odbyć się zbiorowy proces przeciwko wszystkim państwom unijnym – ocenia Klinger.

Zdrowie Szczepionki przypominające przeciw COVID-19. Naukowcy sprawdzili ich skuteczność

Nowe, obszerne badanie przeprowadzone na ponad 3 milionach osób ujawniło, że szczepionki przypominające zmniejszyły ryzyko hospitalizacji i zgonu z…

Polska postąpiła jednak inaczej niż pozostałe kraje. Zamiast odebrać zamówione szczepionki, zapłacić Pfizerowi miliardy euro i po cichu zutylizować niepotrzebne dawki, wszczęła alarm na forum unijnym. – Bardzo nalegaliśmy i namawialiśmy inne kraje do protestu. Chcieliśmy konfrontacji z Pfizerem i częściowo z Komisją Europejską, która długo prezentowała twarde stanowisko, że umowa to umowa i niczego w niej nie zmienimy – mówi redaktor naczelna Rynku Zdrowia. Wokół tego porozumienia pojawiają się jednak różne zarzuty. – Obecnie mamy potwierdzone przez różne instytucje unijne, że KE zabrakło przejrzystości, ponieważ nie ujawniono, jak wyglądały negocjacje nad tą umową, a prowadzone były one z samym prezesem Pfizera – dodaje Klinger. Czy zatem wina leży po stronie KE? – Można ponownie powiedzieć: coś za coś – dzięki temu udało się ocalić wiele istnień ludzkich. Nie ma tu jednej słusznej odpowiedzi.

Rząd Mateusza Morawieckiego w swoich naciskach osiągnął jednak połowiczny sukces. Udało mu się doprowadzić do tego, że Komisja zgodziła się na renegocjacje umowy z Pfizerem. – Prowadziliśmy wtedy korespondencję z KE i pamiętam, że na początku rzeczywiście odrzucała możliwość jakichkolwiek renegocjacji, a następnie częściowo ustąpiła – opowiada Klinger. KE wynegocjowała aneks, który umożliwiał nieznaczne zredukowanie zamówienia (o około 35 proc.), na co zgodziły się wszystkie państwa oprócz Polski i Rumunii.

– Uznaliśmy, że nie będziemy wyrzucać szczepionek na śmietnik. I być może było to nieracjonalne, ponieważ mogliśmy wówczas zapłacić nieco mniej, odebrać szczepionki i je zutylizować, a teraz zostaliśmy ukarani i mamy zapłacić więcej, ale szczerze mówiąc, ten wyrok belgijskiego sądu był dla mnie zaskoczeniem, ponieważ nie uwzględnił żadnego argumentu Polski. Spodziewałam się, że sąd orzeknie coś w rodzaju, że być może Pfizer zaprzestał już produkcji tych szczepionek, ponieważ jest to bezcelowe, a Polska niech zapłaci nieco mniejszą karę. Tymczasem sąd w ogóle nie wziął pod uwagę w swoim wyroku interesu publicznego, a jedynie interes firmy. A przecież interes publiczny polega na tym, że są to zbędne koszty produkcji i poważne zanieczyszczenie środowiska, do tego utylizacja też sporo kosztuje – są to pieniądze konkretnych podatników unijnych, ale także nasze środowisko. Nie rozumiem tego wyroku – wyznaje Klara Klinger.

Co rząd Mateusza Morawieckiego mógł zrobić lepiej w sprawie szczepionek?

Dla obecnego rządu kara zasądzona Polsce przez belgijski sąd stanowi poważny problem. – Z całą pewnością można stwierdzić, że obecny rząd zdecydowanie nie ponosi za to winy. I mogliśmy zapłacić np. 2 mld zł mniej, gdybyśmy wcześniej zgodzili się na wynegocjowany przez KE aneks, redukujący wielkość dostaw. I sprawa byłaby zakończona. Zawsze jednak istnieje możliwość, aby coś zrobić lepiej. Analizując szczegóły całej tej sprawy, trudno jednoznacznie wskazać winnego – ocenia rozmówczyni podcastu.

Prawo dla Ciebie Rząd reaguje na wyrok ws. szczepionek. „Rachunek na 6 mld zł za partactwo PiS”

Minister finansów Andrzej Domański w ostrych słowach skrytykował rząd PiS za zerwanie umowy na dostawę szczepionek przeciw COVID-19. W środę sąd w…

– Gdybym miała wskazać, czy poprzedni rząd ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność, to chyba bardziej za to, że tak niewielka liczba Polaków się zaszczepiła. Odsetek ten był u nas jednym z najniższych w Europie. Oczywiście, nawet gdyby się zwiększył, nie wykorzystalibyśmy dziesiątek milionów zamówionych szczepionek, ale z pewnością można było podjąć większe starania. Politycy PiS-u z pewnością odpowiedzieliby, że zorganizowali doskonały system szczepień – i to prawda. Był to jeden z najlepszych systemów w Europie. Jednocześnie jednak politycznie sączono taką narrację, puszczano oko do pewnej grupy wyborców, sugerując, że ze szczepieniami to nie do końca wiadomo, a nawet sam prezydent wspominał, że nie będzie się już szczepił na grypę, że nie wszyscy musimy wierzyć w te szczepienia – opowiada Klinger.

– Prześledziłam nawet, kiedy to się zaczęło. Było to efektem działań, które rozpoczęły się znacznie wcześniej. Już w 2017 roku zaczęto zapraszać do TVP, w czasie największej oglądalności, osoby z ruchu antyszczepionkowego. I debatowano, czy to jest pozytywne, czy negatywne zjawisko. To tak, jakby zaprosić zwolenników teorii płaskiej Ziemi do dyskusji na temat tego, czy Ziemia jest okrągła. Telewizja publiczna za czasów PiS-u dopuściła do głosu osoby, które głosiły treści bardzo niebezpieczne dla zdrowia publicznego – było to karygodne. Ówczesne Ministerstwo Zdrowia nie wyraziło wówczas sprzeciwu – ocenia.

– Czy zatem poprzedni rząd mógł postąpić lepiej? Uważam, że tak, mógł poprzez pewne działania uratować większą liczbę osób. Czy zakupił zbyt wiele szczepionek? Tak. Czy mógł postępować bardziej oszczędnie? Tak. Nie było to jednak tak proste, jak mogłoby się dziś wydawać, i nie powinniśmy przedstawiać tego w czarno-białych barwach – podsumowuje Klara Klinger w podcaście „Rzecz w tym”.

No votes yet.
Please wait...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *